Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

Sonus Faber Lumina I

Sonus Faber Lumina I

Premiery nowych zestawów głośnikowych manufaktury założonej przez Franco Serblina zawsze budzą wiele emocji, których treść i wydźwięk można zazwyczaj streścić w dwóch zdaniach: "Och, jakie to piękne!" i "Ech, tylko dlaczego mnie na to nie stać?". W obszarach, które decydują o postrzeganiu sprzętu jako produktu skrajnie luksusowego, Sonus Faber rywalizuje chyba tylko z kilkoma innymi firmami, przy czym odnoszę wrażenie, że w Vicenzie wciąż obowiązują trochę inne standardy i zupełnie inne pojmowanie roli, jaką elektronika audio powinna odgrywać w naszym życiu. Tam, gdzie inni projektanci kierują się względami technicznymi, widząc w kolumnach przede wszystkim coś, co zamienia sygnał elektryczny na energię akustyczną, Włosi dostrzegają przede wszystkim obiekt, który znajdzie się w naszym domu, prawdopodobnie nawet w najbardziej wyeksponowanym miejscu, w salonie, gdzie będzie nam towarzyszył każdego dnia. Wiedzą, że będziemy nie tylko wsłuchiwać się w jego brzmienie, ale też na niego patrzeć, dotykać, od czasu do czasu przełączać podłączone do niego kable i przyglądać się najdrobniejszym detalom. A ponieważ sami kochają audiofilskie zabawki i piękne przedmioty, od samego początku budują swoje kolumny z pasją, której nie da się nauczyć, nie da się kupić i absolutnie nie da się powtórzyć. Podczas, gdy inni po raz osiemdziesiąty wykonują pomiary, włoscy projektanci zastanawiają się, w jaki sposób mogliby uczynić swoje zestawy jeszcze piękniejszymi, bardziej ponadczasowymi i łatwiejszymi do ustawienia w typowym pomieszczeniu odsłuchowym. Tam, gdzie inni stosują kompozyty, aluminium i materiały rodem z promów kosmicznych, oni dają nam kolumny zbudowane z drewna, skóry i marmuru Carrara. Używają języka, który rozumie każdy meloman.

HiFiMAN Deva

HiFiMAN Deva

Melomanów można z grubsza podzielić na tych, którzy zdecydowanie preferują odsłuchy w systemie opartym o kolumny i tych, którzy nigdy nie rozstają się ze słuchawkami. Osobiście trzymam stronę tej pierwszej grupy, co nie oznacza, że nie dostrzegam zalet nauszników i w żadnych okolicznościach ich nie używam. Pierwsze audiofilskie słuchawki kupiłem dawno, dawno temu. Padło wtedy na model zamknięty Audio-Technica ATH-W1000X. Później zakupiłem dwie pary słuchawek Sennheisera z myślą o słuchaniu muzyki bezprzewodowo, głównie z telewizora i smartfona. W tym sposób nakreślił się jasny i naturalny podział obowiązków - Audio-Techniki służyły mi do odsłuchów z wykorzystaniem sprzętu z wyższej półki, a Sennheiserów używałem na co dzień, do wszystkiego. Jak to w życiu bywa, od dłuższego czasu chodziła mi po głowie myśl o zmianie, a najlepiej - wejściu w świat słuchawek planarnych. I tu pojawia się problem, bo modele skierowane do audiofilów są z reguły przewodowe, duże, niepraktyczne, najczęściej stosunkowo drogie, a napędzanie ich smartfonem - gdybym miał taką potrzebę - nie wydaje się najlepszym pomysłem. A co by się stało, gdyby takie nauszniki mogły pracować zarówno w trybie przewodowym, jak i bezprzewodowym, a dodatkowo nie kosztowałyby majątku? Niemożliwe - pomyślałem. I wtedy właśnie trafiłem na informację o nowym modelu HiFiMAN-a.

Hegel H20

Hegel H20

Hegel Music Systems to doskonały przykład firmy napędzanej dobrymi pomysłami, dbałością o szczegóły, racjonalnymi decyzjami i stawianiem na pierwszym miejscu tego, co najważniejsze - brzmienia. Norwegowie mogą pochwalić się wieloma ciekawymi rozwiązaniami technicznymi, jednak ani troska o dobór odpowiednich dla każdego modelu komponentów, ani godziny spędzone na projektowaniu płytek drukowanych, ani też pogoń za funkcjonalnością nie odciągnęły ich od tego uniwersalnego celu. Choć osobom uważnie śledzącym rynek sprzętu hi-fi może się to wydać nieprawdopodobne, zespół Hegla tworzy zaledwie siedem osób. Należałoby doliczyć do tego fachowców pracujących u zewnętrznych podwykonawców, ale na tej samej zasadzie do naszej redakcji moglibyśmy dopisać księgową, kurierów dowożących paczki i informatyków obsługujących serwery. Na co dzień w siedzibie firmy w Oslo można spotkać trzech, może czterech ludzi. Mimo to, mówimy o marce, która zgarnęła chyba wszystkie najważniejsze nagrody w tej branży i której działaniom od wielu, wielu lat bacznie przygląda się nawet bardziej utytułowana i doświadczona konkurencja. Co takiego ten Hegel w sobie ma?! Może chodzi o typową dla skandynawskich producentów prostotę? Może to specyficzna mieszanka autorskich technologii, zamiłowania do muzyki i biznesowego wyczucia, dzięki któremu manufaktura założona przez Benta Holtera wypłynęła na szerokie wody wtedy, gdy wszyscy inni chowali się po kątach, obawiając się ekonomicznego kryzysu? Może sekretem jest progresywne podejście norweskich projektantów, którzy w temat plików i przetworników wchodzili już dziesięć lat temu, a dziś streaming i łączenie sprzętu audio z systemami inteligentnego domu są dla nich czymś normalnym? A może, tak po prostu, wszystkie te rzeczy zbiegają się podczas odsłuchu, kiedy stawiamy wybrany model na stoliku, włączamy, odpalamy ulubioną muzykę i...

Ostatnie komentarze

  • Tomek

    Jest to już konstrukcja dość wiekowa, bo sprzed 10 lat (w magazynie SoundStage test w 2011 roku), od 2015 roku w urządzeniach Hegla przeniesiono przycisk na spód - tu jest klasycznie na froncie obudowy, podobnie jak w H300 i poprzednikach. Nie jest to oczywiście żaden zarzut, bo Hegel robi solidne u...
    4
Zobacz inne komentarze

DALI Menuet SE

DALI Menuet SE

Wydawałoby się, że rynek sprzętu audio jest nasycony produktami zbudowanymi z myślą o najróżniejszych zastosowaniach i skierowanymi do odbiorców o dowolnej zasobności portfela. Weźmy na przykład wzmacniacze zintegrowane. Na stronie jednego tylko sklepu można znaleźć ponad dwieście różnych modeli w cenie od 499 do 159999 zł. Kolumny podłogowe? Najtańsze kosztują 929 zł za parę, najdroższe - 911600 zł. Słuchawki - od 299 do 30990 zł. Interkonekty RCA - od 115 do 112000 zł. Czy można zatem założyć, że producenci elektroniki zrobią dla nas wszystko, czego tylko zapragniemy. Nie do końca. Niektóre kategorie urządzeń są jakby zapomniane, a jest to o tyle dziwne, że właśnie taki sprzęt jest dziś bardzo poszukiwany. Powiedzmy, że rozglądamy się za wysokiej klasy monitorami, ale mamy kilka podstawowych wymagań - chcemy, aby grały naprawdę dobrze i wyglądały tak, aby rzeczywiście stały się ozdobą naszego pokoju odsłuchowego, ale jednocześnie nie zgadzamy się, aby były to duże skrzynie, które trzeba będzie ustawić na ciężkich podstawkach. Wówczas moglibyśmy przecież kupić sobie nieduże podłogówki, a zupełnie nie o to chodzi. Nie mamy takiej potrzeby, bo omawiane pomieszczenie ma w porywach dwadzieścia, może dwadzieścia kilka metrów kwadratowych. Szukamy więc monitorów audiofilskich, ale małych i wykonanych jak hi-endowe zestawy wolnostojące. Odrzucamy kolumny aktywne i lifestyle'owe głośniki sieciowe, bo mamy fajny wzmacniacz i nie chcemy się z nim rozstawać. I co? Wcale nie jest tak różowo. Są Amphiony Helium 410, Gato Audio FM-8, Opery Prima, Harbethy P3ESR, Piegi Premium 301, Spendory Classic 4/5, Diapasony Karis III i kilka innych konstrukcji, które wyglądają ciekawie, a przy odrobinie szczęścia powinny pracować prawidłowo nawet na biurku lub dużej komodzie, jednak niektóre z takich "pudełek po butach" mają swoje ograniczenia i bez wspomagania w postaci aktywnego subwoofera mogą rozczarować. Może trzeba zwiększyć budżet? Niestety, niewiele to da. Większość monitorów powyżej tego poziomu cenowego to już duże skrzynie, których raczej nie ustawimy tam, gdzie nam się podoba. Wygląda na to, że nikt nie jest zainteresowany produkcją pięknych, audiofilskich, dobrze brzmiących mini-monitorów, które nie byłyby dziwactwem w stylu vintage'owych głośników pozbawionych basu lub przepakowanymi w ładniejsze obudowy surroundami. Na szczęście są jeszcze Duńczycy.

Denon Home 250

Denon Home 250

Audiofile interesujący się głównie zestawami głośnikowymi, wzmacniaczami, odtwarzaczami płyt kompaktowych i gramofonami twierdzą, że postęp techniczny jest w tej materii praktycznie niezauważalny. Jeżeli jednak zejdziemy na ziemię i przyjrzymy się urządzeniom skonstruowanym z myślą o masowym odbiorcy, sprawa wygląda zupełnie inaczej. W tym obszarze rynku audio dzieje się tak dużo, że trzeba nieustannie przyglądać się nowym rozwiązaniom i aktualizować swoją wiedzę, aby nie wypaść z obiegu. Aplikacje, kodeki, pliki hi-res, streaming, ulepszone systemy aktywnej redukcji szumów, multiroom, nowe serwisy muzyczne, obsługa asystentów głosowych - może nie każdego jednego klienta interesuje każda jedna z tych rzeczy, ale to właśnie w sprzęcie dla przeciętnego słuchacza najszybciej zobaczymy rozwiązania, którymi audiofile zainteresują się znacznie później. Choć brzmi to paradoksalnie, w kwestii nowoczesnych rozwiązań od dłuższego czasu to właśnie droższe komponenty hi-fi muszą nadążać za budżetowymi amplitunerami, soundbarami i głośnikami sieciowymi. Dla miłośnika gramofonów i wzmacniaczy lampowych jest to taki sprzętowy śmietnik. Wszechobecny plastik, zbyt daleko posunięta cyfryzacja i paskudny triumf funkcjonalności nad jakością dźwięku. Sprzęt dla ludzi, którym wydaje się, że potrzebują więcej gniazd, więcej mocy i więcej zabawek, a w rzeczywistości nie wykorzystują nawet połowy z nich. O ile z amplitunerów akceptuję tylko te stereofoniczne, a soundbary traktuję jako zło konieczne, tak z głośnikami sieciowymi wdałem się w dłuższy romans. Co więcej, znam wielu hi-endowców, którzy również się w nich zakochali, traktując je najczęściej jako uzupełnienie pełnowymiarowego systemu lub praktyczną alternatywę dla skomplikowanego, kosztownego, czasami wręcz przytłaczającego systemu stereo. Włączamy głośnik do prądu, łączymy się z aplikacją i słuchamy. Bez dźwigania wzmacniaczy i rozplątywania dwudziestu kabli. Ot tak, jakby była to najprostsza rzecz na świecie. Później kupujemy drugi głośnik i tworzymy parę stereo, albo dokładamy jeszcze kilka i nagłaśniamy cały dom, tworząc różne strefy i zarządzając systemem z poziomu smartfona. Powrót do wzmacniacza, który trzeba obsługiwać pilotem przypomina przesiadkę z elektrycznego auta do dorożki.

NuPrime ST-10 + ST-10M

NuPrime ST-10 + ST-10M

Niektórzy miłośnicy sprzętu audio przywiązują ogromną wagę do konkretnych rozwiązań technicznych, kierując się zazwyczaj nie tylko własnymi doświadczeniami, ale też stereotypami, które funkcjonują w tym środowisku od dawna. Z jednej strony to dość naturalne, bowiem przyporządkowanie pewnych cech brzmieniowych do rodzaju lampy, klasy pracy wzmacniacza bądź materiału, z jakiego wykonana jest membrana głośnika pomaga nam poruszać się w tym skomplikowanym świecie. Gdyby nie to, nie bylibyśmy w stanie wyłonić urządzeń, których dźwięk prawdopodobnie przypadnie nam do gustu. Każdy jeden model byłby zagadką. Aby czegokolwiek się dowiedzieć, każdego jednego musielibyśmy posłuchać. Niestety, owe przewidywania nie zawsze się sprawdzają. Życie audiofila bywa niezwykle podchwytliwe, więc zdarza się i tak, że wzmacniacz tranzystorowy gra cieplej niż lampowy, miedziane kable brzmią jaśniej niż srebrne, a metalowy głośnik daje przyjemniejsze wokale niż papierowy. Jak? Dlaczego? Cóż, zazwyczaj w takich przypadkach diabeł tkwi w szczegółach. W końcu wzmacniacz to nie tylko tranzystory i lampy, ale także dziesiątki innych komponentów, kable to nie tylko przewodniki, ale też średnice, geometria splotu, dielektryk, ekranowanie, wtyki, rozmaite techniki produkcji i masa innych rzeczy, a głośnik to nie tylko membrana, ale także cewka, układ magnetyczny, zawieszenie i dziesiątki czynników, które decydują o współpracy takiej jednostki z obudową i zwrotnicą. Mówiąc o wzmacniaczach pracujących w klasie D, audiofile zazwyczaj się krzywią. Do każdej nowej technologii podchodzą niechętnie, więc i nikogo to nie dziwi. Być może byłoby inaczej gdyby taki układ wymagał użycia dwukrotnie większej liczby komponentów elektronicznych i z założenia kosztował więcej niż jego tradycyjny odpowiednik. Rozwiązanie to polega jednak na drastycznym zwiększeniu efektywności końcówki mocy, w związku z czym potrzebujemy mniej części, które można zmieścić w zdecydowanie mniejszej obudowie. Co więcej, choć parametry takiego wzmacniacza robią wrażenie, charakteryzuje się on znacznie mniejszym zapotrzebowaniem na energię elektryczną, więc w trakcie eksploatacji płacimy mniej, a jelonki w lesie kłaniają się przed nami i liżą nas po rękach za cały ten trud, jaki wkładamy w ratowanie planety. Kusząca perspektywa. Tylko czy taki wzmacniacz może grać tak dobrze, jak klasyczny, porządny piec pracujący w klasie A lub AB? Niektórzy twierdzą, że nie. Ja również miałem i wciąż mam w tej kwestii mieszane uczucia. A może nie poznałem tego diabła wystarczająco dobrze?

AudioSolutions Figaro B

AudioSolutions Figaro B

Z produktami marki AudioSolutions spotkaliśmy się do tej pory czterokrotnie - podczas testów podstawkowych zestawów Euphony 40, Rhapsody 60 i Guimbarde oraz niedrogich, ale bardzo sympatycznych podłogówek Euphony 50. Było to jednak sześć, siedem lat temu. Szmat czasu, który założyciel i główny konstruktor litewskiej firmy, Gediminas Gaidelis, wykorzystał na rozbudowę fabryki, doskonalenie swoich konstrukcji i ekspansję na nowe rynki. Patrząc na flagową serię Vantage 5th Anniversary, można dojść do wniosku, że manufaktura z Wilna zdążyła przeobrazić się z maleńkiego zakładu w głośnikową potęgę, zdolną dostarczyć wymagającym audiofilom nawet ogromne, skomplikowane i zaawansowane technicznie kolumny. Ważące 140 kg monstra, których nie da się nie zauważyć. Jednym z większych wyzwań dla AudioSolutions było jednak wprowadzenie na rynek czegoś, co mogłoby zastąpić serię Rhapsody. Ta, choć cieszyła się uznaniem klientów, zwyczajnie przestała pasować do droższych, bardziej dizajnerskich produktów. O ile poprzednia seria skierowana była do osób o wyrobionym guście oraz tradycyjnym podejściu do kwestii wzornictwa, o tyle nowa seria miała wstrzelić się w gusta młodszych melomanów, którzy pragnęli mieć dobry sprzęt pasujący do aktualnych trendów w wystroju wnętrz. Tak narodziła się seria Figaro, z której najmniejszym reprezentantem miałem okazję się zapoznać.

Atoll IN200 Signature

Atoll IN200 Signature

Atoll to firma, z której produktami audiofile są już dobrze zaznajomieni. Szczególnie jeśli chodzi o wzmacniacze zintegrowane i dzielone, choć niektórzy chętnie sięgają także po odtwarzacze płyt kompaktowych, streamery lub wzmacniacze słuchawkowe tej marki. Elektronika z Brécey na stałe wpisała się w krajobraz rynku audio. Mimo to, francuska manufaktura pod wieloma względami odstaje od obowiązujących dziś norm. Nie poszła za modą na upraszczanie konstrukcji swoich urządzeń i używanie komponentów coraz gorszej jakości, nie oddała procesu produkcyjnego w ręce jednej z dalekowschodnich fabryk ani nie dołączyła się do cenowego wyścigu, który sprawił, że to, co kiedyś postrzegaliśmy jako hi-end, dziś już hi-endem nie jest. Zupełnie jakby w Normandii czas się zatrzymał, choć przetworniki i odtwarzacze sieciowe Atolla pozwalają sądzić, że francuscy konstruktorzy bez problemu nadążają za rozwojem technicznym i zapotrzebowaniem klientów. Historia głosi, że założyciele firmy - bracia Stefan i Emmanuel Dubreuil - sami stali kiedyś po tej stronie barykady. Obaj szukali sensownego sprzętu grającego, ale zawsze coś im nie pasowało. A to dźwięk był nie taki, a to jakość wykonania budziła ich wątpliwości, a jeśli już oba te warunki były spełnione, cena wydawała im się co najmniej niedorzeczna. Skąd my to znamy, prawda? Zamiast narzekać, Stefan i Emmanuel wzięli sprawy w swoje ręce i w 1997 roku rozpoczęli produkcje urządzeń, które miały być inne. Zaczęli od wzmacniaczy zintegrowanych IN50 i IN80, przedwzmacniacza PR100 oraz końcówek mocy AM50 i AM80. Z wieloma zmianami i ulepszeniami, są one produkowane do dziś. Po serii bardzo pozytywnych recenzji we francuskiej i europejskiej prasie, w 1998 roku wprowadzono na rynek końcówkę mocy AM100, a później pierwsze odtwarzacze płyt kompaktowych - CD50, CD80 i CD100. Poprzeczka miała jednak zostać podniesiona jeszcze kilka razy. Rok później w ofercie Atolla pojawił się pierwszy klocek z serii 200 - przedwzmacniacz PR200. W 2001 roku zamówień z całego świata było już tak dużo, że Francuzi musieli wybudować nowy zakład produkcyjny. Dopiero cztery lata później katalog Atolla wzbogacił się o integrę IN200, końcówkę mocy AM200 i odtwarzacz płyt kompaktowych CD200. Wszystkie zaczęły sprzedawać się tak dobrze, że hałas maszyn pracujących w Brécey został zagłuszony przez huk korków od szampana.

Ostatnie komentarze

  • Grzesiek

    A jednak. Swego czasu kupowałem wzmacniacz i właśnie Atoll, tyle że IN100, był przedmiotem mojego zainteresowania. I jedyną cechą brzmienia, która mi przeszkadzała było akcentowanie średniego-wyższego podzakresu basu. Wzmacniacz przez to odbierałem jako "szybki". Bas był fajnie kontrolowany, ale wła...
    7
Zobacz inne komentarze

Quad Artera Play + Artera Stereo

Quad Artera Play + Artera Stereo

Quad to jedna z niekwestionowanych legend brytyjskiego przemysłu audio i zarazem jedna z niewielu manufaktur, których poczynania odbiły się szerokim echem na całym świecie, a w pewnym momencie mogły nawet zadecydować o popularyzacji rozwiązań uważanych dziś za wybitnie audiofilskie. Chcąc pogłębić swoją wiedzę i przybliżyć historię marki tym, których jej wyroby nigdy szczególnie nie interesowały, wyszukałem mnóstwo artykułów historycznych, recenzji, wywiadów i innych materiałów, jednak cała ta robota tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że skrótowa prezentacja osiągnięć Quada mija się z celem. Jako człowiek interesujący się sprzętem audio i wszystkim, co się z tym tematem wiąże, chyba nie potrafiłbym napisać takiego klasycznego wstępu polegającego na wyliczeniu kilku kluczowych faktów, dat i modeli, które zapisały się w historii firmy złotymi zgłoskami. Przecież to 84 lata rozwoju, projektowania i produkcji aparatury służącej do słuchania muzyki w najlepszym możliwym wydaniu. To trudne początki przerwane bombardowaniami brytyjskiej stolicy. To rewelacyjne przedwzmacniacze i lampowe końcówki mocy które w czasach koronacji królowej Elżbiety II wyznaczały punkt odniesienia, a z pewnymi modyfikacjami są produkowane do dziś. To elektrostatyczne zestawy głośnikowe, przed którymi klękali posiadacze hi-endowych głośników dynamicznych. To nowatorskie rozwiązania techniczne i niezliczone nagrody przyznane zarówno wybitnym produktom, jak i samej firmie oraz jej założycielowi - Peterowi Walkerowi. Żeby nie było, że się poddałem - w historię Quada, która miała być wstępem do niniejszego testu, wgryzałem się kilka dni i zgromadziłem materiały na artykuł, który po wydrukowaniu zająłby pewnie piętnaście albo dwadzieścia stron, a i tak brakowałoby w nim kilku ważnych faktów, interesujących zdjęć, opisów nieprodukowanych już urządzeń oraz ciekawostek na temat zasady działania pełnopasmowych elektrostatów i błyskotliwych patentów wykorzystywanych w latach osiemdziesiątych podczas ich produkcji. Wybierając się w tę podróż i przeskakując przez kolejne fakty, miałem wrażenie jakbym oglądał niezwykle wciągający film dokumentalny na temat dziejów sprzętu audio w ogóle - od wczesnych, prostych wzmacniaczy lampowych aż po skrajnie nowoczesne, eleganckie systemy stereo wykonane z nieprawdopodobną precyzją, oferujące wysoką moc przy zachowaniu rozsądnego zużycia energii, a do tego wyposażone w wejścia cyfrowe, ekrany dotykowe i przetworniki obsługujące pliki DSD. I właśnie z takim zestawem będziemy dziś mieli do czynienia.

Ostatnie komentarze

  • Simek

    "Może nie jest to nic nadzwyczajnego, ale niejedna firma zamontowałaby z tyłu jakieś dziwne gniazda lub chociaż coś w rodzaju portów komunikacyjnych umożliwiających włączenie lub wyłączenie wieży jednym przyciskiem." Czy czasem gniazda trig out w przedwzmacniaczu i we wzmacniaczu nie służą właśnie d...
    2
Zobacz inne komentarze

Ultrasone Edition Eleven

Ultrasone Edition Eleven

Większość producentów słuchawek to potężne firmy funkcjonujące w branży audio od kilkudziesięciu lat lub marki działające pod skrzydłami jednego z wielkich, globalnych koncernów. W ostatnich latach obserwowaliśmy także wysyp nauszników, które wyglądają jakby zostały zaprojektowane przez tych samych ludzi i wykonane w tej samej, dalekowschodniej fabryce, a następnie przyozdobione emblematami firm, które kojarzymy przede wszystkim ze wzmacniaczami lub kolumnami. Mniejszym graczom jest znacznie trudniej. Nawet jeśli uda im się opracować i wyprodukować znakomite, zaawansowane technicznie przetworniki, pozostają jeszcze muszle, poduszki, pałąk z całym mechanizmem regulacji, gniazda, kable, opakowanie, akcesoria i szereg innych drobiazgów, na których można się wyłożyć. Kiedyś drobne błędy jeszcze by przeszły, ale w dzisiejszych czasach wszystkie te elementy muszą być dopieszczone od samego początku, bo klienci przyzwyczaili się do bardzo wysokiego poziomu, a plotki o gniazdach wyłamujących się z nauszników dwa miesiące po upływie gwarancji mogą przekreślić cały plan, choćby nawet brzmienie było warte każdej złotówki. Jeżeli nie wierzycie, że skonstruowanie audiofilskich słuchawek jest niezwykle trudne, zobaczcie ile pieniędzy musiał w ten dział zainwestować Focal. Aby wejść na ten rynek z przytupem, Francuzi wybudowali oddzielne, znakomicie wyposażone laboratorium i linię produkcyjną oraz zatrudnili fachowców znających się na rzeczach, którymi wcześniej manufaktura z Saint-Étienne się nie zajmowała. Mało? W takim razie weźmy założoną w 2017 roku firmę Austrian Audio - spadkobiercę tego, co zostało z AKG. Choć na zdjęciu przed jej siedzibą widzimy mniej więcej czterdzieści osób, w katalogu figurują zaledwie dwa bliźniacze modele słuchawek i dwa mikrofony. Skoro to wszystko, co tak znakomitym specjalistom udało się stworzyć w ciągu trzech lat, sprawa jest jasna - jeśli nie ma się kontaktu z innym, doświadczonym producentem albo milionów dolarów i odrobiny szczęścia, stworzenie słuchawek od zera będzie bardzo, bardzo trudne. Niektórym mniejszym firmom udaje się jednak zaistnieć w świecie hi-endowych nauszników bez stawiania fabryki widocznej z kosmosu lub podpierania się cudzymi rozwiązaniami technicznymi. Jedną z nich jest Ultrasone.

Bannery dolne

Nowe testy

Poprzedni Następny
Denon Home 600

Denon Home 600

Są takie segmenty rynku audio, które przez długi czas wydają się rozwijać tylko pozornie. Pojawiają się nowe modele, zmieniają się aplikacje, dochodzą kolejne usługi streamingowe, producenci uczą się lepiej opakowywać...

Audiomica Laboratory Consequence

Audiomica Laboratory Consequence

Ten moment przychodzi w życiu każdego audiofila. Kiedy pokombinujemy z kolumnami, wzmacniaczami i źródłami, a nasz system zaczyna grać naprawdę dobrze, zadajemy sobie pytanie, czy nie powinniśmy zainteresować się kablami....

Fezz Audio Titania MK2

Fezz Audio Titania MK2

W świecie sprzętu audio nietrudno o historie, które dobrze brzmią na papierze, ale po zderzeniu z rzeczywistością szybko tracą swój urok. Ktoś ma ciekawy pomysł, dobre zaplecze techniczne, wyrazistą wizję,...

Bannery boczne

Komentarze

Krzysztof
Miałem kiedyś jedne z tańszych kabli Audiomiki, głośnikowe Dolomit Reference i interkonekt Rhod Reference. Bardzo miło je wspominam, wspaniale dogadywały się z ...
Waldi
Niestety miałem ten wzmacniacz, mocno wycofane średnie tony (o dość średniej jakości), zmatowiona góra i słaba mikro dynamika. Jedynym silnym punktem jest bas. ...
Anonimowy Gość
Fakt braku Tidal Connect na starcie w moich oczach dyskwalifikuje każdy streamer - ten też.
Hipopotam
Mam ten gramofon jako drugi zapasowy. Po wymianie maty na gumowo-korkową i wkładki na AT160 z nową igłą microline gra świetnie. Oczywiście, przez zewnętrzny prz...
ktoś z branży
Hm, buda z okienkiem... ale masz rozrzut skojarzeń. Tak, Lem miał zdecydowanie rację.

Płyty

Megadeth - Megadeth

Megadeth - Megadeth

Megadeth nie jest zespołem, który trzeba komukolwiek przedstawiać, ale w tym przypadku warto zrobić wyjątek, bo mówimy o płycie mającej...

Newsy

Tech Corner

Prostota, lekkość i najwyższa jakość audiofilskiego streamingu - JPLAY

Prostota, lekkość i najwyższa jakość audiofilskiego streamingu - JPLAY

W dobie streamingu i dostępności cyfrowych plików audio mogłoby się wydawać, że słuchanie muzyki jeszcze nigdy nie było tak proste. W praktyce jednak, szczególnie dla bardziej wymagających użytkowników, to wciąż zaskakująco skomplikowana sprawa, zwłaszcza gdy chcemy połączyć wygodę korzystania ze smartfona z możliwościami bardziej zaawansowanego sprzętu audio. Jeśli chodzi o...

Nowości ze świata

  • Ophidian has introduced the Skye, a new floorstanding loudspeaker that expands the British manufacturer's S-series with a model intended to combine full-range performance, compact domestic proportions, and a more traditional furniture-grade finish. Designed and assembled in the UK, the new...

  • GIK Acoustics is expanding its low-frequency treatment lineup with three new deep Bass Trap Panels aimed at rooms where excess bass energy remains one of the hardest problems to control. The new additions - the Classic Bass Trap Panel '60Hz',...

  • Sivga has introduced the SV021 Pro, a new closed-back headphone that builds on one of the company's better-known dynamic designs while aiming to improve resolution, comfort, and material quality without abandoning the easygoing character that helped the original model find...

Prezentacje

Sukces mierzony głośnikami - Pylon Audio

Sukces mierzony głośnikami - Pylon Audio

Polski sprzęt audio - to hasło przeciętnemu obywatelowi naszego kraju kojarzy się ze wzmacniaczami, kolumnami głośnikowymi i gramofonami sprzed kilku dekad. Większość z nas wyobraża sobie piękne wieże Unitry, Diory czy Radmora, kultowe Altusy lub gramofony takie, jak Daniel, Adam czy Bernard. Jeżeli myślicie, że to wszystko relikty minionego systemu,...

Poradniki

Listy

Galerie

Popularne testy

Dyskografie

Callisto - Ewolucja post metalu

Callisto - Ewolucja post metalu

Skandynawia od lat słynie przede wszystkim z ekstremalnych odmian metalu, głównie z przedrostkiem "black". Jednak raz na jakiś czas trafiają...

Wywiady

Erik Wiederholtz - Perlisten

Erik Wiederholtz - Perlisten

Marka Perlisten wkroczyła na rynek hi-fi w sposób, który zaskoczył wielu - nagle, a jednocześnie z wielkimi ambicjami. Jej debiut...

Popularne artykuły

Vintage

Linn Isobarik

Linn Isobarik

Linn to założona w 1973 roku szkocka firma, która nie raz potrafiła zaskoczyć świat audio interesującymi rozwiązaniami. Jednym z takich...

Cytaty

OscarWilde.png

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych, zapoznając się z naszą polityką prywatności.