Bannery górne wyróżnione

Bannery górne

A+ A A-

Naim Supernait 3

Naim Supernait 3

Jeśli spytacie audiofilów, z czym kojarzy im się sprzęt Naima, prawdopodobnie odpowiedzą, że z minimalistycznymi, czarnymi, trochę garażowymi klockami, które można łączyć ze sobą w dość nietypowy sposób, a także z oryginalnymi rozwiązaniami technicznymi, dziwnymi gniazdami oraz specyficznym podejściem do kwestii okablowania i ustawienia systemu stereo w pokoju odsłuchowym. Wszystko to sprawiło, że fani tej marki przez wiele, wiele lat byli traktowani jak odmieńcy. Nawet nie było sensu zaczynać z nimi rozmowy, bo interesowały ich tylko NAP-y, XPS-y i firmowe stoliki modułowe, dzięki którym razem z nowym zasilaczem można było kupić kolejną półkę, dążąc w ten sposób do ideału, czyli systemu składającego się z co najmniej kilkunastu komponentów. W dalszym ciągu można się w to bawić, jednak w pewnym momencie manufaktura z Salisbury zaczęła się resocjalizować, prostować swoje podejście i otwierać się na świat. Ale tylko w niektórych dziedzinach. Na przykład, postanowiono montować gniazda RCA, lecz obok, a nie zamiast DIN-ów. Wzornictwo uległo tylko niewielkim zmianom. Firma mimo wszystko chciała dbać o swoich wiernych fanów - tych, którzy wspierali ją nawet wtedy, gdy posiadanie jej sprzętu wymagało wielu, wielu poświęceń i odcięcia się od świata. Z drugiej strony można powiedzieć, że miłośnicy Naima w pewnym sensie zawsze mieli łatwiej. Normalny audiofil musi rozważać setki możliwych połączeń. Kręci go prawie wszystko, o czym może poczytać i co wpadnie mu w oko lub ucho. Naimowcy mieli natomiast nakreśloną ścieżkę, którą należało kroczyć. Firma zasugerowała, że trzeba kupić siedmiometrowe kable głośnikowe i poprowadzić je w dziwny sposób? Okej. Kazała ręcznie wyciągać płytę wraz z całym napędem z odtwarzacza? W porządku, przecież to zabawne i całkiem satysfakcjonujące. Do przedwzmacniacza i odtwarzacza proponowano zewnętrzne zasilacze? Dobra, trzeba tylko uzbierać kasę i wiadomo, co robić. Naimowcy nie musieli czytać testów, umawiać się na odsłuchy i szukać synergii w chaosie.

Wprowadzenie gniazd RCA było dopiero początkiem wielkich zmian. Moim zdaniem jednym z najważniejszych wydarzeń w historii brytyjskiej firmy była premiera urządzeń z serii Uniti. Popularność tych klocków przerosła najśmielsze oczekiwania inżynierów z Salisbury. Podczas projektowania drugiej generacji postanowili zaszaleć - podobnie jak przy jednoczęściowych głośnikach Muso i flagowym wzmacniaczu o nazwie Statement. Te trzy projekty wyraźnie różnią się od klasycznych klocków z zielonym podświetleniem. Użytkownik zasadniczo nie ma tu już czego rozbudowywać. Ani Muso, ani Uniti, ani Statement nie muszą pasować do komponentów z serii SI, XS, Classic ani 500. No właśnie, serii... Dwie pierwsze składają się dziś ze źródła i wzmacniacza zintegrowanego. W linii SI owym źródłem jest odtwarzacz płyt kompaktowych, a w serii XS - najtańszy w ofercie Naima strumieniowiec. Pamiętam czasy, gdy z komponentów należących do rodziny XS można było zbudować naprawdę rozbudowany system - z odtwarzaczem płyt kompaktowych, streamerem, przedwzmacniaczem, końcówką mocy i dwoma zasilaczami. To było coś! Dziś to raczej nie ma racji bytu. Wśród audiofilów na pewno znaleźliby się chętni na stopniową budowę takiego zestawu, ale większość klientów dochodzi do dość oczywistego wniosku, że lepiej kupić jedno pudełko o nazwie Uniti Nova. Pierwszy Supernait też był dla Naima dużym krokiem. Było to wejście w świat, w którym królują superintegry. Wtedy wzmacniacz za 20-30 tysięcy złotych był dla większości audiofilów szczytem marzeń. Niejeden miłośnik hi-endowej aparatury powiedziałby, że jest to już poziom docelowy. Dziś wzmacniacz za dwadzieścia tysięcy... No dobrze, może nie jest to urządzenie, jakie można zobaczyć w każdym domu, ale poszliśmy do przodu i pewne pojęcia się przesunęły. Niektórzy będą się kłócić, że w naszym kraju nadal tego nie widać, że polscy audiofile muszą liczyć każdy grosz, ale niedawno rozmawiałem z kilkoma dystrybutorami i nie pamiętam, kiedy ostatnio byli tak zadowoleni. I nie wynika to tylko i wyłącznie z szalejącej w okresie lockdownu sprzedaży tanich soundbarów i amplitunerów. Tak czy inaczej, taka superintegra jest dzisiaj towarem znacznie bardziej dostępnym i poszukiwanym niż dziesięć czy piętnaście lat temu. A czy Supernait wciąż jest w tej grupie urządzeniem wyjątkowym?

Naim Supernait 3

Wygląd i funkcjonalność

Wprowadzając pierwszą wersję swojej superintegry w 2007 roku, Brytyjczycy chcieli nie tylko ułatwić swoim klientom życie, umieszczając przedwzmacniacz i końcówkę mocy w jednej obudowie. Postanowili stworzyć coś na kształt luksusowego kombajnu, któremu do pełni szczęścia wystarczą porządne kolumny i źródło, takie jak komputer czy stosunkowo niedrogi transport sieciowy. Oryginalny Supernait został więc wyposażony w przetwornik cyfrowo-analogowy. Kierunek dobry, ale szybko okazało się, że technologia obróbki sygnału cyfrowego zmienia się tak szybko, że DAC w luksusowym wzmacniaczu już po kilku latach zaczyna trącić myszką. Do czego to podobne, aby nabywcy budżetowych przetworników iFi Audio mogli cieszyć się możliwością odtwarzania najgęstszych plików octa-super-hiper-DSD, a posiadacze flagowej integry Naima - nie? W 2013 roku, z okazji trzydziestych urodzin firmy, zaprezentowano więc nową linię wzmacniaczy zintegrowanych, w tym Supernaita 2, który został poddany kuracji odchudzającej. Nie dość, że pozbyto się przetwornika, czyniąc piecyk całkowicie analogowym, to jeszcze zrezygnowano z drugiego rzędu przycisków na przednim panelu, a dwa gniazda 3,5 mm (dodatkowe wejście analogowe i wyjście słuchawkowe) zastąpiono pojedynczym, ale dużym (6,3 mm), gniazdem dla nauszników, które zamontowano w jednej linii z przyciskami. Jednocześnie poprawiono wszystko, co we wzmacniaczu jest naprawdę istotne - zwiększono rozmiar transformatora toroidalnego, uwzględniono dodatkowe buforowanie wejść, przykręcono wszystkie tranzystory mocy do jednej szyny przytulonej do podstawy obudowy, a w sekcji przedwzmacniacza wykorzystano kilka patentów z modelu NAC 552, w tym dyskretny stabilizator napięcia i stopień wyjściowy pracujący w klasie A. "Trójka" od "dwójki" na pierwszy rzut oka różni się mniej niż "dwójka" od "jedynki". Z zewnątrz mamy w zasadzie powtórkę z rozrywki. Przód, tył, układ przycisków, pokręteł i gniazd - identyczne. Jedyna istotna różnica w tabeli danych technicznych to masa, która wzrosła z 12,8 do 14 kg. Jeśli chodzi o funkcjonalność, w najnowszym modelu dodano coś, co nie powinno szybko się zestarzeć, a przez część klientów zostanie odebrane z wielkim zadowoleniem. Mowa o przedwzmacniaczu gramofonowym, który wprawdzie współpracuje tylko z wkładkami typu MM (Moving Magnet), ale na pierwszy rzut oka wygląda naprawdę zacnie i podobno cieszy ucho nawet w połączeniu z całkiem wypasionymi szlifierkami.

Jak można się domyślić, zmieniła się również cena. W chwili swojej rynkowej premiery Supernait 2 kosztował 17600 zł, natomiast dziś za Supernaita 3 trzeba zapłacić 19999 zł. To jednak nie tylko phono stage, ale też ponad siedem lat różnicy. Mając na uwadze inflację i brexitowe zawirowania, pewnie trzeba się cieszyć, że nie została przekroczona psychologiczna bariera dwudziestu tysięcy złotych. Poza tym nikt nigdy nie twierdził, że superintegra Naima jest urządzeniem dla każdego. Fakt, kosztuje mniej niż najtańszy zestaw złożony z przedwzmacniacza i końcówki mocy, ale wciąż jest niemal dwukrotnie droższa niż Uniti Atom i trzykrotnie droższa niż Muso 2. Warto przy tym pamiętać, że otrzymujemy tu stuprocentowo analogowy wzmacniacz, do którego wypadałoby dokupić NDX-a 2, gramofon, słuchawki, potem może jakiś zasilacz, no i oczywiście odpowiedniej (wysokiej) klasy zestawy głośnikowe. Z kablami i akcesoriami wartość takiego systemu może gładko przekroczyć pułap stu tysięcy złotych. Odnośnie zasilacza, najtańszym modelem z oferty brytyjskiej manufaktury, który może współpracować z opisywaną integrą, jest HiCap DR (8299 zł), ale niektórzy użytkownicy forum Naima twierdzą, że to dopiero początek zabawy. Na oficjalnych zdjęciach reklamowych Supernait 3 występuje w towarzystwie HiCap-a DR, NDX-a 2, gramofonu Clearaudio Concept i słuchawek Focal Clear. W kwestii kolumn producent niczego nam nie sugeruje, ale w opisie poprzedniego modelu podpowiadał, że najlepszym wyborem będą zestawy Focala z serii Sopra (nie ma w tym nic dziwnego, bowiem obie marki mają jednego właściciela). Może nie jest to jeszcze szczyt ekstrawagancji, ale jeżeli postanowimy złożyć system z klocków kosztujących po dziesięć lub dwadzieścia tysięcy oraz kolumn za trzydzieści dwa (Sopra N°1) lub sześćdziesiąt cztery (Sopra N°2) tysiące złotych, sześciocyfrowa kwota na rachunku wydaje się nieunikniona.

Jak owa inwestycja przekłada się na wrażenia wizualne i organoleptyczne? Nie ulega wątpliwości, że Supernait 3 to kawał porządnego wzmacniacza. Jego obudowa sprawia wrażenie pancernej, niezniszczalnej. Wrażenie solidności wykonania potęguje stosunkowo wysoka masa. Czternaście kilogramów to żaden rekord, a już na pewno nie w tym przedziale cenowym, ale mimo wszystko stawiając ten piecyk na stoliku miałem świadomość, że jest to wysokiej klasy sprzęt. Na szczęście nie zabrakło tu akcentów charakterystycznych dla Naima - tego, którego pamiętam i który wciąż budzi u mnie dziwny rodzaj szacunku. Taki z gatunku "jesteś dziwny, ale bardzo cię za to lubię". Obok złoconych gniazd RCA wciąż mamy DIN-y. Terminale głośnikowe to wciąż paskudne dziurki akceptujące wyłącznie wtyki bananowe, w dotaku lewy i prawy kanał są zamienione miejscami, co jest logiczne tylko dla najbardziej oddanych fanów marki, wykonujących wszystkie jej polecenia bez zastanowienia (Naim długo utrzymywał, że najlepszym miejscem do ustawienia elektroniki wcale nie jest obszar między kolumnami, a nasza "wieża" powinna stać z boku albo nawet z tyłu, za naszym fotelem - wówczas "zamienione" miejscami kable głośnikowe będzie można podłączyć "dobrze", prowadząc je oczywiście dookoła pokoju). Podczas podłączania kabli czujemy, że gniazda ruszają się w dół i w górę, jakby nie były do niczego przymocowane. Wynika to oczywiście z luźnego montażu całych płytek, co ma pomagać w walce z wibracjami. Podczas codziennego użytkowania wzmacniacz zachowuje się, jak na dzisiejsze standardy, trochę chamsko. Na przednim panelu nie znajdziemy przycisku uruchamiającego tryb czuwania, w związku z czym pozostaje nam skorzystać z włącznika umieszczonego przy gnieździe zasilającym. Przy każdym włączeniu i wyłączeniu usłyszymy głośne puknięcie, i to nie z wnętrza Supernaita, ale z kolumn. Producent starał się zwalczyć to nieprzyjemne walenie prądem w głośniki, wymuszając wyciszenie, które wyłącza się dopiero po kilku sekundach. Działa to średnio, w związku z czym musimy być przygotowani na to, że kolumny tak czy inaczej dostaną, jak mawia jeden z moich kolegów, "strzała". Oldschool pełną gębą. Fani Naima powiedzą, że właśnie tak ma być, a inni producenci niepotrzebnie montują w swoich wzmacniaczach jakieś bzdurne zabezpieczenia, które psują dźwięk, ale przyjmijmy, że każdy ma prawo mieć na ten temat własne zdanie. Głośniki Muso i systemy all-in-one z serii Uniti wyglądają i działają jak sprzęt z XXI wieku, a Supernait 3 - przepraszam, jeśli ktoś poczuje się urażony - jest moim zdaniem takim wzmacniaczem, jaki mógłby powstać nawet w latach osiemdziesiątych. Jedynym w miarę nowoczesnym elementem jest tutaj umieszczone na tylnym panelu gniazdo USB opisane jako "Update". Co tutaj można zaktualizować? Oprogramowanie tranzystorów mocy? Sterowniki analogowych potencjometrów? Może zdalne sterowanie? Nie mam pojęcia, ale niech będzie. Dobrze, że nie trzeba łączyć się przez modem.

Nie da się ukryć, że Supernait 3, podobnie jak jego poprzednik, kusi minimalizmem i garażowym sznytem, który na szczęście nie kłóci się z wysoką jakością wykonania. Funkcja przycisków umieszczonych z prawej strony przedniego panelu jest dość oczywista - w ten sposób wybieramy źródło dźwięku i aktywujemy szybkie wyciszenie. Guziczki są bardzo przyjemne - okrągłe, gumowate, po prostu miłe w dotyku. Zawsze je lubiłem. Szkoda, że nie podświetla się napis, tylko sama obwódka. Na zielono świeci się również logo w formie miniaturowego "neonu". Gdzieś za literami tworzącymi nazwę firmy czai się odbiornik podczerwieni, w związku z czym frontu nie szpeci dodatkowe okienko. Po lewej zamontowano natomiast dwa duże pokrętła. Dlaczego dwa? Pierwsze to oczywiście potencjometr, natomiast drugie służy do regulacji balansu. Moim zdaniem jest to mocno dziwne. Żadna z gałek nie ma bowiem ustalonego położenia środkowego. Balans nie blokuje się w pozycji "wyprostowanej". Nie mamy też przycisku, który pozwoliłby ominąć tę regulację. Plus jest taki, że pokrętło reaguje dość nietypowo - od położenia środkowego można wykonać mały ruch w lewo lub w prawo i prawdopodobnie w ogóle tego nie usłyszymy. Tutaj czułość jest minimalna. Chcąc dokonać sporej korekty, musimy już konkretnie przekręcić tę gałkę w którąś stronę. Da się z tym żyć, ale po co nam taka zabawka w tak, wydawałoby się, purystycznym wzmacniaczu? Moim zdaniem chodziło o kontynuację pewnej koncepcji, która jest zakorzeniona w historii Naima. Mało kto pamięta, jak wyglądało kiedyś logo tej marki. Otóż były takie dwa pokrętła, nawiązujące właśnie do takiego układu, jaki widzimy również w opisywanej integrze. Tylko kto dzisiaj używa balansu? Moim zdaniem o wiele fajniej byłoby wykorzystać to miejsce do czegoś innego. Na szczęście drugie pokrętło zachowuje się już zupełnie normalnie. To typowy, analogowy potencjometr. Trochę niestandardowe jest to, że przekręcenie go ma maksa w lewo nie powoduje całkowitego wyciszenia dźwięku. Coś tam sobie zawsze cichutko gra. Aby wyciszyć dźwięk, trzeba skorzystać z przycisku umieszczonego obok 6,3-mm wyjścia słuchawkowego. To akurat fajna sprawa. Dziwnie normalna, bo u Naima gniazdo dla nauszników powinno być umieszczone, nie wiem, chyba na bocznej ściance albo w otwieranej ręcznie szufladzie. Widać, że Brytyjczycy przyłożyli się do tej dziurki, bowiem wyjście słuchawkowe obsługuje osobny wzmacniacz pracujący w klasie A.

Tylna ścianka to już lekka egzotyka. Naim nie mógł zrezygnować z DIN-ów, które uparcie lansował od kiedy pamiętam, ale pod każdym z wejść zamontował gniazda RCA, z czego cztery pierwsze pary od prawej się pokrywają (DIN-y robią to samo, co "cinche"), a dwie ostatnie mają trochę inne opisy. Może nie ma w tym nic dziwnego, bo znalezienie gramofonu lub subwoofera aktywnego z wejściem DIN będzie niezwykle trudne (w niektórych ramionach gramofonowych stosuje się gniazda DIN, jednak są one nieco inne, a w kablach tego typu wtyczki DIN montuje się po stronie gramofonu, a nie wzmacniacza lub phono stage'a). Dość powiedzieć, że rozważania na temat rodzajów DIN-ów stosowanych w sprzęcie Naima i sposobów łączenia klocków tej marki ze sobą (mam tu na myśli przede wszystkim bardziej rozbudowane systemy z zewnętrznymi zasilaczami) to materiał na osobny artykuł. Supernait 3 ma pewne funkcje, które we wzmacniaczu zintegrowanym obowiązkowe nie są, ale do pełni szczęścia potrzebuje źródła. Tu, nauczeni przykładem "jedynki", brytyjscy inżynierowie postawili grubą kreskę. Zwolennicy łatwych rozwiązań mają przecież serię Uniti, a jeżeli ktoś decyduje się na integrę, prawdopodobnie wie, dlaczego i co się z tym wiąże. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że taki osobnik i tak będzie postrzegał jednoczęściowy wzmacniacz jako kompromis, a po zakupie Supernaita 3 zacznie rozglądać się za dzielonkami.

Pierwszy Supernait nie musiał być killerem. Był po prostu konkurencyjny i to wystarczyło. Audiofile uznali, że to niezwykle porządny wzmacniacz. Co więcej, wreszcie nic nie stało na przeszkodzie, aby włączyć go do dowolnego systemu. A kiedy już ktoś go kupił, mógł pomyśleć o kolejnych klockach Naima i w ten sposób firma zyskała wielu nowych fanów. Czy tak samo zadziała "trójka"?

Wydaje mi się, że właśnie taka ma być rola opisywanego modelu. Kiedy zobaczyłem pierwszą wersję naimowskiej superintegry, pomyślałem, że Brytyjczycy postanowili wypuścić na rynek prawdziwego killera, którego zadaniem będzie zmiażdżenie konkurencji - Hegla H200, Electrocompanieta ECI-5, NAD-a M3, Densena B-150, Krella KAV-300i, Gryphona Callisto 2100, McIntosha MA 6300 i paru innych kandydatów do tytułu najlepszego wzmacniacza w cenie do 15000-20000 zł. Do pewnego stopnia na pewno tak było, ale moim zdaniem Supernait miał być także smakowitą przynętą na audiofilów, którzy doskonale wiedzieli, czym jest i co potrafi sprzęt Naima, ale nawet nie brali pod uwagę, że mogliby wejść w ten świat, bo wcześniej wymagało to w zasadzie pozbycia się całej posiadanej elektroniki i porzucenia dotychczasowych przyzwyczajeń na rzecz dziwnych rozwiązań, które tylko ta jedna firma uważa za słuszne. Supernait nie musiał być killerem. Był po prostu konkurencyjny i to wystarczyło. Audiofile uznali, że to niezwykle porządny wzmacniacz. Co więcej, wreszcie nic nie stało na przeszkodzie, aby włączyć go do dowolnego systemu. A kiedy już ktoś go kupił, mógł pomyśleć o kolejnych klockach Naima i w ten sposób firma zyskała wielu nowych fanów. Czy tak samo zadziała "trójka"? Co tu dużo mówić, to bardzo fajny wzmacniacz. Tyle, że ktoś, kto poluje na taką integrę, może wybrać także Atolla IN200 Signature, Yamahę A-S1200, Unisona Unico 90, Luxmana L-505uXII, ATC SIA2-150 albo Pathosa Logos MKII. Gdybym chciał zaoszczędzić sporo kasy, wziąłbym Atolla, a celując w naprawdę wybitny, wyjątkowy piecyk, pewnie wybrałbym Luxmana albo Pathosa. Na tym zresztą nie koniec, bo zwiększając budżet o kilka tysięcy złotych można obrać kurs na nowoczesność i sięgnąć po coś takiego, jak Devialet Expert 140 Pro, Lyngdorf TDAI-3400 albo Hegel H390. I coś mi mówi, że to właśnie takie urządzenia będą najgroźniejszymi rywalami Supernaita 3. Pierwsza wersja naimowskiej superintegry wchodziła na rynek, kiedy dobry, wbudowany DAC to było coś. Dziś konkurencja poszła do przodu, a najnowszy Supernait nie ma już nawet przetwornika. Wypadałoby dokupić do niego NDX-a 2, który kosztuje 27999 zł. Auć! Na tym pozwolę sobie zakończyć te przydługie dywagacje i przechodzę do tego, co najważniejsze.

Naim Supernait 3

Brzmienie

Jeżeli nie mieliście wcześniej doświadczenia ze sprzętem Naima, przed rozpoczęciem odsłuchu należy zadać sobie jedno kluczowe pytanie - czy urządzenie, które postanowiliśmy sprawdzić, było już wcześniej używane i można uznać je za dotarte. Tak - wiem, że elektronika innych producentów również powinna być testowana dopiero po solidnym wygrzaniu, jednak z jakiegoś powodu w przypadku klocków z Salisbury te różnice są większe. Czasami tak drastyczne, że odsłuch świeżego, dopiero co wyjętego z pudełka egzemplarza nie powie nam zupełnie nic o tym, jakie brzmienie moglibyśmy uzyskać po tygodniu lub dwóch tygodniach grania. Nie wiem, czy jest to kwestia specyficznej technologii ich produkcji (Naim ma takiego fioła na punkcie ładunków elektrostatycznych, że technicy montujący sprzęt tej marki są uziemieni za pomocą specjalnych bransoletek), czy może firma skraca sobie czas potrzebny na wysłanie urządzeń w świat, sprawdzając tylko poprawność montażu i parametry, nie poddając gotowych egzemplarzy chociażby krótkiemu wygrzewaniu. Niektórzy producenci jeszcze w fabryce katują sprzęt godzinami, aby mieć pewność, że klient uzyska 90% zakładanego efektu już po dziesięciominutowym odsłuchu w domu. Z Naimem czeka nas znacznie dłuższa przeprawa. I nie mówimy o trudnych do uchwycenia detalach. Zwykle na samym początku brzmienie jest niezwykle nieprzyjemne. Spłaszczone, suche, nijakie, szare, pozbawione dynamiki. Tranzystorowe radyjko. Dopiero po kilku dniach powoli zaczyna się z niego wykluwać to, co powinniśmy usłyszeć. Na szczęście wzmacniacz dostarczony do naszej redakcji był już dotarty. Ominęły mnie dwa tygodnie jazgotu. Podłączyłem kable, zafundowałem Supernaitowi godzinę solidnego łojenia, po czym rozpocząłem oficjalny odsłuch.

Pierwsze wrażenie? Jest moc. I to dosłownie. Naim potrafi przyłożyć. A nawet, co tu owijać w bawełnę, naparza jakby w jego żyłach płynął nie tylko prąd, ale i czysty testosteron. Co za hultaj! Co za brutal! Co za nieokrzesany dzikus! Nie dość, że na dzień dobry potrafi posłać kolumnom głośne puknięcie, jakby chciał dać im zapoznawczego klapsa, to jeszcze potem chwyta głośniki za cewki i robi z nimi co tylko mu się podoba. Nie ma z nim żadnej dyskusji. Można odnieść wrażenie, że gdyby membrany zaczęły się spóźniać albo wyrwać z jego żelaznego uścisku, gotów podnieść się ze stolika, przyjąć ludzką postać, wydać z siebie przeraźliwy ryk, wyrwać kable z gniazd w kolumnach i biczować je nimi dotąd, aż zaczną błagać o litość, same grzecznie wsuną sobie banany w gniazda i zaczną grać jak trzeba. Zresztą spójrzcie tylko na rozbierane zdjęcia - Supernait 3 to nie wzmacniacz, to elektrownia. Zasilacz zajmujący pół obudowy, trafo jak werbel, wszystko podporządkowane jednemu celowi - wyssać z gniazdka jak najwięcej prądu i w jak najprostszy sposób ukształtować go tak, aby przypominał sygnał, który użytkownik poda na wejście. Równie imponujące zasilanie widziałem ostatnio w Atollu IN200, no i w Heglu H20, ale to nie wzmacniacz zintegrowany, tylko końcówka mocy, więc takie porównanie nie jest do końca w porządku. A nie, przepraszam, zapomniałem jeszcze o integrach Luxmana (L-505uXII) i Soul Note'a (A-2). Tak czy inaczej, zapas mocy w superintegrze Naima robi wrażenie.

Zawsze wydawało mi się, że wartości podawane przez producenta są mocno niedoszacowane. Szczególnie jeśli chodzi o najmniejsze integry i system all-in-one Uniti Atom. Otrzymał bardzo adekwatną nazwę. 40 W? Tiaaa... Może na papierze, ale uszy mówią nam coś zupełnie innego. W tabeli danych technicznych Supernaita 3 zobaczymy 80 W na kanał i tak samo można sobie tę moc pomnożyć razy dwa. Słyszałem w życiu 200-watowe wzmacniacze, które nie miały tyle pary i nie potrafiły wysterować kolumn z taką pewnością siebie. Mówimy oczywiście o czysto subiektywnych wrażeniach, ale przecież ostatecznie to dla nich bawimy się w ten cały audiofilizm, prawda? Może na takie odczucia składa się nie tylko zapas mocy, ale także charakter brzmienia? Może dynamiczny, rytmiczny i szybki dźwięk potęguje wrażenie doskonałego panowania nad tym, co wydobywa się z głośników? A może wynika to także z szybko startującego potencjometru (jego charakterystyka pracy jest taka, że z kolumnami o stosunkowo wysokiej skuteczności już na godzinie dziesiątej można narobić w domu niezłego hałasu)? Nie wiem, ale wrażenie jest takie, że w tym kanciastym, czarnym pudełku jest więcej pary niż kiedykolwiek będziemy potrzebować. Na cholerę komu potężne końcówki mocy, na co komu Statement, skoro taki Supernait 3 naparza tak, że po kilku minutach odsłuchu zaczynamy się zastanawiać, kiedy do naszych drzwi zapuka policja? No, dobrze, może troszeczkę przesadzam. Zdarzyło mi się testować większy, mocniejszy i bardziej bezkompromisowy sprzęt, jak na przykład wielki, sześcioelementowy system T+A z serii High Voltage. Trudno porównać to doświadczenie do testowania całkiem normalnego, jak by nie patrzeć, wzmacniacza zintegrowanego za dwadzieścia tysięcy złotych. Nie zmienia to jednak faktu, że w swojej klasie cenowej Supernait 3 ma szansę otrzymać tytuł największego rozrabiaki i najbardziej niepozornego miotacza prądu.

Początkowo sądziłem, że Supernaitowi mimo wszystko bliżej do takiego Atoma (a właściwie Novy) niż wypasionych dzielonek z wyższej półki, jednak z każdą godziną odsłuchu coraz bardziej skłaniałem się ku tej drugiej opcji. Opisywana integra może nie osiąga jeszcze tego poziomu wyrafinowania, ale idzie w dobrym kierunku.

Pewnie myślicie teraz, że bohater naszego testu potrafi grać tylko w jeden sposób, że ma własną wizję dźwięku, którą narzuca nie tylko podłączonym do niego kolumnom, ale także odtwarzanej muzyce. Otóż nie do końca. Supernait 3 jest charakternym piecykiem, ale nie oznacza to, że jego brzmienie jest całkowicie jednowymiarowe. Mnie też to zaskoczyło, ale już po kilku minutach odsłuchu dotarło do mnie, że dzieje się tutaj znacznie więcej, a pod zewnętrzną aurą brutalnego rozpruwacza głośników kryje się urządzenie, które ma więcej wspólnego z topowymi klockami brytyjskiej firmy niż tymi budżetowymi, w których - przynajmniej takie są moje odczucia - uwypuklono charakterystyczne elementy naimowskiego stylu. Kiedy zakończymy próby ognia, kiedy przestaniemy podniecać się dynamiką, energią i właściwym dla sprzętu tej marki wyczuciem rytmu, okaże się, że prawdziwa natura Supernaita 3 jest o wiele bardziej złożona. Spod płaszczyka bestii rozszarpującej najbardziej wytrzymałe membrany wyłania się urządzenie, które wie, co to spójność, delikatność i muzykalność. Matko jedyna, on nawet wie, czym jest barwa! Nie gra tak kwadratowo, płasko, twardo i bezdusznie, jak niektóre klocki z Salisbury zagrać potrafią. Możliwe, że fanklub Naima zaraz wpadnie w szał, ale chyba nawet najwierniejsi miłośnicy tej marki wiedzą, że w jej najtańszych urządzeniach nie dostajemy jeszcze wszystkiego, co prezentują systemy z serii Classic i 500, w związku z czym brytyjscy inżynierowie starają się zachować w ich brzmieniu to, co wyjątkowe, poświęcając to, co może nie jest już tak charakterystyczne, ale też potrzebne.

Do czego to porównać? Hmm... Wielu fanów Metalliki za najlepszy i najciekawszy album tego zespołu uważa "S&M". Nie ma w tym nic dziwnego, bo nie każdy odważyłby się połączyć metalowy zespół z orkiestrą symfoniczną. Niektórzy twierdzą, że wyszła z tego straszna wiocha, ale nie da się ukryć, że plan został zrealizowany, jak na tamte czasy, perfekcyjnie. Wyobraźcie sobie, że tłumaczycie komuś, kto nigdy nie słyszał tej płyty, jak ona brzmi, opowiadacie o dziwnym zderzeniu ostrego, szorstkiego, garażowego brzmienia Metalliki z potęgą i finezją muzyków orkiestry symfonicznej z San Francisco pod kierownictwem Michaela Kamena, a następnie omyłkowo puszczacie mu "Master of Puppets" albo "Reload". Jeden element, jeden składnik szczególnego brzmienia "S&M" będzie słychać bardzo wyraźnie, a gdzie ten drugi? No właśnie. Tak wygląda odsłuch najtańszych urządzeń Naima. Taki Atom na przykład gra rytmicznie i dziarsko, ma wszystkie cechy firmowego stylu, ale każdy wie, że nie jest urządzeniem do końca uniwersalnym. W wyższych modelach wszystko jest bardziej wyważone, a elementy, które pozwalają klockom tej marki wyróżnić się na tle konkurencji, są prezentowane na tle brzmienia, które jest prawidłowo wyważone i obiektywnie dobre - naturalne, dynamiczne, czyste, ale też wystarczająco spójne, nasycone, gładkie i kulturalne. Początkowo sądziłem, że Supernaitowi mimo wszystko bliżej do takiego Atoma (a właściwie Novy) niż wypasionych dzielonek z wyższej półki, jednak z każdą godziną odsłuchu coraz bardziej skłaniałem się ku tej drugiej opcji. Opisywana integra może nie osiąga jeszcze tego poziomu wyrafinowania, ale idzie w dobrym kierunku. To z kolei sprawia, że będzie mogła sprawdzić się w wielu różnych systemach, a nie tylko tych, którym ewidentnie brakuje dynamiki, przejrzystości, kontroli i rockowego pazura. Minusy? Cóż, przed rozpoczęciem odsłuchu spodziewałem się, że przestrzeń Supernaita 3 zrobi na mnie większe wrażenie. Okazało się, że nie jest zła, ale wybitna chyba też nie. Jest po prostu dobra. Nie wiem, może miałem pecha. Może Naim akurat w tej kwestii nie dogadał się z żadnym z dwóch systemów, w jakich go testowałem. A może scena otwiera się dopiero wtedy, gdy zafundujemy Supernaitowi upgrade w postaci zewnętrznego zasilacza? Jeśli komuś wybitnie zależy na stereofonii, powinien wziąć to pod uwagę. Miłośnikom płyt winylowych ten mankament z pewnością wynagrodzi jakość wbudowanego phono stage'a. Do hi-endu jeszcze mu daleko, ale jeżeli podłączymy do Supernaita taki gramofon, jak chociażby wykorzystany w teście Clearaudio Concept, upłynie sporo czasu zanim zaczniemy rozglądać się za zewnętrznym przedwzmacniaczem korekcyjnym. Wyjście słuchawkowe też daje radę.

Naim Supernait 3

Budowa i parametry

Naim Supernait 3 to stereofoniczny wzmacniacz zintegrowany, który - jak sama nazwa wskazuje - jest już trzecią wersją hi-endowej integry brytyjskiej firmy. Jak informuje manufaktura z Salisbury, w stosunku do poprzednika model ten został zmodernizowany nie tylko pod kątem wydajności, ale również poprzez dodanie sekcji przedwzmacniacza gramofonowego dla wkładek MM. Jeśli chodzi o owe "modyfikacje pod kątem wydajności", inżynierowie Naima znaleźli sposób na ponad dwukrotne zwiększenie szybkości pracy wzmacniacza napięciowego, co przekłada się na szybkość reakcji podłączonych do Supernaita kolumn. Tranzystory mocy zostały zoptymalizowane tak, aby nie musiały być ekranowane przez układ kaskadowy. Usunięcie tego elementu ma skutkować poprawą dynamiki, a w szczególności szybkości narastania dźwięku. W materiałach producenta przeczytamy również, że przedwzmacniacz w "trójce" pracuje w czystej klasie A. Moduł ten pełni równocześnie rolę wzmacniacza słuchawkowego. Każde z wejść jest podłączone indywidualnie, aby zminimalizować szumy i zakłócenia, podczas gdy wewnętrzne przełączniki wykorzystują źródła prądu stałego o niskim poziomie szumów. W tej sekcji wykorzystano obwody, które pochodzą bezpośrednio z flagowego przedwzmacniacza NAC 552. Wewnątrz uwagę przykuwa duży transformator toroidalny, współpracujący z baterią kondensatorów filtrujących ukrytą pod szeroką, białą taśmą komunikacyjną. Tuż obok zobaczymy tranzystory mocy Sankena, które przymocowano do podstawy obudowy za pośrednictwem ceramicznego radiatora. Brytyjczycy twierdzą, że pozwoliło to zminimalizować sprzężenie pojemnościowe między tymi elementami. W sekcji przedwzmacniacza zobaczymy dwa zmotoryzowane potencjometry Alpsa z serii Blue Velvet. Producent informuje, że dodatkowe ołowiane elementy z otworami przelotowymi w ścieżce sygnałowej minimalizują negatywne skutki drgań i przejściowych warunków termicznych. Moduł przedwzmacniacza gramofonowego zamontowano na osobnej płytce. Phono stage obejmuje cztery sekcje - stopień wzmocnienia, korekcję pasywną, wzmocnienie końcowe oraz korekcję aktywną. Ma to zapewniać doskonałą wydajność, skuteczniejszą redukcję szumów oraz duży zapas mocy. Preamp korekcyjny zbudowano z wykorzystaniem układów scalonych Burr-Browna. Znajdziemy tu także wysokiej klasy kondensatory foliowe, które pozwoliły na obniżenie szumu tła, co w przypadku phono stage'a ma naprawdę duże znaczenie.

Werdykt

Supernait 3 to kawał porządnego wzmacniacza. Urządzenie, które w dziwnie naturalny sposób potrafi łączyć ze sobą elementy z zupełnie innych światów. To neandertalczyk z dyplomem doktora nauk ekonomicznych. To punkowiec pracujący w korporacji. Strongman w eleganckim garniturze. Lider heavymetalowej kapeli, który wieczorami czyta poezję, szydełkuje, gotuje i słucha chopinowskich nokturnów. Pozostaje tylko pytanie, czy warto dać mu się skusić. Moim zdaniem odpowiedź na to pytanie może być tylko jedna, i dla wielu będzie zaskakująca. Tak, Supernait 3 to świetny, oryginalny piecyk, ale tę decyzję w stu procentach uzależniłbym od tego, czy będziemy chcieli wejść dalej w świat Naima i prędzej czy później dokupić inne komponenty tej marki, czy traktujemy taki zakup jako pojedyncze zdarzenie, nie oglądając się na kontekst i nie przewidując jakiejkolwiek kontynuacji. W drugim przypadku Supernait 3 będzie tylko jedną z wielu propozycji. Owszem - ciekawą, atrakcyjną, godną uwagi, ale nikt nie powiedział, że lepszą niż Luxman L-505uXII, Pathos Logos MKII, Unison Research Unico 90, Ars-Sonum Filarmonia SK, Soul Note A-2 albo Hegel H390. Jeżeli natomiast traktujemy opisywaną superintegrę jako sprzęt, który dziś możemy podłączyć do systemu złożonego z urządzeń innych marek, ale po pewnym czasie wykorzystamy go do budowy pełnej wieży Naima, to taki plan mi się podoba i mogę mu przyklasnąć. Rzadko który producent oferuje swoim klientom możliwość podążania tak ciekawą i podzieloną na tak wiele etapów ścieżką rozwoju. Jeżeli ją rozumiecie i jesteście gotowi wybrać się w tę podróż, z kupna Supernaita będziecie cieszyć się kilka razy. Jeśli nie, sprawdźcie głośniki Muso i systemy all-in-one z serii Uniti.

Naim Supernait 3

Dane techniczne

Wejścia analogowe: 4 x RCA, 4 x DIN
Wyjścia analogowe: 1 x RCA (sub-out), 2 x DIN + upgrade (DIN)
Wejście gramofonowe: 1 x RCA (MM)
Wyjście słuchawkowe: 6,3 mm
Moc wyjściowa: 80 W/8 Ω, 130 W/4 Ω
Pobór mocy: 400 W (max), 37 W (standby)
Wymiary (W/S/G): 8,7/43,2/31,4 cm
Masa: 14 kg
Cena: 19999 zł

Konfiguracja

Audiovector QR5, Equilibrium Nano, Bowers & Wilkins 705 Signature, Marantz HD-DAC1, Auralic Aries G1, Auralic Vega G1, Hegel H20, Unison Research Triode 25, Sennheiser HD 600, Cambridge Audio CP2, Clearaudio Concept, Cardas Clear Reflection, Albedo Geo, Equilibrium Pure Ultimate, Tellurium Q Ultra Blue, Enerr One 6S DCB, Enerr Tablette 6S, Enerr Transcenda Ultra, Enerr Transcenda Ultimate, Norstone Esse.

Sprzęt do testu dostarczyła firma FNCE. W artykule wykorzystano zdjęcia udostępnione przez firmę Naim i wykonane przez redakcję portalu StereoLife.

Równowaga tonalna
RownowagaStartRownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4Rownowaga4RownowagaStop

Dynamika
Poziomy8

Rozdzielczość
Poziomy7

Barwa dźwięku
Barwa4

Szybkość
Poziomy7

Spójność
Poziomy7

Muzykalność
Poziomy7

Szerokość sceny stereo
SzerokoscStereo1

Głębia sceny stereo
GlebiaStereo13

Jakość wykonania
Poziomy7

Funkcjonalność
Poziomy6

Cena
Poziomy6


Komentarze (5)

  • Robert

    Supenait 3 powinien być jeszcze testowany z zasilaczem, sporo na tym zyskuje, poprawia się właśnie przestrzeń, zwiększa wyrafinowanie, Naim chyba celowo ogranicza tak Supenaita w celu zakupu zasilacza.

    0
  • Wojciech

    Dodam, że jednak potencjometr balansu bardzo się przydaje. Kompensuje dość wyraźną nierównomierność potencjometru wzmocnienia, która to występuje w moim i wielu w innych egzemplarzach, jak wynika z wpisów na forum Naima.

    0
  • Robert

    Z tą regulacją głośności to Naim mógłby nad tym popracować. Jest wiele alternatywnych metod i rozwiązań, ciągle od lat ten sam problem i to w dużych pieniądzach.

    0
  • Piotr

    Z tą głośnością to istotnie osobliwe, bo sam Naim stosuje też dobre i skuteczne drabinki rezystorowe np. w udanym NAC-N 172 XS (który 7 lat temu z entuzjazmem recenzował tu p. Tomasz Karasiński), czy UnitiQute. W ogóle to dziwne, że producenci czasem zarzucają udane linie i pomysły, chociaż niewiele trzeba, by je udoskonalić. Niby Atom to do pewnego stopnia następca UnitiQute, ale właśnie chyba znów z potencjometrem zamiast drabinki. Marzyłby mi sie preamp o urodzie i funkcjonalności Atoma, albo ulepszony NAC-N 172 XS...

    0
  • Darem

    Przesiadłem się niedawno na Supernaita 3 z Parasounda A21. Jako źródło najpierw używałem M-DAC+, ale szybko dokupiłem Naim DAC V1 + Chromecast audio czasem CD z Pioneer PD50. Na początku zwraca uwagę ogromna moc dostępna od dołu niczym w silniku diesla. Nawet przy cichym słuchaniu czuć pełne spektrum dźwięku wraz z mocnym basem soczysta średnica i szczegółowa góra pasma. Ja bym ten dźwięk nazwał bardzo intensywnym, nie ostrym czy jasnym ale bazo nasyconym. Co mnie absolutnie powaliło to barwa! Wokale brzmią wspaniale są pełne emocji i na prawdę wciągają. Dźwięk jest jakby doładowany dodatkowa porcja energii która wzbogaci każdy rodzaj muzyki. Jest bardzo szczegółowy i obnaża słabe nagrania. Nie jestem to granie przestrzenią. Scena nie powali was głębokością choć jest dosyć szeroka. Źródła pozorne są bardzo wyraźne i bogate we własną akustykę. Muzyka ma werwę i rytm i naprawdę wciąga. Bas jest atomowy średnica czysta i bogata a góra pasma wyrazista. Całość przekazu bardzo spójna. Co mnie na początku irytowało to bzyczenie transformatora ale udało mi się je wyciszyć do akceptowalnego poziomu. Nie byłem fanem tej marki ale powiem wam szczerze że Supernait 3 zrobił na mnie ogromne wrażenie zwłaszcza barwa i bogactwem detali podanych w rytmie pełnym emocji. Aż chce się słuchać!

    0

Skomentuj

Komentuj jako gość

0

Zobacz także

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Jak ustawić kolumny w pokoju odsłuchowym

Jak ustawić kolumny w pokoju odsłuchowym

Wybór zestawów głośnikowych to zadanie, które wymaga równoczesnego dopasowania do siebie wielu czynników - rozmiaru, rodzaju konstrukcji, wykończenia, parametrów czy ceny. Kiedy uporamy się z tą łamigłówką, pozostaje nam już tylko ostrożnie wyjąć nowy sprzęt z kartonu, podłączyć kable i ustawić kolumny w taki sposób, aby wydobyć z nich jak...

Brytyjskie podejście do oryginalnego brzmienia - Quad

Brytyjskie podejście do oryginalnego brzmienia - Quad

Jak podaje popularna internetowa encyklopedia, Quad, inaczej wszędołaz, to pojazd czterokołowy przeznaczony głównie do sportu i rekreacji. Zwykle jest to coś w rodzaju czterokołowego motocykla, który doskonale nadaje się do jazdy poza drogami utwardzonymi. Ze względu na walory napędowe znajduje zastosowanie w wojsku, ratownictwie górskim i rolnictwie. Dla audiofila ten...

Nie muszę grać rzeczy, których nie chcę - Marcin Olak

Nie muszę grać rzeczy, których nie chcę - Marcin Olak

Marcin Olak to jeden z bardziej interesujących gitarzystów rodzimej sceny jazzowej. Kompozytor, muzyk improwizujący i nauczyciel. Gra na gitarach akustycznych i elektrycznych, traktując je w oryginalny sposób. Gitara w jazzie, jakakolwiek by nie była, zazwyczaj funkcjonuje jako instrument linearny. Muzycy grający na tym instrumencie zwykle posługują się kostką, a zatem...

Audio Video Show 2020

Audio Video Show 2020

Każdego roku o tej porze polscy audiofile obchodzą swoje święto - wydarzenie, którego miłośnik grającej aparatury zwyczajnie nie może przeoczyć. Jestem przyzwyczajony, że zwykle o tej wystawie rozmawia się już od września. W październiku przygotowania rozkręcają się na całego. Do końca miesiąca trzeba mieć opracowany plan zwiedzania - kompletną rozpiskę...

Karol Zieleźnik - Hi-Fi Studio

Karol Zieleźnik - Hi-Fi Studio

Bohaterami naszych wywiadów są najczęściej muzycy lub konstruktorzy sprzętu audio - zestawów głośnikowych, wzmacniaczy, gramofonów, a nawet słuchawek. Z dystrybutorami i dealerami rozmawiamy znacznie rzadziej, jednak z punktu widzenia klienta - melomana chcącego kupić swój pierwszy zestaw hi-fi lub ulepszyć ten, który cieszy ich od wielu lat - są to...

Nowe testy

Poprzedni Następny
Dual CS 418

Dual CS 418

Dual to jedna z marek, do których w audiofilskim środowisku należy odnosić się z szacunkiem. Nie ma innego wyjścia, takie są zasady. Legenda nie wzięła się oczywiście znikąd. Niemiecka manufaktura...

Shure Aonic 50

Shure Aonic 50

Aonic 50 to mój pierwszy kontakt z produktami Shure'a. Sytuacja może niektórym wydawać się o tyle zaskakująca, że Shure Incorporated istnieje od prawie 100 lat. Firma została założona w 1925...

Spendor Classic 4/5

Spendor Classic 4/5

Firma Spendor została założona w 1969 roku w Wielkiej Brytanii, a jej nazwa powstała z połączenia imion dwojga założycieli - Spencera i Dorothy Hughes. W latach sześćdziesiątych Spencer pracował w...

Bannery boczne

Komentarze

stereolife
@Showtek - Nie bardzo wiemy, co tutaj jest jeszcze do tłumaczenia. Powyższy artykuł nie jest recenzją. Nie recenzujemy w nim ani działania poszczególnych rozwią...
Showtek
Witam. Ja mam jedno zapytanie, bo nie bardzo rozumiem pewne stwierdzenia. Artykuł wyjaśnia dosyć fajnie zasady działania konkretne klasy wzmacniaczy ale osobie ...
Pawel
Według specyfikacji ze strony Panasonica posiada RDS.
Piotr
Witam. Mam pytanie. Kupiłem nowy gramofon Audio-Technica SL TP120XUSB. Ustawiłem go zgodnie z instrukcją tak jak powinien być ustawiony. Problem w tym że anti-s...
stereolife
@Marek - W takim razie w pierwszej kolejności należałoby się zastanowić nad naprawą Bowersów. Polski dystrybutor B&W ma bardzo dobry serwis - taki sam probl...

Płyty

Newsy

JBL Live 460 NC i Live 660 NC

JBL Live 460 NC i Live 660 NC

JBL wprowadza na rynek dwa modele słuchawek bezprzewodowych - nauszne Live 460 NC oraz wokółuszne Live 660 NC. Producent twierdzi,...

Tech Corner

Praktyczny przewodnik po klasach pracy wzmacniaczy audio

Praktyczny przewodnik po klasach pracy wzmacniaczy audio

Czym powinien kierować się miłośnik sprzętu audio przy wyborze wzmacniacza? Gdyby na tak postawione pytanie można było udzielić prostej i zwięzłej odpowiedzi, pewnie nikt nie zawracałby sobie głowy testami i odsłuchami. Przyjmijmy jednak, że mamy już pewne rozeznanie w temacie, a z długiej listy dostępnych na rynku modeli chcemy wybrać...

Nowości ze świata

  • For years, globe-trotting musicians including U2, Foo Fighters and Sir Paul McCartney have trusted UK-based Ashdown Engineering to build world-class bass amplifiers for their performances and studio use. Now Ashdown is embarking on its own world tour, bringing its superior...

  • Cambridge Audio has been at the forefront of British audio innovation for over 50 years and Evo represents an evolution in hi-fi - an all-in-one music player that combines timeless design, cutting edge technology, streaming smarts, and incredible audio performance...

  • Bang & Olufsen announced the launch of Beoplay HX, a powerful and authentic sound experience with digital ANC, up to 35 hours of play time and elevated comfort, exemplifying Bang & Olufsen's expertise in sound, design, and craftsmanship. Beoplay HX...

Prezentacje

Japońska szkoła brzmienia - Yamaha

Japońska szkoła brzmienia - Yamaha

Yamaha to jeden z producentów sprzętu hi-fi, którego logo kojarzą niemal wszyscy. Nie tylko ze względu na jego obecność na popularnych amplitunerach, soundbarach, głośnikach bezprzewodowych i systemach mikro, ale także produktach związanych z domową aparaturą audio bardzo luźno albo wcale. Nie ulega jednak wątpliwości, że w wielu kręgach, także wśród...

Poradniki

Listy

Galerie

Najpiękniejsze i najciekawsze gramofony świata

Najpiękniejsze i najciekawsze gramofony świata

Większość audiofilów ceni gramofony za wyjątkowe, analogowe brzmienie. Uważają, że muzyka płynąca z winylowych płyt jest cieplejsza, bardziej wielowymiarowa i...

Dyskografie

Wywiady

Nie muszę grać rzeczy, których nie chcę - Marcin Olak

Nie muszę grać rzeczy, których nie chcę - Marcin Olak

Marcin Olak to jeden z bardziej interesujących gitarzystów rodzimej sceny jazzowej. Kompozytor, muzyk improwizujący i nauczyciel. Gra na gitarach akustycznych...

Popularne artykuły

Vintage

MPMan F10

MPMan F10

Przeglądając nasz dział Vintage czytelnik mógłby odnieść wrażenie, że historia audio jest pisana tylko przez stare gramofony, wzmacniacze i kolumny...

Słownik

Poprzedni Następny

DAB

Digital Audio Broadcasting - system radiofonii cyfrowej opracowany w Europie w celu zastąpienia radia analogowego. Pierwsze transmisje rozpoczęto w 1995 roku, jednak w wielu krajach (w tym w Polsce) system...

Cytaty

AndromedaRomanoLax.png

Strona używa plików cookie zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej na temat danych osobowych klikając tutaj.