Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

Linn Selekt DSM

Linn Selekt DSM

Linn to jeden z producentów, którzy w skomplikowanym świecie hi-endowego sprzętu audio zdołali wydzielić sobie własną przestrzeń i od wielu, wielu lat funkcjonują w niej bez oglądania się na innych. Szkoccy inżynierowie pozostają wierni pomysłom, które w pierwszej chwili mogą wydawać się oryginalne lub nawet ekscentryczne, ale działają. Szczególnie wtedy, gdy zaakceptujemy ich kilka i zgodzimy się na to, aby wprowadzać firmową filozofię w życie całymi pakietami - od źródła przez amplifikację aż po zestawy głośnikowe. Podobnie jak Naim, Cyrus i kilku innych brytyjskich specjalistów od audiofilskiej elektroniki, Linn zawsze układał swoją ofertę tak, aby zachęcać melomanów do myślenia systemowego - aby zakup pojedynczego urządzenia nie był końcem, lecz początkiem pewnej drogi. Oczywiście, nikt nikogo do niczego nie zmuszał. Szkoci nie mieli w zwyczaju montowania nietypowych gniazd utrudniających lub uniemożliwiających połączenie ich sprzętu z produktami konkurencyjnych marek ani nie blokowali klientów w żaden inny sposób. Zwykle działała tutaj sama świadomość, że w dowolnym momencie możemy ulepszyć swoją wieżę poprzez poddanie któregoś z klocków fabrycznemu upgrade'owi lub dołożenie do zestawu kolejnego pudełka, które zrobi dla nas coś dobrego. Modułowa budowa systemów Linna została wprowadzona już w pierwszym, legendarnym gramofonie tej marki i stała się normą dla wszystkich kolejnych projektów. Dzięki niej klienci mogą budować swoje systemy długofalowo, w sposób przemyślany i - mimo stosunkowo wysokich cen - jak najbardziej opłacalny. Mogłoby się wydawać, że firma, której pierwszym dostępnym komercyjnie produktem był gramofon, będzie broniła wszystkich konserwatywnych pomysłów, a w epoce plików i streamingu okopie się w obozie winylowo-cedekowym, ale tutaj zaskoczenie - Linn był jednym z pierwszych producentów urządzeń audio, którzy całkowicie usunęli ze swojej oferty odtwarzacze CD. W podjęciu tej decyzji pomógł odtwarzacz sieciowy Klimax DS, opracowany z myślą o odtwarzaniu plików w jakości studyjnej. Szkoci twierdzą, że model ten gwarantował jakość dźwięku nieosiągalną dla klasycznych maszyn przystosowanych do obsługi fizycznych nośników. Trzynaście lat temu taka deklaracja wystarczyła, aby zaszokować świat hi-endu i zachęcić wiernych fanów marki do przesiadki na nowe źródło. Dziś plikowa rewolucja jest faktem dokonanym. Do pełni szczęścia brakuje nam już chyba tylko serwisów streamingowych oferujących muzykę w formacie DSD. Sprzęt audio pasujący do tego świata musi nie tylko dobrze grać, ale także łączyć się ze wszystkim, co sobie wymyślimy, elegancko się prezentować i nie zajmować zbyt wiele miejsca. Najlepiej byłoby, gdyby całą filozofię Linna dało się zamknąć w jednym pudełku, które można rozbudować nie zwiększając rozmiarów obudowy. I oto jest - przed nami Selekt DSM.

Harman Kardon Fly ANC

Harman Kardon Fly ANC

Moda na bezprzewodowe słuchawki wybuchła wraz z upowszechnieniem się smartfonów. Przez kilka lat na tym rynku działo się naprawdę sporo. Producenci elektroniki musieli nie tylko opanować nowe rozwiązania techniczne, ale także zastanowić się na jakie modele postawić i jakich środków użyć, aby wysunąć się na prowadzenie. Projektanci mieli mnóstwo pomysłów. Każde nowe nauszniki miały być przełomowe. Z okazji ich premiery organizowano konferencje prasowe, podczas których prezentowano zuchwałe plany podbicia słuchawkowego świata i kilku okolicznych galaktyk. Było gęsto. Czasami trochę żenująco, ale ciekawie. Teraz testowanie bezprzewodowych słuchawek kojarzy mi się ze straszną, ale to straszną nudą. Naprawdę. Wszystkie są robione pod takiego samego klienta. Wszystkie wyglądają podobnie, mają podobne funkcje i podobne opakowania wzorowane na pudełkach Apple'a - czarno-białe, z prostym zdjęciem i opisami wydrukowanymi minimalistyczną, wąską czcionką. Odnoszę wrażenie, że ze wszystkich ciekawych kształtów, typów i rozmiarów zostały już tylko dwie opcje - zamknięte nauszniki ze składanymi muszlami, obsługą wirtualnych asystentów i aktywną redukcją hałasu oraz "czru łajerlesy" w ładującym pudełeczku. Każdy inny typ słuchawek bezprzewodowych jest traktowany jak kuriozum. Producenci wręcz boją się wychlić z czymś nowym. A jednak produkty opatrzone logiem Harman Kardon zawsze były trochę inne - bardziej dopracowane, dojrzałe i dopieszczone. Teoretycznie blisko spokrewnione z głośnikami i słuchawkami JBL-a, ale z JBL-em i Harmanem jest jak z Toyotą i Lexusem - niby to jeden koncern, a jednak w dostarczanym klientom produktach różnic jest więcej niż podobieństw. Może to samo zobaczymy w słuchawkach Fly ANC?

Unison Research uPhono+

Unison Research uPhono+

Na łamach StereoLife staramy się nie komentować wydarzeń niezwiązanych ze sprzętem stereo. Nie poruszamy kwestii politycznych, nie powtarzamy fake newsów ani nie zmieniamy loga kilkadziesiąt razy w roku, aby pokazać poparcie dla ekologów, maturzystów, lekarzy, piłkarzy lub raperów. Nie od tego jesteśmy. Koronawirusa także mamy już serdecznie dosyć, jednak jest to jeden z tych tematów, od których naprawdę ciężko uciec. Pandemia szybko zaczęła zmieniać nasze życie, a z rynku audio płynęły różne, czasami zupełnie sprzeczne sygnały. Niektóre firmy już na wczesnym etapie epidemii pozamykały swoje siedziby i przestawiły się na działania online, co w niektórych przypadkach wyszło całkiem nieźle. Część dystrybutorów po pewnym czasie zaczęła donosić o rosnącej sprzedaży, wprowadzając środki bezpieczeństwa w swoich sklepach. W ostatnim czasie w Warszawie uruchomiono dwa nowe salony i jeden outlet ze sprzętem hi-fi. Jeśli więc chodzi o nasze rodzime poletko, naprawdę nie jest źle. Na świecie, jak można się było domyślać, wygląda to bardzo różnie. Pod koniec lutego odwołano zaplanowaną na maj wystawę High End. Od tego czasu z kalendarza wykreślono wiele podobnych imprez. Część fabryk pozamykano do odwołania, a terminy dostaw zmieniano tyle razy, że wciąż nie wiadomo która zmiana będzie tą ostatnią. Jedną z pierwszych manufaktur, w którą uderzył koronawirus był Unison Research. Fabryka zlokalizowana na obrzeżach Treviso znalazła się w "czerwonej strefie". Na początku marca Włosi informowali o związanych z tym faktem utrudnieniach, ale starali się pracować normalnie i całkiem dobrze im to wychodziło. W końcu nie mówimy o gigantycznej fabryce zatrudniającej tysiące ludzi, ale rodzinnej firmie, pod którą każdego dnia pojawia się może dwadzieścia samochodów, a technicy montujący wzmacniacze nigdy nie pracowali jeden obok drugiego i nie stukali się łokciami. Niestety, dwa miesiące później odszedł Giovanni Nasta - założyciel firmy Opera, która połączyła się z Unisonem pod skrzydłami jednej spółki i pod dachem jednego budynku. Ogromna strata. Mam nadzieję, że jego brak nie będzie wiązał się z jakąś rewolucją w firmie, o którą tak dbał. Jestem pewien, że Włosi - teraz zapewne pod dowództwem syna Giovanniego, Bartolomeo - poradzą sobie ze wszystkimi przeciwnościami losu. Gdybyśmy jednak mieli kiedyś dzielić historię Unisona na "czasy przed" i "czasy po", ostatnim urządzeniem starej ery będzie jego najnowsze dzieło - przedwzmacniacz gramofonowy uPhono+.

Ostatnie komentarze

  • Kuba

    Panie redaktorze, bardzo ciekawa recenzja, przecząca pohukiwaniom o sponsorowanych recenzjach lejących lukier na każde badziewie. Ale do rzeczy. Wiele razy wyrażał Pan uznanie dla Clearaudio. Czy miał Pan okazję zapoznać się z Nano Phono Headphone v2? Sprzęt podobny do recenzowanego, chociaż tańszy ...
    1
Zobacz inne komentarze

Tivoli Audio Music System Home

Tivoli Audio Music System Home

Jesteśmy wzrokowcami. Choćbyśmy nie wiem jak starali się od tego uciec, zwyczajnie się nie da. Naukowcy twierdzą, że nawet 80% informacji dociera do naszego mózgu dzięki zmysłowi wzroku. Mechanizmy, które pierwotnie miały uchronić nas przed dzikimi zwierzętami lub innymi zagrożeniami i pozwolić naszym przodkom skutecznie polować, teraz wykorzystujemy do bezpiecznego poruszania się po mieście oraz błyskawicznej oceny wszystkiego, co pojawi się w naszym otoczeniu. Biologiczna aparatura wideo - choć nie tak doskonała, jak u niektórych zwierząt - działa naprawdę błyskawicznie. Na co dzień się nad tym nie zastanawiamy, ale robimy to odruchowo, niemal całkowicie bezwiednie. Bardzo ciekawy eksperyment przeprowadzili na przykład Nalini Ambady i Robert Rosenthal z Uniwersytetu Harvarda. Chcąc przekonać się, jak studenci odbierają swoich profesorów, pokazali grupie osób spoza uczelni 10-sekundowe filmy nagrane podczas różnych wykładów, oczywiście bez głosu. Ankietowani odpowiedzieli na szereg pytań i każdemu z wykładowców przyznali oceny w różnych kategoriach. Jednych odebrali jako doświadczonych, dobrze przygotowanych i sympatycznych, a innych - przykładowo - jako nerwowych, rozkojarzonych lub nastawionych do studentów wrogo. Następnie długość filmów skrócono do 5 sekund. Obserwacje osób biorących udział w eksperymencie ani trochę się nie zmieniły. Ambady i Rosenthal poszli więc po bandzie i zostawili badanym tylko 2 sekundy na ocenę danego wykładowcy. Wyniki nie uległy zmianie - obserwacje i oceny ankietowanych były właściwie identyczne. Choć pierwsze wrażenie nie musi być zgodne z rzeczywistością, na jego podświadome wygenerowanie potrzeba nam mniej więcej tyle czasu, ile trwa przełknięcie śliny. W ten sposób oceniamy nie tylko ludzi, ale także przedmioty. Zjawisko to wykorzystują specjaliści od tak zwanego marketingu sensorycznego, który ma na celu wywołać pożądane decyzje zakupowe konsumenta i nasilić jego emocjonalne przywiązanie do danej marki. Liczą się oczywiście wszystkie zmysły, jednak zdaniem ekspertów tylko wzrok może oddziaływać na aż siedmiu płaszczyznach - od oświetlenia i wystroju wnętrza przez opakowanie aż po wygląd samego produktu. Dla niektórych to przerażające, dla innych - zupełnie naturalne.

Ostatnie komentarze

  • Boguś

    Musiałbym upaść na łokcie, żeby za te pieniądze kupować coś takiego. W tej (lub niższej) cenie mamy PianoCrafty z większą nawet funkcjonalnością i (niewątpliwie) lepszym dźwiękiem... Ale to dobrze,że są takie dziwności, bo mogą być ekskluzywnym prezentem na przykład dla osób, które właśnie kupiły wy...
    3
Zobacz inne komentarze

SA Saxo 5

SA Saxo 5

W wielu dziedzinach naszego życia panuje zgoda co do kierunku, w którym należy podążać. Telewizory mają być większe, cieńsze i bardziej wszechstronne. Samochody - bogato wyposażone, wygodne i ekonomiczne. Laptopy - mocniejsze, lżejsze, szybsze, bardziej wytrzymałe i na tyle eleganckie, aby można było pokazać się z nimi w modnej kawiarni. Żaden producent telewizorów nie wyskoczy z informacją, że modele zaplanowane na przyszły rok będą mniejsze i grubsze, a do tego zostaną pozbawione sporej części przydatnych funkcji. Żaden producent samochodów nie będzie chwalił się tym, że jego rynkowy hit po liftingu będzie miał mniej miejsca w kabinie, a spalanie znacząco wzrośnie. Żaden specjalista od laptopów nie powie, że procesory muszą być wolniejsze, bo produkowane obecnie modele pracują zdecydowanie za szybko. Jeśli chodzi o sprzęt audio, trendy wyznaczają głównie urządzenia sieciowe i bezprzewodowe. Nowe amplitunery muszą zapewniać dostęp do popularnych serwisów streamingowych, a słuchawki i małe głośniki przenośne - wspierać wszystkie najnowsze technologie, z asystentami głosowymi na czele. Jeżeli jednak zapomnimy o tematach, które są w modzie, spojrzymy na sprawę z punktu widzenia audiofila i przyjrzymy się konkretnym elementom systemu stereo, sprawy zaczną się komplikować. No bo jaki ma być idealny wzmacniacz? Jedni twierdzą, że powinna to być potężna integra dysponująca mocą 250 W na kanał, natomiast inni uważają, że do pełni szczęścia potrzebna jest co najwyżej 15-watowa lampa, najlepiej single-ended. Kable? Jedni robią grube i ciężkie węże, przy których ogrodowy szlauch to śmiech na sali, a inni - delikatne, cienkie, lekkie, często przezroczyste tasiemki wykonane z nieprawdopodobną precyzją. Zestawy głośnikowe mogą mieć dwa metry wysokości i wykorzystywać dwa tuziny przetworników, ale wiele audiofilskich kolumn to minimalistyczne konstrukcje, których konstruktorzy zamiast na ilość, postawili na jakość. Ponieważ podążanie tą drogą przynosi zaskakująco dobre rezultaty, niektórzy melomani wybierają sprzęt audio tak, jak żywność lub kosmetyki - biorąc nie te, które coś szczególnego mają, ale te, których skład jest najkrótszy. Niektórzy twierdzą, że w segmencie hi-endowego audio owszem można się pobawić w ten cały minimalizm, ale z mniejszym budżetem prawdopodobnie się to nie uda. Kupimy mniej, dostaniemy mniej i na tym się skończy. Hmm... Jesteście pewni?

Ostatnie komentarze

  • Dominik

    Jestem szczęśliwym posiadaczem tych małych monitorów. I choć dokonałem zmiany z kolumn podłogowych, w międzyczasie testowałem u siebie w saloniku (18 m2 pokój w bloku) to stwierdzam, że Saxo 5 są dla mnie idealne. Co dla mnie najważniejsze, jest w nich coś takiego, że nie czuję potrzeby głośnego słu...
    3
Zobacz inne komentarze

JBL Club 950 NC

JBL Club 950 NC

W ostatnich latach JBL zapracował sobie na miano najbardziej znanego producenta przenośnego sprzętu audio. Gdyby spytać kogokolwiek o pierwsze skojarzenie w tym temacie, mielibyśmy wielką szansę na to, że usłyszymy nazwę właśnie tego amerykańskiego producenta. Pomijając bogatą historię amerykańskiej firmy, na ten sukces zapracowało właściwie kilkanaście przenośnych głośników i słuchawek bezprzewodowych wykorzystywanych przez olbrzymią grupę docelową jako odbiornik muzyki puszczanej z telefonu. Z pewnością swoje pięć groszy dorzucił tutaj bardzo dynamiczny rozwój serwisów streamingowych i dostępność sprzętu JBL-a, bo w elektronicznych supermarketach można kupić nie tylko najprostsze i najtańsze modele głośników tej marki. Jest tylko jeden problem - nie zawsze możemy pozwolić sobie na to, by muzykę puszczać głośno. Z pomocą przychodzą, jak zawsze, różnego rodzaju słuchawki - od dousznych kablowych po nauszne bezprzewodowe. Amerykanie szybko i - trzeba to powiedzieć - niezwykle agresywnie weszli na ten rynek, oferując szeroki wachlarz produktów, od sportowych dokanałówek po duże, eleganckie nauszniki wykorzystujące najnowsze technologie. Zarówno bogate portfolio, jak i rozsądnie skalkulowane ceny świadczą o tym, że JBL chce dotrzeć do szerokiego grona odbiorców, co niekoniecznie musi obejmować również "społeczność audiofilską". Ale czy to się ze sobą gryzie? Chyba nie. A już na pewno jeśli chodzi o bezprzewodowe nauszniki, które będą towarzyszyć nam zarówno w domu, jak i poza nim.

Qln Prestige One

Qln Prestige One

Średnio kilka razy w miesiącu dostaję propozycję przetestowania jakiegoś nowego urządzenia. Większość z tych maili i telefonów można podzielić na trzy grupy. Pierwsza to typowy spam, który przychodzi nawet nie wiadomo skąd. Prawdopodobnie z dalekowschodnich fabryk produkujących wszystko od soundbarów po złote kondensatory. Druga to maile rozsyłane przez młodych i energicznych pracowników agencji reklamowych, którym wydaje się, że na wieść o możliwości otrzymania jednego z pierwszych sampli jakichś tam bezprzewodowych słuchawek powinienem dosłownie posikać się ze szczęścia. Trzecia grupa to producenci i dystrybutorzy, którzy o audiofilskim sprzęcie nie mają zielonego pojęcia. Zwykle oferują coś mocno średniego, co jednak ich zdaniem jest absolutnie przełomowe. Desperacko próbują wprowadzić na rynek wzmacniacze, kable lub kondycjonery zasilające klasy śmietnikowej. Z oczywistych względów na większość tego typu wiadomości odpisuję jednym zdaniem, a na niektóre nie odpowiadam w ogóle, co może i jest niekulturalne, ale niektóre z tych maili też do eleganckich nie należą. Być może coś ważnego mnie omija. Być może jedną na dziesięć takich rzeczy warto byłoby się zainteresować. Gdybyśmy jednak brali do testów cały ten badziew, nie miałbym czasu na urządzenia, które wydają mi się milion razy bardziej interesujące i które, dzięki uprzejmości wielu fantastycznych ludzi działających w branży audio, mogę mieć pod drzwiami następnego dnia. Może to zabrzmi brutalnie, ale nowy Chord, nowe Sennheisery i nowe Cardasy kręcą mnie bardziej niż wzmacniacz słuchawkowy marki Fidelice Precision, nauszniki Austrian Audio czy kable Black Cat. I jestem przekonany, że zgodzi się z tym większość audiofilów. Niełatwo mnie przekonać do przetestowania czegoś, czego nie znam lub o czym nie słyszałem zbyt wiele. Zdanie mogę zmienić jeśli jest to produkt nowej marki założonej przez ludzi z dużym doświadczeniem (Fyne Audio, Soul Note, My Monitors), jeśli będzie to coś naprawdę intrygującego (1ARC, Soundgil, Sound Project) lub jeśli z propozycją testu zgłosi się do mnie dystrybutor znany ze ściągania do naszego kraju dziwnych, mało znanych, ale pięknych i wartościowych urządzeń. Jednym z nich bydgoski Audio-Connect. Dobry gust trzech przyjaciół, którzy założyli ten salon jest dla mnie sprawą niepodważalną. Nie interesuje mnie nawet jak będzie się nazywało ich nowe znalezisko, gdzie będzie produkowane i czy akurat będą to kolumny, wzmacniacze czy kable zasilające. Może to być nawet lampowa integra z Łotwy albo przetwornik cyfrowo-analogowy z Korei Południowej. Jeśli mam taką możliwość, biorę. Poznajcie zatem monitory Qln Prestige One.

Ostatnie komentarze

  • Artur

    Skandynawskie firmy może dużo chcą za swoje produkty, ale klasa wykonania i brzmienia jest zawsze taka, że mucha nie siada. Gato Audio, Gryphon, Densen, Buchardt Audio, GamuT, Vitus Audio - zawsze jest dobrze, a czasami jest przecudownie. Taki napis, jaki widać na jednym ze zdjęć (nad gniazdami) to ...
    0
Zobacz inne komentarze

Sennheiser Momentum True Wireless 2

Sennheiser Momentum True Wireless 2

Miłośnicy wysokiej klasy sprzętu audio przyzwyczaili się, że w tej branży rzadko kiedy można mówić o przełomowych pomysłach i rozwiązaniach technicznych. Jeśli nawet coś takiego się pojawia, musi się w pewnym sensie zestarzeć, dojrzeć, nabrać rozpędu. Choć z dzisiejszego punktu widzenia wydaje się to nieprawdopodobne, nawet do płyt kompaktowych audiofile podchodzili jak pies do jeża. Uważali, że digitalizacja muzyki nie przyniesie nic dobrego, a brzmienie pierwszych dostępnych na rynku odtwarzaczy uznali za rozczarowujące. Według nich było ono sztuczne, twarde, techniczne i bezduszne. Co ciekawe, kilkadziesiąt lat później wielu z nich zaczęło bronić srebrnych krążków przed inwazją gęstych plików i serwisów strumieniowych, tym razem twierdząc, że cedeki brzmią bardziej naturalnie, prognozując przy tymz jakimi problemami będą zmagać się posiadacze streamerów. Że będą pozbawieni emocji towarzyszących kupowaniu płyt, wyjmowaniu ich z folii i wąchaniu umieszczonej w środku książeczki... Że staną się uzależnieni od dostawcy Internetu, a przecież fizycznym nośnikom Internet do niczego niepotrzebny... Że artysta, wytwórnia lub właściciel danego serwisu będą mogli w dowolnej chwili usunąć wybrane tytułu z bazy i nic nie będzie można na to poradzić... Odrobina racji w tym jest, jednak czytając podobne komentarze trudno oprzeć się wrażeniu, że audiofil to taki człowiek, któremu w kwestii odtwarzania muzyki po prostu nie sposób dogodzić. Z punktu widzenia osobnika spoza tego grona - niegroźny wariat. Dla producenta sprzętu grającego - w szczególności takiego, z którego mają korzystać dziesiątki tysięcy ludzi - audiofil jest natomiast kimś takim, jak klient, który przychodzi do restauracji, choć od rana boli go brzuch. Jest głodny, ale zły. Na nic nie ma ochoty. Wszystko jest jego zdaniem paskudne. Ostatecznie zamawia wodę i narzeka, że zbyt ciepła, zbyt zimna albo zbyt gazowana. Specjaliści od elektroniki - podobnie, jak właściciele restauracji - wiedzą, że opinii takiego pacjenta nie należy brać sobie do serca. Pomarudzi sobie i pójdzie do apteki. W tym czasie zamówienie złoży jednak dwudziestu innych klientów, którym jedno danie smakuje bardziej, drugie może trochę mniej, ale generalnie są zadowoleni. Uśmiechają się, chwalą, dziękują i wracają. Co więcej, są otwarci na nowe pomysły szefa kuchni. Chcą być bogatsi o nowe doświadczenia, a niektórzy nawet lubią pochwalić się, że już byli, już próbowali i już wiedzą jak smakuje na przykład ramen z jajkami, chili i limonką albo bezglutenowy sorbet ananasowy.

Copland CSA 100

Copland CSA 100

Amatorów sprzętu grającego z wysokiej półki zazwyczaj interesują najnowsze modele znanych marek, ich parametry i szczegóły budowy wewnętrznej, czasami także informacje o pochodzeniu poszczególnych komponentów czy ciekawe opowieści o tym, jak to transformatory nawijano trzy miesiące, aż do osiągnięcia pożądanego efektu, albo jak rygorystyczny jest proces selekcji lamp mocy. Rzadko kto interesuje się tak przyziemnymi rzeczami, jak struktura własnościowa danej firmy. Czy jest to rodzinna manufaktura, przedsiębiorstwo prowadzone równocześnie przez kilka różnych podmiotów, czy może własność międzynarodowego koncernu, którego zarząd o transformatorach i kondensatorach nie wie zupełnie nic, ale chce, aby karuzela kręciła się tak, jak należy? Jeszcze do niedawna tego typu historie wydawały mi się niesamowicie nudne. Znam dziennikarzy, którzy z przedstawicielami największych graczy potrafią godzinami rozmawiać o przejęciach, akcjach, wykupach i pakietach większościowych, pytając o nowe wzmacniacze tylko na początku, z czystej kurtuazji, jakby ich rozmówcom było w zasadzie wszystko jedno na czym robią pieniądze. Nie da się jednak ukryć, że czasami jeden ważny krok potrafi wprowadzić firmę na nowe tory. I nawet jeśli sama zmiana właściciela średnio nas fascynuje, szybko zaczyna odbijać się na rzeczach, na które akurat zwracamy uwagę. Niedawno do takiego wydarzenia doszło w Danii. Copland - znany i obecny na rynku od dawna, ale ostatnio ewidentnie uśpiony producent elektroniki - wrócił w ręce swojego pierwotnego założyciela. I dobrze!

Ostatnie komentarze

  • Lukas

    Ciekaw jestem jak wypadłby ten Copland przy Bladeliusie Brage?
    0
Zobacz inne komentarze

ATC SCM 11

ATC SCM 11

Mówiąc o brytyjskich monitorach, zwykle myślimy o kultowych głośnikach zaprojektowanych dla rozgłośni BBC. Ich legenda jest dziś kontynuowana przez firmy, które albo uczestniczyły w tamtych projektach i zbudowały na tym swoją rynkową pozycję, albo zostały założone przez zapaleńców, a czasami nawet synów i wnuków inżynierów, którzy kilkadziesiąt lat temu pracowali nad tymi zestawami lub mieli jakąkolwiek styczność z ich produkcją. Niektórzy po pewnym czasie opuścili ten klub, idąc dalej i szukając nowych rozwiązań technicznych, nowych materiałów i nowych możliwości rozwoju. W końcu jak długo można klepać takie same kolumny i prześcigać się w zapewnieniach, że akurat naszym najbliżej jest do oryginału... Rogers, Harbeth, Spendor, Graham Audio, Falcon Acoustics - żadna z tych firm nie ma monopolu na sukces. Nawet jeśli utożsamiamy brytyjskie monitory z ich produktami, powinniśmy zdawać sobie sprawę z tego, że mówimy o replikach studyjnych zestawów sprzed wielu, wielu lat, które upodobali sobie wąsaci audiofile. Mam nawet wrażenie, że od pewnego momentu to bardziej oni, a nie profesjonaliści byli odpowiedzialni za budowanie ich legendy. Dziś w studiach nagraniowych nie używa się już czegoś takiego, jak LS5/9. Od czasu do czasu trafia się na ekscentryków, którzy gotową robotę lubią sprawdzić na takich głośnikach, jednak nawet oni robią to na zasadzie eksperymentu - jak dane nagranie zabrzmi u ludzi, którzy mają dziwny, stary albo po prostu kiepski sprzęt hi-fi. Na studyjnych monitorach sprzed pięćdziesięciu lat nikt normalny nie pracuje. Tak, jak żaden normalny kierowca rajdowy nie ściga się starym samochodem. Owszem, można mieć sentyment do Lancii 037, w której Walter Röhrl wygrywał z Audi Quattro albo Subaru Imprezy WRC, za którego kierownicą siedział Colin McRae, ale dzisiaj są już inne, lepsze samochody. Nawiasem mówiąc, Harbeth, Spendor i Graham Audio nie robią już aktywnych monitorów studyjnych ani nawet nie próbują na bazie vintage'owych modeli budować czegoś, co mogłoby się spodobać inżynierom dźwięku. Żadna z tych konstrukcji nie ma swojego nowoczesnego, studyjnego, aktywnego odpowiednika. Istnieje za to spora grupa producentów, którzy dostarczają kolumny zarówno na rynek profesjonalny, jak i amatorski. Jednym z nich jest ATC.

Bannery dolne

Nowe testy

Poprzedni Następny
Sennheiser Momentum True Wireless 5

Sennheiser Momentum True Wireless 5

Jest coś przewrotnego w tym, że urządzeniami funkcjonującymi najkrócej na rynku audio są dziś te, które pod względem technologicznym wydają się najbardziej zaawansowane. Dobry wzmacniacz może pracować przez trzydzieści lat,...

Hegel D50

Hegel D50

Choć przetworniki cyfrowo-analogowe istniały znacznie wcześniej, na przykład jako elementy odtwarzaczy płyt kompaktowych, ich kariera rozkręciła się na dobre w erze plików. Dla wielu melomanów DAC był jednym z najbardziej...

iFi Audio iDSD GR 2

iFi Audio iDSD GR 2

Kilkanaście lat temu temat przesyłania i poprawiania dźwięku z komputera wydawał się znacznie prostszy niż dzisiaj. Większość laptopów miała przeciętne wyjścia słuchawkowe, telefony wyposażano jeszcze w gniazda 3,5 mm, a...

Bannery boczne

Komentarze

DJ
Proponuję opracować również wersję dla DJ-ów, taką z większą powierzchnią drgającą, aby można było ręcznie przesuwać ją pod igłą...
Michał
Bardzo dobra wiadomość.
dorosły
Z góry przepraszam, ale okładki tych płyt są czasem po prostu infantylne.
Jarosław
Sukskrypcja 35,28 zł miesięcznie.
Piotr
Założyłem sobie konto i rozpocząłem import albumów tracków ze Spotify i Tidala, głównie jazz i klasyka. Około 20% się nie pokryło, aczkolwiek zapewne również z ...

Płyty

Chat Pile - Who Loves The Sun

Chat Pile - Who Loves The Sun

Dwa lata temu ekipa Chat Pile była bardzo wkurzona. Swoją złość, frustrację i poczucie, że świat już dawno skręcił w...

Newsy

Tech Corner

Krótka historia płyty kompaktowej

Krótka historia płyty kompaktowej

Jak wyglądał świat w marcu 1979 roku? Andrzej Wajda kręcił "Panny z Wilka". Jan Paweł II był papieżem niecałe pół roku. Prezydentem USA był Jimmy Carter. W Nowym Jorku urodziła się Norah Jones. Atari wypuściło na rynek komputery Model 400 i Model 800. W salonach samochodowych pojawiły się Peugeot 505,...

Nowości ze świata

  • Nothing has never been particularly interested in making products that look like everyone else's. From transparent smartphones to earbuds that resemble tiny pieces of industrial machinery, the London-based company has built much of its identity around doing things differently, sometimes...

  • For years, we've been told that the future of home audio belongs to wireless speakers, streaming services, and devices controlled entirely through smartphone apps. And yet, somehow, the traditional micro hi-fi system refuses to disappear. It's not particularly difficult to...

  • Power supplies are rarely the most exciting part of a hi-fi system. Nobody invites friends over to admire a particularly impressive wall adapter, and even the most enthusiastic audiophiles probably spend more time discussing DAC chips, amplifier topologies, and speaker...

Prezentacje

Sukces mierzony głośnikami - Pylon Audio

Sukces mierzony głośnikami - Pylon Audio

Polski sprzęt audio - to hasło przeciętnemu obywatelowi naszego kraju kojarzy się ze wzmacniaczami, kolumnami głośnikowymi i gramofonami sprzed kilku dekad. Większość z nas wyobraża sobie piękne wieże Unitry, Diory czy Radmora, kultowe Altusy lub gramofony takie, jak Daniel, Adam czy Bernard. Jeżeli myślicie, że to wszystko relikty minionego systemu,...

Poradniki

Listy

Galerie

Popularne testy

Dyskografie

Wywiady

Marcin Ostapowicz - JPLAY

Marcin Ostapowicz - JPLAY

Cyfrowe audio przeszło w ostatnich latach niesamowitą drogę. Kiedyś wystarczał komputer, skromna kolekcja plików na dysku i DAC podłączony przez...

Popularne artykuły

Vintage

Sony EL-7

Sony EL-7

Muszę przyznać, że nigdy nie byłem wielkim fanem kaset magnetofonowych ani magnetofonów. Patrząc na nie odczuwam oczywiście pewną nostalgię i...

Cytaty

ArthurSchopenhauer.png

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych, zapoznając się z naszą polityką prywatności.