
Hegel to marka, która szturmem wdarła się na polski rynek. Niemal natychmiast po pierwszych sygnałach o jej wprowadzeniu posypały się entuzjastyczne recenzje, a na internetowych forach zaczęły się żywe dyskusje. Teraz wszyscy oswoili się z produktami norweskiej firmy, a po kilku latach można śmiało powiedzieć, że Hegel to coś więcej, niż chwilowa moda. Szczególnie dobrze radzą sobie przetworniki i wzmacniacze zintegrowane tej marki, choć odtwarzacze, przedwzmacniacze i końcówki mocy też są niczego sobie. Najnowsza integra H80 to jedno z pierwszych urządzeń tego typu z pełnowymiarowym przetwornikiem na pokładzie. Jednak o ile w wejściach cyfrowych norwescy projektanci widzą przyszłość, to jakoś nigdy nie podchodzili entuzjastycznie do montowania w swoich integrach przedwzmacniaczy gramofonowych czy gniazd słuchawkowych. Amatorzy nauszników musieli szukać szczęścia gdzie indziej. Na szczęście załatano tę lukę urządzeniem o skromnej nazwie SUPER, łączącym w jednej obudowie wzmacniacz słuchawkowy i przetwornik.

Od kilku lat oprócz pełnowymiarowych urządzeń audio ogromnym zainteresowaniem cieszą się różnego rodzaju małe pudełeczka. Bardzo dobrze przyjął się pomysł przetwornika ze wzmacniaczem słuchawkowym, sprawdzonym rozwiązaniem jest również phono stage w małej obudowie. Jednym z pionierów w tym segmencie rynku był Pro-Ject, którego seria Box Design najpierw rozrosła się do kilkunastu czy kilkudziesięciu urządzeń, a dziś jest już podzielona na trzy podgrupy - S, DS i RS. Pudełeczka do różnych zastosowań możemy też znaleźć w ofercie takich firm, jak Arcam, Graham Slee czy Musical Fidelity. Kilka miesięcy temu na naszym rynku pojawiła się zupełnie nowa marka - iFi Audio. Od razu pojawia się pytanie - czym tacy nowicjusze chcą nas do siebie przekonać? Ano właśnie, okazuje się, że wcale nie tacy nowicjusze. Za urządzeniami sygnowanymi logo iFi Audio stoją inżynierowie z firmy specjalizującej się w hi-endzie - Abbingdon Music Research. W materiałach prasowych znajdziemy informacje mówiące o tym, że wiele rozwiązań technicznych zastosowanych w tych metalowych pudełeczkach zostało opartych na zdobyczach AMR-a lub wręcz bezpośrednio z nich zapożyczonych.

Każdy meloman i audiofil zapytany o to, co jest najważniejsze w sprzęcie grającym bez zastanowienia powie - brzmienie. I zapewne będzie miał rację. Ale przez chwilę zastanówmy się, jak w pierwszym odruchu wybieramy sprzęt, który dopiero będziemy poddawać próbom odsłuchowym? Nie oszukujmy się - pierwszym bodźcem, którym (nawet nieświadomie) kieruje się nasz mózg, jest wrażenie wzrokowe. Zanim zdecydujemy się na odsłuch na przykład słuchawek, najpierw przecież je sobie dokładnie obejrzymy i już nawet ten odruch może spowodować, że wrażenia wizualne w jakiś niewytłumaczalny sposób wpłyną na wrażenia odsłuchowe. W końcu skoro przedmiot nam się spodoba, to może w ten sposób nadrobi pewne niedociągnięcia brzmieniowe. Piosenkarki mówią, że "co się nie dośpiewa, to się dowygląda".

Cresyn to w sumie ciekawa marka. Jej historia sięga 1959 roku, kiedy zajmowała się produkcją igieł gramofonowych. Dziś w jej katalogu znajdziemy natomiast najróżniejsze słuchawki - dokanałowe, nauszne i wokółuszne, a nawet sportowe klipsy. Na polskim rynku marka funkcjonuje dopiero od jakichś dwóch lat, a jej produkty co rusz zaskakują jakością oferowanego dźwięku w stosunku do ceny. Co jest zresztą zgodne z filozofią Cresyna, mówiącej o dostarczaniu produktów nie tylko wysokiej jakości, ale również innowacyjnych i przystępnych cenowo. Całość oferty firmy jest podzielona na trzy podstawowe działy - słuchawki douszne, dokanałowe i nauszne. Podział całkiem logiczny, przeprowadzony pod kątem budowy nauszników. Do tej pory pisaliśmy już na naszych łamach o modelu dokanałowym AXE 5S, a także o nausznych C590H. Te ostatnie znajdowały się mniej więcej po środku oferty tego producenta właśnie w konstrukcjach nausznych.

W poszukiwaniu naprawdę wysokiej klasy słuchawek wiele osób kieruje się w stronę wyspecjalizowanych firm. Przede wszystkim należy tu wymienić producentów nauszników i mikrofonów, ponieważ te dwie rzeczy zazwyczaj idą ze sobą w parze. Dysponując technologią potrzebną do budowy mikrofonów, firma niejako automatycznie nabywa zdolność produkowania słuchawek i przy odrobinie szczęścia staje się w tej dziedzinie potęgą. Sennheiser, AKG, Beyerdynamic, Audio-Technica, Shure - to tylko kilka przykładów takich marek. Ale czy tylko one mogą nam zaoferować audiofilskie słuchawki? W ostatnim czasie na ten rynek weszło sporo firm, które wcześniej nie zajmowały się ani nausznikami ani mikrofonami. Spora część to producenci zestawów głośnikowych, ale nie tylko. B&W, Focal, JBL, Harman/Kardon, Pro-Ject, Jabra... Można także przeszukiwać katalogi dużych koncernów zajmujących się sprzętem grającym takich, jak Panasonic, Philips, Sony czy Pioneer. Te firmy celują jednak w słuchawki z dolnej i średniej półki cenowej - rzadko można w ich ofercie znaleźć coś, co zainteresuje naprawdę wymagających melomanów. A co z Denonem?

Dziś młodzi amatorzy komputerów, tabletów czy innych urządzeń elektronicznych nie wzbudzają wielkiego zainteresowania. Niektórzy w wieku kilkunastu lat piszą swoje pierwsze programy komputerowe, lutują proste układy elektroniczne albo tworzą animacje do gier. Jednak 90 lat temu to musiało być coś, a właśnie wtedy jedenastoletni Fritz Sennheiser skonstruował swoje pierwsze radio. Nic dziwnego, że studiował później elektronikę na Politechnice Berlińskiej, a kiedy i tego było mu mało, przeniósł się na politechnikę w Hanowerze, gdzie uzyskał tytuł doktora i zajmował się rozbudową Instytutu Elektroakustyki. Jego plany pokrzyżowała wojna. Po zbombardowaniu Hanoweru wraz ze swoim zespołem przeniósł się do mniejszej miejscowości i założył Laboratorium Wennebostel - w skrócie Labor W. Przy współpracy z Siemensem powstawały pierwsze mikrofony, a wkrótce Sennheiser zdecydował się konstruować własne modele - MD 2, MD 4 czy MD 21. Firma wykorzystała znakomitą koniunkturę w latach 50. Z małego zakładu Labor W przekształciło się w fabrykę zatrudniającą ponad 300 pracowników. W 1958 roku zaprezentowano system bezprzewodowego przesyłania sygnału o nazwie Mikroport, który pokochali dziennikarze, muzycy i prezenterzy telewizyjni. Firma zdecydowała się wejść na rynek komercyjny, co było znakomitym posunięciem. Pierwszym prawdziwym hitem na tym polu był mikrofon MD 421, a słuchawki stereofoniczne HD 414 sprzedały na całym świecie w milionach sztuk. Dziś takie oznaczenia słuchawek są dobrze znane fanom marki Sennheiser, a przecież w naszym opowiadaniu znajdujemy się gdzieś na początku lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku.

Uważni czytelnicy naszego portalu zapewne kojarzą już markę Cresyn. Jej korzenie sięgają 1959 roku, kiedy jeszcze pod nazwą Daehan Phonograph Needle Factory zajmowała się produkcją igieł gramofonowych. Dla przypomnienia dodamy jeszcze, że firma pod teraźniejszą nazwą funkcjonuje od 2002 roku, a dotychczas mieliśmy okazję testować jeden z najnowszych wyrobów Cresyna - słuchawki dokanałowe AXE 5S. Wywarły na nas tak dobre wrażenie, że postanowiliśmy sprawdzić, co ciekawego można jeszcze znaleźć ciekawego w ofercie tego producenta. Tym razem sięgnęliśmy po produkt o zupełnie innej budowie, znajdujący się mniej więcej w środku cennika jeśli chodzi o słuchawki nauszne. Model C590H został wyceniony na 199 złotych i wygląda całkiem zachęcająco.

Rynek sprzętu audio to nie tylko audiofilskie legendy i firmy zakorzenione w tym biznesie od wielu lat. Od czasu do czasu obserwujemy także mniej lub bardziej spektakularne narodziny nowych marek, migracje, produkty będące efektem współpracy kilku firm, a także swego rodzaju gościnne występy na muzycznej scenie. Ostatnio wiele firm zajmujących się dotychczas wzmacniaczami czy audiofilskimi zestawami głośnikowymi zapragnęło dołączyć do swojej oferty słuchawki, stacje dokujące czy głośniki komputerowe. Czasami trochę zamieszania potrafią wprowadzić do tego naszego świata także firmy z branży komputerowej, wypuszczając na przykład jakiś wyjątkowo atrakcyjny przetwornik cyfrowo-analogowy. Na rynku słuchawkowym dokładnie pół roku temu takie małe zamieszanie zrobiła Jabra. Duńska firma, znana dotychczas głównie z produkcji telefonicznych zestawów słuchawkowych i słuchawek z łącznością Bluetooth, postanowiła uderzyć w rynek opanowany przez marki typowo audiofilskie i duże koncerny wyspecjalizowane w produkcji nauszników i mikrofonów.

Denon jest jedną z firm, które do tematu słuchawek podeszły nie od strony konstrukcyjnej czy cenowej, ale zadaniowej. Katalog podzielony jest na pięć serii, z których każda nawiązuje do sposobu użytkowania nauszników. W serii Classic mamy na przykład eleganckie słuchawki wokółuszne i dwa modele dokanałowe. Globe Cruiser to modele przeznaczone dla osób, które często podróżują. To tylko dwa modele, ale łączy je zastosowanie systemu aktywnej redukcji hałasu. Serie Music Maniac i Urban Raver są najbardziej zbliżone. Oczywiście mamy tu zarówno modele wokółuszne, jak i dokanałowe, z tym, że seria Music Maniac ma być przeznaczona dla bardziej konserwatywnych klientów, a Urban Raver to modele przystosowane do współpracy ze smartfonami i tabletami. Ostatnia seria to Exercise Freak, przygotowana specjalnie dla osób aktywnie uprawiających sport.

Urban Raver to seria słuchawek z nowoczesnym podejściem do muzyki. Modele te zostały zaprojektowane dla osób często korzystających z przenośnych odtwarzaczy lub smartfonów czy też tabletów. Prawdopodobnie dlatego producent przygotował dla nich specjalną aplikację Denon Club App dostępną dla urządzeń z systemem operacyjnym iOS lub Android. Cała seria składa się z czterech modeli. Mamy tu dokanałowe AH-C101 dla entuzjastów mocnego basu, opisywane AH-D321, droższe dokanałówki AH-C301 z miniaturowymi pokrętłami i topowe AH-D401, które testowaliśmy jakiś czas temu. Prawdę powiedziawszy, to one sprawiły, że zainteresowaliśmy się modelem AH-D321. Wygląda on bardzo podobnie, ale został pozbawiony kilku gadżetów. Przede wszystkim nie mamy gniazda USB pozwalającego na ładowanie wewnętrznego akumulatora. A ten w wyższym modelu był potrzebny do zasilania wbudowanego wzmacniacza, dzięki któremu słuchawki grały bardziej dynamicznie i pozwalały na dłuższą pracę z odtwarzaczem przenośnym czy smartfonem. To na pewno ciekawy bajer, ale wiele osób uzna go za kompletnie niepotrzebny.
michal