
Sennheiser to bez wątpienia jedna z firm bez których trudno byłoby sobie wyobrazić funkcjonowanie rynku audio. W świecie słuchawek i mikrofonów to prawdziwy gigant, z którym naprawdę trudno jest rywalizować. Niemcy współpracują z największymi gwiazdami, mają potężne zaplecze badawcze, salony firmowe w najbardziej prestiżowych lokalizacjach na świecie, stworzyli już co najmniej kilka aplikacji na urządzenia mobilne i wydają własne czasopismo dla profesjonalistów, dealerów i wiernych klientów. Bez większego problemu są w stanie uruchomić procedurę testowania swoich słuchawek na wszystkich dostępnych na rynku smartfonach tylko po to, aby upewnić się, że użytkownikowi danego modelu będzie działał pilot z mikrofonem. Choć w ostatnich latach wielu producentów sprzętu audio wypuściło na rynek swoje słuchawki, Sennheiser nie zamierza dać się zepchnąć na margines. Teoretycznie już dawno temu w katalogu tej marki można było znaleźć wszystko, co moglibyśmy sobie wymarzyć, ale przecież kto stoi w miejscu, ten się cofa, prawda? Klienci potrzebują świetnych nauszników do sprzętu mobilnego? Okej, oto seria Momentum. Słuchawki w swojej kategorii praktycznie idealne. Pojawiają się firmy produkujące bardzo zaawansowane modele planarne i inne wynalazki w kosmicznych cenach? W takim razie najwyższa pora wypuścić następcę legendarnego Orpheusa. Piękny zestaw złożony z lampowego wzmacniacza i słuchawek elektrostatycznych wyceniono na pięćdziesiąt tysięcy euro. Można wręcz odnieść wrażenie, że Sennheiser tylko czeka na kolejny krok konkurencji. A jeśli ta wyśle swoje słuchawki na Księżyc, niemieccy inżynierowie prawdopodobnie odpalą rakietę od razu w kierunku Jowisza. Nikogo chyba nie trzeba przekonywać, że na tym też się znają.

Jak w każdej dziedzinie życia, tak i na rynku audio są pionierzy i naśladowcy. Nelson Pass z całą pewnością należy do tych pierwszych. To jedno z tych nazwisk, które po prostu należy znać. Jest to bowiem konstruktor, który inspiruje wielu producentów sprzętu hi-end na całym świecie. Jego firma Pass Laboratories została założona w 1991 roku. Rok później jako pierwsze do oficjalnej sprzedaży wprowadzone zostały monobloki Aleph 0. Wzmacniacze pracowały w klasie A w układzie Push-Pull i oddawały 70 W na kanał. Dziś owe monobloki mają już status kultowych i są poszukiwane na rynku wtórnym przez koneserów nietuzinkowych urządzeń audio. Logicznym rozwinięciem oferty było wprowadzenie stereofonicznej wersji pierwszych monobloków, pod nazwą Aleph 0s, oraz przedwzmacniacza Aleph P. W 1994 roku do firmy dołączył Wayne Colburn, który zaczął pracować nad ulepszoną wersją przedwzmacniacza i pierwszym preampem gramofonowym. W tym samym roku firma zastrzega dwa patenty, z których jeden jest obecnie wykorzystywany w autorskim rozwiązaniu o nazwie SuperSymmetric. W 1998 roku firma realizuje flagowy projekt monobloków X1000. Wzmacniacze są bezkompromisowe, jeden z nich waży ponad 100 kg i oddaje piekielnie 1000 W czystej mocy. Nic dziwnego, że firma natychmiast awansowała do ścisłej, audiofilskiej ekstraklasy.

[English version] Brytyjskie monitory zawsze cieszyły się wyjątkowym uznaniem w audiofilskim świecie. Dlaczego? Przede wszystkim, wielu producentów takich zestawów może pochwalić się bogatą i ciekawą historią, zahaczającą często o studia nagraniowe. Nawet dziś w katalogach takich firm, jak PMC czy ATC obowiązuje ostry podział na część konsumencką i profesjonalną. Oczywiście każda manufaktura mająca do czynienia ze sprzętem dla zawodowców lubi się tym chwalić na wszystkich odpustach, ale trzeba też uczciwie przyznać, że wiele brytyjskich firm ma do tego pełne prawo. Istną kuźnią talentów dla branży głośnikowej była jedna instytucja - British Broadcasting Corporation. Rzućcie to hasło w dusznym pokoju na wystawie sprzętu audio, a wąsaci fani Beatlesów i Pink Floydów zaczną się gorączkowo rozglądać dookoła w poszukiwaniu oldschoolowych, kanciastych skrzynek przyozdobionych zwykle wianuszkiem wkrętów trzymających przednią ściankę. Nie będzie im jednak chodziło o wygląd, ale o brzmienie. Kolumny opracowane oryginalnie dla BBC faktycznie mają w sobie coś, co nawet dziś trudno jest powtórzyć. Większość producentów kolumn dawno odeszła od tej szkoły budowania zestawów głośnikowych, ale na placu boju pozostało przynajmniej kilku zawodników, którzy pozostają wierni sprawdzonym wzorcom i starają się jak najbardziej zbliżyć do oryginału. Jednym z nich jest Graham Audio.

Od kilku lat w świecie sprzętu audio coraz mocniej widać powrót do korzeni. Melomani nie tylko zaczęli odwracać się od kina domowego, uznając systemy dwukanałowe za bardziej naturalne, ale też podchodząc do wyboru konkretnego modelu coraz częściej decydują się na urządzenia nawiązujące do tradycyjnych konstrukcji i wzornictwa utrzymanego w stylu retro. Nie ma w tym nic złego, bo tak, jak klasyczne samochody, tak i wzmacniacze czy kolumny głośnikowe sprzed kilkudziesięciu lat mają w sobie coś magicznego. Dziś już rzadko która firma buduje sprzęt w ten sposób, a jeśli tak jest, to jego ceny osiągają pułap astronomiczny. Niektóre nowe marki próbują podrabiać ten styl z lepszym lub gorszym skutkiem, ale to jednak nie to samo, co współczesne retro w wykonaniu producentów działających nieprzerwanie od wielu, wielu lat. Wydawałoby się, że najprostszym sposobem na przeniesienie do domu tego niezwykłego klimatu będzie zakup vintage'owego kompletu elektroniki i kolumn z tak zwanej złotej ery hi-fi, ale to wcale nie jest takie proste, jak mogłoby się wydawać. Po pierwsze, znalezienie urządzeń w dobrym stanie wymaga poświęcenia i cierpliwości, a doprowadzenie ich do perfekcji czy choćby odświeżenie i wykonanie niezbędnych napraw może pochłonąć więcej pieniędzy niż inwestycja w srebrne kable. Po drugie, mniej popularne urządzenia i rynkowe średniaki można rzeczywiście kupić za przyzwoite pieniądze, ale legendarne modele - czyli te, których tak naprawdę chcemy - są coraz droższe i osiągają na aukcjach ceny idące w tysiące euro. I wreszcie po trzecie, nawet kupując i stawiając sobie w domu taką vintage'ową wieżę, z czego będziemy słuchać muzyki. Z radia, którego jakość pozostawia wiele do życzenia, a za kilka lat sygnał prawdopodobnie zniknie całkowicie, zastąpiony systemem DAB? Z kaset magnetofonowych? To fajna zabawa, ale czy najnowsze albumy Deep Purple, Depeche Mode czy Rogera Watersa wyszły na kasetach? No nie. A może ideałem byłoby połączenie starej szkoły budowania głośników i vintage'owego wzornictwa z nowoczesną technologią? Gdyby tylko coś takiego istniało...

Historia powstania tego testu jest dość niestandardowa. Pewnego dnia podczas luźnej rozmowy z właścicielem wrocławskiego salonu Fusic zaczęliśmy narzekać sobie na różne zjawiska i zmiany zachodzące na rynku audio. Konkluzja była mniej więcej taka, że wszystko zmierza ku wyraźnemu podziałowi na porządnie zbudowane i dobrze brzmiące urządzenia z wysokiej półki, nie dla przeciętnego zjadacza chleba, oraz plastikową masówkę dla tych, którzy zadowolą się byle czym, oby tylko było tanie i najlepiej jeszcze z promocji. Postękaliśmy, pojęczeliśmy, nie wypiliśmy tylko piwa, bo przez telefon nie było jak. W pewnym momencie mój rozmówca jakby doznał olśnienia. "A pamiętasz takie wzmacniacze, jak Cambridge Audio A500 czy Creek 4330? Na pewno kojarzysz. No to wyobraź sobie, że ja teraz mam na półce dokładnie taki wzmacniacz. Jest brzydki, ale gra świetnie i kosztuje mniej, niż 2000 zł." Zaciekawiony, wyszedłem z propozycją testu. Dowiedziałem się jednak, że omawianego wzmacniacza z Fusica nie mogę otrzymać do testu ponieważ znajduje się on w ciągłym użyciu. Na szczęście nie był to jedyny egzemplarz sprowadzony do Polski, a ponieważ w przypadku produktów wydelegowanych do testu przez salon i tak warto aby przynajmniej jedna ze stron skonsultowała sprawę z dystrybutorem danej marki, uczyniliśmy to i po chwili otrzymałem informację, że Mitchell & Johnson SAP-201V będzie czekał na mnie w salonie firmy Decibel w Warszawie. To jak, bierzemy i słuchamy?

Amerykański koncern Harman International Industries to jeden z największych graczy na rynku audio. Firma mająca swoją siedzibę w Stamford w stanie Connecticut jest posiadaczem wielu znanych marek. AKG, Infinity, JBL, Lexicon, Mark Levinson, Revel, Studer czy Arcam to tylko niektóre z nich. Gdybyśmy rzucili na stół katalogi wszystkich manufaktur operujących pod skrzydłami tej jednej grupy, moglibyśmy znaleźć w nich absolutnie wszystko, co ma związek ze sprzętem grającym. Słuchawki, mikrofony, miksery, głośniki studyjne i estradowe, sprzęt instalacyjny, systemy car audio, głośniki bezprzewodowe, wzmacniacze, amplitunery, gramofony, a nawet hi-endowe kolumny i końcówki mocy dla wymagających audiofilów. Aby ułatwić sobie pracę i jednocześnie uniknąć sytuacji, w której produkty dwóch lub trzech marek bezpośrednio ze sobą konkurują, szefowie koncernu podjęli w pewnym momencie decyzję o skierowaniu ich na nieco inne tory. Katalog AKG został odświeżony, choć firma wciąż koncentruje się na tym, co potrafi najlepiej. JBL był kojarzony głównie z kolumnami dla audiofilów i nagłośnieniem sal kinowych, a dziś jest także jednym z wiodących producentów głośników komputerowych i bezprzewodowych, a także słuchawek, soundbarów i sprzętu car audio. Urządzenia te mają wyglądać nowocześnie i trafiać do młodych ludzi. Są tu śmiałe kształty i odważne kolory, a co drugi głośnik jest odporny na zachlapania lub pełne zanurzenie w wodzie. Szefowie i projektanci amerykańskiego koncernu w sposób szczególny potraktowali jednak swoją firmę-matkę. Wszystkie urządzenia noszące logo Harman Kardon miały być nie tylko nowoczesne, ale też eleganckie i po prostu piękne. Ten sprzęt kierowany jest do bardziej dojrzałych melomanów, którzy cenią sobie prostotę użytkowania i dyskretne wzornictwo, a przy okazji chcą się cieszyć brzmieniem wysokiej jakości.

Amerykańską markę miałem przyjemność przedstawić wszystkim poprzednim vintage'owym teście. Zresztą każdy, kto wie czym jest przedwzmacniacz i końcówka mocy, powinien kojarzyć Krella. To bezspornie kawałek historii sprzętu hi-end. W materiale o wzmacniaczu mocy KST-100 wspominałem o tym, jak istotną rolę pełni przedwzmacniacz w torze audio. W wielu przypadkach ważniejszą niż końcówka mocy. Dlaczego? To właśnie on w dużym stopniu odpowiada za transparentność, zakres dynamiki oraz muzykalność systemu. Tylko i wyłącznie od przedwzmacniacza zależy czy nasz piec zostanie wykorzystany w stu procentach. Recepta na dobrą końcówkę jest znacznie prostsza, niż ta na preamp. Aby wzmacniacz spełnił swoje zadanie, wystarczy stosunkowo niewiele. Porządne trafo, odpowiedniej klasy i pojemności kondensatory filtrujące, a także możliwie dokładne sparowanie elementów takich, jak tranzystory czy oporniki. Nawet względnie prosty układ może zabrzmieć co najmniej dobrze. Jeżeli zaś chodzi o zaprojektowanie i wykonanie dobrego przedwzmacniacza, sprawa zaczyna się mocno komplikować. Tu nie wystarczy zamknąć w ładnej obudowie kilku dobrych elementów. Gdy spojrzymy na ofertę cenionych i renomowanych producentów, cena przedwzmacniacza jest nierzadko znacznie wyższa, niż dedykowanego wzmacniacza mocy. Jest to efekt znacznie bardziej zaawansowanej konstrukcji urządzenia, a przede wszystkim czasu, jaki trzeba poświęcić na jego doszlifowanie.

Jeśli francuskie firmy produkujące sprzęt audio stawiają na nowoczesność, włoskie na wzornictwo, niemieckie na walory techniczne, a japońskie na bezawaryjność, to brytyjskie marki łączy coś, co wypadałoby nazwać zdrowym poszanowaniem klasyki. Wystarczy spojrzeć na produkowane dziś wzmacniacze Naima, NAD-a, Creeka, Exposure'a, Regi, Roksana, Sugdena, Arcama, Quada, Audiolaba i wielu innych firm, które działają na rynku od dawna, a następnie porównać je z modelami produkowanymi powiedzmy kilkadziesiąt lat temu. W większości przypadków zmieniło się raczej mniej, niż więcej. Jednym z takich tradycjonalistów, którzy mocno trzymają się raz obranej ścieżki jest Cyrus. Założona w 1983 roku firma chyba zawsze stała w cieniu swoich starszych lub lepiej wypromowanych rywali, co nie zmienia faktu, że i tak ma niezłą pozycję na rynku, a przez audiofilów jest ceniona właśnie za oryginalne pomysły i konsekwencję w dążeniu do celu. Znakiem rozpoznawczym wytwórni z Huntingdon są wąskie, nieco kosmiczne obudowy wykonane z metali lekkich w bardzo specyficzny sposób. Gwarantuje to urządzeniom Cyrusa wysoką sztywność, odporność na rezonanse i zakłócenia, a przy okazji czyni je bardzo kompaktowymi i łatwymi w instalacji. Brytyjczycy dbają o swoich klientów dając im różne możliwości rozbudowy systemu, najczęściej poprzez dodanie zasilacza lub karty rozszerzającej funkcjonalność danego urządzenia. Dziś podobne zabiegi są czymś zupełnie normalnym. Obserwujemy też prawdziwy wysyp klocków w małych obudowach. Pro-Ject, Marantz, Musical Fidelity, NAD, Heed, Naim, Denon, Atoll, Exposure... Praktycznie wszyscy liczący się producenci sprzętu kuszą melomanów niewielkimi pudełeczkami o dużych możliwościach. Powstają nawet całe serie "boxów", które można łączyć w dowolny sposób aby zbudować pełną wieżę mieszczącą się w komodzie pod telewizorem albo na biurku. Ciekawe, prawda? A przecież Cyrus robi dokładnie to już ponad trzydzieści lat!

Wakacje to dla wielu czas odpoczynku, dla innych wręcz przeciwnie. W branży audio lipiec i sierpień to środek sezonu ogórkowego, ale z roku na rok sytuacja coraz bardziej się zmienia. Sklepy wcale nie świecą pustkami, na rynek wchodzą nowe urządzenia, a melomani chętnie wykorzystują ten nieco luźniejszy okres aby przygotować się do zakupu wymarzonego sprzętu, ewentualnie oddają się przyjemności słuchania tego, który już posiadają. Dla nas wakacje to czas eksperymentów i szykowania testów na nadchodzący sezon. Kiedy uda się wyczyścić głowę po wielu miesiącach przerzucania kartonów ze sprzętem, można rozejrzeć się za czymś nowym, nietypowym czy wręcz niszowym. Dlatego właśnie postanowiłem przyjrzeć się kolumnom młodej, polskiej firmy Megalith Audio. Kolejna manufaktura założona przez paru gości, którym wydaje się, że mogą zrobić lepsze kolumny niż Focal, Dynaudio, B&W czy Audio Physic? Dokładnie tak! Megalith Audio to dwóch zapaleńców, z których jeden od piętnastu lat zajmuje się tworzeniem mebli i zestawów głośnikowych, a drugi prowadzi sklep ze sprzętem hi-fi. Pod koniec ubiegłego roku postanowili, że już najwyższy czas zamienić działalność hobbystyczną na profesjonalną. Stworzyli linię kolumn, które zapewne były ukończone już wcześniej albo bazowały na sprawdzonych konstrukcjach, postawili stronę internetową i powoli zaczęli wdzierać się ze swoimi produktami na rynek. Audiofile po raz pierwszy mogli się zetknąć z kolumnami Megalith Audio podczas zeszłorocznej wystawy Audio Video Show, natomiast ja miałem okazję słuchać ich już wcześniej, podczas kameralnej prezentacji w warszawskim salonie Audiopolis. Dzisiejszy test nie jest więc dziełem przypadku, podobnie jak zestawy, które zostały do niego wytypowane. Zdaniem głównego konstruktora firmy, to właśnie monitory SCX mają oferować najlepszy stosunek jakości do ceny. Postanowiłem to sprawdzić.

Na urządzenia marki Eryk S Concept trafiam regularnie, właściwie od kiedy usłyszałem kolumny o nazwie Ketsus. Smukłe podłogówki nie tylko wyglądały inaczej niż większość zestawów w zbliżonej cenie, ale też były świetnie wykonane i prezentowały naprawdę dojrzałe brzmienie. Wszystko to zrobiło na mnie duże wrażenie, szczególnie biorąc pod uwagę, że nie mamy do czynienia z dużą firmą działającą na rynku kilkadziesiąt lat, ale manufakturą nastawioną na dotarcie do wąskiego grona osób ceniących sobie oryginalne, hmm... Produkty? Takie określenie byłoby chyba trochę krzywdzące. Wystarczy wejść na stronę firmy aby zdać sobie sprawę, że tworzy ona coś innego. Dzieła sztuki? Aż tak bym może nie szalał, ale jeśli ktoś ma w swoim portfolio dizajnerskie wzmacniacze lampowe, bardzo oryginalne kolumny, a nawet monitory i całe zestawy stereo pokryte wzorami przywodzącymi na myśl obrazy Picassa i Pollocka, to chyba nie sposób mówić tutaj o typowej elektronice audio. Kilka miesięcy temu opisywałem wzmacniacz lampowy Red King Premium, więc do kolejnego testu dostałem coś zupełnie innego. Teoretycznie Digi to też wzmacniacz. Ale jaki!
Radek