
Wielu audiofilów wyobraża sobie swój idealny system stereo jako hi-endową wieżę złożoną z kilkunastu klocków ustawionych na dwóch albo trzech stolikach z wymyślnymi kolcami lub tłumikami olejowymi, do tego kolumny wysokie na dwa metry i plątanina grubych kabli leżących na specjalnych, drewnianych klocuszkach. Wszystko to oczywiście w specjalnie zaadaptowanym pomieszczeniu wyłożonym panelami akustycznymi i wyposażonym w komplet foteli tłumiących niepożądane rezonanse od spadających z nóg kapci. Niektórym udaje się nawet wybudować sobie w domu taką muzyczną świątynię, ale większość melomanów musi pogodzić się z wieloma ograniczeniami lub po prostu od czegoś zacząć. A złożenie fajnego systemu audio w cenie porządnego telewizora jest niestety o wiele większym wyzwaniem, niż zbudowanie zestawu marzeń bez ograniczeń budżetowych. Jak zatem powinna wyglądać dobra, budżetowa wieża stereo? Wielu klientów stawia tutaj trzy podstawowe wymagania - system ma być prosty, najlepiej gdyby zamiast trzech pudełek było jedno, do tego możliwie duże kolumny, a całość w cenie nie przekraczającej 5000-6000 zł. Przy rosnących cenach elektroniki audio, zadanie to staje się coraz trudniejsze, ale na szczęście wciąż można w tej cenie wykombinować coś lepszego niż miniwieża lub jednoczęściowy głośnik, jeśli tylko się chce.

[English version] Kilka miesięcy temu znajomy audiofil pracujący dla jednej z dużych korporacji świadczących usługi audytorskie wpadł na pomysł przygotowania raportu na temat polskiego rynku audio. Sprawa mogłaby się wydawać prosta, ale z tego błędu wyprowadziło nas już pierwsze pytanie - jaki jest polski sprzęt audio? Hmm... Różny? Po głębszym zastanowieniu doszliśmy do wniosku, że rodzime firmy zajmujące się produkcją wzmacniaczy, kabli, kolumn, mebli, akcesoriów zasilających i innych urządzeń można podzielić na te duże, wytwarzające stosunkowo spore ilości sprzętu mającego podobać się każdemu, oraz mniejsze, wyspecjalizowane manufaktury, których produkty są zwykle bardziej oryginalne, specyficzne i odjechane. To właśnie ci mniejsi zajmują się tworzeniem zaawansowanych wzmacniaczy w indywidualnie wykańczanych obudowach, kolumn wykorzystujących przedziwne głośniki, gramofonów w kształcie klucza wiolinowego czy rozgałęziaczy z jednym gniazdkiem z przodu i jednym z tyłu. Takie wynalazki są z definicji tworzone z myślą o wkręconych melomanach i koneserach. Nie są budowane w fabrykach, ale raczej mniejszych pracowniach. Prawie nigdy nie są projektowane "dla każdego", lecz "dla kogoś". Czasami bardziej ogólnie - dla ludzi, którzy docenią tak wysmakowany sprzęt, a nierzadko dla konkretnej osoby - klienta, który zamówił kolumny lub wzmacniacz w konkretnym kolorze lub pewnymi modyfikacjami technicznymi. Eryk S Concept należy właśnie do tej kategorii producentów. Tutaj każde jedno urządzenie jest nieszablonowe, a prawie każdy jeden element konstrukcji wzmacniacza czy kolumn zasługuje na szczególną uwagę. Doskonałym przykładem tej filozofii jest lampowy wzmacniacz Red King Premium.

Za sprawą rosnącej popularności płyt winylowych, gramofony stały się ostatnio obiektem zainteresowania nie tylko audiofilów, ale i melomanów, którzy już dawno nie słuchali czarnych krążków albo nie słuchali ich nigdy wcześniej. Na fali powracającej mody wiele osób odkurzyło swoje kolekcje winyli i poddało je szybkiej rewitalizacji, a i kupno nowych płyt nie jest już takim wyzwaniem, jak kiedyś. Pozostaje jednak podstawowy problem - na czym odtwarzać te wszystkie płyty? W naszych testach gramofony goszczą rzadko, a przyczyna takiego stanu rzeczy jest banalnie prosta. Drogie szlifierki to zabawki dla mocno wkręconych pasjonatów, którzy nawet bez opinii fachowców dobrze wiedzą co kupić i jak się z takim sprzętem obchodzić, natomiast tanie gramofony są po prostu nudne. Tak, dobrze przeczytaliście - nudne! Okej, na zdjęciach nawet niedrogie modele prezentują się świetnie, a my sami uwielbiamy słuchać muzyki nawet z podstawowych modeli za tysiąc złotych z kawałkiem, ale jeżeli popatrzymy na sprawę z perspektywy kupującego... No nuda! Jeśli chcemy się zmieścić w 2000 zł, po odrzuceniu różnych dziwactw i produktów zupełnie nieznanych marek zostają nam budżetowe gramofony Pro-Jecta i Regi plus parę ciekawostek takich, jak Onkyo CP-1050, Pioneer PL-30, Teac TN-300 czy podstawowy Thorens TD 158. Alternatywą dla tego typu gramofonów zawsze były niedrogie modele DJ-skie Technicsa, Reloopa czy Audio-Techniki. Są całkiem porządne, mają fajne "bajery" i podobnie, jak budżetowe szlifierki dla audiofilów, nie sprawiają większych problemów w trakcie codziennej eksploatacji. Z punktu widzenia audiofila takie profesjonalne gramofony mają jednak dwa problemy. Pierwszym jest wygląd - nie do końca pasujący do stylistyki domowego sprzętu hi-fi. Drugi to napęd bezpośredni, który wielu melomanów odpycha. Reloop postanowił więc załatwić te dwie sprawy za jednym zamachem, wypuszczając na rynek piękny, klasyczny gramofon o nazwie Turn 3 z wbudowanym przedwzmacniaczem korekcyjnym, elektroniczną regulacją prędkości, wkładką zainstalowaną na headshellu, wyjściem USB i napędem paskowym. Cena? 1999 zł. Sami rozumiecie, że musieliśmy go przetestować.

Saul Marantz był człowiekiem wielowymiarowym - fotografem, gitarzystą, grafikiem, kolekcjonerem chińskiej i japońskiej sztuki. Od wczesnych lat był zafascynowany elektroniką. Jego pasja zaowocowała stworzeniem pierwszego urządzenia audio w 1952 roku w Brooklynie. W latach 50-60 nazwa Marantz stała się synonimem sprzętu, który był łatwy w użyciu i solidnie wykonany, a do tego zapewniał wysokiej jakości brzmienie. Pracując z inżynierami takimi, jak Sidney Smith i Richard Sequerra, Marantz stworzył serię komponentów audio, które stały się kamieniami milowymi raczkującego przemysłu hi-fi. Wiele z tych produktów, jak wzmacniacz Model 9 czy tuner Model 10B, stały się klasyką wartą nawet 20000 dolarów. Kolejne wysiłki aby odtworzyć jak najlepszy dźwięk w swoim pokoju gościnnym doprowadziły Marantza do przełomu. Składając poszczególne części, wcześniej zakupione w sklepie Harvey Radio na Manhattanie, Saul buduje swój pierwszy przedwzmacniacz o nazwie Consolette. Wkrótce jego muzyczne urządzenia zaczynają rozchodzić się jak świeże bułeczki, a sam Marantz nagle z garażowego przedsiębiorcy staje się biznesmenem tworzącym swoją pierwszą firmę razem z Sidneyem Smithem. W roku 1964 Marantz zostaje sprzedany firmie Superscope. Saul Marantz pozostaje prezesem do 1968 roku, a potem w 1972 roku zakłada Dahlquist - firmę zajmującą się tworzeniem wysokiej jakości głośników. Superscope w 1980 roku sprzedaje markę Marantz wraz z siecią dystrybucyjną oraz wszystkimi zagranicznymi aktywami Philipsowi, który zapowiada wprowadzenie zbliżonych do oryginału produktów pod nazwą Marantz Classics.

Bryston to doskonały przykład marki kierującej się najbardziej audiofilskimi wartościami. Kanadyjscy konstruktorzy mają jasno określone priorytety i nie zmieniają ich od lat. Na pierwszym miejscu jest zawsze jakość brzmienia i wykonania, następnie niezawodność, stabilność parametrów, jakość użytych podzespołów i funkcjonalność, a dopiero potem takie drobiazgi, jak wygląd czy zastosowane nowinki techniczne. Bryston nie robi sprzętu dla ludzi, którzy kupują oczami i chcą słuchać muzyki z telefonu z wykorzystaniem najnowszego protokołu jakiegoś tam... Tak mogą działać dalekowschodnie firmy rzucające się na każdą nową kość i wypuszczające na rynek gotowe urządzenie w ciągu miesiąca, natomiast u Brystona prace nad nowym wzmacniaczem czy przetwornikiem mogą trwać nawet kilka lat. W tym czasie cierpliwie dobiera się podzespoły, projektuje obwody elektroniczne, a następnie przeprowadza dziesiątki prób odsłuchowych i testów niezawodności. Inżynierowie co chwila mierzą kluczowe parametry elektryczne, sprawdzają sprzęt pod kątem zakłóceń elektromagnetycznych i badają jego stabilność termiczną aby mieć pewność, że w chwili wypuszczenia nowego modelu na rynek wszystko będzie dopięte na ostatni guzik. Przy takim podejściu jest w miarę oczywiste, że firma nie może plasować się w czołówce jeśli chodzi o szybkość wprowadzania nowych rozwiązań, gniazd i formatów, ale tak naprawdę nie musi. Wizytówką Brystona są opinie zadowolonych audiofilów, a także profesjonalistów - muzyków, realizatorów nagrań i specjalistów od masteringu. Wielu z nich pracuje na sprzęcie Brystona nawet kilkadziesiąt lat. I to nie na zasadzie "stałej rotacji"... Najczęściej są to sytuacje typu "jak kupiłem wzmacniacz dwadzieścia lat temu, tak już nie potrzebowałem żadnego innego, bo mój Bryston wciąż sprawuje się świetnie". W wielu przypadkach jedynym powodem do zmiany jest pojawienie się lepszego Brystona, ale i to zdarza się niezwykle rzadko, bo raz wprowadzony model pozostaje w produkcji nawet kilka czy kilkanaście lat. Teraz jednak doczekaliśmy się dużej, hurtowej zmiany. Po wielu latach Kanadyjczycy wymienili całą serię końcówek mocy, zastępując modele z "dwójką" w potędze modelami "sześciennymi". Do naszego testu trafił piec, który do tej pory był prawdopodobnie jednym z najbardziej popularnych w ofercie Brytsona - wzmacniacz 4B w wersji "do trzeciej potęgi". A żeby było jeszcze bardziej hi-endowo, wystąpił w towarzystwie flagowego przedwzmacniacza BP26 z zewnętrznym zasilaczem MPS-2.

Na temat firmy Pylon Audio napisaliśmy już chyba wszystko. Oczywiście nie mogliśmy przetestować każdego jej produktu, ale te, z którymi mieliśmy do czynienia, wypadały zawsze albo dobrze albo wręcz wyśmienicie. Nie powinno to dziwić osób, które wnikliwie zapoznały się z profilem działalności jarocińskiej manufaktury lub miały przyjemność porozmawiać z jej założycielami. Firma działa na naszym rynku od 2011 roku, a jej akcjonariusze, włącznie ze ścisłym kierownictwem, traktują ją jako długoterminowy, rodzinny biznes, co wielokrotnie podkreślali. Pierwsza siedziba firmy mieściła się w Przyborkach koło Wrześni, jednak już po dwóch latach konieczna była przeprowadzka. Niewielkie dotąd przedsiębiorstwo zaczęło rosnąć jak na drożdżach, a to głównie za sprawą dobrze przemyślanej oferty i rozsądnie skalkulowanych cen. Dziś Pylon Audio produkuje kilka serii zestawów głośnikowych w rozmaitych wersjach wykończeniowych, od niedawna montuje w nich przetworniki własnego autorstwa, a niejako przy okazji dostarcza obudowy i komponenty innym firmom zajmującym się produkcją kolumn.

[English version] Za każdym razem, kiedy dowiaduję się o możliwości przetestowania kolumn Xaviana, cieszę się niejako z przyzwyczajenia. Dla miłośników sprzętu audio produkty takich firm są tym, czym dla entuzjastów motoryzacji może być przejażdżka egzotycznym, sportowym autem albo przynajmniej rzadką, zabytkową limuzyną. To kolumny, które z założenia mają wyróżniać się na tle masówki, ale na tym ich historia się nie kończy. O początkach Xaviana można przeczytać w praktycznie każdym teście kolumn tej marki, więc wybaczcie, ale daruję sobie już klepanie opowieści o charyzmatycznym audiofilu, który dla swej małżonki przeprowadził się z Włoch do czeskiej Pragi, zatrudnił utalentowanych stolarzy i... Ach, no tak, miało być zupełnie nie o tym. Jednak wystarczy odwiedzić oficjalną witrynę Xaviana lub poznać bliżej jakikolwiek produkt tej manufaktury, aby zdać sobie sprawę z tego, że jest to bardzo wyspecjalizowana, na wskroś audiofilska działalność. Nie ma tu plastiku, taniochy, głośników kupowanych w hurcie za pół dolara i drewnopodobnej okleiny, która wychodzi spod drukarki i w życiu nawet nie widziała kawałka prawdziwego drewna. Roberto Barletta nie robi kolumn do amplitunera, a strojenie nowego modelu zajmuje mu średnio kilka lat. Być może dlatego każda nowość i każda większa zmiana w katalogu jest prawdziwym wydarzeniem. Właśnie z taką zmianą mieliśmy do czynienia w momencie wprowadzenia monitorów Perla i Orfeo. Teraz dołączyła do nich kolejna konstrukcja będąca "czymś pomiędzy" i to właśnie ją mam przyjemność testować. Oto Ambra.

Bryston to absolutny oryginał w świecie elektroniki audio. Firma produkuje nie tylko sprzęt do użytku domowego, ale także wzmacniacze, przedwzmacniacze, przetworniki i zestawy głośnikowe skierowane do profesjonalistów pracujących w studiach nagraniowych. W obu przypadkach o zakupie decydują zupełnie inne kryteria, ale kanadyjska firma zdaje się spełniać je wszystkie. W pracy realizatora dźwięku potrzebne jest neutralne, dynamiczne i przejrzyste brzmienie, a także kompatybilność, bardzo dobre parametry elektryczne i wysoka niezawodność. Z tą ostatnią kwestią Bryston rozprawia się bezdyskusyjnie, dając na swój sprzęt analogowy i kolumny 20 lat gwarancji - tak samo jak na elektronikę do użytku domowego. Audiofile oczekują wysokiej jakości wykonania i angażującego brzmienia, a inwestując w sprzęt spory kawałek swoich oszczędności mają także nadzieję, że będzie on cieszył ucho przez długie, długie lata. Myślicie, że jest to zupełnie oczywiste, kiedy kupuje się na przykład wzmacniacz za dwadzieścia tysięcy złotych? Hmm... Zdziwilibyście się jakie cuda zdarzają się nawet w hi-endowych urządzeniach. Sam przerobiłem wzmacniacz w cenie małego samochodu, który po dwóch tygodniach użytkowania zaczął odmawiać posłuszeństwa. W przypadku Brystona byłoby nie do pomyślenia, gdyby jakaś usterka pojawiła się nawet po pięciu latach. Kanadyjczycy, podobnie jak większość z nas, uważają że w audiofilskim sprzęcie takie rzeczy po prostu nie mogą mieć miejsca.

Sennheiser to firma, która na rynku słuchawek i mikrofonów osiągnęła już praktycznie wszystko. Od lat dostarcza sprzęt nie tylko audiofilom i melomanom, ale także profesjonalistom, muzykom, pilotom, prezenterom telewizyjnym i radiowym, a także tak zwanym zwykłym ludziom. Wybierając słuchawki, wszystko jedno czy do użytku zewnętrznego czy domowego, w dowolnym przedziale cenowym i o dowolnej konstrukcji, trudno jest nie trafić na przynajmniej jeden model tej marki. Ostatnio firma koncentrowała się głównie na eleganckich słuchawkach z serii Momentum i Urbanite zaprojektowanych z myślą o współpracy ze smartfonami i tabletami, a także audiofilskimi odtwarzaczami przenośnymi. Druga odsłona serii Momentum zaowocowała wprowadzeniem modeli bezprzewodowych oraz podziału na nauszniki ze sterowaniem dla urządzeń z systemem iOS i Android. Następnie Sennheiser wprowadził ulepszoną wersję swoich flagowych słuchawek - HD 800S - i niemal równolegle zszokował audiofilskie środowisko prezentując ultra hi-endowy zestaw Orpheus HE 1, którego premiera odbyła się w Narodowej Galerii Sztuki w Warszawie. To jednak produkt dla wyjątkowo zamożnego klienta - cena na poziomie pięćdziesięciu tysięcy euro stawia nowego Orpheusa poza zasięgiem marzeń większości melomanów. Wiadomo było, że wkrótce niemiecki gigant zaprezentuje jakieś bardziej przystępne cenowo nauszniki i właśnie nadszedł ten moment. Za jednym zamachem wprowadzono na rynek trzy nowe serie słuchawek - HD 2, HD 4 i HD 5. Dla audiofilów to właśnie "piątki" będą najbardziej interesującą propozycją, a serię otwierają testowane HD 559.

[English version] Gdyby jeszcze kilka lat temu ktoś powiedział mi, że niebawem sporą popularnością w naszym kraju będą się cieszyły kolumny Audiovectora, potraktowałbym tę informację bardzo sceptycznie. Duńska firma owszem jest rozpoznawalna, ale głównie w krajach zachodnich, gdzie na swą pozycję pracowała od wielu lat. W Polsce jej produkty teoretycznie były dostępne, ale bardzo rzadko pojawiały się w testach, na wystawach czy nawet w sklepach. Po zmianie dystrybutora przyszła dobra zmiana - kolumny faktycznie zaczęły pojawiać się wszędzie tam, gdzie powinny, więc w stosunkowo krótkim czasie skupiły na sobie zainteresowanie audiofilów. Pochlebne recenzje tylko podgrzewały atmosferę, a nowy przedstawiciel marki rzeczywiście przyłożył się do jej promocji. Inna sprawa, że firmie tego pokroju nie trzeba dorabiać filozofii - wystarczy tylko przybliżyć melomanom jej historię. A tę stworzył w dużej mierze jeden człowiek - Ole Klifoth. To właśnie on odpowiada za większość wynalazków, które Audiovector stosuje w swoich kolumnach, w tym pięć fundamentów firmowej technologii - ADC (Active Direct Concept), IUC (Individual Upgrade Concept), LCC (Low Compression Concept), SEC (Soundstage Enhancement Concept) i NES (No Energy Storage). W połączeniu z innymi rozwiązaniami, systemy te mają czynić brzmienie szybkim, bezpośrednim i dynamicznym. Kolumny Audiovectora łatwo jest rozpoznać ze względu na wygięte boczne ścianki, metalowe panele z głośnikami i różnorodne, czasami bardzo odważne, wersje wykończeniowe.
Mercury