
[English version] Wielu producentów audiofilskiego sprzętu okupuje konkretny obszar rynku i wprowadza coraz to nowsze konstrukcje mające przykuć uwagę ludzi słuchających srebrnych kabli. Istnieją jednak firmy, które nawet z produktami przeznaczonymi dla świrów potrafią wypłynąć na szersze wody. Jedną z nich jest właśnie Sonus Faber - marka, której audiofilom na pewno przedstawiać nie trzeba. Kojarzyć ją mogą również osoby interesujące się ogólnie pojętym designem, sztuką, a nawet motoryzacją. To właśnie ta firma odpowiedzialna jest za nagłośnienie samochodu Pagani Huayra. Jej kolumny można zobaczyć nie tylko w sklepach ze wzmacniaczami, ale także w muzeach i galeriach sztuki. Nic dziwnego, ponieważ włoscy konstruktorzy traktują swoje zestawy jak dzieła sztuki. Bezkompromisowe podejście do wzornictwa łączy się tu z poszanowaniem tradycji oraz nowoczesnymi rozwiązaniami technicznymi, co widać szczególnie w kolumnach z najwyższych serii. Dlatego właśnie do naszej redakcji trafiły zestawy Olympica III.

Naim jest jedną z firm, którym udało się zgromadzić wokół siebie liczne grono oddanych fanów. Teoretycznie każdy może zostać miłośnikiem konkretnej marki, nawet jeśli posiada jeden z jej najtańszych produktów lub nie posiada żadnego, jednak w przypadku brytyjskiej firmy wstąpienie do klubu zawsze wymagało wyrzeczeń. Jeszcze kilkanaście lat temu kupno pojedynczego klocka nie wystarczyło, ponieważ manufaktura z Salisbury wyznawała koncepcję systemową, zgodnie z którą urządzenia były zaprojektowane do pracy w kompletach. Łączenie odtwarzaczy ze wzmacniaczami Naima wymuszała też obecność nietypowych gniazd DIN. Brytyjczycy uważają, że zapewniają one lepszą jakość transmisji sygnałów audio, niż powszechnie stosowane złącza RCA. Firma dopiero niedawno ugięła się pod naciskami klientów i zaczęła montować te drugie obok swoich standardowych gniazd. Właściciele pełnych systemów Naima nie mają jednak powodów, aby z nich korzystać. Producent do każdego urządzenia dodaje komplet przewodów potrzebnych do jego podłączenia.

Myślę, że każdy interesujący się choć trochę tematyką audio, zetknął się z nazwą Wadia. I to pomimo tego, iż nad Wisłą firma ta dotychczas nie miała dystrybutora. Jej produkty pojawiały się jednak dość regularnie, czy to na wystawach, czy w domach miłośników dobrego brzmienia. Firma powstała w 1988 roku i od samego początku koncentrowała się na jednym, dość wąskim wycinku audiofilskiej rzeczywistości - cyfrowych źródłach dźwięku. Jej pierwszym produktem był przetwornik cyfrowo-analogowy 2000 Decoding Computer. Później pojawiły się odtwarzacze płyt CD i czytniki SACD. Znakiem rozpoznawczym firmy było od zawsze stosowanie zaawansowanych technologii, często opracowanych samodzielnie, w celu poprawy brzmienia z płyt CD. Wadia od razu stała się z tego znana, a jej produkty rozpoznawalne, dla wielu osób wręcz kultowe.

Większość producentów sprzętu audio to firmy o wysokim stopniu specjalizacji, zajmujące się konkretnym rodzajem urządzeń i trzymające się przyjętej koncepcji. Niektórym producentom kolumn zdarza się oczywiście od czasu do czasu wypuścić na rynek słuchawki lub głośniczek do komputera, a w katalogach firm typowo wzmacniaczowych można czasem znaleźć jakiś przetwornik, gramofon lub kabelek. Przyjęło się jednak, że wysokiej klasy sprzęt oznacza bardzo wąską specjalizację, a niektóre przedsiębiorstwa tworzą nawet po kilka odrębnych marek, aby produkty z różnych kategorii nie były ze sobą łączone. W naszym kraju pojawił się niedawno sprzęt firmy Final Audio Design i tutaj na pierwszy rzut oka wszystko się potwierdza. Japończycy oferują tylko i wyłącznie słuchawki - większość z nich to konstrukcje dokanałowe, ale istnieje też wąska linia audiofilskich nauszników. Dokładniejsze zbadanie sprawy ujawniło jednak coś bardzo ciekawego. Firmę założył w 1974 roku niejaki Kanemori Takai, a jej pierwszym wyrobem była wkładka gramofonowa. Pomyślicie, że zaraz za nią poszły mikrofony i słuchawki, ale nie. Najpierw skonstruowano cały gramofon, a następnie wzmacniacz, końcówkę mocy, przedwzmacniacz, kolumny podstawkowe, podłogowe i tubowe, wzmacniacze lampowe, zasilacze, kolejne kolumny tubowe, bardzo wypasiony gramofon i wreszcie słuchawki dokanałowe.

Brytyjscy producenci sprzętu audio trzymają się dwóch rzeczy, które stały się ich znakami rozpoznawczymi - prostych form i bardzo dobrego dźwięku. Przez lata wiele manufaktur kontynuowało ten trend, odnosząc najwyraźniej większe sukcesy. Niektórzy nawet na własne życzenie trochę się zaszufladkowali, inni z kolei starają się wyjść z okopu i zaoferować coś melomanom korzystającym na przykład z tabletów i serwisów streamingowych. Cyrusa trudno jednoznacznie sklasyfikować. Z jednej strony firma kontynuuje audiofilskie tradycje i trzyma się wypracowanego dawno temu designu, stając się obecnie audiofilskim weteranem nie tylko w swojej ojczyźnie, ale i na całym świecie. Z drugiej natomiast oferuje nowoczesne systemy z serii Lyric, a także przetworniki i streamery w niemal każdej z pozostałych linii w katalogu. Wydaje się, że ostatnio sprzęt tej marki znowu stał się modny, ponieważ urządzenia o skromnych gabarytach są niezwykle praktyczne. Nie każdy może sobie przecież pozwolić na zagracenie pokoju wielkimi wzmacniaczami.

[English version] Hegel w całkiem niedługim czasie zyskał status producenta zaliczanego do grona najbardziej audiofilskich marek. Wydawałoby się, że najlepszą metodą wejścia na rynek w tak spektakularny sposób jest zaprojektowanie jakiegoś odjazdowego wzmacniacza z lampami wielkości butelek whisky i wskaźnikami wychyłowymi oświetlającymi nie tylko pokój odsłuchowy, ale nawet elewacje sąsiednich budynków. Nie mówcie, że nie... Wielu ludzi wciąż kupuje nie uszami, ale oczami, a grubość portfela nie zawsze idzie w parze z dobrym gustem. Norweskie urządzenia zawsze były jednak wyjątkowo skromne. Matowe fronty z maksymalnie dwoma pokrętłami i wyświetlaczem idealnie wpisują się w skandynawską stylistykę, ale też nie zapowiadają nic rewolucyjnego. Pamiętajmy jednak, że czasami najbardziej liczy się wnętrze.

Jeszcze kilka lat temu test dowolnego produktu amerykańskiej firmy zaczynałbym od spojrzenia na kinowe systemy nagłaśniające i kolumny do użytku domowego. Dziś trzy literki z wykrzyknikiem kojarzą się ludziom głównie z głośnikami przenośnymi i słuchawkami do iPhone'a. Znak czasów? Może tak, ale nie mam pojęcia dlaczego ludzie odpowiedzialni za wizerunek JBL-a w naszym kraju nastawili się na głośniki komputerowe i inne bibeloty. Rozumiem, że to jest teraz modne, a każda większa firma chce zawalczyć o użytkowników smartfonów i tabletów, ale dlaczego w tym wszystkim zapomina się, że amerykańska firma ma w swojej ofercie również audiofilskie kolumny? Każdy normalny producent lub dystrybutor chwaliłby się tym, stawiając głośniki za kilkaset złotych tuż obok hi-endowych konstrukcji. Tymczasem regularnie dostajemy maile o nowych słuchaweczkach lub zestawach do kina domowego i na tej budżetówce się kończy. Na szczęście niektórzy jeszcze pamiętają, że w katalogu JBL-a można znaleźć znacznie więcej produktów, niż te, które są obecnie promowane.

Bryston to kanadyjski producent elektroniki audio specjalizujący się przede wszystkim we wzmacniaczach. Sukces zapewniło mu bezkompromisowe podejście do wielu spraw, co widać nawet dziś, w dobie słuchania plików. Zamiast w pośpiechu wprowadzać do oferty streamery i stacje dokujące dopasowane do najpopularniejszych wzmacniaczy, firma proponuje swoim klientom hi-endowe połączenie transportu cyfrowego BDP-2 i przetwornika BDA-2. Przekaz jest prosty - jeśli chcecie słuchać muzyki z komputera, przynajmniej róbcie to dobrze. Kanadyjczycy mają też ciekawe i godne naśladowania poglądy w kwestii technologii produkcji i ogólnej bezawaryjności swoich urządzeń. Uznają tylko ręczną produkcję uzupełnioną wieloetapową kontrolą jakości. Każdy kawałek drutu wewnątrz obudowy jest przycinany ręcznie, a każde połączenie wielokrotnie sprawdzane. Urządzenia są także testowane tuż przed pakowaniem, czego potwierdzeniem jest karta danych technicznych wypełniona ręcznie przez kontrolera.

KEF to jeden z najlepiej rozpoznawalnych na świecie producentów audiofilskich kolumn i wszelakich produktów pokrewnych takich, jak głośniki komputerowe, zestawy do nagłośnienia kina domowego czy słuchawki. Dlaczego więc tak niewiele słychać o niej w Polsce? Można oczywiście opowiadać o tym, że każdy rynek jest specyficzny, ale rozwiązanie tej zagadki wydaje się banalnie proste. Większość firm rozprowadza swoje produkty za pośrednictwem dystrybutorów, którzy nawiązują kontakty ze sklepami, wysyłają do nich towar, zapewniają serwis gwarancyjny, prowadzą szkolenia i odpowiadają za ogólny wizerunek marki w danym kraju. Niektórzy mają jednak własne pomysły na prowadzenie biznesu. Dystrybucją brytyjskich kolumn w Polsce zajmuje się niemiecka firma GP Acoustics. Jest to trochę nietypowa sytuacja, ale w końcu miała być integracja europejska, więc co za różnica skąd kolumny biorą się w sklepach. Właśnie w jednym ze sklepów wpadły nam w oczy monitory LS50.

[English version] Harmonix to marka należąca do japońskiego koncernu Combak Corporation, pod którego szyldem powstaje wiele typów urządzeń audio i rozmaitych akcesoriów. Firma jest odpowiedzialna za hi-endową elektronikę Reimyo, monitory Bravo, filtry Enacom i całą masę gadżetów. W katalogu znajdziemy między innymi różne rodzaje podkładek pod kable, platformy i nóżki antywibracyjne, taśmy poprawiające brzmienie kabli, maty gramofonowe, a nawet specjalne krążki poprawiające akustykę pokoju odsłuchowego. Pikanterii całej sprawie dodają ceny, które jednoznacznie sugerują, że japońskie akcesoria przeznaczone są dla zaawansowanych w swojej chorobie audiofilów. Mata gramofonowa TU-800EXi kosztuje na przykład 1350 zł, ale to jeszcze nic w porównaniu ze wspomnianymi krążkami akustycznymi RFA-7800, których komplet (18 sztuk) wyceniono na 7700 zł. W porównaniu z takimi produktami, kable brzmią całkiem rozsądnie. Żeby było ciekawiej, Harmonix wprowadził niedawno ulepszone wersje niektórych przewodów i przy okazji zmienił ceny. Na niższe.
Andrzej Porębski