
Jeżeli szukacie eleganckiego, funkcjonalnego, jednoczęściowego głośnika, który wtopi się w dowolne wnętrze, w katalogu firmy Sonoro znajdziecie ich co najmniej kilka. Choć wielu czytających te słowa zapewne słyszy tę nazwę po raz pierwszy, warto ją zapamiętać albo przynajmniej sprawdzić co niemiecka marka ma nam do zaoferowania. Sonoro specjalizuje się w produkcji tego typu zestawów. Firma stawia na głośniki sieciowe w różnych rozmiarach tak mocno, że nie robi praktycznie nic innego. Może za wyjątkiem gramofonu, który na oficjalnej stronie internetowej marki pojawił się niedawno i jest raczej dodatkiem do zestawów głośnikowych, niż samodzielnym produktem. Głośniki podzielone są na serie Smart Line i Classic Line, jednak na pierwszy rzut oka ciężko powiedzieć czym kierowano się podczas wyznaczania granicy między nimi. Wyglądają bardzo, bardzo podobnie. Rozwiązanie zagadki okazało się proste - modele z serii Smart Line łączą się z siecią i można zbudować z nich system multiroom, podczas gdy seria Classic Line zawiera systemy wyposażone w odtwarzacze płyt kompaktowych, radio analogowe lub cyfrowe i łączność Bluetooth. Skupmy się zatem na tej nowocześniejszej linii. Otwiera ją opisywany model Stream dostępny w cenie 1199 zł. Drugą propozycją Sonoro jest Relax za 1699 zł, a model flagowy o wiele mówiącej nazwie Meisterstück (dosłownie "mistrzowskie dzieło") wyceniono na 4999 zł. Auć... Jak na głośnik, który wciąż wygląda jak radio z doczepionymi głośnikami i gabarytowo nie odbiega od typowego zestawu mikro, to całkiem sporo. Dlatego do naszego testu trafił najtańszy reprezentant serii Smart Line.

Riva Audio to kolejna nazwa, która przeciętnemu zjadaczowi nie mówi zupełnie nic. Jeżeli powiemy, że firma specjalizuje się w produkcji głośników bezprzewodowych, wielu melomanów wyobrazi sobie nabierający rozpędu startup założony przez kilku młodych ludzi, którzy fundusze na zbudowanie pierwszych produktów zebrali za pośrednictwem jednego z portali crowdfundingowych. Nic bardziej mylnego. Markę powołał do życia Rikki Farr - profesjonalista, który współpracował z takimi sławami, jak Led Zeppelin, Jimi Hendrix, Rod Stewart, Tom Petty, Bob Marley, Miles Davis, The Who, RUSH czy Guns N' Roses. Był odpowiedzialny za nagłośnienie na koncertach największych gwiazd światowego formatu, a za jedno ze swoich największych osiągnięć uważa przygotowanie wizyty papieża Jana Pawła II w Irlandii w 1979 roku, kiedy to jego przemówienia wysłuchało ponad milion wiernych. Dlaczego człowiek z takimi kwalifikacjami zajął się głośnikami bezprzewodowymi? Jak przeczytamy na oficjalnej stronie marki Riva Audio, chodziło o stworzenie innowacyjnych urządzeń opartych na wielu opatentowanych rozwiązaniach. Faktycznie, firma ładuje do swoich produktów mnóstwo ciekawych technologii, ale modele z serii WAND na pierwszy rzut oka niczym specjalnym się nie wyróżniają. Czy mają w sobie coś, co może do zakupu, nawet pomimo kompletnie nieznanego loga?

Jeżeli szukacie prostego, jednoczęściowego głośnika odtwarzającego muzykę z sieci, możecie wziąć pod uwagę każdy z modeli biorących udział w naszym megateście. Jeżeli jednak zaczynacie już myśleć o bardziej rozbudowanym systemie multiroom albo po prostu chcecie wiedzieć, że w dowolnym momencie będzie można skorzystać z możliwości dokupienia kolejnych głośników, miniwieży, amplitunera lub audiofilskiego streamera należącego do tej samej rodziny i obsługiwanego za pomocą tej samej aplikacji, chyba żaden producent nie ma w tym momencie tak bogatego portfolio, jak Yamaha. Japończycy już od kilku lat uparcie rozwijają autorski system MusicCast, aplikując go każdemu nowemu urządzeniu, które umie połączyć się z siecią. Sonos i Denon mogą mieć w ofercie kilka głośników, małe streamery, soundbary i subwoofery, ale jeśli chodzi o różnorodność sprzętu z obsługą firmowego multiroomu, Yamaha dawno zostawiła wszystkich w tyle. Do MusicCasta można podłączyć wszystko - radiobudzik w sypialni, kuchenne radyjko, wieżę w gabinecie i głośniki w łazience, a w salonie soundbar, amplituner, audiofilski system stereo albo fortepian. Nie żartuję. Kiedy już wydawało się, że firma powoli kończy etap pakowania MusicCasta do wszystkiego, co można sobie wymarzyć, rozpoczął się kolejny rozdział tej historii. Japończycy wciąż rozwijają swój multiroom tak, aby użytkownikom łatwiej było łączyć kolejne elementy ze sobą, tworząc lokalnie (nawet w ramach jednej, większej instalacji) bezprzewodowe systemy stereo i kina domowego. Ów nowy rozdział otworzyły głośniki sieciowe MusicCast 20 i MusicCast 50.

Można by się spodziewać, że najwięcej głośników sieciowych znajdziemy w ofercie jednego z największych graczy na tym rynku. Amerykański koncern Harman International Industries przejęty dwa lata temu przez Samsunga jest bowiem właścicielem takich marek, jak Harman Kardon, AKG, JBL, Mark Levinson, Infinity, Lexicon czy Revel, a prawdziwy pogrom wśród głośników z funkcją streamingu i multiroomem powinna robić szczególnie jedna z nich - JBL. Udało jej się bowiem opanować, żeby nie powiedzieć - zmonopolizować - rynek modeli bezprzewodowych, a i ze słuchawkami bez kabli idzie jej całkiem nieźle. Okazuje się, że oprócz pojedynczych głośników wyposażonych w łączność sieciową, takich jak chociażby testowany przez nas Playlist, JBL ma w ofercie całą serię urządzeń o nazwie Link. W chwili obecnej są to cztery modele różniące się wielkością, zastosowaniem i oczywiście ceną. Dwa z nich są nawet wodoodporne, a skojarzenia z popularnymi szczekaczkami wyposażonymi w Bluetooth nasuwa się samo. Ale jest pewien problem. Prezentując serię Link, firma weszła już w temat asystentów głosowych i innych nowoczesnych rozwiązań, a to niestety sprawia, że głośniki nie są dostępne w naszym kraju. Póki co, żadna firma nie zdecydowała się na wprowadzenie ich do sprzedaży, bo skoro funkcja asystenta głosowego nie jest dostępna w języku polskim, klienci mogliby podnieść larum i mieliby nawet trochę racji. Miłośnicy nowych technologii i ludzie władający biegle językiem angielskim prawdopodobnie byliby takimi głośnikami zainteresowane, ale na razie sprawa jest prosta - głośniki tego typu nie będą oficjalnie sprzedawane w naszym kraju dopóki specjaliści od asystentów głosowych nie udostępnią tej funkcji w naszym języku. Jak znam życie, może to trochę potrwać. Alternatywę, i to całkiem rozsądną, znajdziemy natomiast w katalogu innej marki z tego samego koncernu.

Gdybyśmy postanowili przeprowadzić test głośników sieciowych jeszcze kilka lata temu, do boju stanęłoby tylko kilku zawodników. Dziś trudno było zakończyć zbiórkę, a na ostateczny kształt grupy wpłynął chociażby tak prozaiczny fakt, że w którymś momencie trzeba było zakończyć te zmagania i wrócić do testowania innych urządzeń. Gdyby nie to, pewnie wciąż odbieralibyśmy paczki z kolejnymi modelami do zrecenzowania. Trzy lata temu rynek nie był jeszcze tak bogaty, a o względy klientów szukających prostych głośników odtwarzających muzykę z sieci zabiegało zaledwie kilku producentów. Jeżeli jestem w błędzie, możecie zgłaszać swoje uwagi w komentarzach, ale przeprowadziłem w tej sprawie dosyć dokładne śledztwo i wynika z niego, że pierwszy był Sonos, który swoje pierwsze urządzenie - ZP100 - zaprezentował w 2005 roku. Inteligentny głośnik Play:5 wprowadzono na rynek cztery lata później. Drugie miejsce należy przyznać Denonowi ponieważ pierwsze wzmianki o systemie HEOS pochodzą z 2014 roku. Na podium znalazłaby się także Yamaha, która nieco ponad rok później ogłosiła premierę własnego rozwiązania o nazwie MusicCast. Nic dziwnego, że dzisiaj to właśnie te trzy marki przodują w produkcji jednoczęściowych głośników sieciowych oraz innych urządzeń elektronicznych zbudowanych z myślą o słuchaniu muzyki bezpośrednio z sieci, w całym domu, na bazie komponentów jednej marki lub w połączeniu z innymi klockami, jak wzmacniacze czy amplitunery. Jeżeli chcecie kupić pojedynczy głośnik lub ewentualnie zastosować kilka podobnych modeli w różnych pokojach, będziecie mieli bardzo duży wybór, ale jeśli stawiacie na multiroom z prawdziwego zdarzenia, z opcją kupna głośników o bardzo zróżnicowanych rozmiarach i funkcjach, podłączenia do systemu istniejącego sprzętu audio i wypełnienia muzyką nawet kilkunastu czy kilkudziesięciu punktów w obrębie jednej sieci, mało która firma będzie mogła zagrozić tej pionierskiej trójce.

Sonos Play:1 jest dla głośników sieciowych tym, czym dla odtwarzaczy płyt kompaktowych był Sony CDP-101, a dla wzmacniaczy impulsowych - słynny TACT Millennium. Choć dzisiaj trudno w to uwierzyć, na przełomie tysiącleci żaden z wielkich producentów głośników ani koncernów blisko związanych z branżą audio nie umiał przewidzieć w jaki sposób ludzie będą chcieli słuchać muzyki i jakiego sprzętu będą do tego potrzebować. Być może niektórzy to i owo przeczuwali, ale masowa reakcja rynku polegająca na pospiesznym wprowadzaniu przetworników i streamerów nastąpiła dopiero wtedy, gdy duża część melomanów zdążyła się już przestawić na nowe media. Tymczasem w Kalifornii grupa technologicznych geeków od 2002 roku pracowała nad tym, jak słuchać muzyki prosto z sieci. Podstawy architektury, z której później narodziły się pierwsze pełnoprawne streamery opracowano w czasach, kiedy nie istniał żaden serwis oferujący dostęp do muzyki na zasadzie abonamentu, nie było iPhone'a, większość komputerów działała pod kontrolą systemu Windows XP, a dostęp do szerokopasmowego Internetu miało w USA mniej niż 16 milionów gospodarstw domowych. W porównaniu ze stanem dzisiejszym, to tyle, co nic. A jednak grupa wizjonerów z Santa Barbara stworzyła wówczas podwaliny systemu, który wkrótce miał się stać najpopularniejszym lifestyle'owym rozwiązaniem do słuchania muzyki w domu. Z nieznanej nikomu firmy, z której początkowo się śmiano, Sonos wyrósł na producenta głośników bezprzewodowych numer jeden na świecie.

Wakacje oficjalnie dobiegły końca, dlatego właśnie dziś rozpoczynamy megatest głośników sieciowych! W ciągu najbliższych dwóch tygodni opublikujemy aż piętnaście recenzji najróżniejszych konstrukcji tego typu - od modeli budżetowych aż po jedne z najlepszych i najdroższych, jakie można znaleźć na polskim rynku. Zaczynamy od całkiem obiecującego przykładu głośnikowej egzotyki. Jest to LS150 firmy Iriver, znanej głównie z produkcji odtwarzaczy przenośnych, a także słuchawek i stacjonarnych urządzeń audio produkowanych pod marką Astell&Kern. Wzajemne przenikanie się tych dwóch bytów jest bardzo ciekawym zjawiskiem. Testowany niedawno wzmacniacz słuchawkowy Astell&Kern ACRO L1000 przybył do naszej redakcji w pudełku z logiem Irivera, natomiast na tylnej ściance opisywanego głośnika widnieje dumny napis "Powered by Astell&Kern". Model ten na oficjalnej stronie producenta, w sklepach i różnego rodzaju broszurkach widnieje jako produkt Irivera, jednak jego opis zamieszczono także na polskojęzycznej stronie marki Astell&Kern. Rozgryzienie o co w tym wszystkim chodzi może sprawić kłopot niezorientowanym w temacie klientom, ale audiofile, którzy mieli do czynienia ze sprzętem jednej lub drugiej marki będą wiedzieli, że po takim głośniku należy się spodziewać wysokiej jakości wykonania i brzmienia. Koreańczycy znani z produkcji hi-endowych DAP-ów nie mają w zwyczaju sprzedawać tandety, ale tutaj pojawiają się małe wątpliwości. Dlaczego od razu nie wciągnęli tego głośnika pod skrzydła marki Astell&Kern? I dlaczego LS150 kosztuje tylko 599 zł?

Miłośnicy wysokiej jakości sprzętu audio raczej nie przepadają za soundbarami, ale ich zdanie nie interesuje ani klientów, którym takie urządzenie rozwiązuje problem odtwarzania dźwięku z telewizora i innych źródeł, ani tym bardziej producentów i dystrybutorów, którzy w zawrotnym tempie wprowadzają na rynek nowe modele. Nawet jeśli marzymy o hi-endowych kolumnach napędzanych lampowymi monoblokami i winylach odtwarzanych na majestatycznym gramofonie, w życiu czasami trzeba iść na kompromisy. Soundbar może być nie tylko sprytnym sposobem na nagłośnienie domowego centrum rozrywki, ale także pierwszym krokiem w kierunku poważnego, pełnowymiarowego sprzętu stereo, a dla niektórych audiofilów - drugim, rezerwowym urządzeniem, które wypełni salon dźwiękiem wtedy, gdy wzmacniacz i gramofon będą miały wolne. Zastosowań tych głośnikowych belek jest mnóstwo, ich popularność nie słabnie, a to sprawia, że wybór jest przeogromny. Na rynku funkcjonują modele w cenie od kilkuset do niespełna dziesięciu tysięcy złotych. Trudno się dziwić, że postawieni przed takim dylematem klienci kierują się najczęściej bardzo prostymi kryteriami. Soundbar powinien być mały, ale bogato wyposażony. Najlepiej gdyby można było postawić go na stoliku przed telewizorem bez konieczności stosowania wieszaków i prowadzenia kabli w ścianach. Oprócz możliwości podłączenia do dekodera czy konsoli, byłoby świetnie gdyby taki głośnik łączył się z tabletami i smartfonami przez Wi-Fi i Bluetooth, a dla wzmocnienia basu w zestawie powinien znaleźć się subwoofer, najlepiej bezprzewodowy. Cena? Najlepiej do 1500 zł. Pytanie jest jedno - czy takie cudo naprawdę może zagrać? Sprawdzimy to na przykładzie soundbara Polk Audio MagniFi Mini.

Astell&Kern to jedna z tych marek, których poczynania naprawdę warto śledzić. Nawet jeśli nie interesują nas ekstremalnie drogie odtwarzacze przenośne, z których słynie koreańska firma. Czerpanie z wieloletniego dorobku Irivera, poszukiwanie technologicznych nowinek, ładowanie do kolejnych urządzeń coraz lepszych i droższych podzespołów oraz bezwzględne dążenie do idealnego dźwięku bardzo szybko ulokowało ją w miejscu, w którym chciałoby się znaleźć wielu innych producentów sprzętu audio. Dziś wydaje się, że w kwestii DAP-ów Astell&Kern powiedział już wszystko. Po wypuszczeniu na rynek modelu AK380 Copper w cenie 19999 zł, z możliwością dokupienia dedykowanego wzmacniacza za 4890 zł, chyba nic nas już nie zdziwi. Dlatego firma koncentruje się na odświeżaniu innych, nieco tańszych modeli. Mocno kombinuje też z ich nazewnictwem, czego owocem są takie cuda, jak A&futura SE100, A&norma SR15 czy A&ultima SP1000. Mnie jednak zawsze interesowały nie tylko playery koreańskiej firmy, ale także urządzenia zaprojektowane pod kątem użytku domowego. I właśnie takiemu, dość nietypowemu jak na tego producenta ustrojstwu się dzisiaj przyjrzymy.

Synthesis to na polskim rynku wciąż lekka egzotyka. Urządzenia włoskiej marki kojarzą tylko audiofile, ale nie ma w tym nic złego, bo właśnie do nich manufaktura z malowniczego Morrovalle kieruje swoje wyroby. Jeżeli wyobrazicie sobie sprzęt zaprojektowany i wykonany we Włoszech, prawdopodobnie pomyślicie o czymś bardzo stylowym. Z lampami, drewnem, eleganckimi dodatkami i detalami doszlifowanymi do perfekcji przez rzemieślników, którzy lubią swoją robotę i z niczym się nie spieszą, bo zarabiają godziwe pieniądze, a nie pół dolara i dwa banany za cały dzień lutowania kabli. To właśnie jest Synthesis. Możemy tu odhaczyć każdy jeden punkt, z którego słynie włoska aparatura audio. Mimo to, w naszym kraju produkty tej marki przez długi czas pozostawały w cieniu równie stylowych wzmacniaczy i odtwarzaczy Unisona, Pathosa i Audio Analogue'a. Za sprawą nowego dystrybutora, powoli z owego cienia wychodzą. Wreszcie można je zobaczyć w sklepach, poczytać jak sprawdziły się w testach, a nawet posłuchać potężnych, flagowych klocków na największej wystawie sprzętu audio-video w Polsce. Dotychczas przerobiliśmy tylko jeden wzmacniacz tej marki. Roma 96DC+ to średniej wielkości lampowa integra, którą z pewnością warto wziąć pod uwagę przy konfigurowaniu systemu. Teraz w moje ręce trafił kolejny reprezentant serii Roma - hybrydowa integra 37DC.
Grzesiek