
Audio Physic to już właściwie żywa legenda. Niemiecka firma już od ponad trzydziestu lat dostarcza melomanom kolumny spełniające wszelkie kryteria audiofilskości - perfekcyjnie wykonane, odtwarzające muzykę w sposób możliwie bliski oryginałowi, często całkiem pomysłowe, a w przypadku najwyższych modeli w katalogu - nawet odjazdowe. To właśnie Audio Physic jest dziś kojarzony jako firma, która wprowadziła do kolumnowego świata kilka rozwiązań, które wyjątkowo dobrze się przyjęły - wąskie przednie ścianki, zaokrąglone boczki, obudowy pochylone do tyłu w celu lepszej integracji fazowej przetworników. Niemcy na pewno nie osiągnęliby takiego sukcesu, gdyby ich wysiłki nie dawały efektu w postaci świetnego brzmienia. Firmowa szkoła Audio Physica zawsze wiązała się z szybkością przekazu, rewelacyjną przestrzenią i rozdzielczością. W końcu slogan widniejący na każdej kolumnie z Brilon mówi jasno - no loss of fine detail. Trzy dekady utrzymywania wysokiej jakości zaowocowały zaufaniem czy wręcz przywiązaniem klientów do zestawów tej marki. Brzmi to jak laurka? Cóż, nic na to nie poradzę. Jeśli test zaczynamy krótkim spojrzeniem na historię i profil działalności danej firmy, to właśnie tak wygląda sytuacja Audio Physica. Niemcy już nie muszą nikomu niczego udowadniać. Być może dlatego pojawienie się serii Classic kilka lat temu wywołało niemałe poruszenie w szeregach jej fanów.

Świat audiofilskich urządzeń nie przestaje mnie zadziwiać, i to coraz częściej w znaczeniu jak najbardziej pozytywnym. Jeszcze nie tak dawno przeżywaliśmy oblężenie plastikowymi zestawami kina domowego, aż tu nagle nastąpił powrót do klasycznych systemów stereo. Kilka lat temu wydawało się, że największy ruch będzie panował w segmencie niedrogich klocków odtwarzających muzykę z telefonu, a tu proszę - mocno rozwija się średnia półka i segment hi-endowy, a smartfony i tablety potrafią obsłużyć bezstratne formaty, niedługo pewnie nawet hi-resy. Ciekawym trendem jest również wszechobecna miniaturyzacja, coraz częściej przyjmująca dość ciekawe formy.

Jeżeli należycie do grona audiofilskich patriotów, na pewno nie możecie narzekać na ograniczony wybór i brak ruchu na rodzimym rynku. Z wyborem kolumn na pewno nie ma problemu - polskie firmy oferują wszystko od monitorów za kilka stówek aż po ekstremalnie hi-endowe konstrukcje bazujące na autorskich przetwornikach. Wzmacniacz? Tutaj za wyjątkiem przedziału cenowego zarezerwowanego dla dalekowschodniej masówki, możecie wybierać do woli. Spośród produkowanych w naszym kraju tranzystorowców, lampowców i dzielonek można wybrać amplifikację dla dowolnych kolumn. Ze źródłami jest i zawsze było słabiej, ale jeżeli ktoś zechce złożyć pełny system z polskich klocków, kupi nawet bardzo fajny przetwornik, jakiś oryginalny odtwarzacz płyt kompaktowych lub jeden z kilku bardzo pomysłowych gramofonów. Jednak w żadnym temacie nie jesteśmy tak silni, jak w kablach. Firm zajmujących się produkcją audiofilskich przewodów jest w naszym kraju co najmniej kilkadziesiąt. Co więcej, kupno kabli polskiej produkcji nie musi być przejawem niezdrowego patriotyzmu - zwykle wynika to z prostej kalkulacji lub odsłuchu.

Zabawa w sprzęt audio przypomina czasami pogoń za czymś, czego do końca złapać się nie da, ale w jakiś niewytłumaczalny sposób samo próbowanie potrafi sprawić mnóstwo przyjemności. Podobnie mają się sprawy, kiedy spojrzymy na rynek audio z szerszej perspektywy. Na świecie działają setki, a nawet tysiące firm produkujących różnego rodzaju przedmioty do odtwarzania muzyki - kolumny, wzmacniacze, wkładki gramofonowe, kondycjonery, przetworniki, a nawet specjalne, audiofilskie meble. Gracze mainstreamowi już tylko w pewnym zakresie dyktują warunki i wyznaczają trendy. Prawdziwych odkryć lepiej szukać na tej drugiej lub nawet trzeciej linii - w katalogach mniejszych, ale wysoce wyspecjalizowanych manufaktur prowadzonych przez ludzi z pasją. Wszystkiego ogarnąć się nie da, wszystkich kolumn czy wzmacniaczy przesłuchać nie sposób, ale próbować warto. Przed nami urządzenie należące do tej potencjalnie bardzo ciekawej grupy - przetwornik cyfrowo-analogowy z poważnym wzmacniaczem słuchawkowym i przedwzmacniaczem pozwalającym na podłączenie końcówki mocy lub kolumn aktywnych. Na pokładzie mamy także zbalansowane gniazdo słuchawkowe - idealne do napędzenia hi-endowych ortodynamików, zdalne sterowanie i coś dla fanów słuchania muzyki bez kabli ze smartfonów, tabletów i laptopów - łączność Bluetooth. Czyli wszechstronny, bardzo chodliwy ostatnio sprzęt od mało znanej, jeszcze nie zmanierowanej firmy.

Choć słuchawki dokanałowe interesują mnie tak sobie, ostatnio trafiam na bardzo ciekawe znaleziska. Pierwszym były referencyjne q-Jaysy, a kolejne namierzyłem w miejscu, w którym sam raczej takich słuchawek bym nie szukał. Podczas wizyty w warszawskim salonie Stereo Stereo, wpadła w moje ręce niewielka paczka zawierająca piękne, metalowe dokanałówki z kompletem wkładek dousznych na specjalnej, metalowej karcie. Ponieważ wspomniany salon jest w zasadzie siedzibą polskiego dystrybutora marki Linn, a w salach odsłuchowych i na półkach dominują urządzenia mocno audiofilskie lub wręcz hi-endowe, byłem przekonany, że właściciel pokazuje mi słuchawki z tej samej półki. Okazało się jednak, że jest to produkt innej szkockiej firmy - RHA - zajmującej się tylko i wyłącznie słuchawkami. Stalowe pchełki zainteresowały mnie na tyle, że postanowiłem przyjrzeć im się bliżej.

Jeżeli nazwisko Petera Lyngdorfa kojarzycie z takimi urządzeniami, jak słynny system Model D wyprodukowany we współpracy ze Steinwayem lub wzmacniacz zintegrowany TacT Millennium, to dobrze. Chodzi właśnie o człowieka, który wiele lat temu postawił wszystko na jedną kartę - rozwój technologii cyfrowych w sprzęcie audio. Millennium do dzisiaj jest produkowany jako wersją rozwojowa Mk4, już pod marką Lyngdorf. TDAI-2170 jest jego młodszym bratem, stąd przyjąłem za pewnik, że spora część rozwiązań z hi-endowej integry znajdzie się także w tym modelu. Wzmacniacze klasy D jeszcze do niedawna nie cieszyły się uznaniem wśród użytkowników wysokiej klasy sprzętu audio ze względu na jego powszechne stosowanie w sprzęcie masowym. Sama idea wzmacniaczy impulsowych nie jest nowa, ale ze względu na ograniczenia, jakie stawiały przed konstruktorami, ich droga na salony była wyboista. Obecnie coraz więcej firm ma w swojej ofercie takie wzmacniacze, z czego wiele można zakwalifikować do kategorii hi-end. Przykładem takiego świeżego myślenia jest właśnie TDAI-2170 z tym, że Peter Lyngdorf poszedł jeszcze dalej projektując urządzenie w pełni cyfrowe i stosując w nim autorskie rozwiązanie o nazwie Equibit.

BC Acoustique to francuska marka kojarzona w naszym kraju głównie z zestawami głośnikowymi o wysokiej skuteczności. Firma została założona w 1993 roku przez Christiana Avedissiana i Bruno Rouxa na przedmieściach Paryża, w Maisons-Alfort. Po 20 latach przyjaźni i wspólnie dzielonej pasji do muzyki, panowie postanowili obrócić swoje pomysły w rzeczywistość. Obaj studiowali inżynierię komputerową i to właśnie w trakcie nauki zbudowali swoje pierwsze kolumny oraz kolejne modele dla swoich przyjaciół i krewnych. Uczyli się wszystkiego sami, starając się odnaleźć najlepsze rozwiązania - od testowania wszelkiego rodzaju głośników, które miały przyczynić się do polepszenia ich modeli, jak i samej stolarki, aż po wykończenia wykonywane przez nich samych. W 1992 sprzedali pierwsze głośniki jednemu ze swoich wykładowców i od tego momentu ich praca nabrała tempa. Panowie przenieśli się do jednego z najważniejszych i największych laboratoriów w Europie, którego zaplecze umożliwiało przetestowanie ich konstrukcji na najwyższym poziomie i stało się gwarancją pomiarów tej jakości. Po wielu badaniach Bruno i Christian ostatecznie stworzyli głośniki, których brzmienie satysfakcjonowało ich obu. Nazwali je Araxe od rzeki w Armenii, więc kolejne modele otrzymywały imiona rzek z całego świata jako symbol muzyki która - ich zdaniem - powinna płynąć niczym woda.

Każdy nowy model norweskiej firmy automatycznie skupia na sobie uwagę audiofilów. Wszystko jedno czy jest to nowy przetwornik cyfrowo-analogowy, integra czy wzmacniacz słuchawkowy - jeżeli widnieje na nim logo Hegla, potencjalnie mamy do czynienia z bardzo interesującym urządzeniem, a może nawet rynkowym hitem. Ostatnim dużym uderzeniem z północy był H80. Skromny wzmacniacz z wbudowanym przetwornikiem w krótkim czasie zyskał status killera - stał się wzorem tego, co powinna oferować integra za podobne pieniądze. Wprowadzony później przetwornik HD12 i droższy wzmacniacz H160 również wywołały sporo zamieszania na rynku, ale nie uzyskały statusu tak spektakularnych hitów. Od jakiegoś czasu wiadomo było jednak, że skandynawscy konstruktorzy pracują nad nową superintegrą - następcą utytułowanego modelu H300. Ten wzmacniacz miał dosłownie zamknąć wszystkie dyskusje, a przy okazji wprowadzić kilka nowych rozwiązań technicznych lub raczej zaprezentować najnowsze odsłony autorskich technologii Hegla. I wreszcie się doczekaliśmy - oto H360.

Początki Regi sięgają 1973 roku, kiedy to powstał Planet - pierwszy model gramofonu sygnowany tą marką. Jej założyciel - Roy Gandy - pracował wówczas w Fordzie, a swojej pasji do sprzętu audio oddawał się wieczorami, budując kolejne egzemplarze szlifierek. Pomagała mu w tym między innymi mama, która zgodziwszy się na dwutygodniową pomoc, została w firmie na piętnaście lat. Z biegiem czasu pojawiły się kolejne modele gramofonów, które szybko zostały uznane przez ekspertów i klientów za jedne z najlepszych propozycji w segmencie budżetowym. Do oferty dołączyły również talerze, wkładki i ramiona, a wkrótce także komponenty elektroniczne i kolumny. Dziś z katalogiem Regi w ręku można skonstruować kompletny system stereo. Czterdziestoletnie doświadczenie, nieustanne poszukiwanie nowych rozwiązań i ciągła chęć doskonalenia sprawiły, że obecnie produkty tej brytyjskiej firmy sprzedawane są w ponad 40 krajach na całym świecie. Przy ich tworzeniu współdziała prawie 90 pracowników, pracując w mierzącej 2800 metrów kwadratowych fabryce w Essex, we wschodniej Anglii. Choć w sprzedaży prym wiodą gramofony, produkowane w liczbie około 2000 sztuk miesięcznie, Rega nie zapomina o pozostałych elementach toru.

[English version] Bryston to kanadyjska firma mieszcząca się w Peterborough, w stanie Ontario, na północny wschód od Toronto. Ostatnie 35 lat poświęciła na projektowanie i produkcję nowoczesnego sprzętu elektronicznego przeznaczonego zarówno dla klientów indywidualnych, jak i profesjonalnych studiów nagraniowych. Wspólnym mianownikiem wszystkich projektów jest wysoka jakość wykonania i legendarna już niezawodność. Bryston zapewnia, że jego inżynierowie nie są w swojej pracy ograniczani kosztami wykonania poszczególnych urządzeń i podzespołów. Mówiąc inaczej, nad głowami nie siedzi im księgowy patrzący spode łba na każdy porządniejszy kondensator i narzekający na to, że blacha na pokrywę jest stanowczo za gruba, a tak w ogóle to powinna być lakierowana tylko od zewnątrz, bo od środka to nikt nie widzi. Kanadyjczycy mają zupełnie odwrotne podejście - firma umożliwia inżynierom stworzenie urządzeń zbliżających się pod wieloma względami do perfekcji, zachęca do maksymalizacji niezawodności. Dlatego każdy komponent jest testowany i instalowany osobno, każdy przewód jest ręcznie cięty i zginany a połączenie lutowane. Każdy z produktów jest testowany przed dostawą - w firmie musi przepracować przynajmniej 100 godzin, a jeżeli zostaną wychwycone jakieś błędy, klocek wraca na stanowisko montażowe, jest sprawdzany i testowany ponownie. Nic dziwnego, że firma daje aż 20 lat gwarancji na sprzęt analogowy i 5 na cyfrowy.
Focalis65