Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

Linn 119

Linn 119

Linn to legenda brytyjskiego hi-fi. Firma założona w 1973 roku w Glasgow przez Ivora Tiefenbruna zasłynęła przede wszystkim jako producent znakomitego gramofonu Sondek LP12. W kolejnych dekadach Linn rozwinął się w jednego z najbardziej uznanych producentów wysokiej klasy sprzętu audio, mającego w ofercie zarówno kolejne wersje kultowego gramofonu, jak i nowoczesne streamery muzyczne, wzmacniacze, a nawet aktywne kolumny głośnikowe - i to wszystko projektowane oraz montowane we własnej fabryce w Glasgow. Filozofia firmy od początku opierała się na zasadzie "źródło przede wszystkim" (source first), czyli przekonaniu, że jakość źródła dźwięku w największym stopniu determinuje efekt końcowy. Nic dziwnego, że Linn przez lata specjalizował się głównie w źródłach (jak gramofony i odtwarzacze cyfrowe) oraz elektronice hi-fi (wzmacniacze, systemy all-in-one), natomiast w kategorii kolumn głośnikowych nigdy nie zyskał aż takiej renomy. Czy jednak postrzeganie Linna jako firmy "od gramofonów i elektroniki" jest sprawiedliwe?

W historii szkockiej firmy znajdziemy przecież kilka bardzo interesujących konstrukcji głośnikowych. Zaledwie rok po debiucie LP12 Linn zaprezentował światu swój pierwszy zestaw głośnikowy - model Isobarik DMS - wykorzystujący opatentowaną konfigurację podwójnych wooferów w układzie izobarycznym dla uzyskania wyjątkowo głębokiego basu z relatywnie niewielkiej obudowy. Isobarik okazał się konstrukcją przełomową - doczekał się nawet wersji aktywnej, a idea aktywnej filtracji i zasilania poszczególnych głośników osobnymi wzmacniaczami stała się trwałą częścią filozofii Linna. Pod koniec lat siedemdziesiątych szkocki producent wprowadził mniejsze, dwudrożne monitory Kan Mk1, które nawiązywały do legendarnych LS3/5a i zostały zaprojektowane tak, aby mogły pracować blisko ściany, co zresztą stało się cechą rozpoznawczą wielu kolumn Linna w kolejnych latach. Można więc powiedzieć, że choć to źródła i wzmacniacze rozsławiły tę markę, doświadczenie i osiągnięcia w dziedzinie zestawów głośnikowych również są ważną częścią jej dorobku.

Obecnie Linn pozostaje firmą podążającą własną ścieżką - celującą w segment audiofilskiego hi-endu, przykładającą ogromną wagę do inżynierii i wzornictwa, a także do możliwości rozwoju i modernizacji swoich produktów przez użytkownika. Produkty tej marki nie należą do tanich. W zamian oferują jednak bezkompromisową jakość wykonania i dźwięku, skierowaną do wymagających klientów szukających sprzętu z najwyższej półki (sam model LP12 doczekał się edycji kosztujących tyle co luksusowe samochody). Kolumny głośnikowe Linna również wpisują się w tę filozofię. Co prawda przez ostatnie lata oferta firmy skupiała się na modelach aktywnych, zintegrowanych z elektroniką (systemy serii Exakt), jednak niedawno Szkoci postanowili odświeżyć swoją ofertę klasycznych, pasywnych zestawów głośnikowych. Owocem tych prac jest właśnie bohater niniejszego testu - model 119. To kompaktowa kolumna podstawkowa zaprezentowana we wrześniu 2024 roku, stanowiąca następcę cenionego modelu Majik 109 po niemal szesnastu latach od jego premiery. Nowe oznaczenie liczbowe sygnalizuje zerwanie z dawnym nazewnictwem serii Majik - teraz kolumny Linn mają być po prostu numerowane, podobnie jak flagowe modele 360 i 150.

119 na pierwszy rzut oka wyglądają niepozornie, ale kryją w sobie kilka asów - zaprojektowano je od podstaw z myślą o współpracy zarówno z tradycyjnym wzmacniaczem w trybie pasywnym, jak i z firmowym systemem Exakt w trybie aktywnym. Skorzystano przy tym z technologii opracowanych dla referencyjnych modeli. Zrezygnowano na przykład z osobnego głośnika superwysokotonowego, stosowanego w poprzedniku, na rzecz zupełnie nowego 19,5-mm tweetera, który obsługuje całe najwyższe pasmo. Producent obiecuje przy tym brzmienie "większe niż wskazywałyby na to gabaryty" oraz niespotykaną wszechstronność w budowaniu systemu audio dostosowanego do potrzeb użytkownika. Czy jednak niewielkie monitory od firmy bardziej znanej z elektroniki niż kolumn zdołają faktycznie oczarować melomanów i konkurować z najlepszymi konstrukcjami tej klasy? Pora to sprawdzić.

Linn 119

Wygląd i funkcjonalność

Patrząc na 119, widzimy niewielką, zgrabną konstrukcję podstawkową o klasycznych proporcjach. Obudowa ma nieco ponad 32 cm wysokości, 19 cm szerokości i 24 cm głębokości, co z grubsza odpowiada wymiarom klasycznych monitorów - nie jest to ani format biurkowy, ani wielkie pudło, które rozsądek podpowiada traktować bardziej jak podłogówkę. Kolumny prezentują się elegancko i nowocześnie. Prostopadłościenna obudowa, głośniki zamontowane na wspólnym, czarnym polu w kształcie kropli wody - to naprawdę może się podobać. "Sto dziewiętnastki" dostępne są w czterech wersjach wykończenia. Do wyboru mamy fornir z prawdziwego drewna (orzech lub dąb) i dwa lakiery o satynowej fakturze (czarny i biały). Jakość wykonania i wykończenia jest znakomita. Naturalny fornir ma piękny rysunek, a wersje lakierowane cechują się idealnie gładką powierzchnią. Producent podkreśla, że wszystkie kolumny wytwarzane są we własnej manufakturze w Szkocji, co w dzisiejszych czasach warte jest podkreślenia. Warto też dodać, że obudowy są solidne i dość masywne jak na ten rozmiar - każda kolumna waży 7,15 kg, co sugeruje, że zastosowano tu grube ścianki, porządne głośniki i obfite wytłumienie wewnętrzne.

Charakterystycznym elementem wyglądu modelu 119 jest front - zamiast typowej maskownicy z tkaniny zastosowano tu stały panel ozdobny i zintegrowaną osłonę tweetera. 16-centymetrowy przetwornik nisko-średniotonowy zasadniczo nie jest chroniony przed uszkodzeniami mechanicznymi, ale ma wklęsłą nakładkę przeciwpyłową, więc przypadkowe dotknięcie nie powinno wyrządzić mu krzywdy. Co ciekawe, ozdobny panel nie przykrywa głośnika aż po sam resor. Z zewnątrz doskonale widoczny jest kosz - czarny, metalowy pierścień przytrzymywany sześcioma wkrętami. Z kolei 19,5-mm kopułka wysokotonowa jest chroniona przez finezyjny metalowy grill w kształcie firmowego logo. Detal ten nie tylko przyciąga wzrok, ale też zabezpiecza delikatną membranę. Cały front jest idealnie płaski, a głośniki zamontowano równo z powierzchnią obudowy, co zdaniem producenta ma korzystny wpływ na równomierność promieniowania dźwięku. Rozwiązanie z brakiem tradycyjnej maskownicy również ma być podyktowane względami akustycznymi - dzięki temu fale dźwiękowe nie napotykają na krawędzie ramki czy materiału, co mogłoby powodować dyfrakcje i zafałszowania brzmienia. Muszę przyznać, że jest to ciekawa koncepcja, szczególnie biorąc pod uwagę to, jak mocno konkurenci Linna starają się w tej kwestii, z maskownicami w formie metalowych kratownic (ATC SCM7), ramek dzielonych na mniejsze części (Revival Audio Atalante 5), mocowanych magnetycznie do cofniętego względem reszty obudowy frontu (Spendor Classic 4/5), wymienianych razem z całą płytą przednią (Audio Physic Spark 6), albo wytłoczek z kolorowej gąbki (JBL L52 Classic). Linn natomiast proponuje nam podejście bezkompromisowe - głośników się nie zasłania, bo to psuje dźwięk, a jeśli macie psy, koty, dzieci albo ciekawskich gości, to ich pilnujcie. Odważne, ale z drugiej strony opisywane monitory prezentują się tak dobrze, że naprawdę nie ma się ochoty niczego tu zasłaniać.

Tył obudowy zdradza, że mamy do czynienia z konstrukcją wentylowaną - na środku tylnej ścianki znajduje się okrągły wylot tunelu rezonansowego. Jest to rozwiązanie jak najbardziej klasyczne i muszę przyznać, że pod tym względem jestem trochę zawiedziony, ponieważ po firmie z taką historią, szczycącą się wieloma innowacyjnymi pomysłami, spodziewałem się czegoś oryginalnego, jak chociażby monitory z układem izobarycznym, linią transmisyjną lub bass-refleksem o nietypowym kształcie. A tu? Zwykła, łagodnie wyprofilowana rura. Poniżej umieszczono solidny panel z podwójnymi terminalami głośnikowymi, które są dość płaskie, więc jedyną rozsądną opcją jest użycie wtyków bananowych. Podwójne gniazda dają możliwość bi-wiringu lub bi-ampingu. Co ważne, już w standardowym zestawie Linn dostarcza akcesoria ułatwiające instalację - w pudełku znajdziemy piankowe zatyczki do tuneli bass-refleks. Można je zastosować, jeśli planujemy ustawić kolumny blisko ściany, aby ograniczyć podbicie najniższego basu. Takie rozwiązanie pozwala dopasować charakterystykę niskich tonów do warunków akustycznych pokoju. Alternatywnie, jeśli korzystamy ze wzmacniacza Linn, możemy skorzystać z zaawansowanego systemu korekcji pomieszczenia Space Optimisation, który cyfrowo kompensuje wpływ ustawienia kolumn (o czym za chwilę). Innymi słowy - nawet jeśli nasze warunki lokalowe zmuszają do ustawienia głośników blisko ścian czy w nietypowej konfiguracji, Linn 119 potrafi się do tego "dopasować" za pomocą środków czysto mechanicznych (zatyczki) lub elektronicznych (DSP w systemie Linn).

Warto wspomnieć, że producent zadbał również o dodatkowe akcesoria montażowe. Ciekawy element wyposażenia wita nas już po otwarciu kartonu - jest to narzędzie wyglądające jak klucz do przykręcania kolców, ale w rzeczywistości służy do usunięcia zworek łączących gniazda w pary. Choć zdaniem producenta 119-stki znakomicie sprawdzą się ustawione na solidnej półce czy komodzie, to aby uzyskać optymalne brzmienie i scenę dźwiękową warto rozważyć dedykowane podstawki. Linn oferuje własne standy wykonane z malowanej proszkowo stali, dostępne w kolorze czarnym lub srebrnym, o wysokości około 60 cm - dobranej tak, aby głośniki wysokotonowe znalazły się na poziomie uszu słuchacza przy typowej pozycji siedzącej. Standy te można dociążyć piaskiem dla jeszcze lepszej stabilności, a dodatkowo wyposażone są w regulowane kolce (oraz opcjonalne podkładki Linn Skeet zabezpieczające podłogę), co ułatwia idealne wypoziomowanie i izolację od drgań podłoża. Cena nawet nie zabija - za parę takich podstawek zapłacimy 1399 zł. Dla osób pragnących maksymalnie zaoszczędzić miejsce, Linn przygotował też opcjonalne uchwyty ścienne, pozwalające potraktować 119 jak głośniki instalacyjne. Na tylnym panelu, tuż pod gniazdami, doskonale widać nawet otwory przygotowane do montażu takich uchwytów. To nietypowy dodatek w świecie audiofilskich monitorów, ale doskonale pokazuje, że projektanci Linna chcieli uczynić te kolumny możliwie uniwersalnymi w codziennym użytkowaniu. Sam producent w materiałach podkreśla zresztą, że firma ma "długą historię projektowania kompaktowych kolumn hi-fi o osiągach nieproporcjonalnych do ich rozmiarów" i nowe modele 119 oraz 150 (podłogówki) kontynuują tę tradycję. Wygląda więc na to, że w aspekcie funkcjonalności Linn 119 stara się połączyć dwa światy - z jednej strony ma to być elegancki, audiofilski monitor do salonu, z drugiej - element większego ekosystemu Linn, dający się łatwo rozbudować i dostosować do różnych potrzeb oraz pomieszczeń.

Tu dochodzimy do ciekawostki, która wydaje się nawet lekko tajemnicza. "Głośniki podstawkowe Linn 119 świetnie współpracują ze wzmacniaczami i systemami opartymi o urządzenia różnych marek, ale wykorzystując Linn Selekt DSM Classic Hub i trzy wewnętrzne karty wzmacniaczy Linn, uzyskasz jeszcze wyższą wydajność dzięki zastosowaniu cyfrowej zwrotnicy Exakt." - przeczytamy na stronie dystrybutora. Hmm, czyli opisywane monitory można zamienić w zestawy aktywne? Tak, jednak nie odbywa się to tak, jak u innych producentów - poprzez wyjęcie tylnego panelu z gniazdami i pasywną, analogową zwrotnicą i zastąpieniu go modułem wzmacniacza, z gniazdem zasilającym, wejściami analogowymi (RCA/XLR) i łącznością bezprzewodową. Kiedy przyjrzałem się temu bliżej, doszedłem do wniosku, że Linn trochę na siłę stara się przekonać nas do koncepcji systemowej, ponieważ w gruncie rzeczy operacja ta nie polega na modyfikowaniu kolumn, ale dokupieniu do nich firmowej elektroniki i połączeniu tych elementów w taki sposób, aby skorzystać z systemu Exakt i bi-ampingu. Jeśli dobrze rozumiem, wystarczy zabrać kolumny do dealera, który wykonuje obejście zwrotnicy - wówczas przewody wewnątrz kolumny biegną bezpośrednio od terminali do głośników (od górnej pary gniazd do tweetera, a od dolnej do woofera). Aby było wiadomo, że taka operacja została wykonana, na tabliczce znamionowej z tyłu zostawiono nawet mały kwadracik z napisem "Exact" - jak rozumiem, po wykonaniu bypassu zwrotnicy w tym polu umieszcza się jakiś symbol. Podział pasma, korekcja i wyrównanie czasowo-fazowe odbywają się wówczas w domenie cyfrowej w systemie Exakt.

Czy opisywane monitory można zamienić w zestawy aktywne? Tak, jednak nie odbywa się to tak, jak u innych producentów - poprzez wyjęcie tylnego panelu z gniazdami i pasywną, analogową zwrotnicą i zastąpieniu go modułem wzmacniacza, z gniazdem zasilającym, wejściami analogowymi (RCA/XLR) i łącznością bezprzewodową. Kiedy przyjrzałem się temu bliżej, doszedłem do wniosku, że Linn trochę na siłę stara się przekonać nas do koncepcji systemowej, ponieważ w gruncie rzeczy operacja ta nie polega na modyfikowaniu kolumn, ale dokupieniu do nich firmowej elektroniki i połączeniu tych elementów w taki sposób, aby skorzystać z systemu Exakt i bi-ampingu.

Jak to zrobić w praktyce? Najprostszą ścieżką jest zakup systemu Selekt DSM i wyposażenie go w dwie karty, z których każda zawiera wzmacniacz stereo (to właśnie dwa z trzech slotów opisanych na stronie dystrybutora), co daje cztery kanały napędzające osobno górę i dół w obu kolumnach. Alternatywnie można użyć Exaktboxa pełniącego rolę cyfrowej zwrotnicy oraz zewnętrznych końcówek mocy. Plusem takiego rozwiązania jest to, że operacja jest całkowicie odwracalna. Tylko czy klienci faktycznie będą chcieli to sprawdzać? Pierwszą przeszkodą jest cena urządzenia, które pozwoli nam wykorzystać potencjał technologii Exact. Selekt DSM Classic Hub kosztuje 29 888 zł, jednak wszystkie trzy sloty na karty rozszerzeń są tutaj puste, więc trzeba dokupić co najmniej dwie końcówki mocy. Nie są one wymienione w cenniku na stronie dystrybutora, ale wersja Surround z jedną taką końcówką kosztuje 43 027 zł. Selekt DSM w wersji Edition Hub kosztuje 53 249 zł, a z przetwornikiem cyfrowo-analogowym Organik Stereo - 72 999 zł. Teraz odpowiedzcie sobie na pytanie, czy ktoś będzie skłonny zainwestować aż tyle, aby wykorzystać potencjał monitorów za 13 200 zł, zgodnie z firmową filozofią. Moim zdaniem 119-tki należy traktować raczej jak normalne, pasywne monitory, które będą współpracowały z klasycznym wzmacniaczem lub systemem all-in-one. Jeśli kogoś interesuje korekcja akustyki pomieszczenia, bez problemu znajdzie tańsze "zamienniki" Selekta DSM, takie jak chociażby Lyngdorf TDAI-2210, który właśnie debiutuje na rynku. Moim zdaniem modele 119 i 150 są próbą "wyjścia do ludzi" - produktami, które w świecie Linna są absurdalnie tanie. Oto marka, która przyzwyczaiła nas do cen liczonych w dziesiątkach, a nawet setkach tysięcy złotych, proponuje nam monitory za trzynaście tysięcy z groszami. W pozostałych obszarach katalogu takich okazji nie ma, więc jedynym logicznym partnerem dla takich kolumn jest kilkukrotnie od nich droższy system all-in-one. Logicznie to się nie spina, ale nie o to chodzi. Mnie od początku zależało tylko na tym, aby sprawdzić, czy 119-tki są rasowymi monitorami godnymi zdobiącego je emblematu. Jeśli okaże się, że tak, będzie to oznaczało, że w normalnym systemie stereo, którego sercem jest wzmacniacz Hegla, Yamahy lub NAD-a, można mieć kolumny legendarnej szkockiej marki, oferującej dziś niemal wyłącznie sprzęt hi-endowy, luksusowy, dostępny dla garstki najlepiej sytuowanych melomanów. Tylko czy naprawdę warto?

Linn 119

Brzmienie

Przejdźmy do kwestii kluczowej, czyli brzmienia. Nie dość, że już pierwsze odsłuchy uświadamiają, że obcujemy z kolumnami wysokiej klasy, to jeszcze w stu procentach sprawdza się jedna z najważniejszych deklaracji producenta - pomimo niewielkich rozmiarów te niepozorne monitory potrafią wykreować zaskakująco duży dźwięk - zarówno pod względem skali dynamicznej, jak i swobody budowania sceny dźwiękowej. W średniej wielkości pokoju odsłuchowym można wręcz zapomnieć, że dźwięk emitowany jest przez kompaktowe, dwudrożne paczki. Iluzja obecności znacznie większych kolumn jest wyjątkowo przekonująca. Scena stereo rozpościera się daleko w głąb i na boki, wykraczając poza fizyczne umiejscowienie głośników. Lokalizacja instrumentów jest przy tym zaskakująco precyzyjna. Linny rysują źródła pozorne ostro i stabilnie, niczym monitory studyjne. Co więcej, obraz dźwiękowy ma właściwe wypełnienie - nie pojawia się typowa dla małych kolumn "miniaturyzacja" brzmienia. Gdy na scenę wkracza głos wokalisty lub solowy instrument, ma on naturalną wielkość i odpowiednią masę - nie brzmi jak pomniejszona kopia. Odnoszę wrażenie, że to zasługa zarówno szerokiego pasma przenoszenia (o czym za chwilę), jak i znakomitej spójności - dźwięk ma taki sam charakter na całej szerokości pasma, w związku z czym nie słychać podziału na dwa oddzielne głośniki.

Równowaga tonalna 119-tek nie pozostawia pola do krytyki. Brzmienie można określić jako neutralne, a nawet - po raz kolejny - utrzymane w nieco studyjnej, ale na szczęście przyjemnej estetyce. Linny nie ocieplają ani nie koloryzują dźwięku dla pozornego efektu, lecz prezentują nagrania w sposób maksymalnie wierny. Środek pasma jest czysty, otwarty i przejrzysty, pozbawiony podbarwień czy nosowości. Wokale - czy to aksamitny głos wokalistki jazzowej, czy chropawy śpiew bluesmana - brzmią dosadnie i naturalnie, z bogactwem faktur i emocji zawartych w nagraniu. Do tego dochodzi przejrzystość, która nawet trochę mnie zaskoczyła (choć też nie do końca wiedziałem, czego mogę się spodziewać po nowych kolumnach tej marki, a moje przypuszczenia wynikały jedynie z materiałów użytych do wykonania membran głośników - woofer z powlekanej celulozy i miękka kopułka automatycznie kojarzą mi się z miękkim, spokojnym graniem po cieplejszej stronie mocy). Wszelkie detale i niuanse są podawane jak na dłoni. 119-tki to kolumny bardzo szybkie i precyzyjne, wydobywające z nagrań mnóstwo informacji, ale czyniące to bez przejaskrawienia. Nie usłyszymy tu sztucznie podbitej góry ani wyostrzeń. Wysokie tony są dźwięczne, rozdzielcze i delikatnie matowe w zabarwieniu (w porównaniu do metalowych kopułek, głośników wstęgowych i innych wynalazków, które potrafią pokazać więcej blasku), co przekłada się na długotrwałą przyjemność odsłuchu bez zmęczenia. Blachy perkusyjne, smyczki czy trąbki mają odpowiednią energię, ale nie kłują w uszy nawet przy wysokich poziomach głośności. Linn konsekwentnie unika pułapki efekciarstwa - nie dodaje sztucznej świeżości ani rozjaśnienia, które początkowo mogą robić wrażenie, ale na dłuższą metę męczą. Tutaj góra pasma jest dokładnie taka, jaka być powinna - obecna i detaliczna, lecz zawsze w służbie muzyki, a nie demonstracji sprzętu. Pod tym względem szkockie monitory starają się być maksymalnie obiektywne - jeżeli nagranie jest bogate w szczegóły, na pewno to usłyszymy, ale jeżeli jest zrealizowane słabo, kolumny również tego nie ukryją.

Największym zaskoczeniem dla wielu słuchaczy będzie jednak bas. Patrząc na niewielki głośnik i obudowę o zupełnie normalnych gabarytach, trudno oczekiwać cudów w dole pasma, a jednak 119-tki oferują mięsisty, gęsty, nisko schodzący bas. Kontrabasy, wiolonczele czy gitara basowa odzywają się pełnym, kalorycznym dźwiękiem, z wyraźnym pulsem i bez przesadnego przeciągania wybrzmień. Oczywiście praw fizyki nie da się oszukać - subsonicznych pomruków organów kościelnych czy najniższego pomruku syntezatora te monitory nie oddadzą z taką mocą jak duże kolumny podłogowe czy subwoofer, ale w swoim zakresie robią więcej niż można by przypuszczać. Kontrola basu także nie budzi wątpliwości. Uderzenia stopy perkusyjnej są szybkie i zwarte, linie basowe w utworach elektronicznych nie zlewają się, a różnice między poszczególnymi dźwiękami kontrabasu pozostają czytelne nawet w tych momentach, w których moglibyśmy już obawiać się o "przeciążenie systemu". Co ważne, bas zachowuje rytmiczny charakter - to nie jest leniwe mruczenie, lecz punktualny, zwinny fundament pasma. 119-tki świetnie przekazują timing utworów, niczym dobre brytyjskie monitory na sterydach. Musze przyznać, że pod tym względem szkockie skrzynki znów pozytywnie mnie zaskoczyły. Widząc duże bass-refleksy na tylnej ściance, obawiałem się, że jeśli dosunę monitory do ściany na mniej niż 50-60 cm, otrzymam dźwięk zabarwiony irytującym, jednostajnym buczeniem. W praktyce okazało się, że 30-40 cm w zupełności wystarczy, aby osiągnąć co najmniej zadowalające rezultaty. Przeprowadziłem też "test prawdziwego życia", zatykając tunele wentylacyjne dołączonymi do zestawu gąbkami i dosuwając monitory do ściany na 10-15 cm. Najbardziej w takiej sytuacji ucierpiała przestrzeń, ale pasmo pozostało równe, dźwięk był jak najbardziej prawidłowy, a bas owszem stracił trochę głębi, ale nie dudnił. Wychodzi na to, że dostajemy tu swoiste dwa w jednym - jeśli potraktujemy szkockie monitory z szacunkiem, stawiając je na podstawkach, z zachowaniem rozsądnych odległości od ścian, otrzymamy duży, precyzyjny, pełnopasmowy dźwięk z przekonującymi efektami przestrzennymi, natomiast jeśli naszym priorytetem jest maksymalizacja przestrzeni do życia, zatkamy im bass-refleksy albo nawet powiesimy je na ścianie, nie ukarzą nas ani nie zabiją.

Skoro wyżej wspominałem o przejrzystości i neutralności, niektórzy mogliby zapytać, czy w takim razie 119-tki nie grają zbyt analitycznie czy sucho. Otóż nie - to nie są kolumny studyjne, które podają dźwięk bez emocji. Te jak najbardziej są tutaj obecne, ale są wydobywane z samej muzyki, a nie dodawane od siebie przez głośniki. Opisywane monitory mają rzadką umiejętność łączenia skrajnej dokładności z muzykalnością i żywiołowością brzmienia. Słuchając na nich ulubionych płyt, nie analizujemy dźwięku, tylko dajemy się porwać muzyce. Co więcej, może to być taka muzyka, na jaką akurat mamy w danej chwili ochotę. Linny nie mają jasno określonych preferencji w kwestii repertuaru. Nie są to kolumny, które najlepiej sprawdzają się w muzyce klasycznej, rozrywkowej, ciężkim rocku albo akustycznym jazzie. Przesłuchałem na nich całą masę utworów reprezentujących zupełnie skrajne obszary muzycznego uniwersum, a pod koniec testu nabrałem do nich takiego zaufania, że zacząłem sięgać również po nowe albumy i eksplorować playlisty, których nigdy wcześniej nie odpalałem. Początkowo zastanawiałem się, czy neutralność Linnów nie przerodzi się przypadkiem w nudną poprawność, ale nic podobnego. Wbrew pozorom te kolumny potrafią się zabawić i pokazać naprawdę rockowe zacięcie, pozostając przy tym absolutnie wierne nagraniu. Co ważne, nawet przy takim frywolnym, ekstremalnym, gęstym, wymagającym repertuarze brzmienie nie stawało się chaotyczne. Głośniki zachowywały pełną kontrolę nad membranami i radziły sobie nawet z wybitnie dynamicznymi nagraniami. Przykład? Może to głupie, ale kolega puścił mi ostatnio "When The Summer Dies" duetu deadmau5/Lights i siedzi mi to cholerstwo w głowie. Abstrachując od tego, czy komuś podoba się taka muzyka, czy nie, jest to wymagające, piekielnie skoczne nagranie - prawdziwy test dla dynamiki systemu stereo. 119-tki zdały go śpiewająco. Dopóki nie będziemy próbowali nagłośnić nimi dyskoteki, swobodnie poradzą sobie nawet z tak rozrywkowym materiałem, zachowując klasę i ani przez chwilę nie dając się wytrącić z równowagi.

Nie trzeba od razu dysponować monoblokami o mocy kilowata, ale warto zapewnić szkockim monitorom solidny zapas energii - dobre 50-100 W na kanał przy 8 Ω to rozsądny punkt wyjścia, by w pełni kontrolować woofery i wykorzystać możliwości dynamiczne kolumn.

Na koniec kilka słów o doborze sprzętu towarzyszącego, bo to również element brzmienia systemu. Linn 119 mają skuteczność 86 dB, a ich impedancja nominalna to 4 Ω, co sugeruje, że lubią wydajne prądowo wzmacniacze. Znajduje to potwierdzenie w praktyce. Nie trzeba od razu dysponować monoblokami o mocy kilowata, ale warto zapewnić im solidny zapas energii - dobre 50-100 W na kanał przy 8 Ω to rozsądny punkt wyjścia, by w pełni kontrolować woofery i wykorzystać możliwości dynamiczne kolumn. W naszym teście przez większość czasu towarzyszył im 200-watowy Hegel H20. Unison Research Triode 25 też dawał radę, ale gdybym miał wybierać, zdecydowanie postawiłbym na Hegla. Gościnnie podczas testu wystąpił też wspomniany wcześniej Lyngdorf TDAI-2210 i to również był strzał w dziesiątkę. Wychodzi na to, że najlepiej jest łączyć szkockie kolumny ze stosunkowo mocnym sprzętem o neutralnym charakterze, potrafiącym doskonale kontrolować dźwięk, a przy tym nie mającym wyraźnych preferencji w kwestii repertuaru - wtedy odwdzięczą się brzmieniem, które w tym przedziale cenowym na pewno zasługuje na miano bardzo dobrego, a może nawet wybitnego (szczególnie pod względem uniwersalności, przejrzystości i stereofonii). Ze słabszymi wzmacniaczami również zagrają poprawnie, ale można mieć wrażenie pewnego niedosytu w zakresie kontroli basu czy odwzorowania mikrodetali.

A co zrobić, jeśli komuś mało? Cóż, zawsze jest jeszcze pewien zapas, pole do popisu w formie możliwości dostosowania głośników do pracy w systemie aktywnym, z wykorzystaniem technologii Exact i korekcji akustyki pomieszczenia Space Optimisation. Nie miałem okazji przekonać się, jakie są efekty, ale ufam, że manufaktura ciesząca się taką renomą wie, co robi (i za co każe sobie słono płacić). Osobiście uważam, że łączenie tych monitorów z systemem all-in-one za czterdzieści czy pięćdziesiąt tysięcy złotych to lekka przesada, a do szczęścia wystarczy elektronika za połowę lub jedną trzecią tej kwoty, jednak jeśli ktoś ma taką fantazję albo traktuje 119-tki tylko jako etap przejściowy na drodze do zakupu prawdziwie hi-endowych kolumn w przyszłości, jest to ciekawy kierunek. Nawet jeśli nie zamierzamy skorzystać z tej opcji i stawiać kolejnych kroków na firmowej "ścieżce kariery", miło wiedzieć, że te "budżetowe" monitory to nie jakaś wydmuszka - masówka z doklejonym znaczkiem, która ma tyle wspólnego z Linnem, co ruski samogon ze szkocką single malt whisky z destylarni Glenfiddich. Dostały wszystko, co rasowe zestawy głośnikowe tej marki mieć powinny, wliczając w to opcję rozbudowy i integracji z elektroniką z najwyższej półki. A że przejście na ten poziom jest finansowym wyzwaniem? Może właśnie o to chodziło. Linn za stosunkowo niewielkie pieniądze daje nam próbkę swoich możliwości, a to może podziałać jak zaproszenie. Audiofile, dla których sprzęt tej marki był do tej pory nieosiągalnym marzeniem, teraz mogą go kupić. Jeśli tak się stanie, 119-tki prawdopodobnie będą u nich pracowały długo. Może na tyle długo, że na koncie uzbiera się większa sumka. Nie będzie ich kusiło, żeby sprawdzić, co jeszcze szkocka manufaktura ma do zaoferowania? Nie mam szklanej kuli, ale wydaje mi się to mało prawdopodobne.

Linn 119

Linn 119

Budowa i parametry

Linn 119 to klasyczny dwudrożny monitor w obudowie bass-refleks, z portem wentylacyjnym na tylnej ściance. Konstrukcja jest więc pozornie dość konwencjonalna, ale kryje w sobie sporo ciekawych rozwiązań technicznych. Głośniki zastosowane w tym modelu są autorskimi jednostkami Linna, opracowanymi w oparciu o doświadczenia zebrane przy projekcie flagowego modelu 360. Wysokotonowy to miękka kopułka o nietypowej średnicy 19,55 mm, wykonana z lekkiego materiału o nazwie Sonomex, czyli tkaniny na bazie Nomexu, składającej się w 100% z włókien aramidowych. Tweeter został wyposażony w duży magnes ferrytowy oraz wypełnienie z ferrofluidu w szczelinie cewki. Taka konstrukcja zapewnia zdaniem producenta wyjątkowo szerokie pasmo przenoszenia. Dlatego właśnie w modelu 119 zrezygnowano z dodatkowego supertweetera, który był obecny w poprzedniku (Majik 109 posiadał układ 2K Array, czyli zespół dwóch jednostek wysokotonowych - 19-mm supertweetera i 30-mm głośnika średniowysokotonowego). Nowa kopułka pokrywa pasmo aż do ponad 20 kHz, a jednocześnie, jak informuje producent, charakteryzuje się świetnym rozpraszaniem i niskimi zniekształceniami. Chroni ją osłona z firmowym logo, która pełni funkcję estetyczną i praktyczną (nie wpływa negatywnie na dźwięk). Głośnik nisko-średniotonowy ma membranę o średnicy 160 mm, wykonaną z papieru wzmocnionego tworzywem o nazwie Nextel - elastycznej, odpornej na działanie chemikaliów i płomieni tkaniny z tlenku glinu, boru i krzemionki. Mamy tu więc połączenie tradycji i nowoczesności. Papier, wciąż ceniony za naturalne brzmienie, został usztywniony i wytłumiony nowoczesną powłoką, by zachować lekkość a jednocześnie eliminować rezonanse własne. Membrana zawieszona jest na gumowym resorze o dość dużym skoku, co sugeruje zdolność do dużych wychyleń. Dzięki temu woofer może pompować sporo powietrza, co przekłada się na solidny bas z małej obudowy. Układ napędowy tworzą duży magnes ferrytowy i wentylowana cewka zapewniają wydajność i odporność mocową. Cały przetwornik ma konstrukcję nastawioną na długą, liniową pracę, bez kompresji przy większych poziomach głośności.

Zwrotnica w Linn 119 jest pasywna (w wersji standardowej kolumn) i została zaprojektowana w filozofii minimalizmu - zastosowano w niej filtry niskiego rzędu (6 lub 12 dB na oktawę), co z akustycznego punktu widzenia ma zalety w postaci minimalnej ingerencji w fazę sygnału oraz mniejszych przesunięć czasowych między głośnikami. Oczywiście takie rozwiązanie wymaga perfekcyjnie dobranych głośników, które naturalnie "dogadują się" ze sobą w punkcie podziału pasma - i najwyraźniej tutaj tak jest, bo spójność brzmienia kolumn jest wzorowa. W zwrotnicy użyto wysokiej klasy komponentów, takich jak cewki powietrzne czy kondensatory foliowe. Producent chwali się, że każdy element dobrano pod kątem transparentności. Warto zaznaczyć, że obudowy, i tak wykonane z grubego MDF-u, otrzymały dodatkowe wzmocnienia wewnętrzne. Objętość wynosi około 9 litrów, a strojenie bass-refleksu ustalono tak, by spadek pasma zaczynał się łagodnie poniżej 50 Hz - stąd w typowym pokoju realnie otrzymujemy użyteczny bas nawet lekko poniżej tej granicy. To świetny wynik jak na tak małą kolumnę. Rekomendowana moc wzmacniacza nie została explicite podana, ale biorąc pod uwagę impedancję 4 Ω i skuteczność na poziomie 86 dB, sensowne wydaje się przedział 50-150 W na kanał.

Najciekawszym "parametrem", a właściwie cechą konstrukcyjną, jest przystosowanie do pracy aktywnej. Jak to działa? Otóż Linn od lat rozwija swój ekosystem Exakt - to rozwiązanie polegające na przeniesieniu zwrotnic głośnikowych w domenę cyfrową (DSP) i rozdzieleniu sygnału na poszczególne pasma jeszcze przed wzmocnieniem. W klasycznym systemie aktywnym potrzebne były analogowe zwrotnice aktywne lub specjalne karty montowane w dedykowanych wzmacniaczach (Linn nazywał je kiedyś Aktiv Cards). W nowym wydaniu wystarczy posiadanie urządzenia Selekt DSM z odpowiednimi kartami wyjściowymi lub zewnętrznego procesora Exaktbox - to one pełnią rolę cyfrowej zwrotnicy. Kolumny 119 zaprojektowano tak, by konwersja na system aktywny była możliwie prosta. Wewnątrz obudowy zwrotnica pasywna jest modułowa i może zostać łatwo odłączona (Linn zaleca, by zrobił to autoryzowany serwis lub dealer - chodzi o ostrożność i zachowanie gwarancji). Po usunięciu zwrotnicy zaciski głośnikowe stają się bezpośrednimi terminalami woofera i tweetera. Następnie potrzebujemy czterech kanałów wzmacniacza (po dwa na kolumnę) oraz odpowiedniego oprogramowania Exakt. Wystarczą dwie takie karty (bo mamy dwa przetworniki na kanał) i już - nasz Selekt DSM zamienia się w czterokanałowy wzmacniacz z precyzyjną zwrotnicą cyfrową dla 119. Co istotne, Linn zrezygnował ze starych kart aktywnych do swoich końcówek mocy, dlatego też opisywanych monitorów nie da się przerobić na zestawy aktywne w tradycyjny sposób, montując końcówki mocy bezpośrednio w ich obudowach. Jest to zrozumiałe - firma chce promować swój nowy ekosystem Exakt, który zapewnia znacznie większe możliwości (na przykład automatyczne korygowanie charakterystyki każdego przetwornika czy idealne dopasowanie fazowe i czasowe sygnału docierającego do tweetera i woofera). De facto więc przejście na tryb aktywny wymusza korzystanie z elektroniki Linna, ale skoro ktoś decyduje się na ten krok, zapewne i tak jest w kręgu zainteresowań sprzętem tej marki.

Werdykt

Testując Linny 119, trudno nie odnieść wrażenia, że obcujemy z produktem wyjątkowym. Linn udowodnił, że potrafi stworzyć zestaw głośnikowy tak samo dopracowany i wyrafinowany, jak jego słynne gramofony czy streamery. Jeszcze lepsze jest to, że mówimy o monitorach za trzynaście, a nie czterdzieści czy sześćdziesiąt tysięcy złotych (co, mając na uwadze ceny wielu innych komponentów szkockiej manufaktury, nie byłoby niczym niezwykłym). "Sto dziewiętnastki" po kolei zaliczały wszystkie etapy testu, a nam pozostało jedynie ogłosić, że zdały go śpiewająco. Po pierwsze - brzmienie. Neutralne, transparentne, a zarazem żywe i angażujące. Te monitory zdołały połączyć aptekarską dokładność z muzykalnością, dostarczając zarówno prawdziwej radości słuchania, jak i analitycznej satysfakcji z obcowania z dźwiękiem najwyższej próby. Pokazały, że nawet małe dwudrożne kolumny mogą grać z rozmachem i potęgą, "oszukiwać" słuch co do swoich rozmiarów, a przy tym nie gubić najdrobniejszych szczegółów ani emocji utworu. Po drugie - wygląd i jakość wykonania. 119 to przedmiot, który cieszy oko i budzi zaufanie jakością. Każdy detal, od forniru po osłonę tweetera, świadczy o audiofilskim rodowodzie i dbałości Linna o detale. Po trzecie - funkcjonalność. Rzadko które hi-endowe kolumny oferują tyle możliwości adaptacji do potrzeb użytkownika. Opcjonalne standy, uchwyty ścienne, zatyczki do tuneli, a wreszcie możliwość przesiadki na system aktywny - wszystko to sprawia, że łatwiej wkomponować je w dowolne warunki odsłuchowe, nie tracąc wiele z potencjału brzmieniowego. To buduje poczucie, że inwestujemy w sprzęt przyszłościowy, zdolny rosnąć razem z naszymi wymaganiami.

Oczywiście, uczciwość recenzenta nakazuje zapytać, czy Linny 119 mają wady. Cóż, lubię się czepiać, ale naprawdę trudno tu wskazać coś istotnego. Jeśli już, to należałoby wspomnieć o kwestiach raczej oczywistych, takich jak ograniczenia wynikające z fizyki (to wciąż monitor - nie zagra tak potężnym dźwiękiem jak kolumny podłogowe w ogromnym salonie) czy cenie, która jak na tę markę jest zachęcająca, ale w skali bezwzględnej stosunkowo wysoka. Albo nie, inaczej - jest adekwatna do jakości, jaką otrzymujemy, ale to nie oznacza, że 119-tki nie mają konkurencji. Mają, chociażby taką jak Bowers & Wilkins 705 S3, ATC SCM11, Vienna Acoustics Haydn SE Signature, Amphion Argon 3S, Pylon Audio Jasper Monitor, Opera Prima v2, Audiovector R1 Signature czy KEF R3 Meta. Dla audiofila nie jest to jednak żadna nowość, że istnieje więcej niż jeden produkt zasługujący na zakup lub odsłuch.

W tym momencie niczym bumerang wraca jednak temat ekskluzywności kolumn Linna. Nie żebym był fanem czy wręcz ambasadorem szkockiej manufaktury, ale zawsze miałem wrażenie, że pozycjonuje się ona obok znanego nam hi-endu albo ponad nim. Jeszcze do niedawna jej nazwa kojarzyła mi się niemal wyłącznie ze sprzętem w zaporowych cenach - czterdzieści, pięćdziesiąt, osiemdziesiąt tysięcy złotych. I nie chodziło nawet o ceny pojedynczych komponentów, ale o promowaną przez firmę koncepcję systemową. Do klasycznego systemu niemal od razu dochodziły jakieś zwrotnice, klimaxy, catalysty oraz drogie akcesoria i nagle cena zestawu dochodziła do kilkuset tysięcy złotych. Istniały również tańsze modele, ale albo nawet nie chciało im się udawać, że potrafią to samo, co te "prawdziwe", albo owo udawanie wychodziło im średnio. 119 to już sprzęt dla ludzi. Może nie budżetówka, bo do tego poziomu taka marka nie powinna się zniżać, ale bardzo zachęcający i spełniający wymagania, dostarczający zadowolenie na każdej płaszczyźnie. Wreszcie można mieć normalny system, a w nim kolumny Linna! Po to, żeby się chwalić albo zyskać punkty prestiżu? Nie, choć z punktu widzenia audiofila na pewno fajnie jest mieć coś wyjątkowego, oryginalnego, niepowtarzalnego. Ale jeszcze fajniej jest cieszyć się świetnym dźwiękiem i właśnie dlatego 119 są godne naszej rekomendacji.

Linn 119

Dane techniczne

Rodzaj kolumn: podstawkowe, dwudrożne, wentylowane
Pasmo przenoszenia: 50 Hz - 20 kHz
Impedancja: 4 Ω
Skuteczność: 86 dB
Objętość obudowy: 9 l
Wymiary (W/S/G): 32,8/19,1/34,1 cm
Masa: 7,15 kg (sztuka)
Cena: 13200 zł (para)

Sprzęt do testu dostarczyła sieć salonów Top Hi-Fi & Video Design. W artykule wykorzystano zdjęcia udostępnione przez firmę Linn.

Równowaga tonalna
RownowagaStartRownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4RownowagaStop

Dynamika
Poziomy7

Rozdzielczość
Poziomy7

Barwa dźwięku
Barwa4

Szybkość
Poziomy7

Spójność
Poziomy7

Muzykalność
Poziomy6

Szerokość sceny stereo
SzerokoscStereo2

Głębia sceny stereo
GlebiaStereo13

Jakość wykonania
Poziomy8

Funkcjonalność
Poziomy8

Cena
Poziomy6

Nagroda
sl-rekomendacja


Komentarze

  • Brak komentarzy

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Zobacz także

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Od toroidów do wzmacniaczy marzeń - Fezz Audio

Od toroidów do wzmacniaczy marzeń - Fezz Audio

Gdyby ktoś powiedział, że siedziba jednej z najciekawszych i najszybciej rozwijających się firm produkujących wzmacniacze lampowe i podzespoły do sprzętu hi-fi nie mieści się w Monachium, Glasgow czy Tokio, ale w maleńkiej wsi pod Białymstokiem, wielu audiofilów uniosłoby brwi. W końcu to samo serce Podlasia, które w Polsce uważane jest...

Sekrety skandynawskiego designu - od architektury do sprzętu stereo

Sekrety skandynawskiego designu - od architektury do sprzętu stereo

Styl skandynawski to jedno z najbardziej rozpoznawalnych zjawisk we współczesnym wzornictwie. Często bywa opisywany tak, jakby był gotowym schematem - zestawem zasad, które można odtworzyć w dowolnym miejscu na świecie. Wystarczy tylko połączyć jasne drewno, białe ściany, kilka prostych form, odrobinę tekstyliów, rośliny w ceramicznej doniczce i gotowe. W rzeczywistości...

432 kontra 440 Hz - Muzyczny sekret czy teoria spiskowa?

432 kontra 440 Hz - Muzyczny sekret czy teoria spiskowa?

Melomani potrafią godzinami zasłuchiwać się w ulubionych płytach, śledząc najdrobniejsze niuanse ich realizacji i różnice między poszczególnymi wydaniami. Audiofile z obsesyjną dokładnością porównują brzmienie różnych DAC-ów, lamp i przewodów z czystego srebra - wszystko po to, by zbliżyć się do tego, co określają jako "prawdę nagrania" lub "dźwięk jak na...

Erik Wiederholtz - Perlisten

Erik Wiederholtz - Perlisten

Marka Perlisten wkroczyła na rynek hi-fi w sposób, który zaskoczył wielu - nagle, a jednocześnie z wielkimi ambicjami. Jej debiut nie był przypadkowym wejściem w świat audio, lecz przedsięwzięciem realizowanym przez zespół doświadczonych specjalistów - inżynierów i menedżerów, którzy pracowali już przez dekady przy wysoce zaawansowanych projektach w obrębie przetworników,...

Spotify Lossless - ósmy cud świata czy spóźniony pociąg, który nikogo już nie zabierze?

Spotify Lossless - ósmy cud świata czy spóźniony pociąg, który…

Na pewne rzeczy w życiu czeka się tak długo, że człowiek zaczyna wątpić, czy w ogóle dożyje ich spełnienia. Jedni latami wypatrują nowej płyty ulubionego zespołu, inni odliczają dni do kolejnego sezonu ukochanego serialu, a audiofile? Cóż, oni od niemal dekady czekali, aż Spotify wreszcie wprowadzi streaming w bezstratnej jakości....

Bannery dolne

Nowe testy

Poprzedni Następny
Denon Home 600

Denon Home 600

Są takie segmenty rynku audio, które przez długi czas wydają się rozwijać tylko pozornie. Pojawiają się nowe modele, zmieniają się aplikacje, dochodzą kolejne usługi streamingowe, producenci uczą się lepiej opakowywać...

Audiomica Laboratory Consequence

Audiomica Laboratory Consequence

Ten moment przychodzi w życiu każdego audiofila. Kiedy pokombinujemy z kolumnami, wzmacniaczami i źródłami, a nasz system zaczyna grać naprawdę dobrze, zadajemy sobie pytanie, czy nie powinniśmy zainteresować się kablami....

Fezz Audio Titania MK2

Fezz Audio Titania MK2

W świecie sprzętu audio nietrudno o historie, które dobrze brzmią na papierze, ale po zderzeniu z rzeczywistością szybko tracą swój urok. Ktoś ma ciekawy pomysł, dobre zaplecze techniczne, wyrazistą wizję,...

Bannery boczne

Komentarze

Garfield
Interesującą byłaby informacja, za jaką część obrotów firmy odpowiadają transformatory, a za jaką - gotowy sprzęt audio. Rozumiem, że nie ma planów wprowadzenia...
Mat
Ciekaw jestem, czy takie odtwarzacze się obecnie sprzedają, kiedy na rynku jest tyle małych dongli, plus nowe urządzenie i stary Android 13.
Krzysztof
Miałem kiedyś jedne z tańszych kabli Audiomiki, głośnikowe Dolomit Reference i interkonekt Rhod Reference. Bardzo miło je wspominam, wspaniale dogadywały się z ...
Waldi
Niestety miałem ten wzmacniacz, mocno wycofane średnie tony (o dość średniej jakości), zmatowiona góra i słaba mikro dynamika. Jedynym silnym punktem jest bas. ...
Anonimowy Gość
Fakt braku Tidal Connect na starcie w moich oczach dyskwalifikuje każdy streamer - ten też.

Płyty

Megadeth - Megadeth

Megadeth - Megadeth

Megadeth nie jest zespołem, który trzeba komukolwiek przedstawiać, ale w tym przypadku warto zrobić wyjątek, bo mówimy o płycie mającej...

Newsy

Tech Corner

Najpopularniejsze gniazda i wtyczki w sprzęcie audio

Najpopularniejsze gniazda i wtyczki w sprzęcie audio

Wielu audiofilów, a także niektórych ludzi mających niewielkie pojęcie na temat sprzętu stereo, fascynuje temat kabli używanych do łączenia zestawów głośnikowych ze wzmacniaczem, wzmacniacza z odtwarzaczem, a nawet tych odpowiadających za dostarczenie prądu do naszych urządzeń. Zanim jednak zagłębimy się w dywagacje na temat wyższości srebra nad miedzią czy sensu...

Nowości ze świata

  • If someone were to say that the headquarters of one of the most interesting and fastest-growing manufacturers of tube amplifiers and hi-fi components was based not in Munich, Glasgow, or Tokyo, but in a tiny village near Białystok, Poland, many...

  • Grell is preparing a broader international rollout of the OAE2, an open-back headphone developed by Axel Grell and positioned as a research-led alternative to more conventional audiophile designs. What makes the OAE2 interesting is that it does not present itself...

  • Quad has expanded its flagship Platina electronics series with the introduction of the Platina CDT, a dedicated CD transport designed to complete the company's current top-tier component lineup alongside the Platina Integrated amplifier and Platina Stream network player. Positioned as...

Prezentacje

Ponad sto lat szlifowania - Dual

Ponad sto lat szlifowania - Dual

Dual to jedna z marek, do których audiofile, a w szczególności miłośnicy czarnych płyt, odnoszą się z wielkim szacunkiem. Ma to swoje uzasadnienie. Niemiecka manufaktura wydała na świat tyle znakomitych gramofonów, że aż ciężko je policzyć. Dobrze zachowana szlifierka tej marki to sprzęt, który po renowacji można bez kompleksów podłączyć...

Poradniki

Wszystko o phono stage'ach

Wszystko o phono stage'ach

W odróżnieniu od odtwarzaczy płyt kompaktowych, streamerów, tunerów czy magnetofonów, gramofon jest bardzo specyficznym źródłem dźwięku. Mimo wysiłków producentów zmierzających...

Listy

Galerie

Dyskografie

Wywiady

Erik Wiederholtz - Perlisten

Erik Wiederholtz - Perlisten

Marka Perlisten wkroczyła na rynek hi-fi w sposób, który zaskoczył wielu - nagle, a jednocześnie z wielkimi ambicjami. Jej debiut...

Popularne artykuły

Vintage

Sony WM-GX788

Sony WM-GX788

Do tej pory w dziale Vintage jeszcze nie pojawił się tekst mówiący o urządzeniu kończącym pewną erę. Pisaliśmy o pierwszym...

Słownik

Poprzedni Następny

Bi-amping

Rodzaj konfiguracji systemu audio, w której każda z kolumn napędzana jest nie jednym, ale dwoma wzmacniaczami. Aby zastosowanie tego rozwiązania było możliwe, kolumny muszą mieć dwie pary gniazd - dla...

Cytaty

JodiPicoult.png

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych, zapoznając się z naszą polityką prywatności.