
Obserwując rynek sprzętu audio coraz częściej dochodzę do wniosku, że im bardziej rośnie przepaść dzieląca najtańsze i najdroższe urządzenia, tym mocniejsza staje się potrzeba znalezienia w tym wszystkim równowagi, jakiegoś złotego środka łączącego nasze najważniejsze potrzeby. Głośniki bezprzewodowe i systemy all-in-one są małe, funkcjonalne, zwykle bardzo ładne i stosunkowo niedrogie, ale ich brzmienie zadowala tylko pewną grupę melomanów. Nie każdy godzi się na brak możliwości rozbudowy i ograniczoną stereofonię, nawet jeśli z takich głośników można zbudować system multiroom. Co nam po multiroomie w pokoju, kawalerce, a nawet trzypokojowym mieszkaniu, jeśli chcemy słuchać muzyki w jednym miejscu i naprawdę się tym cieszyć? Odpowiedzią może być duży system stereo, ale tutaj sprawa robi się skomplikowana. Można zacząć od kolumn, ale trzeba do nich dokupić wzmacniacz, streamer lub odtwarzacz, przyzwoite kable i listwę zasilającą, nie wspominając już o kolejnych klockach i akcesoriach. Dla wielu ludzi to za duża operacja, nie wspominając już o kosztach. A co jest nie tak z systemem mikro? Oczywiście nie takim z supermarketu, ale produkowanym przez firmy znane i darzone szacunkiem w audiofilskim środowisku. W klasycznej wersji taka wieża składa się z jednostki centralnej i kolumn. Z wyborem głośników nie powinniśmy mieć problemów, ale skąd wziąć pudełko, które je napędzi? Z pomocą przychodzi nam Denon i jego PMA-30.

Przeciętnemu Kowalskiemu, który jest niedzielnym fanem sprzętu muzycznego, nazwa Audio-Technica może niewiele mówić. Sprzęt tej firmy nie rzuca się nachalnie w oczy w marketach elektronicznych, jak popularne ostatnio głośniki bezprzewodowe. Aby poznać tę markę, trzeba trochę głębiej zainteresować się tematem. I w tym momencie może pojawić się lekkie zaskoczenie, bo Audio-Technica działa na rynku już ponad pięćdziesiąt lat. W 1962 roku w Tokio założył ją niejaki Matsushita Hideo. W latach siedemdziesiątych firma rozpoczęła ekspansję na rynek europejski, zakładając swoje biuro w Leeds. W tym momencie Audio-Technica ma już cztery oddziały w Europie. Oprócz Leeds są to przedstawicielstwa w Wiesbaden, Paryżu i Budapeszcie.

Audio Analogue to marka, która od wielu lat traktowana jest jako ciekawa alternatywa dla, nazwijmy to, mainstreamowych producentów wysokiej klasy sprzętu audio. Oczywiście piszę to z lekkim przymrużeniem oka, bo w dzisiejszych czasach posiadacze komponentów stereo dowolnej firmy uważanej za audiofilską mogą czuć się wyjątkowi. Dla melomanów, którzy nie interesują się tematem, Audio Analogue jest taką samą egzotyką jak Hegel, Rotel czy Audiolab, ale jeśli trochę się orientujecie, powinniście kojarzyć włoską markę z pięknymi urządzeniami noszącymi zazwyczaj nazwiska słynnych kompozytorów, jak Puccini, Verdi czy Paganini. Firma powstała w 1995 roku w Toskanii, a założyło ją kilku znajomych audiofilów specjalizujących się w różnych dziedzinach. Wspólny wysiłek inżynierów elektroników i specjalistów do spraw sprzedaży pozwolił w stosunkowo krótkim czasie zbudować i utrzymać całkiem silną pozycję nie tylko na rodzimym rynku, ale także w wielu krajach na całym świecie. Włosi dali nam mnóstwo ciekawych i pięknych urządzeń, śmiało wkraczając nawet w rejony hi-endowe. Prawdziwym przełomem było jednak stworzenie wzmacniacza Puccini Anniversary dwa lata temu. Zbudowano go dla uczczenia podwójnego święta - dwudziestych urodzin marki Audio Analogue i jednocześnie dwudziestu lat od wprowadzenia pierwszego modelu o nazwie Puccini. Konstrukcja ta zapoczątkowała nowy etap rozwoju włoskiej firmy. Kolejny rozdział właśnie się pisze.

Pamiętacie czasy, kiedy producenci hi-endowego sprzętu audio wprowadzali na rynek swoje pierwsze wzmacniacze zintegrowane? Dla niektórych audiofilów był to niemały szok, a jednak superintegry mają się dobrze, a konkurencja w tym segmencie jest z roku na rok coraz większa. Dziś posiadacze systemów złożonych z oddzielnych komponentów mogą się uważać za hi-endowców, bo wielu melomanom wystarczy głośnik bezprzewodowy lub ewentualnie skromny system stereo z amplitunerem pełniącym kilka funkcji. Co ciekawe, rozwija się także segment luksusowych urządzeń łączących w sobie wzmacniacz, odtwarzacz, streamer, przetwornik, tuner radiowy i kilka dodatkowych zabawek. Klienci zainteresowani takimi kombajnami chcą mieć dosłownie wszystko. Możliwość słuchania muzyki z każdego źródła, dobry dźwięk, wysoką jakość wykonania, kilka ciekawych gadżetów i oczywiście odrobinę luksusu, chociażby w postaci rozpoznawalnego loga. Wielu zaczyna poszukiwania od wyboru kolumn, ale to często najłatwiejszy etap całej operacji. Później trzeba bowiem dobrać do nich odpowiedni wzmacniacz, źródło albo nawet kilka, następnie kable, stolik... A gdyby tak można było do tych naszych wymarzonych kolumn podłączyć jedno pudełko, które załatwi sprawę i będzie na tyle nowoczesne, by za dwa lata nie trzeba było go wymieniać? Jeszcze niedawno byłoby ciężko, ale w pewnym momencie bariera pękła. Producenci sprzętu powiedzieli "pewnie, że możemy coś takiego zrobić, ale to będzie kosztowało", a klienci na to "dobrze, zapłacimy, tylko zróbcie coś naprawdę czadowego i nie zmuszajcie nas do kupowania pięciu pudeł, które zabierają miejsce w naszych salonach". Jak powiedzieli, tak zrobili. Poszło, wybuchło.

RHA to jedna z tych firm, które zajmują się produkcją tylko jednego, wybranego rodzaju sprzętu audio, za to robią to wyjątkowo dobrze. Brytyjczycy poświęcili całą swą uwagę słuchawkom dokanałowym, w których zastosowali szereg oryginalnych rozwiązań technicznych. Kluczem do sukcesu była w tym przypadku wysoka jakość wykonania i nieprawdopodobna wytrzymałość, wciąż w bardzo rozsądnych cenach. Słuchawki szybko trafiły w ręce melomanów zmęczonych powracającymi problemami z wypadającymi gumeczkami, przecierającymi się kablami czy wtyczkami łamiącymi się po dwóch miesiącach średnio intensywnego użytkowania. Podczas, gdy niektóre modele pochodzące od renomowanych producentów nie wytrzymywały nawet roku, czasami rozpadając się na pojedyncze części, dokanałówki RHA dzięki wytrzymałej konstrukcji bez problemu radziły sobie nawet z trudnymi warunkami pracy, a wcale nie kosztowały więcej. Taki stan rzeczy utrzymuje się do dziś, przy czym firma w naturalny sposób zaczęła rozszerzać swoją ofertę, wspinając się na jeszcze wyższy poziom jakościowy i cenowy. Największym zaskoczeniem było jednak wprowadzenie urządzenia, które wprawdzie ma wiele wspólnego ze słuchawkami, ale jest czymś zupełnie innym - przenośnym wzmacniaczem słuchawkowym z wbudowanym przetwornikiem lub, jak kto woli, odwrotnie. Miłośnicy słuchawek, nie tylko tej marki, otrzymali więc kolejną propozycję do rozważenia. No bo jeśli sznany pecjalista od słuchawek wypuszcza na rynek takie urządzenie, musi ono być co najmniej interesujące. DACAMP L1 nie jest oczywiście pierwszym kieszonkowym wzmacniaczem tego typu, ale od momentu premiery zaczęli się nim interesować audiofile słuchający muzyki dosłownie wszędzie. Pora sprawdzić na co naprawdę stać to małe, metalowe cudo.

Ostatnio na łamach naszego magazynu testowaliśmy sporo urządzeń adresowanych do audiofilów, więc dziś zejdziemy trochę na ziemię i sprawdzimy możliwości sieciowego amplitunera stereo zbudowanego z myślą o melomanach, którzy cenią sobie zarówno wysoką jakość dźwięku, jak i wygodę użytkowania. Kiedy zobaczyłem model R-N803D w materiałach prasowych, miałem wrażenie jakby ktoś w końcu spełnił ich życzenia. Sam lubię się pobawić lampowym wzmacniaczem albo hi-endowym streamerem, ale wiem, że normalny użytkownik potrzebuje czegoś zupełnie innego - sprzętu ładnego, prostego i stosunkowo niedrogiego, a przyzwoity dźwięk jest tylko jednym z elementów tej układanki. Popularność amplitunerów kina domowego nie wynika z przywiązania melomanów do dźwięku przestrzennego, ale ich funkcjonalności. Dodawanie kolejnych kanałów to w mojej ocenie droga donikąd i absolutnie nie wierzę w to, żeby do słuchania muzyki było nam potrzeba pięć, siedem czy jedenaście głośników z subwooferem. Normalny meloman pewnie wolałby system stereo, ale nawet w segmencie budżetowym jest to droga impreza, bo do wzmacniacza trzeba dokupić odtwarzacz lub streamer, a dostęp do wielu funkcji i tak będzie utrudniony albo niemożliwy. Ile znacie audiofilskich wzmacniaczy, które można włączyć do systemu multiroom? No właśnie... Rozwiązaniem byłby taki amplituner, który zamiast pięciu czy siedmiu kanałów miałby dwa, przy zachowaniu wszystkich funkcji. No i proszę - moje modły zostały wysłuchane!

Głośniki bezprzewodowe to ostatnio bardzo gorący temat. Sprawa jest jednak bardziej skomplikowana, niż mogłoby się wydawać, bo co dokładnie mamy na myśli mówiąc o głośnikach bezprzewodowych? Pierwszy stopień wtajemniczenia to urządzenia z wbudowanym akumulatorem i łącznością Bluetooth. Są łatwe w użyciu, wszechstronne i dostępne w najróżniejszych rozmiarach, wersjach i kolorach. Druga grupa to modele przeznaczone do użytku domowego, z pełną łącznością sieciową. Głośniki tego typu mogą czerpać muzykę bezpośrednio z sieci Wi-Fi lub LAN, często również mają kilka dodatkowych funkcji i wejść, które przydadzą się chociażby do połączenia ich z telewizorem. Wielu producentów oferuje też całe systemy głośników i urządzeń towarzyszących, z których można zbudować domowy system multiroom. W ciągu zaledwie kilku lat wyrosła nam potężna gałąź rynku audio. Jeśli chcecie po prostu wypełnić dźwiękiem swój pokój lub nawet cały dom, bez kucia tynków i bawienia się w kolumny, wzmacniacze i streamery, producenci sprzętu audio mają do zaoferowania dosłownie wszystko - od przenośnych głośników za kilkaset złotych do luksusowych, jednoczęściowych systemów za kilkanaście lub kilkadziesiąt tysięcy. Nie ulega wątpliwości, że tę głośnikową rewolucję w dużej mierze napędziła jedna firma. Ta, której charakterystyczne logo znajdziecie między innymi w salach kinowych, kawiarniach, centrach handlowych i oczywiście na koncertach.

Im bardziej technologia posuwa się do przodu, tym mocniej zaczyna nam brakować klimatu klasycznych rozwiązań. W odpowiedzi na inwazję hamburgerów i kebabów powstał slow food. Codzienny kontakt z samochodami, które same hamują i parkują, pasjonaci motoryzacji rekompensują sobie odnawiając piękne, zabytkowe auta, których więcej już nie będzie. Melomani też mają swoje sposoby na walkę z nudną rzeczywistością. Ich odpowiedzią na ekologiczne miniwieże, bezprzewodowe głośniki i kiepskiej jakości streaming są wzmacniacze lampowe, kolumny z głośnikami szerokopasmowymi lub tubowymi i klasyczne gramofony. Oczywiście nie tylko, ale wielu audiofilów uważa, że kiedyś aparatura audio była po prostu lepsza, a w swoich poszukiwaniach chętnie cofają się nawet kilkadziesiąt lat wstecz. Na szczęście istnieje wiele firm, których założyciele doszli do podobnych wniosków i postanowili kultywować tradycje, tworząc sprzęt zbudowany na bazie starych, dobrych rozwiązań. Jedną z takich manufaktur jest Synthesis.

Jeszcze kilkanaście lat temu audiofile narzekali, że rynek podbijają tanie systemy kina domowego, klasyczny sprzęt stereo staje się coraz droższy, a młodzi melomani poświęcają jakość dźwięku w imię wygody. Minęło trochę czasu i co? Ogromną popularnością cieszą się słuchawki, które kiedyś uznalibyśmy za hi-endowe, producenci smartfonów wypuszczają modele dla audiofilów, a rynek płyt winylowych i gramofonów galopuje jak szalony. Badania pokazują, że za rosnącą popularność czarnych płyt odpowiadają głównie młodzi melomani, którzy winyle pamiętają z czasów dzieciństwa lub wczesnej młodości, a po latach postanowili odkurzyć temat. Ciężko powiedzieć czy chodzi o słynne, analogowe brzmienie czy może inne atrakcje związane z kolekcjonowaniem i odtwarzaniem winyli. Niektórzy mówią, że nowe pokolenie melomanów odziedziczyło nagrania po rodzicach, ale jak w takim razie wytłumaczyć popularność winyli na giełdach i w sklepach, w tym nawet dużych supermarketach z elektroniką? Jeśli chodzi o sprzęt, największym wzięciem cieszą się modele budżetowe, co wykorzystują firmy takie, jak Pro-Ject, Thorens, Rega czy Audio-Technica. Do gry błyskawicznie włączyli się też inni gracze, jak chociażby Denon, Onkyo, Dual, Pioneer, Reloop, NAD, Elipson czy Sony. Prawdziwe zamieszanie zrobił jednak TEAC, wprowadzając model TN-300. Jak na swoją cenę, to naprawdę elegancka i porządnie wykonana szlifierka. Fabrycznie zamontowana wkładka Audio-Technica AT95E VM, wbudowany phono stage, wyjście USB, podstawa dostępna w wielu wersjach kolorystycznych... Nic dziwnego, że firma postanowiła pójść za ciosem i stworzyć kilka innych modeli - zarówno dla mniej, jak i bardziej wymagających klientów.

Rozwój segmentu audiofilskich przetworników zaczyna wyraźnie odbijać się na innych rodzajach urządzeń audio. Streamery i urządzenia zbudowane w celu podpięcia klasycznego zestawu stereo do systemu multiroom muszą mieć nie tylko dobre wyjście analogowe, ale przede wszystkim kilka gniazd cyfrowych, aby móc puścić sygnał do DAC-a. Wzmacniacze bez wbudowanego konwertera zaczynają być traktowane jak magnetofony. Podobnie, jak telewizor bez złącza HDMI, integra bez wejścia USB lub kilku gniazd koaksjalnych i optycznych za kilka lat będzie prawdopodobnie czymś bardzo dziwnym. Pamiętajmy jednak, że wielu audiofilów wybrało pliki wcale nie ze względu na wygodę użytkowania, ale jakość brzmienia. Porównanie klasycznego odtwarzacza CD z przetwornikiem za podobne pieniądze, często prowadziło do wniosku, że DAC gra lepiej. Ale czy naprawdę chodziło o pliki? Te mogły być zgrane nawet z tej samej płyty. Chodziło właśnie o przetwornik. Nawet na chłopski rozum, jeśli w tej samej cenie nie musi zmieścić się cała maszyneria do odczytu nośnika, z szufladą, silnikiem, laserem, serwomechanizmem, przyciskami, wyświetlaczem i zasilaniem dla tego całego zbytku, to sam konwerter i stopień wyjściowy mogą być o wiele lepsze. Niestety, niektórzy audiofile potraktowali sprawę zbyt dosłownie, a ich oczekiwania wobec nowego źródła były zbyt wygórowane. Po raz kolejny okazało się, że słuchanie muzyki w przyzwoitej jakości może być łatwe i stosunkowo tanie, ale wybicie się na naprawdę wysoki poziom wymaga dużego doświadczenia, czasu i pieniędzy.
Pawel1965