
Świat wysokiej klasy sprzętu audio wydaje się nieco dziwny, szczególnie z punktu widzenia osób zajmujących się nowoczesnymi technologiami. Z jednej strony widzimy tu trwające wciąż poszukiwania optymalnych rozwiązań akustycznych i wyścig zbrojeń na polu materiałów używanych do konstrukcji membran czy obudów, z drugiej zaś wierność tradycyjnym produktom wykonanym z drewna, celulozy i jedwabiu. Producenci kolumn wydają ogromne pieniądze na opracowywanie kopułek z berylu i diamentu i monitorują rynkowe trendy aby w odpowiednim momencie wykańczać wszystkie skrzynki białym lub czarnym lakierem, a jednocześnie zdają sobie sprawę z tego, że pewna - i to nawet całkiem spora - część klientów będzie się skłaniać ku klasycznym konstrukcjom. Niedawno na polskim rynku pojawiły się kolumny marki Kudos Audio, doskonale odzwierciedlające ten stan rzeczy. Firma została założona w 1991 roku i zaczynała od produkcji podstawek pod głośniki. Zajmowała się tym zresztą aż do 2006 roku, kiedy to w katalogu pojawiły się pierwsze kolumny zaprojektowane przez Dereka Gilligana. Zestawy miały być wykonane zgodnie ze wszystkimi zasadami sztuki, bez kombinowania i uciekania się do tanich trików. Elementem firmowej filozofii jest również poświęcenie wyglądu zewnętrznego na rzecz elementów decydujących o brzmieniu.

Kiedy chcemy kupić klasyczne monitory o przyjemnym i naturalnym brzmieniu, prawdopodobnie zaczniemy się rozglądać za konstrukcjami brytyjskimi. Szukając audiofilskich słuchawek trafimy na wiele modeli niemieckich, a wśród wzmacniaczy lampowych sporo będzie japońskich i amerykańskich. Wydaje się, że mimo daleko posuniętej globalizacji, każdy kraj liczący się na audiofilskiej mapie świata ma swoją specjalizację. Naszą mogłyby być kolumny, kable i akcesoria zasilające. Wśród tych ostatnich wystarczy wymienić wyroby takich firm, jak Gigawatt, Neel, Ansae czy właśnie Enerr. Do listy można dopisać jeszcze kilku mniejszych producentów nie zajmujących się stricte zasilaniem, ale posiadających w swojej ofercie pojedyncze modele rozgałęziaczy i kondycjonerów, nierzadko bardzo zaawansowanych i kosztownych.

Przeglądając archiwum nowości sprzętowych odnoszę wrażenie, że w ciągu ostatnich kilku lat niemal każdy producent sprzętu audio wprowadził do swojej oferty nowe słuchawki oraz głośniki bezprzewodowe. Gdyby jeszcze podzielono się przedziałami cenowymi lub przewidywanymi zastosowaniami takich urządzeń, może nie byłoby jeszcze tak źle, ale większość tych produktów uderza w dokładnie ten sam target. Zupełnie jakby cała machina ruszyła po opublikowaniu jednego badania rynku, z którego wynika, że ludzie potrzebują niewielkich, zasilanych akumulatorowo głośniczków na Bluetooth oraz względnie wypasionych, eleganckich, ale jeszcze nie hi-endowych nauszników. Można się było spodziewać, że do wyścigu przyłączą się firmy typowo słuchawkowe lub głośnikowe i tak oczywiście się stało.

Pewnego ciepłego popołudnia otrzymałem telefon od dystrybutora kilku bardzo utytułowanych marek. Chodziło oczywiście o umówienie się na kolejne testy sprzętu. Chodziłoby nam o kolumny... Dobrze, generalnie nie ma problemu, a jakie konkretnie? Aidy. Udawałem niewzruszonego, ale wewnątrz zacząłem już obmyślać plan wynajęcia małego hangaru lotniczego lub jakiegoś innego miejsca, w którym w miarę komfortowo można by było nie tyle uruchomić takie kolumny, ale przede wszystkim zrobić im zdjęcia. Chodziło bowiem o flagowe zestawy jednej z najlepiej rozpoznawalnych marek na rynku. Kolumny mierzące niemal dwa metry i ważące 330 kg netto, a 550 kg wraz z opakowaniem i niezbędnymi akcesoriami. Z jednej strony każdemu audiofilowi na samą myśl o możliwości posłuchania takich zestawów cieszą się uszy, jednak z drugiej jest to po prostu duża operacja logistyczna, której nie każdy jest w stanie podołać. Po głowie chodziły mi już myśli o konieczności zakupu sprowadzanego na zamówienie tła fotograficznego stworzonego z myślą o sesjach motoryzacyjnych, a następnie transportu wielkich skrzyń do naszej sali odsłuchowej i ściągania specjalnie na tę okazję setek kilogramów sprzętu towarzyszącego, który potrafiłby pokazać, na co tak naprawdę stać włoskie flagowce.

Kiedy przyglądamy się firmie odnoszącej takie sukcesy, jakimi może się pochwalić Bowers & Wilkins, często zapominamy o jej historii. A szkoda, bo początki działalności jednego z największych na świecie producentów zestawów głośnikowych były bardzo ciekawe. Firmę założyło dwóch przyjaciół, którzy poznali się w wojsku - John Bowers i Roy Wilkins. Obaj byli dobrze zaznajomieni z elektroniką ponieważ służyli w korpusie Royal Signals zajmującym się łącznością. Po wojnie panowie postanowili otworzyć sklep z elektroniką w miasteczku Worthing na południowym wybrzeżu Anglii. Ponieważ John Bowers był wielkim miłośnikiem muzyki, swoją wiedzę z zakresu elektroakustyki wykorzystywał w praktyce, budując zestawy głośnikowe na zapleczu owego przybytku. Roy Wilkins pomagał w prowadzeniu biznesu, zajmując się bardziej przyziemnymi sprawami. Jedne z pierwszych kolumn kupiła pewna starsza pani, która uwielbiała wdawać się z Johnem Bowersem w dłuższe pogawędki na temat muzyki klasycznej. Pewnego dnia panowie otrzymali wiadomość, że ich klientka zmarła. Domyślam się, że informacja ta została dostarczona przez notariusza, ponieważ niejaka pani Knight zostawiła im w spadku dziesięć tysięcy funtów, które obaj wspólnicy postanowili przeznaczyć na rozwój przedsiębiorstwa.

Włosi zawsze byli mistrzami w dziedzinie wzornictwa ocierającego się niekiedy o sztukę. Potwierdziły to testowane niedawno kolumny Albedo HL 2.2, które tak przyciągają wzrok, że przy wyborze wzmacniacza trzeba się naprawdę postarać, aby w ogóle został zauważony. Oczywiście można w tych poszukiwaniach zabrnąć w przerażająco wysokie rejony cenowe, ale jeśli chcemy zachować jakiś tam umiar, recepta na sukces wydaje się być tylko jedna. Sprzęt musi być stosunkowo duży, dopracowany w każdym szczególe, najlepiej lampowy, a przede wszystkim - włoski. Takimi kryteriami kierowaliśmy się biorąc do testu wzmacniacz Unison Research P40. W katalogu tej firmy jest wiele konstrukcji, które robią wrażenie samym swoim wyglądem. Jeśli mam być szczery, wszystkie wzmacniacze z Treviso przyciągają wzrok i tylko od naszego poczucia estetyki będzie zależało, który przypadnie nam do gustu najbardziej.

Z firmą AMR, brytyjską matką produktów iFi Audio produkującą urządzenia klasy hi-end, spotykam się już od kilku ładnych lat. Miałem okazję słuchać odtwarzacza CD-77 i wzmacniacza AM-77, jak i kilku urządzeń z serii 777. Każdy kontakt był bardzo pozytywny, zarówno pod względem odsłuchowym, jak i estetycznym. Dlatego też ucieszyłem się na wieść, że ta firma ma zamiar zawojować rynek urządzeń przenośnych z nową marką, która miała pełnymi garściami czerpać z opracowań i patentów AMR-a, a przy tym być dostępna cenowo dla wszystkich. Ustawiłem się więc w kolejce do posłuchania pierwszych urządzeń, które pojawią się na rynku. Na szczęście dla polskich miłośników dobrego dźwięku, dystrybutor stanął na wysokości zadania i ściągnął do Polski produkty iFi Audio niemal w momencie ich światowej premiery. Pierwsze pojawiły się klocki z serii Micro - iDAC i iCAN, a potem iPhono i iTube. Niektóre z nich trafiły do mnie na odsłuchy i zostały. iDAC pracuje w jednym z systemów komputerowych, a iPhono trafił do mojego głównego systemu odsłuchowego. Oba te urządzenia grały bardzo dobrze w kategoriach bezwzględnych, a patrząc na nie w kontekście ceny, przestaje się mieć ochotę na jakąkolwiek dyskusję.

[English version] Acoustic Zen to amerykańska firma, która nigdy nie należała do grona najbardziej rozpoznawalnych producentów okablowania takich, jak Cardas, Audioquest, Nordost czy Tara Labs, ale ze względu na przewodniki zastosowane w jej kablach oraz walory brzmieniowe jest dobrze kojarzona przez wtajemniczonych audiofilów. Markę założył Robert Lee, który wcześniej stworzył kable Harmonic Technology. Nic dziwnego, że produkty obu marek łączy więcej, niż tylko nazwisko założyciela - podobna jest także filozofia i zastosowane materiały, ze szczególnym naciskiem na metal, z którego wykonane są przewodniki. Amerykanie jako jedni z pierwszych zaczęli stosować stopy monokrystaliczne. Metody otrzymywania drutów o długich kryształach są różne, ale pomysł dość prosty - im mniej mikroskopijnych barier w przewodniku, tym czystszy i mniej zniekształcony sygnał. Technologia stosowana przez amerykańską firmę nosi nazwę Zero Crystal, a aplikuje się ją do miedzi i srebra o bardzo wysokiej czystości.

[English version] W naszych testach często opisujemy najnowsze produkty uznanych marek, a więc urządzenia przyciągające uwagę bez względu na ich przeznaczenie i przedział cenowy. Tym razem postanowiliśmy poddać próbie coś bardzo rzadkiego - lampowy wzmacniacz słuchawkowy greckiej firmy Lab12. Choć odnosi ona już pewne sukcesy i prezentuje swoje wyroby na międzynarodowych wystawach, w audiofilskim świecie jest praktycznie nieznana. W sieci pojawiło się dosłownie kilka krótkich wzmianek na jej temat i jedna recenzja autorstwa Mateja Isaka prowadzącego zaprzyjaźniony z nami portal Mono and Stereo. Siedziba firmy mieści się w Atenach, a poza rodzimym rynkiem jej produkty są dystrybuowane w czterech europejskich krajach. Są to Węgry, Norwegia, Szwajcaria i Polska. W katalogu znajdziemy kabel zasilający i pięć pudełeczek do różnych zastosowań - przedwzmacniacz, przetwornik cyfrowo-analogowy, końcówkę mocy, wzmacniacz słuchawkowy oraz pasywny przedwzmacniacz z selektorem źródeł. Wszystkie łączy klasyczne wzornictwo i lampowa konstrukcja - nawet DAC ma stopień wyjściowy zbudowany w oparciu o szklane bańki.

Niewielkie urządzenia przeznaczone do współpracy z laptopem lub smartfonem stają się coraz ważniejszym segmentem rynku audio. Już od jakiegoś czasu obserwujemy wzmożoną aktywność na tym polu. Naszą skrzynkę mailową zalewają informacje o nowych przetwornikach do słuchawek, głośnikach bezprzewodowych i radiach potrafiących połączyć się ze wszystkim prócz łazików księżycowych. Nawet ludzie z branży przyznają, że dla wielu firm tego typu produkty są nie tyle dziwnym kaprysem, co sposobem na przetrwanie. Dochodzą nas słuchy, że marki znane z produkcji audiofilskich kolumn notują teraz większe zyski ze sprzedaży słuchawek i głośników komputerowych, niż pełnowymiarowych urządzeń. Nie ma w tym nic dziwnego, bo przekonanie, że sprzęt musi dobrze grać przy zachowaniu jak najmniejszych wymiarów zewnętrznych nie narodziło się wczoraj.
kris_k