
Parafrazując słowa jednego z moich ulubionych bohaterów filmowych, życie recenzenta sprzętu audio jest jak pudełko czekoladek - nigdy nie wiadomo, co nam się trafi. No, może nie do końca, bo jednak po iluś tam latach opisywania kolumn i wzmacniaczy, człowiek już z grubsza wie, czego może się spodziewać po danym produkcie, jednak do momentu odpalenia pierwszej płyty niczego nie można być pewnym. Układając plany testów na najbliższe tygodnie, zawsze staramy się wstępnie selekcjonować urządzenia tak, aby recenzje były jak najciekawsze, a opisywany przez nas sprzęt był naprawdę wartościowy. Co trafi się w następnym kartonie? Może to być wzmacniacz za tysiąc złotych albo hi-endowy odtwarzacz przenośny. Od czasu do czasu robię sobie jednak małą przyjemność i biorę do testu urządzenie, na które sam miałbym ochotę. Na przykład jakiś wzmacniacz lampowy, którego nigdy nie kupiłbym albo ze względu na cenę, niską moc lub ograniczoną funkcjonalność. Ale posłuchać mogę! Teraz przyszła pora na kolejną tego typu przyjemność, a towarzyszem mojej audiofilskiej rozpusty będzie najnowszy wzmacniacz marki T+A.

[English version] Polski wzmacniacz. Lampowy. Wyprodukowany przez młodą, mało znaną firmę. Oferujący zaledwie 5,5 W na kanał. Nie brzmi to jak przepis na sukces, prawda? A jednak kiedy go zobaczyliśmy, od razu wiedzieliśmy, że prędzej czy później wyląduje w naszym teście. Block to produkt firmy G Lab Design Fidelity, której celem było zaprojektowanie audiofilskiego, lampowego wzmacniacza XXI wieku. I nie mamy tu na myśli wbudowanych przetworników ani streamerów. Urządzenie jest bardzo efektowne, ale też wyjątkowo proste w swojej formie, co według producenta znajduje także odzwierciedlenie w jego budowie wewnętrznej. Sama firma może i jest jeszcze młoda, ale stoją za nią ludzie z doświadczeniem i jasno określoną wizją.

[English version] Mission, B&W, KEF, Castle, Celestion, Rogers, NAD, Acousitc Energy, Naim, Spendor, Harbeth czy ProAc to tylko kilka firm, których nazwy powinny audiofilom jednoznacznie kojarzyć się z czymś, co można nazwać brytyjską szkołą brzmienia. Nie oznacza to oczywiście, że produkty wszystkich wyspiarskich marek grają tak samo - można wyróżnić tutaj co najmniej kilka nurtów, ale nie ma co ukrywać, że w tej części świata powstało mnóstwo audiofilskich legend. Niedawno kilkoma mocnymi strzałami przypomniała nam o sobie kolejna brytyjska firma - Chord Electronics. Dotychczas zajmowała się ona głównie hi-endową elektroniką zorientowaną na systemy stacjonarne, ale za sprawą niewielkiego, funkcjonalnego przetwornika z wyjściem słuchawkowym usłyszeli o niej wszyscy. Ten przetwornik to właśnie Hugo. Jego rozwinięciem jest model Hugo TT - model typowo biurkowy, o bardziej rozbudowanej funkcjonalności. Ponieważ żadnego z nich nie mieliśmy okazji testować, wzięliśmy od razu oba i postanowiliśmy porównać je ze sobą.

Sprzęt firmy Encore Seven, której dzieckiem jest testowany dziś przedwzmacniacz gramofonowy Egg-Shell Prestige PS5, jest już znany uważnym czytelnikom StereoLife. Na łamach naszego magazynu prezentowany był wzmacniacz lampowy Prestige 12WKT, później ukazał się także wywiad z założycielem firmy - Krzysztofem Grabowskim. Encore Seven to nie tylko wzmacniacze, ale także szeroko rozumiana działalność okołomuzyczna. Z powyższych informacji wyłania się obraz młodej, ale już prężnie działającej firmy, której działania nie ograniczają się do produkcji sprzętu audio, choć zapewne ta część jest dla naszych czytelników najważniejsza. A ów sprzęt to wyłącznie stylowe wzmacniacze lampowe sygnowane marką Egg-Shell i logiem odręcznie, lekko karykaturalnie narysowanej lampy.

Założyciel rodzinnej firmy Xavian - Roberto Barletta - urodził się w Turynie w północnych Włoszech. Zamiłowanie do muzyki sprawiło, że Roberto od najmłodszych lat interesował się dźwiękiem i sposobami jego wydobycia. W 1989 roku zaskoczył swoich własnych nauczycieli, przedstawiając im projekt wzmacniacza pracującego w klasie A. Był to pierwszy sukces, który upewnił go co do słuszności obranej drogi. W temacie elektroniki założyciel Xaviana czuł się zawsze jak ryba w wodzie, dlatego wkrótce podjął pracę w firmie produkującej systemy głośnikowe i wzmacniacze. Przygoda trwała pięć lat, po czym Roberto postanowił wyemigrować do Pragi. To właśnie tam założył własną firmę, której nazwa pochodzi z greckiej mitologii. Xavian to święte miejsce przeznaczone dla muz, postrzegane jako źródło inspiracji. Po paru przeprowadzkach, docelowym miejscem prowadzenia fabryki stały się Hostvice niedaleko Pragi, gdzie firma korzysta ze starego, przestronnego młyna.

Wchodząc któregoś dnia do naszej sali odsłuchowej zauważyłem, że w głównym systemie pracują jakieś nietypowe kolumny, z charakterystycznym przecięciem na środku. Jak się okazało, były to podłogowe zestawy marki Atohm, której produkty dostępne są w naszym kraju od niedawna. Zacząłem się zastawiać skąd mogę znać tę nazwę i jedynym, co przyszło mi do głowy była nazwa Atoll - producenta audiofilskiej elektroniki. Było to skojarzenie z gatunku chybił-trafił, ale co się okazało - bingo! Marka Atohm należy bowiem do tego samego koncernu i jest w zasadzie oddziałem Atolla odpowiedzialnym za produkcję kolumn. Może się to wydawać dziwne, ale audiofile chyba po prostu nie lubią kiedy każdy element systemu nosi to samo logo. Nie będę jednak oddawał się rozważaniom typu kto, co i z kim, a przejdę od razu do produktu, który przyszło mi opisywać.

Produkty marki Astell&Kern wzbudzają wiele emocji. Nie tylko ze względu na ceny, ale także chęć producenta aby jego urządzenia były postrzegane jako najlepsze na świecie. Od początku istnienia marki, każdy prezentowany model był rozwinięciem poprzedniego, nie licząc AK Jr, który był ukłonem w stronę początkujących i mniej zamożnych amatorów dobrego brzmienia. Choć patrząc na nasze realia, nawet 2299 zł za przenośny odtwarzacz muzyki to niestety sporo. Jeszcze do niedawna szczytową pozycję zajmował model AK240, uznany przez wielu recenzentów oraz użytkowników za najlepszy osobisty odtwarzacz plików na świecie. Sytuacja ta zmieniła się, kiedy Astell&Kern pokazał światu nowego flagowca - właśnie AK380. A my otrzymaliśmy go do testu wraz z całym pakietem akcesoriów.

W czasach, gdy coraz większa liczba osób, szczególnie młodych, próbuje pomieścić się w małych mieszkaniach i pokojach, wzrasta zapotrzebowanie na małe, zgrabne i ładne głośniki, które nie mają wielkich wymagań wobec sprzętu towarzyszącego. Jeszcze kilka lat temu mogło się wydawać, że miniaturyzacja nie dotknie w jakiś szczególny sposób branży audio, a trend kupowania dużych kolumn i wzmacniaczy utrzyma się na długo. Jednak nawet jeśli mamy na to fundusze, często okazuje się, że po prostu nie mamy warunków, a wpychanie podłogówek do małego pokoju nie jest dobrym pomysłem. Skoro dziś nosimy w kieszeni urządzenie zastępujące kilkanaście innych, telewizory wieszamy na ścianie a nie stawiamy na osobnej szafce, to dlaczego rozwój zestawów głośnikowych miałby nie pójść w podobnym kierunku? Od tego przecież jest technologia, prawda? Tak myśli spora część klientów, czego efektem są rozmaite soundbary i systemy typu all-in-one z wbudowanymi głośnikami. Jednak i audiofile wiedzą, że czasami mniej znaczy więcej. Owszem, bas z 30-cm głośnika w dużej skrzyni jest fajny, ale nie zawsze potrzebny, a monitory zajmują szczególną pozycję na audiofilskiej mapie szacunku.

[English version] Kiedy rynek sprzętu audio szturmem podbijały przetworniki i różnego rodzaju odtwarzacze plików, niektórzy widzieli w tym jedynie jakąś ślepą gałąź ewolucji. Dla audiofilów starej daty przetwornik mógł być wyłącznie elementem odtwarzacza płyt kompaktowych, ale też ludzie, którzy dziesięć lat temu widzieli przyszłość w łączeniu świata hi-fi z muzyką trzymaną na dysku komputera, nie byli do końca przekonani czy DAC stanowi już ostateczne rozwiązanie tej kwestii. Jakiś czas później raczkowały już serwery odtwarzające muzykę z wbudowanego dysku lub zewnętrznej pamięci, a potem również pierwsze streamery. Dziś sytuacja wydaje się już w miarę przewidywalna, a przetworniki w dalszym ciągu rosną w siłę - stają się coraz poważniejsze, lepsze, większe i bardziej hi-endowe. Hegel jest jedną z firm, która świat DAC-ów zna bardzo dobrze. Norwegowie produkowali je kiedy wybór na rynku nie był jeszcze tak duży, i od tamtego czasu stale rozwijają swoją ofertę w tym temacie. Sam na przestrzeni kilku lat słuchałem modeli HD2, HD11, HD12, HD20 i HD25. Teraz firma postanowiła przebić wszystkie wcześniejsze dokonania, wprowadzając topowy model HD30.

[English version] Ingenium to podstawowy model gramofonu w ofercie AVID-a. Tym zdaniem można by zarówno rozpocząć niniejszy wstęp, jak i nim zakończyć. Jednak, mimo, że jest to tak zwana najprawdziwsza prawda, może wprowadzić w błąd czytelników, którzy techniką analogową do tej pory raczej się nie interesowali, lub którym najzwyczajniej w świecie nazwa AVID niewiele mówi. Dlaczego? Ponieważ pojęcie "model podstawowy" kojarzy się przede wszystkim z konstrukcjami, które nie dość, że są mocno budżetowe, to na dodatek zostały obdarte dosłownie ze wszystkiego, co może podnieć koszty produkcji. W ten sposób powstają modele kosztujące co prawda raptem kilkaset złotych, ale kosztem zarówno jakości samych materiałów wykorzystanych do produkcji, jak i dźwięku. W tym przypadku jest inaczej, bo w katalogu tej marki po prostu nie ma budżetowych gramofonów wyglądających jak kawałek deski z talerzem, ramieniem i miniaturowym silniczkiem. Pojęcie "najtańszy AVID" niesie więc mniej więcej takie przesłanie, jak "najtańszy Bentley" i ma jak najbardziej pozytywny wydźwięk.
Piotr