
Przyglądając się poczynaniom firmy Pylon Audio, zauważymy przede wszystkim wyraźną konsekwencję w dążeniu do celu. Polska firma z roku na rok staje się coraz lepsza w różnych obszarach. Manufaktura z Jarocina jest jednym z lepszych dostawców obudów głośnikowych w Europie - z jej usług korzysta kilku bardzo znanych producentów kolumn. Pylon bardzo szybko zajął się wytwarzaniem własnych zestawów głośnikowych, zaczynając od tych najtańszych i stopniowo podnosząc poprzeczkę. Teraz wykonano następny krok, wprowadzając własne przetworniki - coś, na co do tej pory mogli sobie pozwolić tylko najwięksi gracze. Pylon Audio stał się właśnie takim graczem, o czym świadczy też bardzo pozytywny odbiór marki na rynku. Wystarczy odwiedzić facebookowy fanpage firmy aby zobaczyć, w jak wielu domach wylądowały jej kolumny i jak dobrze się tam prezentują. Odzwierciedleniem aktywności i ambicji konstruktorów jest katalog, który stabilnie poszerza się o coraz to lepsze konstrukcje. W kolejnych seriach wprowadzane są lepsze przetworniki, bardziej skomplikowane obudowy, droższe podzespoły i nowe rodzaje wykończenia. Dziś flagowcem Pylona jest podłogowy zestaw Diamond 28, ale ja zdecydowałem się przetestować jego nieco mniejszą odmianę, przeznaczoną do typowych polskich salonów - Diamond 25.

Co wyobrażacie sobie czytając historię firmy założonej w 1926 roku? Maszyny parowe, ulice oświetlane lampami naftowymi? Prawdopodobnie tak, ale to właśnie w tym roku narodziła się jedna z największych legend rynku audio, prężnie działająca do dziś. Jej pierwsza nazwa - Tulsemere Manufacturing Company - pochodziła od prostownika wynalezionego przez założyciela firmy, Guya Fountaina. Był on wykonany ze stopu tantalu i ołowiu i to właśnie ten materiał (Tantalum-Lead Alloy) stał się podstawą znanej obecnie na całym świecie nazwy Tannoy. Co ciekawe, określenie to weszło nawet do słownika, stając się synonimem systemu nagłaśniającego, zazwyczaj stosowanym w odniesieniu do radiowęzłów czy głośników montowanych na dworcach kolejowych i w innych miejscach publicznych (over the tannoy). Dziś Tannoy jest marką, która gości nie tylko w domach entuzjastów sprzętu hi-fi, ale i wielu prestiżowych instalacjach dźwiękowych na całym świecie takich, jak Hong Kong Convention Centre, opera w Sydney, teatr London Palladium, hotele Bellagio i Hard Rock w Las Vegas, a ostatnio Burj Khalifa i Atlantis Hotel Resort w Dubaju oraz Yas Marina Hotel przy torze F1 w Abu Dhabi.

Większość naszych czytelników pewnie zna markę Unitra - w czasach PRL-u nazwa ta była zarezerwowana dla Zjednoczenia Przemysłu Elektronicznego i Teletechnicznego i pod tą wspólną marką produkowane były różne urządzenia domowego audio. Gramofony były produkowane w Łodzi, w zakładach Fonica, należących do wspomnianego Zjednoczenia, a wielu z nas posiadało pewnie w swoich domowych "wieżach" takie modele, jak Artur, Adam czy Daniel. Na tle światowych producentów nie były to urządzenia zbyt dobrej jakości, ale po naszej stronie żelaznej kurtyny i tak były najlepsze. Po zmianie ustroju sprzedaż Foniki, jak i całej Unitry, spadła niemal do zera, a firma została zlikwidowana. Jednak sentyment do obu marek pozostał...

Pewnego pięknego dnia dostałem z redakcji elektryzującą wiadomość - w Warszawie odbędzie się jedyna w Polsce i pierwsza na świecie impreza poświęcona tylko i wyłącznie na premierę najnowszego dziecka firmy Sennheiser, będącego ukoronowaniem ich siedemdziesięcioletniej historii, a jednocześnie kontynuacją i nawiązaniem do dzieła, które powstało w 1991 roku. Mowa tu o najnowszej wersji legendarnego Orpheusa, czyli o zestawie składającym się ze wzmacniacza i słuchawek, który miał ustawić poprzeczkę słuchawkowego dźwięku na poziomie, o jakim jeszcze nikt do tej pory nawet nie marzył. Jak myślicie, ile czasu się zastanawiałem, czy warto się wybrać na tę imprezę? Macie rację, w ogóle się nie zastanawiałem. Co więcej, zostałem wyznaczony do przetestowania tego wyjątkowego zestawu, co z przyjemnością czynię.

Temat vintage audio jest dziś niezwykle popularny i nie ma się co dziwić. Wobec zalewu plastikowej tandety, wielu melomanów zaczyna tęsknić za urządzeniami, które budowano i strojono w trochę inny sposób. Tym bardziej, że wiele z nich można kupić za rozsądne pieniądze. Nawet jeśli będą wymagały małej renowacji, może się opłacić. Sprzęt vintage kusi wyglądem i brzmieniem, a prawdziwi kolekcjonerzy szukają również modeli, które zmieniły rynek audio albo. Podobnie, jak w świecie samochodów, tak i tutaj o wartości danego modelu decyduje nie tylko stosunek jakości do ceny, ale także aspekt historyczny. Recenzowanie kultowych produktów jest marzeniem niejednego audiofila, jednak tak naprawdę okazuje się trudniejsze, niż testowanie nowych klocków. Te można wypożyczyć od dystrybutora, rozkręcić, a w razie awarii - naprawić lub odkupić. Ze wzmacniaczem nie produkowanym od trzydziestu lat tak łatwo już nie jest, dlatego na pierwszy ogień postanowiliśmy dać jedno z własnych znalezisk - niezwykłe "słuchawki" Sennheiser Surrounder Pro.

Cardas Audio to jedna z najlepiej rozpoznawalnych i darzonych największym szacunkiem firm w branży. Na budowaną latami pozycję składa się wiele czynników. W zasadzie wszystkie, jakie można sobie wyobrazić - innowacyjność, poszanowanie produktu i klienta, przedsiębiorczość, a także wierność pewnym ideałom, które zostały określone dawno temu i do dziś pozostają wkomponowane w DNA każdego produktu. Historia firmy założonej przez George'a Cardasa to bogata opowieść o kablach w ogóle. To zgłębianie wiedzy na temat zjawisk fizycznych zachodzących w przewodnikach, czerpanie inspiracji z natury, opracowywanie własnych rozwiązań czy umiejętność znalezienia w naszym skomplikowanym świecie czegoś, co warto zachować wbrew powszechnie panujacym trendom. Obiektem dzisiejszego testu są przewody, które dla samego producenta są pod wieloma względami wyjątkowe. Zapraszam zatem do krótkiej podróży do świata Cardasa, do której przymierzałem się od dłuższego czasu.

Jeśli chodzi o przystępną cenowo elektronikę audio, wszelkiego rodzaju wzmacniacze, amplitunery, odtwarzacze i zestawy kina domowego, Onkyo jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych i darzonych największym zaufaniem marek na naszym rynku. Jej ekspansja rozpoczęła się kilka lat po transformacji ustrojowej i trwa w najlepsze do dziś. Produkty japońskiej firmy są dostępne w prawie każdym porządnym sklepie ze sprzętem audio, wliczając w to trzy duże sieci hipermarketów elektronicznych i prawie siedemdziesiąt specjalistycznych salonów w całej Polsce. Taka skala działania jest efektem ubocznym popularności samych produktów, a ta nie wzięła się znikąd. Firma konsekwentnie prowadzi politykę dawania swoim klientom bardzo funkcjonalnego, bogato wyposażonego i porządnego sprzętu za bardzo uczciwe pieniądze. W katalogu znajdziemy również kilka hi-endowych perełek, ale generalnie Onkyo rządzi w segmencie popularnym.

Kolejny pełny system stereo w naszym teście to propozycja dla audiofilów o jasno sprecyzowanych oczekiwaniach. Było to dla nas jasne już od momentu, w którym zdjęliśmy kartony z palety. Rega i KEF - stuprocentowo brytyjskie brzmienie, w tym przypadku połączone z charakterystycznym dla wielu tamtejszych firm konserwatyzmem. Może nie jest to jeszcze tak oczywiste, kiedy spojrzymy na błyszczące obudowy monitorów LS50, ale dla każdego miłośnika sprzętu audio przekaz jest oczywisty - głośniki to już praktycznie klasyka, a elektronika Regi to nic innego, jak obietnica brytyjskiego grania w tym bardziej rockowym wydaniu. Tutaj została ona zapakowana w dwa małe klocki pachnące trochę stylistyką lat osiemdziesiątych. Teoretycznie powinniśmy otrzymać zestaw idealny do małych i średnich pomieszczeń, przeznaczony dla melomanów, którzy nie lubią się nudzić. A czy tak właśnie będzie?

Na początku przyznam się bez bicia i będziemy to mieli za sobą, dobrze? Jestem ogromnym fanem włoskiego sprzętu audio. Oczywiście nie tylko, bo w mojej pierwszej piątce znalazłyby się także urządzenia brytyjskie, polskie, japońskie i skandynawskie, jednak kiedy mam przetestować kolumny czy wzmacniacz ze słonecznej Italii, jestem do niego już z gruntu nastawiony pozytywnie. To samo zresztą obserwuję zwiedzając duże wystawy sprzętu audio. Nie mam na twarzy wymalowanej polskiej flagi, więc wykluczam różne narodowościowe uprzedzenia ze strony wystawców, a jednak to właśnie z producentami i dystrybutorami z Wielkiej Brytanii, Skandynawii, USA, Włoch i praktycznie całej Azji rozmawia mi się najlepiej. Włoski sprzęt to dla mnie przede wszystkim nietuzinkowe wzornictwo, przyjemne, ludzkie brzmienie i ekstremalnie wysoka jakość wykonania. Czasy, gdy na ich podejście do detali można było ponarzekać, dawno już minęły. Od wielu lat włoski sprzęt to przykład prawdziwie perfekcyjnej, europejskiej roboty. Sonus Faber, Albedo, Unison Research, Diapason, Pathos, Audio Analogue, Aqua, Diesis Audio, Chario, Torqueo Audio to tylko kilka marek, które wywołują u audiofilów szybsze bicie serca. Jest jednak firma, i to całkiem spora, od lat przez miłośników dobrego brzmienia niedoceniana - Opera.

Jedna z audiofilskich teorii głosi, że najciekawsze i najbardziej wyjątkowe produkty można znaleźć w katalogach wyspecjalizowanych firm, zajmujących się często wytwarzaniem tylko jednego rodzaju sprzętu, w ekstremalnych przypadkach - jednego modelu ulepszanego od lat. Urządzenia takie nie są dostępne w każdym sklepie, a ze względu na niewielką skalę produkcji są generalnie dość drogie, jednak często okazuje się, że rzeczywiście mają coś niezwykle cennego do zaoferowania. Jedną z takich wyspecjalizowanych manufaktur jest niemiecka firma Audium, wytwarzająca tylko jeden rodzaj sprzętu - kolumny. W dodatku wszystkie, bez wyjątku, zbudowane są na bazie głośnika szerokopasmowego, uzupełnionego dodatkowym głośnikiem niskotonowym. Poszczególne modele różnią się wielkością i stopniem zaawansowania użytych przetworników, ale oprócz tego w katalogu jest jeszcze jedna, wyraźna linia podziału - na zestawy pasywne, aktywne i półaktywne. Testowaliśmy już pierwsze, potem także te drugie, więc ostatecznie przyszła pora na trzecie. Reprezentantem linii kolumn półaktywnych będzie model Comp 7 Drive.
Dragon