Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

NuPrime ST-10 + ST-10M

NuPrime ST-10 + ST-10M

Niektórzy miłośnicy sprzętu audio przywiązują ogromną wagę do konkretnych rozwiązań technicznych, kierując się zazwyczaj nie tylko własnymi doświadczeniami, ale też stereotypami, które funkcjonują w tym środowisku od dawna. Z jednej strony to dość naturalne, bowiem przyporządkowanie pewnych cech brzmieniowych do rodzaju lampy, klasy pracy wzmacniacza bądź materiału, z jakiego wykonana jest membrana głośnika pomaga nam poruszać się w tym skomplikowanym świecie. Gdyby nie to, nie bylibyśmy w stanie wyłonić urządzeń, których dźwięk prawdopodobnie przypadnie nam do gustu. Każdy jeden model byłby zagadką. Aby czegokolwiek się dowiedzieć, każdego jednego musielibyśmy posłuchać. Niestety, owe przewidywania nie zawsze się sprawdzają. Życie audiofila bywa niezwykle podchwytliwe, więc zdarza się i tak, że wzmacniacz tranzystorowy gra cieplej niż lampowy, miedziane kable brzmią jaśniej niż srebrne, a metalowy głośnik daje przyjemniejsze wokale niż papierowy. Jak? Dlaczego? Cóż, zazwyczaj w takich przypadkach diabeł tkwi w szczegółach. W końcu wzmacniacz to nie tylko tranzystory i lampy, ale także dziesiątki innych komponentów, kable to nie tylko przewodniki, ale też średnice, geometria splotu, dielektryk, ekranowanie, wtyki, rozmaite techniki produkcji i masa innych rzeczy, a głośnik to nie tylko membrana, ale także cewka, układ magnetyczny, zawieszenie i dziesiątki czynników, które decydują o współpracy takiej jednostki z obudową i zwrotnicą. Mówiąc o wzmacniaczach pracujących w klasie D, audiofile zazwyczaj się krzywią. Do każdej nowej technologii podchodzą niechętnie, więc i nikogo to nie dziwi. Być może byłoby inaczej gdyby taki układ wymagał użycia dwukrotnie większej liczby komponentów elektronicznych i z założenia kosztował więcej niż jego tradycyjny odpowiednik. Rozwiązanie to polega jednak na drastycznym zwiększeniu efektywności końcówki mocy, w związku z czym potrzebujemy mniej części, które można zmieścić w zdecydowanie mniejszej obudowie. Co więcej, choć parametry takiego wzmacniacza robią wrażenie, charakteryzuje się on znacznie mniejszym zapotrzebowaniem na energię elektryczną, więc w trakcie eksploatacji płacimy mniej, a jelonki w lesie kłaniają się przed nami i liżą nas po rękach za cały ten trud, jaki wkładamy w ratowanie planety. Kusząca perspektywa. Tylko czy taki wzmacniacz może grać tak dobrze, jak klasyczny, porządny piec pracujący w klasie A lub AB? Niektórzy twierdzą, że nie. Ja również miałem i wciąż mam w tej kwestii mieszane uczucia. A może nie poznałem tego diabła wystarczająco dobrze?

Kiedy mówimy o plusach i minusach konkretnego rozwiązania, warto zastanowić się czy poznaliśmy jego najbardziej zaawansowaną formę, czy może uproszczoną wersję stworzoną na potrzeby budżetowego sprzętu. Nasze rozważania mogą być bowiem obarczone ogromnym błędem. No bo jaki sens ma porównywanie taniego DAC-a podłączonego do starego laptopa z hi-endowym odtwarzaczem płyt kompaktowych? A jednak, niektórzy audiofile po takim eksperymencie doszli do wniosku, że słuchanie plików mija się z celem. Tak samo, jak nabywcy gramofonów za tysiąc złotych z kawałkiem, którzy piszą, że magia winylu to jedna wielka ściema, bo ich gramofon gra kiepsko i kluchowato. Co innego, gdy podejdziemy do tego na poważnie. Bo pliki DSD odtwarzane za pomocą hi-endowego transportu i audiofilskiego przetwornika albo czarne krążki szlifowane na gramofonie za trzydzieści tysięcy złotych to zupełnie inna bajka. Zakładam, że tak samo jest ze wzmacniaczami pracującymi w klasie D. Doświadczenia większości audiofilów opierają się bowiem na odsłuchach wzmacniaczy i systemów all-in-one z niskiej lub średniej półki. Faktycznie, ich brzmienie nie jest czymś, co mogłoby zafascynować wymagającego słuchacza. Kiedy jednak przesiądziemy się na Lyngdorfa, Devialeta albo Primare'a, sytuacja zaczyna się komplikować. Okazuje się, że coś w tej klasie D jest. Coś, co urządzeniom zbudowanym w innej technologii niezwykle ciężko jest powtórzyć. A skoro przywołaliśmy kilka firm, które z "cyfrowych" wzmacniaczy uczyniły swój znak rozpoznawczy, nie sposób pominąć jeszcze jednego producenta, który od samego początku walczył o to, aby audiofile zderzyli się z klasą D nie w miniwieżach czy amplitunerach, ale w tym ciekawszym, bardziej dopracowanym wydaniu - NuPrime.

NuPrime ST-10 + ST-10M

Wygląd i funkcjonalność

Na polskim rynku marka ta kojarzona jest przede wszystkim ze wzmacniaczami i przetwornikami ze średniej półki, takimi jak chociażby IDA-8, STA-9 czy DAC-9H. To eleganckie, kompaktowe, świetnie wykonane i bogato wyposażone urządzenia, na bazie których można zbudować zarówno pełnowymiarowy system hi-fi, jak i wysokiej klasy zestaw biurkowy. Jeżeli jednak interesuje nas wyłącznie amplifikacja i chcielibyśmy poznać firmowe podejście do klasy D na najwyższym poziomie, nie pozostaje nam nic innego, jak odsłuch flagowych monobloków Evolution One. W ich cudownie minimalistycznych obudowach pracują końcówki mocy przełączające się przy 600 kHz. Evolution One charakteryzują się impedancją wejściową na poziomie miliona (!) omów, a ich moc wyjściowa to 240 W przy 8 omach. Dodatkowo producent zapewnia, że mamy tu do czynienia z kontynuacją ciepłego i naturalnego brzmienia znanego ze wzmacniaczy pracujących w klasie A. Trzeba przyznać, że brzmi to bardzo zachęcająco. Jest tylko jeden problem - cena. Evolution One kosztuje 20995 zł, ale z jednym kanałem daleko nie zajedziemy, więc kwotę tę trzeba pomnożyć przez dwa. 41990 zł za parę monobloków pracujących w klasie D? Szok. Szczególnie jeśli przyjrzymy się potencjalnej konkurencji. Lyngdorf SDA-2400 kosztuje 9400 zł, Primare A35.2 - 12990 zł, a NAD M22 - 13499 zł. I mówimy tu o wzmacniaczach dwukanałowych. Nawet monobloki Gato Audio PWR-222 są tańsze, choć z ceną 18500 zł za sztukę niebezpiecznie zbliżają się do flagowców NuPrime'a. Evolution One to prawdopodobnie najdroższa (i być może najlepsza) klasa D, jaką można dziś kupić. Sęk w tym, że za czterdzieści tysięcy złotych dostaniemy wiele hi-endowych wzmacniaczy, a melomanów, którzy mogą sobie na taką przyjemność pozwolić chyba nie interesują niższe rachunki za energię elektryczną. Czy przekona ich wysoka moc? Możliwe, ale nikt mnie nie przekona, że McIntosh MC462, ATC SPA2-150, Pass X250.8 czy Naim NAP 300 DR to wzmacniacze, którym brakuje pary. Od samego początku było wiadomo, że w świecie ekstremalnego hi-endu NuPrime'owi ciężko będzie przebić się z czymś takim, jak Evolution One (co nie zmienia faktu, że flagowe monobloki znalazły wielu nabywców, którzy chwalą je na wszystkich odpustach).

Wystarczy jednak zejść oczko niżej, aby sprawa z kupnem końcówki mocy lub monobloków pracujących w klasie D nabrała realnego wymiaru. Tutaj NuPrime ma nam do zaoferowania dwie bardzo ciekawe i blisko spokrewnione ze sobą konstrukcje - stereofoniczny wzmacniacz ST-10 i jego jednokanałowy odpowiednik, ST-10M. Pierwszy przy ośmiu omach oferuje 150 W na kanał, drugi - 230 W, oczywiście do jednego kanału. Z zewnątrz oba modele wyglądają jakby zostały odlane z jednej formy i kosztują dokładnie tyle samo - 7995 zł. W przypadku ST-10M musimy tę kwotę podwoić, ale nadal płacimy mniej niż za jeden egzemplarz Evolution One. Niestety, jest jeden haczyk. Ponieważ obie konstrukcje różnią się nie tylko funkcjonalnością, ale przede wszystkim budową wewnętrzną, nie możemy podzielić operacji na dwa etapy, kupując najpierw końcówkę stereofoniczną, a później mostkując ją i dokładając drugą. Jak podaje producent, ST-10M to rozwinięcie koncepcji projektowej ST-10, gdzie ze względu na brak drugiego kanału zdecydowano się między innymi na powiększenie zasilania i wyciśnięcie z układów wzmacniających wszystkiego, co tylko się da. To z kolei sprawia, że ST-10M nie jest kompatybilny z ST-10. Innymi słowy, decyzję musimy podjąć od razu, a jedynym sposobem przesiadki z końcówki stereofonicznej na monobloki będzie jej sprzedaż na rynku wtórnym. Szkoda, bo rozbudowa systemu poprzez dokładanie kolejnych klocków jest z punktu widzenia użytkownika najprostsza. Jason Lim musiał jednak dojść do wniosku, że wyrzucenie jednego kanału i wykorzystanie dostępnego miejsca na poprawę brzmienia pozwoliło wyciągnąć z ST-10 dźwięk, za który warto jednorazowo zapłacić 15990 zł. Aby się o tym przekonać, musiałem wziąć do testu zarówno końcówkę ST-10, jak i dwa monobloki ST-10M.

Wszystkie urządzenia przyjeżdżają do nas w eleganckich kartonach, których wygląd nasuwa skojarzenia z komputerami marki Apple. Być może nie jest to nic nadzwyczajnego, bowiem w ostatnich latach wielu, wielu producentów zaadaptowało ten styl w swoich opakowaniach, stawiając na tę samą czystość i prostotę przekazu wizualnego. Na tym jednak nie koniec, bo i same wzmacniacze prezentują się, hmm... Wyjątkowo perfekcyjnie. Może na czarnych powierzchniach nie do końca to widać. Mam przeczucie, że w wersji srebrnej ten efekt byłby jeszcze bardziej imponujący. Niskie i wyjątkowo głębokie obudowy zostały w całości wykonane z aluminium o dyskretnej, satynowej fakturze, przyjemnej w dotyku. Boczne krawędzie przednich ścianek wyglądają jeszcze inaczej - pokrywają je mikroskopijne wgłębienia układające się w piękny, trójwymiarowy wzór. NuPrime zadał sobie sporo trudu, aby ukryć wszelkie śruby, dzięki czemu całość sprawia wrażenie solidnej, monolitycznej konstrukcji wyrzeźbionej z jednej sztaby metalu. To oczywiście złudzenie, bo obudowę można rozkręcić na pojedyncze kawałki (właściwie jest to jedyna metoda, aby zajrzeć do środka), ale muszę przyznać, że na pierwszy rzut oka ST-10 i ST-10M robią świetne wrażenie. Wrażenie perfekcji wykonania potęgują włączniki niemal idealnie wtopione w przednie ścianki. Kiedy je przyciskamy, pod palcem czuć wyraźne kliknięcie, ale sam guzik przesuwa się chyba o ułamek milimetra. No i te maleńkie, niebieskie diody - cudo. Poza tymi dwoma elementami, użytkownik nie ma tu zbyt wiele roboty. Ani końcówka mocy, ani monobloki nie mają jakichś ukrytych trybów pracy. Korzystamy tylko z tego, co jest. Warto jednak zauważyć, że w momencie włączania i wyłączania z kolumn nie dochodzą żadne puknięcia czy trzaski, a podczas pracy z wyłączoną muzyką w tweeterach nie słychać właściwie żadnego szumu. Dla niektórych to nieistotne, ale jeżeli ktoś lubi wieczorne odsłuchy albo szuka wzmacniacza do systemu biurkowego, gdzie monitory stoją najwyżej półtora metra od głowy słuchacza, wszelkie szmery i piski bez podanego sygnału mogą być bardzo irytujące.

Niskie i wyjątkowo głębokie obudowy zostały w całości wykonane z aluminium o dyskretnej, satynowej fakturze, przyjemnej w dotyku. Boczne krawędzie przednich ścianek wyglądają jeszcze inaczej - pokrywają je mikroskopijne wgłębienia układające się w piękny, trójwymiarowy wzór. NuPrime zadał sobie sporo trudu, aby ukryć wszelkie śruby, dzięki czemu całość sprawia wrażenie solidnej, monolitycznej konstrukcji wyrzeźbionej z jednej sztaby metalu.

Czas zajrzeć na tyły, a tu różnice między końcówką a monoblokami widać już wyraźnie. Chociaż... Gdyby producent użył takich samych terminali głośnikowych i gniazd niezbalansowanych (RCA), mielibyśmy do czynienia z takim samym kompletem złącz rozdzielonym między dwa urządzenia. Zacznijmy więc od ST-10. Mamy tu gniazda wejściowe RCA i XLR z maleńkim przełącznikiem hebelkowym pozwalającym wybrać jedną z tych opcji, gniazdo wyzwalacza, następnie spore, złocone gniazda wyjściowe zamontowane po skosie (co przy tak gęstej zabudowie tylnej ścianki jest całkiem niezłym pomysłem), maleńką, czerwoną śrubkę pełniącą rolę dodatkowego uziemienia oraz trójbolcowe gniazdo zasilające z głównym włącznikiem sieciowym i gniazdem bezpiecznika. W monoblokach miejsca jest trochę więcej, w związku z czym NuPrime zdecydował się na inne, nieco większe, prawdopodobnie rodowane gniazda RCA i terminale głośnikowe z niebiesko-fioletowymi, plastikowymi nakrętkami. Usunięto też dodatkowe opisy, dzięki czemu zaplecze ST-10M wygląda jeszcze schludniej. O ile do ST-10 wolałbym nie startować z kablami głośnikowymi zakończonymi widełkami, o tyle w monoblokach, mimo niewielkich rozmiarów obudowy, ciężko jest mi wyobrazić sobie jakiekolwiek problemy natury praktycznej. Jedyną przeszkodą może być niewielki dystans między gniazdami a podłożem, ale przekręcenie przewodów w lewo lub w prawo (w zależności od kanału) powinno załatwić sprawę. Jeżeli natomiast obawiacie się, że po podłączeniu ciężkich węży (na przykład takich, jak wypełnione "gwiezdnym pyłem" sieciówki Enerr Transcenda Ultimate) wzmacniacz "wstanie" lub zacznie zjeżdżać ze stolika, raczej nie widzę takiej możliwości. Może i jest to klasa D, ale spójrzcie tylko, jaki transformator toroidalny czai się w każdej z takich puszek. I to zaraz za przednią ścianką. Producent podaje, że ST-10 waży 7 kg, a każdy z monobloków ST-10M jest o kilogram lżejszy. Moim zdaniem są to i tak lekko zaniżone liczby. Kiedy ustawiłem wszystkie klocki jeden na drugim, musiałem już nieźle się spiąć, aby całą tę wieżę unieść i przestawić choćby o pół metra. Teoretycznie nie takie piecyki już dźwigałem, ale te wyjątkowo posłusznie poddawały się prawu powszechnego ciążenia.

Jeśli chodzi o wrażenia użytkowe, nie mam zbyt wiele do powiedzenia. Bo i co można napisać o końcówce mocy? Włączamy - działa. Wyłączamy - nie działa. Żeby było ciekawiej, ST-10 i ST-10M są niemal całkowicie niewrażliwe na wygrzewanie, a przynajmniej tak było w przypadku egzemplarzy dostarczonych do testu (które wcześniej na pewno już pracowały, więc ewentualny okres rozruchowy miały już dawno za sobą). Aluminiowe puszki delikatnie się grzały, ale mam wrażenie, że wpływa na to ich zamknięta konstrukcja. Obudowy NuPrime'ów są całkowicie szczelne - nie wykonano w nich ani pół otworu wentylacyjnego. Oznacza to, że ciepło w pewnym sensie kumuluje się w środku. Gdyby było oddawane w tradycyjny sposób, wzmacniacze zapewne pozostawałyby chłodne w dotyku. Nie bez znaczenia są także ich gabaryty. ST-10 oddaje 150 W na kanał, ST-10M - 230 W, a mimo to rozmawiamy o urządzeniach, które przy odrobinie szczęścia udałoby się zapakować do plecaka. Przeszukując sieć, trafiłem na zdjęcia kilku naprawdę hi-endowych systemów, w których monobloki NuPrime'a stanęły obok potężnych kolumn, wypasionych, dzielnonych źródeł, lampowych przedwzmacniaczy i imponujących gramofonów. Na stolikach z wielkimi, ciężkimi półkami stojącymi na masywnych kolcach. Nad kondycjonerem, który pewnie i waży, i kosztuje więcej niż wszystkie testowane klocki razem wzięte. W starciu z wielkimi piecami Brystona, Jeffa Rowlanda, Ayre, Audio Researcha i Aesthetixa. ST-10 chyba rzadko ląduje w tak prestiżowym towarzystwie, ale wieść niesie, że monobloki ST-10M z dużą swobodą napędzają nie tylko kolumny Wilson Audio, Magico czy Dynaudio, ale także Magnepany i elektrostaty Martina Logana. Czyżby ich posiadaczy nagle dopadł kryzys finansowy? Nie mogli po prostu postawić na podłodze jakichś potwornie wielkich wzmacniaczy w stylu Gryphona, Accuphase'a czy T+A? A może chodzi o coś innego... Może zdecydowali się na ST-10M ze względu na brzmienie? To by dopiero było!

NuPrime ST-10 + ST-10M

Brzmienie

Odsłuchy zacząłem oczywiście od stereofonicznego modelu ST-10. Jeżeli monobloki są rozwinięciem tej koncepcji, musiałem przecież dowiedzieć się, co takiego owa koncepcja oznacza z punktu widzenia melomana. Rezultaty były bardzo zachęcające. Patrząc na tabelę danych technicznych, trudno było wymazać z głowy obraz zamkniętego w kompaktowej obudowie potwora - wzmacniacza, który robi z membranami głośników to, co tylko mu się podoba, a końcówka NuPrime'a już w pierwszych minutach odsłuchu przekonała mnie, że tak rzeczywiście będzie. Muzyka nie tyle popłynęła, co wystrzeliła z głośników. Otrzymałem mocny, dynamiczny, dobrze poukładany, rytmiczny i wyjątkowo punktualny dźwięk. Pod pewnymi względami taki, hmm... Naimowy. Tak, to chyba właściwe porównanie. Dwukanałowa "dziesiątka" zachowywała się jak wysportowany trener personalny, który wchodzi na siłownię, widzi leniwie rozgrzewających się podopiecznych i natychmiast funduje im srogi wycisk, a potem ani na chwilę nie odpuszcza. Po chwili odkryłem, że za ten efekt odpowiedzialne są przede wszystkim niskie tony. Inżynierowie NuPrime'a, świadomie lub nie, zastosowali tutaj sprytny zabieg polegający na delikatnym osłabieniu najniższych, subwooferowych rejestrów celem znacznego przyspieszenia dźwięku, nadania mu wspaniałej energii i zwiększenia wrażenia doskonałej kontroli nad głośnikami. Dzięki temu brzmienie ST-10 jest konturowe, szybkie i dosadne. Nic - a w szczególności bas - się nie zamazuje ani nie snuje po podłodze.

Niestety, taka strategia ma swoje wady. W nagraniach, w których szybkość niskich tonów nie ma aż tak wielkiego znaczenia, a klimat tworzą właśnie gęste, nisko schodzące pomruki, zaczynamy postrzegać dźwięk zupełnie inaczej. Zaczyna nam czegoś brakować. Jeśli damy sobie trochę czasu na oswojenie uszu z takim charakterem niskich tonów lub sięgniemy po kolumny lub źródło dające nieco więcej basu, na pewno nie będzie to wielki problem. Jeżeli jednak dysponujemy systemem strojonym "na zero", basu ubędzie i nie ma się co oszukiwać, że przy kolejnym nagraniu coś się w tej kwestii zmieni. Szkoda, bo jednocześnie daje o sobie znać fajna, nasycona średnica, w zakresie wysokich tonów dzieje się całkiem sporo, a i przestrzeń jest, jak na końcówkę za te pieniądze, bardzo przyzwoita. ST-10 ma naprawdę wiele zalet. Wyraźne "skrócenie" najniższych częstotliwości jest jednak czymś, co nie pozwala mi myśleć o niej w kategoriach sprzętu dla każdego. To raczej wzmacniacz do zadań specjalnych - dla melomana, który właśnie takiego brzmienia potrzebuje albo wstawił zbyt duże kolumny do zbyt małego pomieszczenia. Ja w pierwszej chwili czułem się tak, jakby ktoś zatkał mi bass-reflexy w Audiovectorach QR5. Niektórzy w tym momencie popatrzą na ST-10 jak na wzmacniacz drugiej kategorii, ale gwarantuję, że nie należy go skreślać. To po prostu jedno z tych urządzeń, które nie boją się własnego charakteru i tego samego wymagają od użytkownika. Widziałem, że często sięgają po niego audiofile, którzy nie mogą pozwolić sobie na odsunięcie kolumn od ściany lub ustawienie monitorów na pięknych, dużych podstawkach stojących niemalże w wolnej przestrzeni. "Dziesiątka" pracuje też w wielu systemach biurkowych, często z monitorami, które pewnie nie do końca były projektowane z myślą o takiej konfiguracji. I wiecie co? Ci ludzie doskonale wiedzą, co robią.

Ja jednak byłem głodny wrażeń, więc zaledwie po kilku godzinach słuchania nie wytrzymałem i przełączyłem się na ST-10M. W tym momencie zaczęła się jazda. Jeszcze kilka minut wcześniej zastanawiałem się, czy korzyści wynikające z rozdzielenia kanałów i ulepszenia układu wzmacniacza będą na tyle duże, aby usprawiedliwić dwukrotną różnicę w cenie. Kołatała mi się w głowie myśl, że dostanę taki sam dźwięk z większym zapasem mocy i okaże się, że ST-10M to propozycja wyłącznie dla posiadaczy trudnych do wysterowania kolumn. Ale nie. Przesiadka z dwukanałowej końcówki na monobloki to wejście w zupełnie inny świat. Niskie tony zachowały nienaganną szybkość, ale wreszcie było ich tyle, ile być powinno. Zupełnie jakby jakaś niewidzialna ręka odblokowała bass-reflexy, z tym, że nie wiązało się to z utratą kontroli nad najniższymi częstotliwościami. Wręcz przeciwnie. Monobloki NuPrime wyznaczają w tej kwestii poziom, którego w tej cenie nie zawaham się nazwać referencyjnym. Dynamika? W skali makro - na szóstkę. Nie wiem, czy wykorzystałem choćby połowę potencjału drzemiącego w tych płaskich piecykach, ale zdjęcia ST-10M podłączonych do hi-endowych magnetostatów i elektrostatów przestały mnie dziwić. W skali mikro - na czwórkę z plusem.

Tutaj do gry wchodzi bowiem druga strona natury tych monobloków. Mamy do czynienia z konstrukcją, która dostarcza głośnikom prąd pełnymi garściami i steruje membranami z zadziwiającą pewnością siebie, ale nie gra sucho, technicznie i beznamiętnie. Ba! Pierwsze wrażenie jest takie, jakbyśmy słuchali ciepłego tranzystora lub wyjątkowo potężnego wzmacniacza lampowego. Brzmienie jest wyjątkowo gładkie i płynne. Po pewnym czasie odkrywamy, że wysoka moc daje nam właściwie tylko możliwość wkręcenia się na koncertowe poziomy głośności bez jakiejkolwiek szarpaniny, ale jeżeli tego nie potrzebujemy, ST-10M wciąż będą czarować przyjemną barwą, namacalną średnicą, fantastycznym basem, spójnością, trójwymiarową przestrzenią i wybitną kulturą grania. Ich dźwięk jest po prostu łatwo przyswajalny. Plastyczny. Wielowarstwowy. Muzykalny. Słyszymy to, co powinniśmy usłyszeć, ale nie mamy ochoty dzielić włosa na czworo. I choć na skali temperaturowej idziemy w stronę lampowego żaru (na szczęście tylko "w kierunku", a nie "daleko poza"), proporcje między niskimi, średnimi i wysokimi tonami są właściwie idealne. Jeżeli wyobrazicie sobie coś pomiędzy twardym, bezwzględnym piecem pracującym w klasie AB a hybrydą lub końcówką mocy w klasie A, ST-10M to właśnie to.

ST-10M są bardzo przewidywalne, stałe w uczuciach. Kiedy poznamy ich podejście do muzyki, nie powinny nas zaskoczyć żadnymi nagłymi wyskokami, humorami i zmianami nastroju. Daje to wrażenie stabilności i uniwersalności. To, co słyszymy nie jest wynikiem szczęśliwego zbiegu okoliczności - tego, że dane nagranie akurat się naszemu wzmacniaczowi spodobało, albo dzisiaj miał po prostu lepszy dzień. Tutaj się to nie zdarza.

W brzmieniu monobloków NuPrime'a czuć przede wszystkim ogromną swobodę. Aby się w niej zanurzyć, wcale nie trzeba rozkręcać potencjometru do nieprzyzwoitych poziomów, choć - co chyba oczywiste - jeśli będziemy mieli taką ochotę, realistyczny poziom głośności sobie bez najmniejszego problemu. Te niepozorne pudełeczka potrafią dać do pieca, przy czym nasz odbiór muzyki zupełnie się nie zmienia. Nie wkrada się w nią agresja, nie pojawiają się żadne podkolorowania i zabrudzenia. Nie mamy poczucia, że wzmacniacz osiągnął już szczyt swoich możliwości, a przynajmniej ja nie stwierdziłem takich objawów ani z 91-dB Audiovectorami QR5, ani z podstawkowymi, 86-dB Amphionami Helium 510 (choć przyznaję, że ani jedne, ani drugie nie są wybitnie trudne do wysterowania, a do zbadania kresu możliwości ST-10M przydałyby się kolumny zupełnie innego kalibru). Jeżeli podczas odsłuchu stereofonicznej końcówki ST-10 do głowy przychodziły mi skojarzenia z takimi urządzeniami, jak Naim Uniti Atom czy Lyngdorf TDAI-2170, to monobloki porównałbym raczej do audiofilskich wzmacniaczy hybrydowych, takich jak Unison Research Unico 90 czy Copland CSA 100. Z jednej strony dostajemy tu większy zapas mocy i zdecydowanie głębszy, bardziej nasycony, choć wciąż świetnie kontrolowany bas. Z drugiej - i to wydaje mi się nawet ważniejsze - więcej naturalnego ciepła, rewelacyjną spójność, brak jakiejkolwiek szarpaniny, poczucie wszechogarniającego spokoju i wciągającą, trójwymiarową przestrzeń budowaną na aksamitnie czarnym tle. Może zabrzmi to dziwnie, ale moim zdaniem ST-10M mają w sobie coś z urządzeń Electrocompanieta. Warto też dodać, że są w tym bardzo przewidywalne, stałe w uczuciach. Kiedy poznamy ich podejście do muzyki, nie powinny nas zaskoczyć żadnymi nagłymi wyskokami, humorami i zmianami nastroju. Daje to wrażenie stabilności i uniwersalności. To, co słyszymy nie jest wynikiem szczęśliwego zbiegu okoliczności - tego, że dane nagranie akurat się naszemu wzmacniaczowi spodobało, albo dzisiaj miał po prostu lepszy dzień. Tutaj się to nie zdarza. Jeżeli uznacie, że ST-10M grają wspaniale, będą tak grały zawsze. Paradoksalnie, dla niektórych może to być ich największy minus. Do dobrego człowiek szybko się przyzwyczaja, więc już po kilku dniach zabawy z monoblokami NuPrime'a naszła mnie ochota na więcej. Ale tak, jak ST-10M nigdy nie strzelą nam focha, tak i nigdy raczej nie wzbiją się ponad to, co dadzą nam podczas pierwszego odsłuchu. No, ale... Od czego są kable, akcesoria zasilające i inne audiofilskie wspomagacze? A jeśli i one okażą się niewystarczające, a wizja dźwięku NuPrime'a spodoba nam się na tyle, że będziemy chcieli pójść dalej, zostaje jeszcze jedno wyjście - flagowe monobloki Evolution One. Kusi mnie, aby ich posłuchać, ale obawiam się, że mogłoby to być rozwiązanie bliskie ideału, a wtedy stanąłbym przed bardzo trudnym wyborem - odesłać sprzęt i szukać czegoś tańszego albo zapłacić i pogodzić się z tym, że przy najbliższej okazji listonosz nie przyniesie mi pocztówki od znajomego ani rachunku za wodę, ale papiery rozwodowe. ST-10M to łagodniejszy wyrok. Jeżeli chcecie dowiedzieć się, jak naprawdę może brzmieć wzmacniacz pracujący w klasie D, gorąco polecam takie doświadczenie. Jeżeli zastanawiacie się, czy warto zapłacić aż dwa razy więcej niż za stereofoniczną końcówkę ST-10 - warto. A jeśli macie naprawdę wymagające, trudne do wysterowania kolumny, ale cenicie sobie muzykalność i nie chcecie kupować wzmacniacza typu "zimny drań", wpiszcie ST-10M na listę urządzeń do obowiązkowego sprawdzenia.

NuPrime ST-10 + ST-10M

NuPrime ST-10 + ST-10M

Budowa i parametry

NuPrime ST-10 i ST-10M to blisko spokrewnione ze sobą końcówki mocy. Pierwsza - stereofoniczna, druga - jednokanałowa. Minimalistyczne obudowy rozkręca się w bardzo ciekawy sposób. Należy w tym celu wykręcić cztery śruby znajdujące się na tylnej ściance oraz sześć śrub wkręconych od spodu, z których cztery łączą pokrywę z aluminiową podstawą urządzenia, a dwie wchodzą w metalowe kątowniki utrzymujące na miejscu całą przednią ściankę. Następnie wystarczy odpiąć kilka plastikowych kostek, odłożyć front na bok i wysunąć całą pokrywę do przodu. Wszystkie układy elektroniczne widać wtedy jak na dłoni. W obu urządzeniach w oczy rzuca się przede wszystkim zasilacz. Wielu końcówkom mocy pracującym w klasie D towarzyszą zasilacze impulsowe, dzięki czemu taki układ już na pierwszy rzut oka prezentuje się inaczej niż "normalny" wzmacniacz. Tymczasem inżynierowie NuPrime'a, nie po raz pierwszy zresztą, zdecydowali się na klasyczny zasilacz liniowy zbudowany w oparciu o sporych rozmiarów transformator toroidalny o mocy 300 VA. Z uwagi na niewielką wysokość obudowy, jest on wyjątkowo płaski, ale jego średnica robi wrażenie. Pozostałą część obudowy w obu opisywanych modelach zajmują dwie stykające się ze sobą płytki drukowane. W ST-10 są to oczywiście dwa oddzielne kanały, natomiast w ST-10M mamy taki sam wzmacniacz dla jednego kanału oraz płytkę zawierającą baterię dziesięciu kondensatorów o pojemności 2200 µF każdy. Co ciekawe, wszystkie zdobi logo NuPrime'a. Jeśli chodzi o sam układ wzmacniający, jest to konstrukcja impulsowa przełączająca się przy dość wysokiej częstotliwości 600 kHz. Producent utrzymuje, że taki system pozwala na zwiększenie efektywności i kultury pracy urządzenia. Przy efektywności na poziomie 85% końcówki NuPrime'a nie potrzebują wydajnego chłodzenia, w związku z czym każda taka płytka została wyposażona w dwa maleńkie, aluminiowe radiatory. Jeśli chodzi o parametry, ST-10 oferuje moc 150, a ST-10M - 230 W na kanał przy 8 Ω, ale producent chwali się przede wszystkim współczynnikiem tłumienia (400) i obniżonym w stosunku do poprzedniego modelu poziomem szumów. Niezależnie od wybranej opcji, będziemy mieć do czynienia ze wzmacniaczem zdolnym napędzić nawet bardzo wymagające kolumny.

Werdykt

W ostatnich latach wielu producentów audiofilskiej elektroniki zdecydowało się wejść we wzmacniacze pracujące w klasie D, przekonując klientów, że takie rozwiązanie naprawdę ma sens. Czy to prawda? Czy aparatura zbudowana w tej technologii mogą zadowolić nawet wymagającego słuchacza? Na dwoje babka wróżyła. Jeśli chodzi o sprzęt z niższej półki, nowoczesne systemy all-in-one i kompaktowe, dizajnerskie wzmacniacze wykorzystujące gotowe modułu wielkości paczki zapałek, pozostaję sceptyczny. W większości przypadków urządzenia te grają gorzej niż ich tradycyjne odpowiedniki. Jeżeli natomiast podejdziemy do tematu poważnie i zdecydujemy się na sprzęt zaprojektowany z pieczołowitością, do jakiej wielu z nas zdążyło się już przyzwyczaić i jakiej wymagalibyśmy od klasycznego wzmacniacza tranzystorowego lub lampowego, rezultaty mogą przerosnąć nasze oczekiwania. NuPrime jest jedną z firm, którym od samego początku nie zależało na niczym innym, a ST-10 i ST-10M są w zasadzie wizytówkami tej marki - małymi, skromnymi pudełeczkami, których odsłuch niejednemu audiofilowi zrobi w głowie spore zamieszanie. Wersja dwukanałowa gra tak charakterystycznie, że w mojej ocenie należy ją traktować jako wzmacniacz do konkretnych zastosowań. Do systemów, w których potrzebne jest bezwzględne panowanie nad dźwiękiem, a nawet korekta niskich częstotliwości. Wbrew pozorom, takie sytuacje nie należą do rzadkości i mam wrażenie, że ST-10 będzie tutaj prawdziwym wybawieniem. Jeśli zaś chodzi o monobloki, jestem pod dużym wrażeniem i mogę polecić je każdemu audiofilowi szukającemu końcówki mocy z wysokiej półki. Taką klasę D to ja rozumiem.

NuPrime ST-10 + ST-10M

Dane techniczne

NuPrime ST-10
Moc: 150 W/8 Ω
Wejścia: RCA, XLR
Stosunek sygnał/szum: 110 dB
Zniekształcenia: 0,01%
Pasmo przenoszenia: 0 Hz - 60 kHz
Impedancja wejściowa: 23,5 kΩ
Wzmocnienie: 28 dB
Wymiary (W/S/G): 5,9/21,5/39,4 cm
Masa: 7 kg
Cena: 7995 zł (sztuka)

NuPrime ST-10M
Moc: 230 W/8 Ω
Wejścia: RCA, XLR
Stosunek sygnał/szum: 110 dB
Zniekształcenia: 0,01%
Pasmo przenoszenia: 0 Hz - 50 kHz
Impedancja wejściowa: 47 kΩ
Wzmocnienie: 28 dB
Wymiary (W/S/G): 5,9/21,5/39,4 cm
Masa: 6 kg
Cena: 7995 zł (sztuka)

Konfiguracja

Audiovector QR5, Amphion Helium 510, Unison Research Triode 25, Auralic Vega G1, Cardas Clear Reflection, Albedo Geo, Enerr One 6S DCB, Enerr Transcenda Ultra, Enerr Transcenda Ultimate, Custom Design RS 202, Norstone Esse.

Sprzęt do testu dostarczyła firma Rafko. W artykule wykorzystano zdjęcia udostępnione przez firmę NuPrime i wykonane przez redakcję portalu StereoLife.

ST-10

Równowaga tonalna
RownowagaStartRownowaga2Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4RownowagaStop

Dynamika
Poziomy7

Rozdzielczość
Poziomy6

Barwa dźwięku
Barwa5

Szybkość
Poziomy7

Spójność
Poziomy6

Muzykalność
Poziomy5

Szerokość sceny stereo
SzerokoscStereo1

Głębia sceny stereo
GlebiaStereo12

Jakość wykonania
Poziomy6

Funkcjonalność
Poziomy5

Cena
Poziomy6

ST-10M

Równowaga tonalna
RownowagaStartRownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4RownowagaStop

Dynamika
Poziomy7

Rozdzielczość
Poziomy7

Barwa dźwięku
Barwa5

Szybkość
Poziomy7

Spójność
Poziomy8

Muzykalność
Poziomy7

Szerokość sceny stereo
SzerokoscStereo2

Głębia sceny stereo
GlebiaStereo13

Jakość wykonania
Poziomy6

Funkcjonalność
Poziomy5

Cena
Poziomy6

Nagroda
sl-rekomendacja


Komentarze

  • Brak komentarzy

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Zobacz także

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Marzenia się spełniają - Romek Puchowski vel PUHOVSKY

Marzenia się spełniają - Romek Puchowski vel PUHOVSKY

Nie jestem wielkim fanem bluesa, jednak kiedy grany jest przez takiego artystę, jak Romek Puchowski, od razu staje się bliższy. Kiedy dawno temu pierwszy raz widziałem go na scenie, przemknął mi ten występ i tak naprawdę pamiętałem tylko, że Romek dzielił ją z Tymonem Tymańskim. Później udało mi się trafić...

Jak ustawić kolumny w pokoju odsłuchowym

Jak ustawić kolumny w pokoju odsłuchowym

Wybór zestawów głośnikowych to zadanie, które wymaga równoczesnego dopasowania do siebie wielu czynników - rozmiaru, rodzaju konstrukcji, wykończenia, parametrów czy ceny. Kiedy uporamy się z tą łamigłówką, pozostaje nam już tylko ostrożnie wyjąć nowy sprzęt z kartonu, podłączyć kable i ustawić kolumny w taki sposób, aby wydobyć z nich jak...

Brytyjskie podejście do oryginalnego brzmienia - Quad

Brytyjskie podejście do oryginalnego brzmienia - Quad

Jak podaje popularna internetowa encyklopedia, Quad, inaczej wszędołaz, to pojazd czterokołowy przeznaczony głównie do sportu i rekreacji. Zwykle jest to coś w rodzaju czterokołowego motocykla, który doskonale nadaje się do jazdy poza drogami utwardzonymi. Ze względu na walory napędowe znajduje zastosowanie w wojsku, ratownictwie górskim i rolnictwie. Dla audiofila ten...

Nie muszę grać rzeczy, których nie chcę - Marcin Olak

Nie muszę grać rzeczy, których nie chcę - Marcin Olak

Marcin Olak to jeden z bardziej interesujących gitarzystów rodzimej sceny jazzowej. Kompozytor, muzyk improwizujący i nauczyciel. Gra na gitarach akustycznych i elektrycznych, traktując je w oryginalny sposób. Gitara w jazzie, jakakolwiek by nie była, zazwyczaj funkcjonuje jako instrument linearny. Muzycy grający na tym instrumencie zwykle posługują się kostką, a zatem...

Audio Video Show 2020

Audio Video Show 2020

Każdego roku o tej porze polscy audiofile obchodzą swoje święto - wydarzenie, którego miłośnik grającej aparatury zwyczajnie nie może przeoczyć. Jestem przyzwyczajony, że zwykle o tej wystawie rozmawia się już od września. W październiku przygotowania rozkręcają się na całego. Do końca miesiąca trzeba mieć opracowany plan zwiedzania - kompletną rozpiskę...

Nowe testy

Poprzedni Następny
Lyngdorf TDAI-1120

Lyngdorf TDAI-1120

Nie jest tajemnicą, że branża audio nie należy do najbardziej innowacyjnych. Postęp techniczny i zmiany trendów, i tak napędzane w dużej mierze przez siły zewnętrzne, widać tu wprawdzie wyraźniej niż...

Rotel A11 Tribute

Rotel A11 Tribute

Ken Ishiwata to postać, która audiofilom jednoznacznie kojarzy się z marką Marantz. Jako starszy menedżer produktu i ambasador firmy, Ken używał swoich uszu i doświadczenia inżynierskiego do pracy z zespołami...

HiFiMAN HE-R10D

HiFiMAN HE-R10D

Marzeniem wielu audiofilów zawsze były kolumny i słuchawki elektrostatyczne. Dla większości niespełnionym, bo zestawy głośnikowe zbudowane w tej technologii wymagają bardzo mocnego wzmacniacza oraz wyjątkowej dbałości o akustykę pomieszczenia odsłuchowego...

Bannery boczne

Komentarze

Grzegorz
@Bronek - Na 2000 zł to obniżyli cenę dopiero po premierze A11 Tribute, a kwota katalogowa była znacznie wyższa. Standardowa praktyka jeśli chodzi o tego dystry...
Bronek
Można i inaczej spojrzeć na cenę, obecnie A11 jest sprzedawany za 2000 zł, czyli 700 zł za naklejkę Tribute może być całkiem niezłym interesem dla producenta (j...
stereolife
@Opiniodawca - Haha, to prawda. Kolejne modele będą pewnie nazywane od tytułów płyt i utworów Stevena:-)
stereolife
@Bartek - Nie jesteśmy przekonani, czy to jest wymarzone towarzystwo dla Audiovectorów QR5. Na początek może być, ale należy się spodziewać, że spora część pote...
Opiniodawca
Toż to sprzęt wręcz stworzony do słuchania Stevena Wilsona...;)

Płyty

Gojira - Fortitude

Gojira - Fortitude

Przez ostatnie lata muzycy Gojiry zawzięcie testowali wytrwałość swoich fanów, wystawiając ich na najdłuższą przerwę wydawniczą w dotychczasowej karierze. "Magmę"...

Newsy

Technics SL-1200MK7

Technics SL-1200MK7

Wraz z modelem SL-100C firma Technics zaprezentowała nowy gramofon z napędem bezpośrednim - SL-1200MK7. Nowy model posiada nie tylko te...

Tech Corner

Krótka historia płyty kompaktowej

Krótka historia płyty kompaktowej

Jak wyglądał świat w marcu 1979 roku? Andrzej Wajda kręcił "Panny z Wilka". Jan Paweł II był papieżem niecałe pół roku. Prezydentem USA był Jimmy Carter. W Nowym Jorku urodziła się Norah Jones. Atari wypuściło na rynek komputery Model 400 i Model 800. W salonach samochodowych pojawiły się Peugeot 505,...

Nowości ze świata

  • True Wireless In-Ear Headphones are immensely popular, but most currently available designs represent a compromise choice, one that trades sound quality for wireless convenience. Bowers & Wilkins has always insisted this issue would need to be addressed before the company could...

  • For years, globe-trotting musicians including U2, Foo Fighters and Sir Paul McCartney have trusted UK-based Ashdown Engineering to build world-class bass amplifiers for their performances and studio use. Now Ashdown is embarking on its own world tour, bringing its superior...

  • Cambridge Audio has been at the forefront of British audio innovation for over 50 years and Evo represents an evolution in hi-fi - an all-in-one music player that combines timeless design, cutting edge technology, streaming smarts, and incredible audio performance...

Prezentacje

Historia ma znaczenie - Marantz

Historia ma znaczenie - Marantz

Marantz to jedna z tych firm, które powinien znać każdy miłośnik muzyki i dobrego brzmienia. Jeden z wielkich graczy, którym na przestrzeni lat udało się zachować swój wizerunek i opowiadać swoją historię nie inaczej, jak poprzez kolejne urządzenia zyskujące status kultowych. Może to trochę odważne stwierdzenie, ale wystarczy prześledzić internetowe...

Poradniki

Listy

Galerie

Najpiękniejsze i najciekawsze gramofony świata

Najpiękniejsze i najciekawsze gramofony świata

Większość audiofilów ceni gramofony za wyjątkowe, analogowe brzmienie. Uważają, że muzyka płynąca z winylowych płyt jest cieplejsza, bardziej wielowymiarowa i...

Dyskografie

Wywiady

Popularne artykuły

Vintage

Nakamichi Dragon

Nakamichi Dragon

Czy smoki żyją tylko w legendach? Niekoniecznie. Niektóre smoki stają się legendami. Tak właśnie było z magnetofonem Nakamichi Dragon, przez...

Słownik

Poprzedni Następny

Klasa D

Rodzaj konstrukcji lub raczej sposobu pracy wzmacniacza, zupełnie odcinający się od konwencjonalnych układów pracujących w klasie A oraz AB. We wzmacniaczu klasy D tranzystory pracują trochę jak binarne przełączniki, ponieważ...

Cytaty

CarlosRuizZafon.png

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych klikając tutaj.