Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

Leak Stereo 130 + CDT

Leak Stereo 130 + CDT

Każda firma specjalizująca się w produkcji wysokiej klasy sprzętu grającego lubi od czasu do czasu pochwalić się swoją historią. Wszystko jedno czy mamy do czynienia ze skromną manufakturą założoną piętnaście lat temu, czy może zachwycamy się jubileuszowym systemem japońskiego giganta świętującego sto dziesiątą rocznicę działalności. Jest jednak jeden warunek - aby firma mogła w ten czy inny sposób przypomnieć nam o swoim dorobku, musi istnieć. A to, nawet w przypadku przedsiębiorstw, które odniosły kiedyś ogromny sukces, wcale nie jest takie oczywiste. Życie bywa trudne, przewrotne i niesprawiedliwe. Niektórym oczywiście wydaje się, że prowadzenie takiej firmy jest bardzo proste. W ich mniemaniu wystarczy dbać o wysoką jakość produktów, a wszystko będzie dobrze. W rzeczywistości dochodzi do tego szereg innych czynników, na które nie zawsze mamy wpływ. Aktualna sytuacja na świecie jest tego najlepszym przykładem. Nawet najlepszym restauracjom, teatrom, galeriom handlowym i biurom podróży grozi bankructwo i to nie dlatego, że mają niesmaczne jedzenie, słabych aktorów, za mały parking lub zbyt drogie wycieczki. Abstrahując od problemów o zasięgu globalnym, można oferować klientom znakomite produkty lub usługi, ale wpaść w kłopoty przez zaniedbanie kwestii marketingu, używanie przestarzałych narzędzi i technologii, kiepską sieć dystrybucji lub inwestowanie największych pieniędzy wcale nie tam, gdzie trzeba. Historia zna wiele przypadków firm, które do upadku lub na skraj bankructwa doprowadziła wcale nie zbyt niska, ale zbyt wysoka jakość produktów. Przykładowo, można zaprojektować i zbudować samochód, który będzie skrajnie luksusowy i wykonany tak solidnie, że przebieg rzędu miliona kilometrów nie zrobi na nim żadnego wrażenia. Tylko kto za niego zapłaci? A jeśli chętni się znajdą, kiedy kupią następne auto?

Podobne problemy występują chyba w każdej branży. Wszystko jedno, czy zajmujemy się produkcją żarówek, drukarek, czy sprzętu audio. Wbrew temu, co sądzą niektórzy klienci, uzyskanie ekstremalnie wysokiej jakości nie jest gwarancją sukcesu. Zaraz znajdzie się ktoś, kto zaoferuje odbiorcom urządzenie gwarantujące 90% osiągów za 50% ceny tylko dlatego, że użył innych podzespołów albo przeniósł fabrykę do Chin. W tym momencie nasza sytuacja zacznie robić się nieciekawa. Jeżeli zdążymy już zbudować sobie pewną reputację, markę, może nawet wykreować wokół swoich produktów aurę wyjątkowości, część zamożnych klientów na pewno z nami zostanie. Chociażby z uwagi na prestiż, którego dalekowschodnia konkurencja nie może sprzedać im taniej, bo go po prostu nie ma. Jednak każdy nabywca kierujący się zdrowym rozsądkiem przekalkuluje sobie plusy i minusy, a wynik tych obliczeń postawi nasze wyroby w niekorzystnym świetle. Wyjdzie na to, że bierzemy pieniądze nie wiadomo za co, a więc jesteśmy pazerni, bo inni potrafią zrobić to samo taniej (oczywiście nie dokładnie to samo, nie tymi samymi rękami, nie z takich samych podzespołów i nie z takimi samymi podatkami). Audiofile lubią pisać, że interesuje ich to, czy śrubki przykręcał Niemiec, Brytyjczyk albo Duńczyk, ale rzeczywistość mocno różni się od średniej wyciągniętej tylko z komentarzy na Facebooku. Wymądrzanie się w Internecie nic nie kosztuje. Za to kiedy przychodzi zagłosować własnym portfelem, prawie nikt nie chce wydawać dodatkowych kilku lub kilkunastu tysięcy, żeby zapłacić owemu Niemcowi, Brytyjczykowi lub Duńczykowi za pracę, której efekt jest dokładnie taki sam, jak efekt pracy Polaka, Chińczyka albo Serba. Wieść głosi, że właśnie takiego scenariusza nie przewidzieli szefowie Leaka - firmy, do której produktów kilkadziesiąt lat temu audiofile wznosili modły. Jak widać, los potrafi być przewrotny, bowiem w 2020 roku, kiedy świat walczy z pandemią koronawirusa, marka Leak wróciła na rynek za sprawą koncernu International Audio Group, posiadającego ogromne fabryki w Shenzhen.

Historia firmy sięga 1934 roku, kiedy to Harold Joseph Leak postanowił założyć w Londynie własne przedsiębiorstwo skoncentrowane na projektowaniu i produkcji wysokiej jakości komponentów audio. Pod koniec lat trzydziestych dołączył do niego Ted Ashley, a firma stała się jednym z liderów na rynku domowego sprzętu grającego. W jej katalogu można było zaleźć między innymi innowacyjne, jak na tamte lata, wzmacniacze, gramofony i zestawy głośnikowe. Dobra passa nie trwała jednak długo. Podobnie, jak w przypadku wielu innych manufaktur, plany dalszego rozwoju pokrzyżowała wojna. Leak przerzucił się na produkcję profesjonalnych systemów nagłośnieniowych, które podobno sprawowały się co najmniej nieźle, a wiedza zdobyta podczas pracy nad tego typu projektami miała zostać wykorzystana później. Fabryka zlokalizowana w dzielnicy Shepherds Bush została jednak zbombardowana, więc od tej pory celem numer jeden było znalezienie nowego miejsca i wznowienie działalności. Nowy zakład powstał przy ulicy Brunel Road i był częścią znacznie większego kompleksu przemysłowego zbudowanego i nazwanego na cześć słynnego inżyniera, konstruktora statków parowych i mostów, Isambarda Kingdoma Brunela. Utrzymane w stylu art deco budynki fabrycznej posiadłości najprawdopodobniej odcisnęły piętno na wzornictwie produktów Leaka z tamtego okresu.

Pierwszym naprawdę dużym hitem angielskiej firmy był zaprezentowany w 1945 roku wzmacniacz Type 15. Jego nazwa nawiązuje do mocy wyjściowej. Owe piętnaście watów dostarczały lampy KT66 pracujące w trybie push-pull w układzie z ujemnym sprzężeniem zwrotnym. Type 15 zapoczątkował serię klasycznych wzmacniaczy, która ewoluowała w latach pięćdziesiątych XX wieku. Trzy lata później w katalogu Leaka pojawiła się kolejna konstrukcja, którą dzisiaj spokojnie można określić mianem kultowej - lampowy wzmacniacz TL/12, do którego wkrótce dołączyło ramię gramofonowe i wkładka typu MC, a także mocniejszy piecyk oznaczony symbolem TL/25. Pan Leak był przekonany, że jego urządzenia mogą rywalizować z dźwiękiem na żywo, dlatego też w 1949 roku zorganizował serię prezentacji, podczas których porównywano muzykę wykonywaną na prawdziwych instrumentach z nagraniami odtwarzanymi za pośrednictwem wysokiej klasy systemu audio. Niedługo potem Harold został zaproszony na konferencję Audio Engineering Society w Nowym Jorku, a jego TL/12 stał się transatlantyckim hitem. Ale to jeszcze nie wszystko. W 1951 roku wzmacniacz produkowany przez firmę zatrudniającą 20 osób stał się standardem BBC. Dźwiękowcy tej brytyjskiej korporacji pokochali jego brzmienie i doszli do wniosku, że świetnie nadaje się jako ich narzędzie pracy. Specjalnie dla BBC TL/12 został delikatnie przeprojektowany. Wprowadzono między innymi możliwość regulacji poziomu sygnału już na wejściu - prawdopodobnie z myślą o odsłuchu z różnych źródeł w taki sposób, aby po przełączeniu nie trzeba było od razu kręcić potencjometrem.

W latach pięćdziesiątych w ofercie Leaka pojawiły się nowe wkładki i ramiona gramofonowe. Dużą popularnością cieszył się również tuner Troughline FM, wprowadzony na rynek w 1955 roku. Rok później, bazując na konstrukcji swoich wielkich hitów, Leak zaprezentował nowe, udoskonalone wzmacniacze TL/12 Plus i TL/25 Plus, a także monobloki TL/50 Plus. Według niektórych źródeł już w tamtych latach założyciel firmy eksperymentował z głośnikami elektrostatycznymi. Podobno udało mu się stworzyć bardzo innowacyjne kolumny wykorzystujące 15-calowe przetworniki dynamiczne i elektrostatyczne głośniki wysokotonowe. Jednak nawet jeśli takie zestawy faktycznie istniały, nie wyszły poza stadium prototypu i nie trafiły do masowej produkcji. Przynajmniej w tym momencie... W 1958 roku Leak zaprezentował wzmacniacze Stereo 20 i Stereo 50, wyposażone w nowe, stereofoniczne przedwzmacniacze. Naturalnym partnerem dla każdego z nich mogła być nowa wersja tunera Troughline FM. W 1961 roku zrealizowano plan stworzenia głośnika, którego membrana poruszałaby się niczym idealny tłok. Udało się to osiągnąć poprzez połączenie różnych materiałów na zasadzie kanapki, w której wewnętrzna warstwa wykonana ze spienionego polistyrenu została umieszczona między zewnętrznymi warstwami wykonanymi z aluminium. W 1963 roku Leak wykonał kolejny duży skok do przodu, przesiadając się z lamp na tranzystory. Stereo 30 był pierwszym półprzewodnikowym wzmacniaczem tej marki, jednak konstrukcja stopnia wyjściowego nie interesowała klientów tak bardzo, jak cena. To ona sprawiła, że Stereo 30 stał się kolejnym hitem Leaka. Tranzystory były przecież znacznie tańsze w produkcji niż lampy próżniowe, w związku z czym wzmacniacze zbudowane w tej technologii były bardziej przystępne i zagościły w wielu, wielu domach.

Rosnący popyt na wzmacniacze tranzystorowe i zestawy głośnikowe z membranami kanapkowymi sprawił, że firma przestała mieścić się w swojej londyńskiej siedzibie. Podjęto decyzję o przeniesieniu fabryki do miejscowości Downham Market w hrabstwie Norfolk, oddalonej o 160 km od stolicy i 75 km od Norwich. W porównaniu ze zgiełkiem wielkiego miasta - wsi spokojna, wsi wesoła... W tym czasie w katalogu Leaka pojawił się między innymi wzmacniacz Stereo 70, wykorzystujący w stopniu wyjściowym tranzystory 2N3055. Wszystko wskazywało na to, że firmę czekają wyłącznie kolejne sukcesy. Harold Joseph Leak miał jednak inne plany. W 1969 roku przeszedł na emeryturę, a budowaną latami firmę sprzedał działającej w branży filmowej firmie Rank Organisation. Nowi właściciele albo nie mieli żadnego pomysłu na jej prowadzenie, albo od samego początku planowali podzielić ją na części i sprzedać to, co miało jakąkolwiek wartość. Mówi się, że firma nie potrafiła sprostać międzynarodowej konkurencji i nie odnalazła się na rynku, na którym rządzili wielcy gracze walczący o masowego klienta niskimi kosztami, masową produkcją i nowinkami technicznymi. Czy tak faktycznie było? Nie wiem, nie było mnie tam, ale wydaje się, że do tego momentu wszystko szło naprawdę dobrze, a zwalanie winy na globalizację wydaje się troszeczkę naciągane. Nawet na oficjalnej stronie firmy możemy przeczytać, że Harold Leak sprzedał firmę u szczytu sławy. Nie zmienia to faktu, że historia jego manufaktury właściwie się w tym momencie zatrzymała. Wesołym życiem emeryta Leak cieszył się dokładnie dwadzieścia lat. Zmarł w sierpniu 1989 roku, kiedy o założonej przez jego manufakturze pamiętali chyba tylko melomani, w których domach wciąż pracował sprzęt sygnowany jego nazwiskiem. W 1996 roku zakład produkcyjny w Downham Market został zburzony, torując drogę dla lokalnej deweloperki.

Dziś na temat dawnej fabryki sprzętu audio zlokalizowanej w Downham Market ciężko znaleźć jakiekolwiek informacje. O wzmacniaczach Leaka pamiętają tylko niektórzy audiofile. Sam z urządzeniami tej marki zetknąłem się raz w życiu. Siedem lat temu miałem okazję słuchać systemu, w którym pracowała lampowa końcówka mocy odrestaurowana, a właściwie stuningowana przez polskiego producenta kabli, firmę KBL Sound. Piękne urządzenie o wyjątkowo muzykalnym brzmieniu. Co ciekawe, popularność modelu TL/12 sprawiła, że dziś można znaleźć to urządzenie w niezłym stanie za około 600 funtów. Większość egzemplarzy dostępnych na internetowych aukcjach kwalifikuje się do generalnego remontu, ale jeżeli szukamy legendarnego sprzętu, ceny nie zabijają. No, ale... Teraz, po wielu, wielu latach, można także sprawić sobie fabrycznie nowe urządzenia Leaka. Wszystko za sprawą koncernu IAG - właściciela wielu brytyjskich marek, takich jak Wharfedale, Quad, Mission, Audiolab czy Castle Acoustics. Można powiedzieć, że szefowie International Audio Group wyspecjalizowali się w przejmowaniu legendarnych marek, którym od pewnego momentu nie wiodło się najlepiej i stawianiu ich na nogi w bardzo skuteczny sposób. Sprawdzają, w czym dana manufaktura była najlepsza, następnie biorą na warsztat konkretny typ sprzętu, projektują nowe modele z zachowaniem wszystkich cech charakterystycznych dla danego producenta, a następnie uruchamiają produkcję z takim rozmachem, że cena dla odbiorcy końcowego spada do absurdalnie niskiego poziomu. Przykłady? Wybierzmy tylko trzy - Audiolab 6000A, Wharfedale Linton Heritage i Quad Artera Stereo. Minimalistyczna integra siejąca postrach wśród konkurencji, trójdrożne monitory, które na dedykowanych podstawkach wyglądają jakby kosztowały piętnaście tysięcy złotych i przepiękna końcówka mocy, którą można traktować jako mniejszą, tańszą alternatywę dla hi-endowych piecyków z wielkimi radiatorami. Ceny, w porównaniu z europejską i amerykańską konkurencją, są - co tu dużo mówić - śmieszne. Ta sama strategia została zastosowana w przypadku nowych komponentów Leaka - wzmacniacza Stereo 130 i transportu optycznego CDT.

Leak Stereo 130 + CDT

Leak Stereo 130 + CDT

Wygląd i funkcjonalność

Na początku musimy wyjaśnić sobie dwie ważne kwestie. Po pierwsze - pisownia. Zarówno w materiałach informacyjnych, jak i na przednich ściankach opisywanych urządzeń zobaczymy nazwę "LEAK" pisaną wielkimi literami. Ponieważ jednak nie jest to skrót, a wyróżnianie marek i modeli w ten sposób stało się w ostatnich latach ulubioną zabawą specjalistów od marketingu, pozwolę sobie wybrać inną opcję i stosować normalny zapis (w końcu założyciel firmy miał na nazwisko "Leak", a nie "LEAK"). Po drugie - wzornictwo i cena. Wystarczy spojrzeć na zdjęcia i porównać opisywany system z innymi dostępnymi na rynku urządzeniami utrzymanymi w tej stylistyce, aby zdać sobie sprawę, że mamy do czynienia z niezwykle atrakcyjną propozycją. Na tym etapie możemy jeszcze nie wiedzieć, jak nowe komponenty Leaka są zbudowane, jaka jest ich jakość wykonania, jakie brzmienie oferują albo jak można ocenić ich współpracę z takimi czy innymi kolumnami. Ale ludzie - wliczając w to audiofilów - kupują oczami. A jeśli orientują się w temacie, to nawet gorzej, bo oczyma wyobraźni w takim Stereo 130 zobaczą konkurencję dla Luxmana LX-380, Lebena CS-600X albo Yamahy A-S3200. Za te czysto wizualne skojarzenia odpowiadają nie tylko vintage'owe fronty z czarnymi belkami i dziwnymi pokrętłami, które wyglądają jakby zostały przeszczepione z jakiegoś laboratoryjnego sprzętu pomiarowego, ale drewniane obudowy. Kiedy ostatnio widzieliście taką "boazerię" w urządzeniach, których cena nie szybuje w okolice piętnastu, dwudziestu lub trzydziestu tysięcy złotych? W stylowej wieżyczce iFi Audio Retro Stereo 50 za 8199 zł? W Marantzu HD-AMP1, którego boczki są - niestety - plastikowe? A tu proszę - stylistyka retro pełną gębą. Może bez wskaźników wychyłowych i innych tego typu drobiazgów, ale zdaje się, że Leak nigdy nie lubił tego typu ozdobników. Swoją drogą, gdyby koncern IAG zainteresował się reaktywacją nie tylko brytyjskich, ale także polskich marek, o których świat już dawno zapomniał, to chyba tak musiałaby wyglądać nowoczesna wersja Meluzyny WST-101.

Kiedy zobaczyłem pierwsze zdjęcia Stereo 130 i CDT, doszedłem do wniosku, że pod względem relacji wyglądu zewnętrznego do ceny komplet Leaka wychodzi poza skalę. I teraz, hmm... Jaki sens ma testowanie tego zestawu? Pytam jak najbardziej serio. Niby to sprzęt dla oszczędnych audiofilów, ale w praktyce jakość brzmienia nie będzie tu miała większego znaczenia. Zderzyłem się z tym przy okazji testu monitorów Wharfedale Linton Heritage, które nawiasem mówiąc mają tworzyć z nowymi komponentami Leaka perfekcyjnie zgrany system (podobno użyto tu tego samego forniru). Niektórzy czytelnicy pytali o bas, przestrzeń i możliwość napędzenia tych skrzyń jakimś niedrogim amplitunerem, ale otrzymałem też wiele maili i telefonów z pytaniem o wiele prostszym - czy to naprawdę nie jest jakiś plastikowy fejk, zabawka i jedno wielkie oszustwo? Nie - odpowiadałem - to całkowicie poważny sprzęt za niepoważne, jak na te gabaryty i ten wygląd, pieniądze. Aha, dzięki, to biorę. Nawet jeśli basu będzie trochę za dużo, to co? Nawet jeśli do poziomu jakościowego Harbethów i Grahamów będzie brakowało nam tyle, ile Polonezowi Caro brakowało do Mercedesa W124, to wobec śmiesznie niskiej ceny nie ma to żadnego, ale to żadnego znaczenia. Tak samo będzie z testowanym systemem. Stereo 130 i CDT są dostępne w dwóch wersjach - drewnianej i "zwykłej", czyli metalowej. Wzmacniacz kosztuje odpowiednio 4299 i 3799 zł, a transport - 2999 lub 2499 zł. Innymi słowy, za opisywany system w wersji widocznej na zdjęciach zapłacimy 7298 zł, a w odmianie bez elementów drewnianych - 6298 zł. Dla porównania, na "taki sam" system Luxmana (LX-380 + D-380) trzeba odłożyć niespełna pięćdziesiąt tysięcy złotych. To przepaść, rząd wielkości. I nawet jeśli znajduje to odbicie w jakości wykonania i dźwięku (na pewno znajdą się tacy, którzy tej różnicy nie dostrzegą lub nie będą chcieli jej dostrzec), trzeba przyznać, że Leak daje utytułowanym producentom ostrą lekcję ekonomii.

Żeby jeszcze wszystko tu się telepało, odpadało, urywało, pracowało źle, krzywo, paskudnie i z jakimś przeraźliwym piskiem, a nad obudową unosił się śmierdzący dym... Ale nie! Wszystko tutaj działa prawidłowo. Mało tego - jeśli przednia ścianka wygląda na metalową, to jest metalowa. Tak samo, jak pokrętła, a nawet czarna kratka wentylacyjna we wzmacniaczu. Można się przyczepić tylko do detali, takich jak przyciski, które moim zdaniem są zbyt lekkie i zbyt głośno klikają, ale jeśli mieliście okazję bawić się guzikami w urządzeniach McIntosha, na pewno wiecie, że to też nie jest żaden hi-end. Ot, zwyczajne, plastikowe przyciski, które bronią się tylko dlatego, że Amerykanie używają ich od lat, w związku z czym jakoś jeszcze wpisują się w to idiotyczne wzornictwo, gdzie z jednej strony mamy szklane fronty, pokrętła od starego radia i całkiem eleganckie, zielone napisy, a z drugiej - duże wyświetlacze, niebieskie wskaźniki wychyłowe, lampy na "karbonowych" platformach i inne ozdoby, które nie mają nic wspólnego ze złotą erą hi-fi. Tutaj oczywiście miłośnicy "maków" mogą się srogo obrazić, bo McIntosh wytwarza swój sprzęt nieprzerwanie od wielu, wielu lat, niemal w ten sam sposób (oczywiście z kolejnymi modyfikacjami, takimi jak LED-owe podświetlenie frontów), natomiast dzisiejszy Leak, będący w zasadzie kolejną zabawką w rękach koncernu IAG, ma się do oryginalnego Leaka jak chiński samogon z ryżu do trzydziestoletniej whisky. Nie zmienia to faktu, że w obu przypadkach klienci otrzymują naprawdę fajny sprzęt, a w codziennym użytkowaniu właśnie to będzie ich interesowało najbardziej. Pomijając już oczywisty element dzisiejszej rzeczywistości, jakim jest to, że europejscy i amerykańscy producenci siłą rzeczy montują w swoich urządzeniach komponenty wykonane w Chinach, a często nawet lutownice, których pracownicy używają każdego dnia, mają gdzieś z tyłu napis "Made in PRC".

Wracając do opisywanego zestawu, jeśli chodzi o funkcjonalność, mógłbym napisać "koń, jaki jest, każdy widzi". We wzmacniaczu nie przypadł mi do gustu tylko jeden szczegół - umiejscowienie i forma przycisku "direct", dzięki któremu możemy ominąć umieszczone obok pokrętła służące do regulacji barwy i balansu. Większe gały to oczywiście selektor źródeł i potencjometr, a na dole mamy jeszcze włącznik z niewielką, czerwoną diodą i duże gniazdo słuchawkowe. Dlaczego ten nieszczęsny "direct" znalazł się pomiędzy gałeczkami modyfikującymi ilość niskich i wysokich tonów? Sam ten fakt jest bezsensowny, bowiem jeśli już musi to być normalny guziczek, logika podpowiadałaby, że powinien znaleźć się za tymi małymi potencjometrami, tuż przed regulacją głośności. Ale ten wizualny zgrzyt można było załatwić jeszcze prościej, używając dwupozycyjnego pokrętła zamiast przycisku. Wtedy na przedniej ściance Stereo 130 mielibyśmy dwie duże i cztery mniejsze gałki w idealnie symetrycznej konfiguracji. Nie rozumiem też, dlaczego czerwona dioda umieszczona przy włączniku świeci w trybie czuwania słabiej, a podczas pracy - trochę jaśniej. Różnica jest na tyle mała, że jedyny czytelny sygnał świadczący o aktywności wzmacniacza dają nam znacznie mniejsze, pomarańczowe diody przy selektorze wejść i nad przyciskiem "direct". No, ale... Jeżeli wzmacniacz znajduje się na przykład po naszej lewej stronie i używamy wejścia USB, a tryb "direct" jest wyłączony, o stanie pracy piecyka poinformują nas dopiero kolumny lub nieaktywne wyjście audio w komputerze. Może trochę przesadzam, ale moim zdaniem czerwona dioda powinna gasnąć po włączeniu urządzenia. Nawiasem mówiąc, Stereo 130 po pewnym czasie wyłącza się sam, więc o zużycie energii nie musimy się martwić. Piecyk muszę natomiast pochwalić za funkcjonalność. Producent przerzucił na niego większość obowiązków, w związku z czym do dyspozycji mamy dwa wejścia analogowe, wejście gramofonowe (MM) z zaciskiem uziemiającym, wyjście z przedwzmacniacza (może się przydać na przykład do podłączenia subwoofera aktywnego w systemie 2.1), a także dwa cyfrowe wejścia optyczne, jedno koaksjalne, USB typu B (do podłączenia komputera), kolejne złącze USB typu A (do aktualizacji oprogramowania), z nawet łączność Bluetooth z obsługą kodeka AptX. Najlepsze jest to, że wbudowany przetwornik to ESS Sabre ES9018K2M - wysokiej klasy kość, dzięki której na wejście USB możemy podać nawet pliki DSD256. Stereo 130 dysponuje mocą 45 W na kanał przy 8 Ω i 65 W na kanał przy 4 Ω, co powinno wystarczyć do napędzenia większości dostępnych na rynku kolumn (a już na pewno większości tych, które użytkownicy faktycznie wezmą pod uwagę). Wychodzi na to, że mamy do czynienia z całkiem wszechstronnym kombajnem, któremu do pełni szczęścia potrzebny będzie tak naprawdę...

No właśnie - transport sieciowy, dzięki któremu uzyskamy dostęp do muzyki z plików i ulubionych serwisów strumieniowych. Tymczasem jedynym źródłem w ofercie Leaka, przynajmniej w tym momencie, jest właśnie model CDT, czyli - przepraszam za uproszczenie - CD-ROM z wyświetlaczem i przyciskami, obudowany dużą, drewnianą skrzynią z dopasowanym do wzmacniacza, metalowym frontem. Rozumiem, że konstruktorom chodziło o stworzenie źródła dopasowanego do wzmacniacza wizualnie i gabarytowo. Dzięki temu nowy rozdział w historii Leaka nie zaczyna się od jednego urządzenia. Tylko dlaczego zdecydowano się na transport CD? Widzę tylko dwa wytłumaczenia. Pierwsze - producent chciał w ten sposób wykonać ukłon w stronę tradycjonalistów, dla których pliki i streaming to zło, szatan i zabawka dla dzieci z głowami utopionymi w smartfonach. Drugie - tak było po prostu łatwiej. I chyba wiem, który scenariusz jest bardziej prawdopodobny. Warto dodać, że koncernowi IAG do tej pory było jakoś nie po drodze ze streamerami, a marki działające pod jego skrzydłami (mam tu na myśli głównie Audiolaba i Quada) dopiero niedawno zaczęły nadrabiać zaległości w tej kwestii. Skoro we wzmacniaczu Stereo 130 zamontowano wysokiej klasy przetwornik, to obok niego trzeba było od razu wypuścić na rynek nie tylko transport CDT, ale także drugie źródło, bazujące na Audiolabie 6000N Play. Wtedy każdy mógłby wybrać swoją drogę, w obu przypadkach otrzymując spójny stylistycznie system. Niektórzy zdecydowaliby się na oba źródła i to dopiero byłaby piękna wieża! Na razie oferta Leaka składa się z dwóch opisywanych klocków i nie mam żadnych oficjalnych lub nieoficjalnych informacji, aby w najbliższej przyszłości miał do nich dołączyć transport strumieniowy.

Co do samego CDT, co tu opowiadać - no jest. Działa. Sam nigdy bym czegoś takiego nie kupił, ale jak znam miłośników płyt kompaktowych, tak jestem przekonany, że im również średnio się spodoba. Głównie ze względu na transport szczelinowy, którego obóz cedekowy z jakiegoś powodu nienawidzi. Dlaczego? Nie wiem. Chyba dlatego, że dziwnie obchodzi się z tymi płytami, jakoś je tak wyrywa z ręki, zasysa, mieli, coś tam się z nimi w środku dzieje, a jak płyta już wylezie po zakończonym odsłuchu, to nie ma jej jak wygodnie chwycić... Czyli jak w starym samochodzie (bo w nowych jest już tylko Bluetooth i indukcyjna ładowarka do smartfona). Moim zdaniem projektanci mogli zagrać odważniej i zdecydować się na coś o wiele ciekawszego. W końcu sercem CDT miał być napęd, a w tej kwestii konstruktorzy poszli na łatwiznę. Ja widziałbym tu coś w rodzaju dużej, wysokiej szuflady wysuwanej na metalowych prowadnicach. Albo transport wysuwany z urządzenia ręcznie, z magnetycznym krążkiem dociskowym. Coś w stylu kompaktów Naima lub odtwarzaczy Marantza z lat osiemdziesiątych. CDT mógłby też być top-loaderem. Co, niemożliwe? Rega Apollo-R kosztuje 3666 zł, a na pokładzie ma przetwornik i wyjście analogowe, którego transport Leaka mieć nie musi. Myślę, że dla IAG cena w granicach 3499 za wersję z drewnianą obudową byłaby jak najbardziej do osiągnięcia, a miłośnicy płyt CD posraliby się na rzadko. Ciekawostką w transporcie jest zamontowane z przodu gniazdo USB typu A. Idę o zakład, że każdy nabywca tego urządzenia będzie na nie patrzył z obrzydzeniem. W końcu nie po to kupuje się "prawdziwe" źródło, żeby patrzeć na gniazdko z laptopa... I tu zaskoczenie - producent też o tym pomyślał, dlatego w zestawie znajdziemy czarną, plastikową zaślepkę. Oto prawdziwy geniusz! Zrobić gniazdko, a do instrukcji obsługi dorzucić zestaw maskujący. Szkoda, że nie ma jeszcze jakiegoś rysika umożliwiającego zdrapanie loga USB z aluminiowego frontu.

System Leaka bardzo mi się spodobał. Co więcej, wcale nie jestem przekonany, czy drewniane obudowy są konieczne. Fakt, w tej cenie ciężko będzie znaleźć podobny sprzęt, a brak "boazerii" odbiera utrzymanym w stylu retro urządzeniom sporo uroku, jednak tysiąc złotych piechotą nie chodzi.

Minusy? Terminale głośnikowe we wzmacniaczu są takie sobie. Brzydkie, plastikowe, właściwie wzięte prosto z piecyków Audiolaba. Na szczęście nie sądzę, aby posiadacze Stereo 130 odczuwali potrzebę częstego przepinania kabli. Prawdopodobnie kupią jedne z najtańszych dostępnych na rynku przewodów konfekcjonowanych bananami i będą mieli święty spokój. Trochę zaskoczył mnie fakt, że w dostarczonym do testu komplecie okleina na obudowie wzmacniacza była ciut jaśniejsza niż na transporcie. Minimalnie, ale jednak. Wbrew pozorom, to częsty problem, jednak o ile kolumny są zwykle dobierane w pary, aby takiej sytuacji nie było (swoją drogą, drobne różnice byłyby mniej widoczne, bo zestawy głośnikowe pracują w pewnej odległości od siebie), o tyle w przypadku wzmacniacza i źródła nikt aż tak skrupulatnie tego nie pilnuje. Po rozpakowaniu zestawu Leaka pomyślałem też, że idealnie pasowałby do niego jakiś fajny gramofon z drewnianą podstawą. Jest jednak mało prawdopodobne, aby takie źródło miało pojawić się w katalogu, a jeśli nawet, to ze względu na nietypowe gabaryty wzmacniacza i transportu (32,6 cm szerokości w wersji drewnianej) musiałaby to być jakaś wyjątkowo kompaktowa szlifierka. Na koniec przyczepię się do zdalnego sterowania. Do każdego klocka dorzucono systemowego pilota wykonanego częściowo z metalu. Dokładnie takiego samego, jakie IAG dodaje do urządzeń Audiolaba i Quada. Sam sterownik nie jest ani zły, ani brzydki, ale odnoszę wrażenie, że w tym przypadku producent mógł postarać się bardziej. Ot, chociażby zastąpić metalowy blat drewnianym. Ech, przyznaję, rozbestwiłem się strasznie. Za trzy lub cztery tysiące z kawałkiem można w dzisiejszych czasach kupić w miarę porządny wzmacniacz lub plastikowy amplituner, a takie cudo, jak Stereo 130 i CDT to w tej cenie ogromna rzadkość. Rzucam pomysłami i uwagami tylko dlatego, że system Leaka bardzo mi się spodobał. Co więcej, wcale nie jestem przekonany, czy drewniane obudowy są konieczne. Fakt, w tej cenie ciężko będzie znaleźć podobny sprzęt, a brak "boazerii" odbiera utrzymanym w stylu retro urządzeniom sporo uroku, jednak tysiąc złotych piechotą nie chodzi. Gwiazdą zestawu jest z pewnością Stereo 130. Kupując samą integrę i dobierając do niej kolumny Wharfedale Linton Heritage z dedykowanymi podstawkami, wydamy dokładnie 10095 zł. W mniejszym pomieszczeniu spokojnie można zainstalować znacznie tansze Dentony. Rolę źródła może pełnić dowolny mały transport sieciowy, jak na przykład SOtM sMS-200 czy Primare NP5 Prisma. Chyba, że Leak wprowadzi strumieniowy odpowiednik modelu CDT. Wtedy nie trzeba będzie szukać żadnych zamienników.

Leak Stereo 130 + CDT

Leak Stereo 130 + CDT

Brzmienie

Z oczywistych względów podczas testu odsłuchowego skupiłem się na wzmacniaczu. Z kilku powodów. Po pierwsze, producent sam przeniósł większość ważnych komponentów - w tym przetwornik cyfrowo-analogowy - właśnie do niego, czyniąc integrę sercem systemu i elementem, którego rola w takim zestawieniu jest kluczowa. Po drugie, to właśnie do Stereo 130 będziemy podłączać nie tylko transport, ale także inne źródła - zarówno cyfrowe, jak i analogowe. Po trzecie, Leak zdecydował się na dość nietypową konstrukcję zbudowaną w oparciu o układy scalone i konwencjonalny zasilacz liniowy, co uznałem za sporą ciekawostkę. W czasach, kiedy tak wielu producentów sprzętu audio przerzuca się na końcówki mocy pracujące w klasie D, jakakolwiek inna architektura uchodzi za audiofilską. Z drugiej strony zastąpienie tranzystorów scalakami też nie jest rozwiązaniem, które ucieszy wszystkich purystów i ortodoksyjnych melomanów, którzy na widok oldschoolowych urządzeń zaczną wyobrażać sobie, że w środku siedzą triody i ręcznie nawijane transformatory z rdzeniem typu EI. Zatem zabawę z transportem zostawiłem sobie na koniec, poświęcając 90% czasu antenowego wzmacniaczowi. Obóz cedekowy może się na mnie po raz kolejny obrazić, ale prawda jest taka, że Stereo 130 jest w tym duecie urządzeniem znacznie ciekawszym i oferującym więcej funkcji niż tylko odczytywanie danych ze srebrnych krążków i podawanie ich na wyjście cyfrowe. W integrze oprócz standardowych funkcji mamy przetwornik, moduł Bluetooth, phono stage i wyjście słuchawkowe - nawet jeśli każda z nich jest tylko dodatkiem do dania głównego, to moim zdaniem są to dodatki o wiele bardziej praktyczne niż transport CD, który kupujemy w formie oddzielnego pudełka za 2999 zł.

Odsłuch zacząłem od sprawdzenia, jak Stereo 130 sprawuje się jako klasyczny wzmacniacz - ze źródłem w postaci przetwornika Marantz HD-DAC1 podłączonym do wejścia analogowego. I już po kilkunastu sekundach wiedziałem, że będzie dobrze. Leak zaprezentował naturalny, dobrze zrównoważony, lekko ocieplony i namacalny dźwięk. Muszę przyznać, że po wzmacniaczu za 4299 zł - w dodatku tak wyposażonym i tak wyglądającym - nie spodziewałem się takich atrakcji. W tej cenie można owszem dostać dobrze wyposażoną integrę oferującą neutralny, dynamiczny i przejrzysty dźwięk, ale żeby otrzymać jeszcze jakiekolwiek cechy pachnące sprzętem z wyższej półki, trzeba trafić na coś naprawdę wyjątkowego. Powiecie, że za 3999 zł można kupić nawet stuprocentową lampę, taką jak na przykład Fezz Audio Silver Luna? Tak, można. Ale w podstawowej wersji. Z pilotem, modułem Bluetooth i kratką ochronną na lampy cena rośnie już do 5160 zł, a wciąż nie mamy przetwornika, wyjścia słuchawkowego czy wbudowanego phono stage'a. Nie chcę przez to powiedzieć, że Stereo 130 gra jak dobry wzmacniacz lampowy, jednak konstruktorom Leaka udało się tchnąć w jego brzmienie coś więcej niż odrobinę przyjemnego ciepła. Pochwalić należy także spójność, jednolity charakter dźwięku w całym paśmie, ogólną kulturę grania oraz coś, czym opisywany piecyk ostatecznie mnie do siebie przekonał - przestrzeń. Nie chodzi nawet o to, że scena stereofoniczna w jego wykonaniu jest nieprawdopodobnie szeroka i głęboka. Leak nie rozpycha obrazu przestrzennego na boki. Nie stara się grać jak soundbar z włączonym trybem sztucznego otaczania użytkownika dźwiękiem. Robi jednak coś innego - koncentruje się na obszarze między kolumnami, wyraźnie oddzielając pierwszy plan od całej reszty, a do tego wcale nie wysuwa sceny do przodu, budując bardzo przekonującą głębię. Taka przestrzeń wzmacnia poczucie pełnego relaksu, choć nie jest to związane z przesadnym zaokrągleniem dźwięku czy maskowaniem istotnych szczegółów w zakresie średnich i wysokich tonów. Stereo 130 oferuje dojrzałe, muzykalne i dobrze ułożone brzmienie, w którym wszystko jest na swoim miejscu i w zasadzie niczego nam nie brakuje. Największe wrażenie zrobiła na mnie jednak stabilność i pewność formowania dźwięków w przestrzeni, ze szczególnym naciskiem na pierwszy plan. Pod tym względem Leak przekroczył granicę, która oddziela sprzęt grający "jakoś" i muzykę dobiegającą do nas "skądś" od przekonującego wrażenia obecności artystów w naszym salonie, tu i teraz. Tak - zdaję sobie sprawę z tego, że to bardzo duże słowa jak na wzmacniacz za nieco ponad cztery tysiące złotych, ale w mojej ocenie Stereo 130 idzie w tej dziedzinie znacznie dalej niż jego konkurenci. Generalnie jest to bardzo sympatyczny piecyk, w którego brzmieniu niczego nie brakuje, ale gdybyście zapytali mnie o trzy cechy przesądzające o tym, że naprawdę warto się nim zainteresować, werdykt byłby następujący - stereofonia, naturalnie ciepła średnica i wybitna (jak na ten przedział cenowy) muzykalność.

Największe wrażenie zrobiła na mnie stabilność i pewność formowania dźwięków w przestrzeni, ze szczególnym naciskiem na pierwszy plan. Pod tym względem Leak przekroczył granicę, która oddziela sprzęt grający "jakoś" i muzykę dobiegającą do nas "skądś" od przekonującego wrażenia obecności artystów w naszym salonie, tu i teraz. Tak - zdaję sobie sprawę z tego, że to bardzo duże słowa jak na wzmacniacz za nieco ponad cztery tysiące złotych, ale w mojej ocenie Stereo 130 idzie w tej dziedzinie znacznie dalej niż jego konkurenci.

Po podłączeniu komputera bezpośrednio do Leaka potwierdziły się moje przypuszczenia, że wbudowany przetwornik jest czymś więcej niż użytecznym gadżetem. Przeskok z Marantza HD-DAC1 na wejście USB w Stereo 130 nie był bolesnym doświadczeniem. Co prawda od początku miałem wrażenie, że Marantz wyjątkowo dobrze zgrał się z testowanym wzmacniaczem, zarażając go swoją dokładnością, przejrzystością i mikrodynamiką, jednak nie mogę powiedzieć, żeby po przesiadce na DAC-a w opisywanej integrze czegoś mi brakowało. Powiedziałbym, że brzmienie stało się jeszcze gładsze, nie tracąc właściwie nic w pozostałych obszarach. Dla melomanów zainteresowanych zakupem Stereo 130 jest to bardzo ważna wiadomość. Skoro wbudowany przetwornik jest naprawdę porządny i prawdopodobnie nie będzie najsłabszym ogniwem całego toru, Leaka można połączyć albo z komputerem, nie wydając na źródło ani złotówki, albo z kompaktowym transportem sieciowym, który nakarmi DAC-a muzyką z plików lub naszych ulubionych serwisów strumieniowych. Szkoda, że nie miałem okazji przetestować go z serwerem Soundgenic HDL-RA4TB, który dotarł do mnie w momencie, gdy system Leaka był już spakowany. Coś mi podpowiada, że mogłoby to być świetne rozwiązanie. Co do odsłuchu przez Bluetooth, nie jest to moja ulubiona forma konsumowania muzyki, więc po piętnastu minutach dałem sobie spokój. Może z kodekiem AptX HD wyglądałoby to o wiele lepiej, ale w obecnej postaci łączność bezprzewodową traktowałbym raczej jako opcję awaryjną. Podobnie mają się sprawy z wbudowanym przedwzmacniaczem gramofonowym. Na początek, do jakiejś budżetowej szlifierki, spokojnie wystarczy. I chyba tylko o to chodziło. Melomani rozpoczynający swą przygodę z winylem z reguły nie wiedzą jeszcze, czy będą chcieli się w tej materii rozwijać i podnosić poprzeczkę. Jeśli tak, na pewno zaczną od wymiany wkładki, a jeśli nadal będą głodni wrażeń, po dołożeniu do systemu zewnętrznego phono stage'a na pewno nie będą płakać po gniazdku we wzmacniaczu. 90% użytkowników w ogóle do tego etapu nie dojdzie. Na koniec zostawiłem sobie zabawę z transportem CDT. I tu małe zaskoczenie, bo słuchało mi się go bardzo przyjemnie. Nadal uważam, że do plików DSD i streamingu MQA ma się to jak Bayer Full do Kultu, ale jeżeli należycie do klubu miłośników srebrnych krążków, a na widok systemu Leaka zaczniecie przytulać się do ekranu, nie powinniście się rozczarować. Swoją drogą, wybór transportów w rozsądnej cenie jest dziś mocno ograniczony, więc CDT - szczególnie w wersji z metalową obudową - może przypaść do gustu nie tylko posiadaczom integry Stereo 130, ale właściwie wszystkim audiofilom, którzy zgromadzili potężną kolekcję płyt i nie mają zamiaru się z nią rozstawać, ale też nie mogą lub nie chcą inwestować w hi-endowy napęd. CDT wykonuje tę robotę bardzo rzetelnie. Za te pieniądze nie ma się do czego przyczepić.

Leak Stereo 130 + CDT

Budowa i parametry

Leak Stereo 130 to wzmacniacz zintegrowany, którego wzornictwo wyraźnie nawiązuje do modelu Stereo 30 z 1963 roku - pierwszego tranzystorowego piecyka tej marki. Wewnątrz obudowy utrzymanej w stylu retro kryje się jednak na wskroś nowoczesny układ elektroniczny, który dodatkowo uzupełniono kilkoma ciekawymi dodatkami. Wbudowany przedwzmacniacz MM zapewnia kompatybilność z gramofonami, podczas gdy analogowe wejścia liniowe oraz złącza optyczne, koaksjalne i USB obsługują zewnętrzne napędy CD, komputery, odtwarzacze sieciowe i telewizory. Obsługiwane są pliki hi-res PCM (do 32 bit/384 kHz) i DSD (do 11,2 MHz). Stereo 130 oferuje również wygodę streamingu muzyki z telefonu, tabletu lub odtwarzacza muzyki przez Bluetooth z obsługą kodeka AptX. Co godne podkreślenia, konwersją sygnałów cyfrowych zajmuje się układ ESS Sabre ES9018K2M. Audiofilów powinien ucieszyć również fakt, że Stereo 130 nie jest kolejnym wzmacniaczem pracującym w klasie D. Producent zastosował tutaj końcówkę mocy pracujacą w klasie AB, przy czym zamiast klasycznych tranzystorów zastosował wydajne układy scalone. Serce rośnie również na widok tradycyjnego zasilacza zbudowanego w oparciu o 150-VA transformator toroidalny wspomagany przez dwa kondensatory o pojemności 15000 μF każdy. Może nie jest to jeszcze przesadnie wielka i ciężka i elektrownia, ale - jak pokazuje praktyka - do wygenerowania 45 W na kanał przy 8 Ω w zupełności wystarcza. Sekcje phono zbudowano na bazie wzmacniaczy operacyjnych OPA2134, a regulacją głośności zajmuje się analogowy, zmotoryzowany potencjometr ALPS-a. Interesującą sprawą jest umiejscowienie aluminiowego radiatora, który zamontowano prostopadle do przedniej ścianki wzmacniacza. Patrząc na wnętrze, jak najbardziej ma to sens, jednak czarna kratka wentylacyjna w pokrywie biegnie od lewej do prawej krawędzi urządzenia, co jest już mniej logiczne. Najwyraźniej otwory są na tyle duże, że nawet w tak efektownej, drewnianej zabudowie piecyk się nie przegrzewa. CDT to pierwszy transport CD w historii firmy. Jego projektanci nie mieli się na czym wzorować, więc zdecydowali się na klasyczny układ frontu z napędem po lewej stronie i wyświetlaczem oraz przyciskami po prawej. Producent informuje, że urządzenie wykorzystuje niezawodny, szczelinowy mechanizm ładowania płyty. Został on starannie zamontowany w ekranowanej magnetycznie obudowie i wyposażony w dedykowany zasilacz, który - podobnie, jak we wzmacniaczu - zbudowano w oparciu o niewielki transformator toroidalny. Zegar taktujący jest sterowany przez kompensowany temperaturowo oscylator krystaliczny, dzięki czemu na wyjściach cyfrowych powinniśmy uzyskać znacznie niższy poziom zniekształceń. Co ciekawe, urządzenie wyposażone jest również w funkcję odtwarzania muzyki z nośników USB. Jeśli zechcemy podłączyć pamięć USB do gniazda na przednim panelu, za pomocą umieszczonych na nim przycisków lub pilota będziemy mogli poruszać się po plikach i folderach. CDT jest kompatybilny z urządzeniami sformatowanymi w systemie FAT16 lub FAT32 i umożliwia odtwarzanie plików w formatach WMA, MP3, WAV i AAC.

Werdykt

Stereo 130 i CDT to niesamowity comeback Leaka. Po pierwsze dlatego, że w ogóle do niego doszło. W końcu po kilkudziesięciu latach niebytu wydawało się pewne, że ten rozdział historii sprzętu hi-fi jest już definitywnie zamknięty, a komponenty tej marki będziemy widywać tylko w pożółkłych katalogach lub na aukcjach, gdzie kultowe niegdyś wzmacniacze, teraz w opłakanym stanie, będą wystawiane jako "dziwne urządzenia znalezione na strychu podczas remontu". Po drugie dlatego, że mamy do czynienia z naprawdę wartościowym sprzętem, który nie dość, że wygląda jakby został przeniesiony z lat sześćdziesiątych, to jeszcze jest naprawdę dobrze wykonany robi wszystko, co obiecuje producent i oferuje tak naturalny, spójny i muzykalny dźwięk, że warto byłoby go kupić nawet bez całej tej historycznej otoczki. Gwiazdą zestawu, zgodnie z moimi przewidywaniami, jest wzmacniacz Stereo 130. To wszechstronne i funkcjonalne urządzenie, którego nie mógłbym polecić chyba tylko posiadaczom bardzo wymagających, trudnych do wysterowania kolumn o ciepłym i przygaszonym brzmieniu. CDT to propozycja dla melomanów, którzy bez płyt kompaktowych nie wyobrażają sobie życia. Mam spore wątpliwości, czy szczelinowy napęd przypadnie im do gustu, ale cena, wygląd i banalnie prosta obsługa - na pewno. Dla mnie to lata dziewięćdziesiąte pełną gębą i urządzenie, które mogłoby nie istnieć. Dla nich - wymarzony partner dla rewelacyjnej integry. Przyjmijmy więc, że zarówno oceny graficzne, jak i rekomendacja dotyczą wzmacniacza Stereo 130, a co do transportu - niech każdy zdecyduje sam.

Leak Stereo 130 + CDT

Leak Stereo 130 + CDT

Dane techniczne

Leak Stereo 130
Wejścia analogowe: 2 x RCA
Wejścia cyfrowe: 2 x optyczne, 1 x koaksjalne, 1 x USB
Wyjścia cyfrowe: 1 x optyczne, 1 x koaksjalne
Wejście phono: 1 x MM
Wyjścia analogowe: 1 x pre-out
Wyjście słuchawkowe: 6,3 mm
Łączność: Bluetooth 4.2 z AptX
Moc wyjściowa: 2 x 45 W/8 Ω, 2 x 65 W/4 Ω
Pasmo przenoszenia: 20 Hz - 20 kHz (+/- 0,5 dB)
Zniekształcenia: < 0,003%
Stosunek sygnał/szum: 110 dB
Wymiary (W/S/G): 11,8/30,2/27 cm (wersja metalowa), 14,6/32,6/27,6 cm (wersja drewniana)
Masa: 7 kg (wersja metalowa), 8,3 kg (wersja drewniana)
Cena: 3799 zł (wersja metalowa), 4299 zł (wersja drewniana)

Leak CDT
Odtwarzane płyty: CD
Wyjścia cyfrowe: 1 x koaksjalne, 1 x optyczne
Wejścia cyfrowe: USB (WAV, MP3, AAC, WMA)
Pasmo przenoszenia: 20 Hz - 20 kHz (- 0,01 dB)
Wymiary (W/S/G): 11,7/30,2/27,8 cm (wersja metalowa), 14,5/32,6/28,3 cm (wersja drewniana)
Masa: 5,3 kg (wersja metalowa), 6,9 kg (wersja drewniana)
Cena: 2499 zł (wersja metalowa), 2999 zł (wersja drewniana)

Konfiguracja

Audiovector QR5, Equilibrium Nano, Pylon Audio Ruby Monitor, Marantz HD-DAC1, Auralic Vega G1, Hegel H20, Unison Research Triode 25, Sennheiser HD 600, Cambridge Audio CP2, Clearaudio Concept, Cardas Clear Reflection, Albedo Geo, Equilibrium Pure Ultimate, Enerr One 6S DCB, Enerr Tablette 6S, Enerr Transcenda Ultra, Enerr Transcenda Ultimate, Norstone Esse.

Sprzęt do testu dostarczyła firma FNCE. W artykule wykorzystano zdjęcia udostępnione przez firmę Leak.

Równowaga tonalna
RownowagaStartRownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga3RownowagaStop

Dynamika
Poziomy6

Rozdzielczość
Poziomy6

Barwa dźwięku
Barwa5

Szybkość
Poziomy6

Spójność
Poziomy8

Muzykalność
Poziomy8

Szerokość sceny stereo
SzerokoscStereo1

Głębia sceny stereo
GlebiaStereo13

Jakość wykonania
Poziomy6

Funkcjonalność
Poziomy6

Cena
Poziomy8

Nagroda
sl-rekomendacja


Komentarze (5)

  • Ignacy z małej mieściny na Podlasiu

    Dziękuję, fajniutka recenzja! 10/10. Tego nam trzeba - stosunkowo tani i estetyczny sprzęt, który dobrze gra! Ciekawa koncepcja IAG, aby się tyko utrzymała.

    0
  • as

    Paskudna drewniana obudowa, jakby powrót do czasów komuny w Polsce.

    0
  • Michał

    To jest po prostu Quad Vena w innej obudowie.

    0
  • Piotr

    Czy dobrym kierunkiem jest wypróbowanie wzmacniacza wraz z Wharfedale Linton Heritage?

    0
  • Wojtek

    LEAK to nie nowa forma nazewnictwa po reaktywacji. Wcześniej w latach 70., gdy firma mieściła się w Anglii również stosowano 4 duże litery LEAK. Sprzęt wart uwagi i zdecydowanie wzornictwo prędzej przemówi do jego potencjalnych nabywców. Dobrze lub przyzwoicie grających systemów za to nijak wyglądających jest cała masa. To tak jak z kolumnami, jeden woli czarne zwykle a drugi pragnie mieć piękne drewniane forniry itp. Ja kupie z ciekawości i sparuję właśnie z Lintonami obecnie mam Quada Arterę Stereo i nie spodziewam się żeby LEAK zagrał lepiej, ale... Dlaczego nie spróbować?

    0

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Zobacz także

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Nie muszę grać rzeczy, których nie chcę - Marcin Olak

Nie muszę grać rzeczy, których nie chcę - Marcin Olak

Marcin Olak to jeden z bardziej interesujących gitarzystów rodzimej sceny jazzowej. Kompozytor, muzyk improwizujący i nauczyciel. Gra na gitarach akustycznych i elektrycznych, traktując je w oryginalny sposób. Gitara w jazzie, jakakolwiek by nie była, zazwyczaj funkcjonuje jako instrument linearny. Muzycy grający na tym instrumencie zwykle posługują się kostką, a zatem...

Audio Video Show 2020

Audio Video Show 2020

Każdego roku o tej porze polscy audiofile obchodzą swoje święto - wydarzenie, którego miłośnik grającej aparatury zwyczajnie nie może przeoczyć. Jestem przyzwyczajony, że zwykle o tej wystawie rozmawia się już od września. W październiku przygotowania rozkręcają się na całego. Do końca miesiąca trzeba mieć opracowany plan zwiedzania - kompletną rozpiskę...

Karol Zieleźnik - Hi-Fi Studio

Karol Zieleźnik - Hi-Fi Studio

Bohaterami naszych wywiadów są najczęściej muzycy lub konstruktorzy sprzętu audio - zestawów głośnikowych, wzmacniaczy, gramofonów, a nawet słuchawek. Z dystrybutorami i dealerami rozmawiamy znacznie rzadziej, jednak z punktu widzenia klienta - melomana chcącego kupić swój pierwszy zestaw hi-fi lub ulepszyć ten, który cieszy ich od wielu lat - są to...

David Nauber - Classé

David Nauber - Classé

Nikogo nie powinno dziwić, że najbardziej rozpoznawalne marki w świecie sprzętu audio są zwykle tymi, które mogą wyznaczać trendy i koncentrować na sobie uwagę audiofilskiego środowiska, a czasami szokować oryginalnymi pomysłami lub produktami lepszymi i droższymi niż wszystko, co widzieliśmy wcześniej. Istnieje jednak jeszcze jedna grupa firm, które robią to...

Sunny Chang - Soundgil

Sunny Chang - Soundgil

Soundgil to jedna z firm, które skupiają się na jednej, jedynej rzeczy, ale robią ją wyjątkowo dobrze. W tym przypadku mówimy o kompaktowych zestawach głośnikowych będących w istocie miniaturowymi odpowiednikami hi-endowego systemu stereo. Jak na maleńkie, aktywne kolumienki, są projektowane i budowane w całkowicie bezkompromisowy sposób. Ich konstruktorzy chcieli skopiować...

Nowe testy

Poprzedni Następny
Auralic Vega G2.1

Auralic Vega G2.1

Jeszcze niedawno w katalogu Auralica można było znaleźć zarówno urządzenia z najwyższej półki, jak i te znacznie tańsze. Zabawa zaczynała się od maleńkiego, ale fenomenalnie praktycznego transportu sieciowego Aries Mini,...

Audio Physic Tempo 35

Audio Physic Tempo 35

Audio Physic to jedna z firm, których audiofilom nie trzeba przedstawiać. Jeśli zapytacie jej fanów, który model zasługuje na miano kultowego, z pewnością padnie wiele znajomych nazw, a nawet konkretnych...

Silent Angel N8

Silent Angel N8

Długo zbierałem się do tego testu. Najpierw zastanawiałem się, czy w ogóle powinienem próbować i poruszać ten temat, a kiedy doszedłem do wniosku, że korona mi z głowy nie spadnie...

Bannery boczne

Komentarze

rafal
Dobrze, że mam niski punkt wejścia jeżeli chodzi o odbiór muzyki i tak HD 700 to moje chyba najlepsze słuchawki z którymi jestem szczęśliwy. Jak chce się ruszyć...
Realista
Już naprawdę nie wiedzą, ile mają wołać za te sprzęty. Prosty wzmacniacz 8000 zł? Kogoś nieźle pogięło.
Jacek
Świetny tekst, gratuluję.
Jacek
@Jarek - Piszesz o braku HDMI, bo chcesz wpiąć TV... A wejście optyczne to co? Przecież grając na konsoli czy oglądając koncert w telewizji masz włączony telewi...
Marcin
@Tomek - Wypróbuj Philips SHP9500. Bardzo spokojne, nie grają ostro tak neutralnie przyjemnie, bas jest, ale znacznie słabszy od HD 560 S. Śmieszna cena do jako...

Płyty

Newsy

Koss The Plug Wireless

Koss The Plug Wireless

Firma Koss niemal do perfekcji opanowała projektowanie i produkcję wytrzymałych i funkcjonalnych słuchawek. Tezę tę potwierdza legendarny już nauszny model...

Tech Corner

Podstawowe własności i parametry wzmacniaczy stereo

Podstawowe własności i parametry wzmacniaczy stereo

Czy to w domowym zaciszu, na koncercie, podczas pracy w studiu czy w samochodzie - wzmacniacz jest jednym z kluczowych elementów każdego systemu stereo. Czym właściwie jest? Najprościej można powiedzieć, że jest to układ elektroniczny, którego zadaniem jest wytworzenie na wyjściu sygnału analogowego będącego wzmocnioną kopią sygnału podanego na wejście....

Nowości ze świata

  • The roots of the Antileon amplifier go back to the very beginnings of concludes the Gryphon company and even beyond. The product that would come to be known as the legendary Gryphon Headamp began as a strictly personal, non-commercial exercise,...

  • The Estelon Forza, which personifies technologies trickled-down from the Extreme (Estelon's ultimate flagship model), was introduced in 2019 and has already received much worldwide recognition and numerous awards. Estelon is now releasing a special Anniversary Edition that is limited in...

  • Urbanista, the Swedish lifestyle audio brand, announces the launch of Urbanista Miami, an active noise canceling wireless over-ear headphone available in four stylish colors. Miami is the latest in the brand's active noise canceling headphone line-up and lives up to...

Prezentacje

Muzyka dla pokoleń - Bryston

Muzyka dla pokoleń - Bryston

Przeglądając strony internetowe i katalogi firm zajmujących się produkcją audiofilskiego sprzętu, prawie zawsze zaglądam do zakładek opisujących ich historię i filozofię. Dziś podobno już niewielu ludzi zwraca na to uwagę, ale prawdziwi hobbyści na pewno interesują się wszystkim, co wiąże się ze sprzętem hi-fi. Sęk w tym, że nie każda...

Poradniki

Wszystko o akustyce pomieszczenia odsłuchowego

Wszystko o akustyce pomieszczenia odsłuchowego

Który element systemu audio jest najważniejszy? Większość audiofilów z pewnością wskazałoby na zestawy głośnikowe. Inni powiedzą, że pierwszeństwo powinien mieć...

Listy

Galerie

Najpiękniejsze i najciekawsze gramofony świata

Najpiękniejsze i najciekawsze gramofony świata

Większość audiofilów ceni gramofony za wyjątkowe, analogowe brzmienie. Uważają, że muzyka płynąca z winylowych płyt jest cieplejsza, bardziej wielowymiarowa i...

Dyskografie

Wywiady

Nie muszę grać rzeczy, których nie chcę - Marcin Olak

Nie muszę grać rzeczy, których nie chcę - Marcin Olak

Marcin Olak to jeden z bardziej interesujących gitarzystów rodzimej sceny jazzowej. Kompozytor, muzyk improwizujący i nauczyciel. Gra na gitarach akustycznych...

Popularne artykuły

Vintage

Tefifon

Tefifon

Cóż to za przedziwna nazwa? Nie uważacie, że brzmi to co najmniej komicznie? Gdyby ktoś mi powiedział, że istnieje urządzenie...

Słownik

Poprzedni Następny

Bi-wiring

Sposób połączenia zestawów głośnikowych ze wzmacniaczem z użyciem dwóch kompletów kabli zamiast jednego. W niektórych kolumnach producenci stosują podwójne gniazda, które najczęściej fabrycznie połączone są zworkami. Po ich usunięciu, dolne...

Cytaty

ToriAmos.png

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych klikając tutaj.