DALI Sonik 7
- Kategoria: Kolumny i głośniki
- Tomasz Karasiński

Większość producentów kolumn uwielbia opowiadać, że wszystko zaczęło się od nocnych odsłuchów przy winie, pierwszego koncertu jazzowego albo olśnienia w garażu. DALI od lat gra w zupełnie innej lidze szczerości. Ta firma nie powstała po to, żeby "przekraczać granice niemożliwego" ani spełniać romantyczne wizje konstruktora, który zapragnął zostawić po sobie pomnik. U źródeł Danish Audiophile Loudspeaker Industries leżało coś o wiele bardziej prozaicznego i w gruncie rzeczy bliższego zwykłym ludziom - obserwacja, że klienci jednej ze skandynawskich sieci salonów audio ciągle pytają o kolumny o konkretnych właściwościach, których po prostu nie było w katalogu żadnej istniejącej marki. Chodziło nie tylko o gabaryty, wzornictwo czy charakter brzmienia, ale także - a może przede wszystkim - o cenę. Duńczycy są bowiem na tyle pragmatyczni, że nawet jeśli stać ich na sprzęt z najwyższej półki, zazwyczaj nie widzą sensu wydawania tak dużych pieniędzy na ekscentryczne zachcianki. W odpowiedzi na te realne potrzeby powołano do życia nową firmę, której zadaniem było dostarczać "normalnym" melomanom dokładnie taki sprzęt, jakiego oczekują.
Ta filozofia bardzo dobrze tłumaczy, dlaczego DALI tak poważnie traktuje segment przystępnego hi-fi. Owszem, Duńczycy potrafią zbudować spektakularne, potężne zestawy pokroju Kore czy Epikore, ale trzonem oferty zawsze były klasyczne kolumny podłogowe i podstawkowe, które z jednej strony są rozsądnie wycenione, a z drugiej pozwalają złożyć system pasujący do normalnego mieszkania. Przez wiele lat tę rolę pełniły serie Zensor i Oberon. Szczególnie ta druga dorobiła się statusu swego rodzaju nowoczesnego klasyka - kolumn dla ludzi, którzy chcą zasmakować prawdziwego hi-fi "nie za miliony". Trzeba przyznać, że duńscy konstruktorzy ogarnęli temat po mistrzowsku. Seria Oberon to przykład sprzętu, w którym wszystko się zgadza. Wzornictwo - nowoczesne, proste, typowo skandynawskie, ale z kilkoma ciekawymi smaczkami, takimi jak chociażby maskownice z nietypowego materiału czy szerokie podstawy w modelach podłogowych. Sprzedawcy chętnie polecali te zestawy nie tylko osobom szukającym uniwersalnego, pełnego, lekko ocieplonego brzmienia, ale także tym, którzy nie mieli jeszcze jasno określonych preferencji. Wystarczyło określić rozmiar pokoju odsłuchowego i cyk - wjeżdżały odpowiednie Oberony. Z biegiem czasu seria ta nieco się rozrosła, pojawiły się aktywne Oberony C, ale po ponad siedmiu latach od premiery przyszedł moment, w którym zwykłe odświeżenie frontów i dopisanie "mk2" na naklejce nad gniazdami nie wchodziło już w grę.
Tak narodziła się linia Sonik. W oficjalnych komunikatach padają sformułowania w stylu "największa ewolucja w przystępnym hi-fi od czasu Oberonów". Seria ta ma być czymś więcej niż korektą dotychczasowej oferty. Z nowymi przetwornikami, przeniesioną z wyższych modeli technologią SMC i Clarity Cone, przeprojektowanymi obudowami oraz strojonym od zera systemem portów Soniki jawią się nie jako kolejne, inne, leciutko przeprojektowane Oberony, ale jako ich ulepszona wersja - kolumny pozycjonujące się o oczko wyżej. Kluczowym elementem są tutaj nowe głośniki wysokotonowe z miękką kopułką o średnicy 29 mm, zaprojektowane z myślą o jak najszerszym kącie promieniowania. W modelach Sonik 7 i Sonik 9 po raz pierwszy w tej klasie cenowej pojawia się charakterystyczny dla DALI hybrydowy moduł wysokotonowy, łączący miękką kopułkę ze wstęgowym przetwornikiem wysokotonowym. DALI konsekwentnie trzyma się swojej filozofii szerokiej dyspersji, tak aby kolumny grały dobrze nie tylko wtedy, gdy akustyka pomieszczenia odsłuchowego będzie perfekcyjna, a słuchacz usiądzie w centralnym miejscu na kanapie. Jak przystało na ambitną firmę, duńska manufaktura od razu zaprezentowała aż siedem modeli, od kompaktowych monitorów Sonik 1 po potężne podłogówki Sonik 9, wyposażone w trzy 18-cm głośniki nisko-średniotonowe i hybrydowy tweeter. "Dziewiątki" jako jedyne w tej serii przekraczają magiczną barierę cenową, ponieważ za parę tych potworów zapłacimy 10 398 zł. O wiele bardziej przystępny - zarówno pod względem ceny, jak i gabarytów - jest niższy model Sonik 7. To średniej wielkości podłogówka z dwoma siedmiocalowymi wooferami, hybrydowym modułem wysokotonowym i obudową wentylowaną z tyłu, zaprojektowana z myślą o średnich i większych pokojach.

Wygląd i funkcjonalność
Na zdjęciach Sonik 7 prezentują się jak klasyczne, "grzeczne" podłogówki i w rzeczywistości dokładnie taki jest. To średniej wielkości kolumny, które nie próbują na siłę udawać dzieła sztuki użytkowej. Wysokość niewiele powyżej jednego metra, proporcje obudowy zbliżone do Oberonów, z przodu dwa 18-cm woofery i zespół wysokotonowy złożony z 29-mm miękkiej kopułki i wstęgi, a dokładniej planarnego głośnika magnetostatycznego o wymiarach 17 x 45 mm, z tyłu pojedyncze gniazda i klasyczny bass-refleks - w zasadzie nie ma się do czego przyczepić. Całość sprawia wrażenie bardziej dopracowanej, zwłaszcza z przodu i u podstawy. Boczne ścianki wykonano z płyt MDF obrabianych na maszynach CNC, z wewnętrznymi wzmocnieniami w kluczowych miejscach. Obudowa nie jest przesadnie masywna, ale kiedy spróbujemy ją unieść lub delikatnie postukamy w boki, czuć i słychać, że projektanci zadbali o sztywność i dobre wytłumienie.
Po otwarciu opakowania od razu zwróciłem uwagę na to, że miękkie kopułki zostały zabezpieczone plastikowymi nakładkami. To drobiazg, ale mniej doświadczonym użytkownikom podczas rozpakowywania zdarza się wsadzić palec tam, gdzie nie trzeba i nieszczęście gotowe już na starcie (szczególnie biorąc pod uwagę to, że całe kolumny spoczywają w białych workach z miękkiego materiału, więc nie do końca wiadomo, za co chwytamy). Wrażenie robi również dołączony do kolumn zestaw akcesoriów. Pierwszym i najważniejszym elementem zestawu są metalowe belki, które wkręcamy w podstawę. Takie nóżki mocno wystają na boki, gwarantując kolumnom stabilność. W komplecie dostajemy zarówno klasyczne kolce, jak i gumowe stopki, więc można od razu wybrać wariant odpowiedni do parkietu, paneli czy grubego dywanu. Maskownice są mocowane magnetycznie, co w tej klasie cenowej staje się na szczęście standardem. Po założeniu zakrywają całą przednią ściankę, tworząc jednolity, spokojny front z lekko zaokrąglonymi krawędziami. Grille są oparte na plastikowej kratownicy, co może nie jest idealne z punktu widzenia akustyki, ale za to doskonale chroni przetworniki przed dziećmi czy zwierzakami. W komplecie nie znalazłem natomiast zatyczek do bass-refleksów. Najwyraźniej producent nie uznaje takiej formy "strojenia" swoich kolumn.
Wykończenie to kolejna rzecz, którą DALI mocno podkreśla w materiałach o Sonikach. Do wyboru mamy czarny jesion, biel, orzech i naturalny dąb. Są to okleiny nowej generacji, z realistycznym rysunkiem słojów i matowym lub półmatowym lakierem. W praktyce najbezpieczniejsze okażą się pewnie biel i naturalny dąb, bo w jasnych wnętrzach kolumny praktycznie wtapiają się w otoczenie. Ciemniejsze kolory z kolei bardziej pasują do klasycznych zestawów stereo i wnętrz utrzymanych w stylu retro. Producenci zestawów głośnikowych starają się w tej kwestii nadążyć za aktualnymi trendami wnętrzarskimi i muszę powiedzieć, że wersja orzechowa z brązowym frontem jest w tym kontekście szczególnie interesująca. Rzadko które nowe kolumny - może poza tymi stylizowanymi na monitory z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych - będą wyglądały dobrze zarówno w nowoczesnym, minimalistycznym, jasnym salonie, jak i w domu urządzonym za Gierka, Kani i Jaruzelskiego. Odnoszę wrażenie, że właśnie na tej wersji producent oparł swoje materiały promocyjne i trudno mu się dziwić - czarne i białe kolumny robią dziś prawie wszyscy, a tu dostajemy coś niestandardowego i nie jest to lakier w kolorze butelkowej zieleni, tylko wykończenie o wyjątkowo naturalnym i ponadczasowym charakterze.
Z tyłu dzieje się zdecydowanie mniej, co nie oznacza, że nad kilkoma rozwiązaniami nie warto się pochylić. Po pierwsze, we wszystkich modelach z serii Sonik duńscy konstruktorzy stosują pojedyncze gniazda. Wydawało mi się, że w podłogówkach zdecydują się na podwójne terminale, ale nie - najwyraźniej uznali to za nieuzasadnione komplikowanie życia użytkownikom. Szczerze mówiąc, trudno się z tym nie zgodzić. Posiadaczom znacznie droższych kolumn przychodzą do głowy takie pomysły jak bi-wiring, bi-amping czy chociażby wymiana fabrycznych zworek na krótkie odcinki drogich kabli, ale w zestawach za 6598 zł taki scenariusz wydaje się mało prawdopodobny. Najważniejsze jest to, że gniazda zamontowano bardzo nisko, dzięki czemu łatwo będzie poprowadzić przewody tak, aby nikomu nie zawadzały. Tunel wentylacyjny jest jeden, za to duży. Jego średnica naprawdę robi wrażenie, co pozwala sądzić, że niskie tony otrzymały wspomaganie na samym skraju pasma. Znajduje to potwierdzenie w tabeli danych technicznych. Częstotliwość strojenia tunelu określono w opisywanym modelu na 39 Hz. Niżej "mruczy" tylko bass-refleks w "dziewiątkach" (35 Hz).
Rekomendowany przez producenta dystans od tylnej ściany to 20-100 cm. W praktyce w typowym salonie sensowny punkt wyjścia to trzydzieści, czterdzieści centymetrów, z lekkim skręceniem kolumn do środka. Pozwala to pogodzić rozsądne wsparcie basu z dobrą głębią sceny stereofonicznej, ale optymalne ustawienie zależy od warunków w konkretnym pokoju.Pod względem funkcjonalnym Sonik 7 to po prostu klasyczne, pasywne kolumny podłogowe. Nie ma tu żadnej elektroniki, modułów sieciowych czy trybów aktywnych. Z punktu widzenia użytkownika najważniejsza jest elastyczność ustawienia. Rekomendowany przez producenta dystans od tylnej ściany to 20-100 cm. W praktyce w typowym salonie sensowny punkt wyjścia to trzydzieści, czterdzieści centymetrów, z lekkim skręceniem kolumn do środka. Pozwala to pogodzić rozsądne wsparcie basu z dobrą głębią sceny stereofonicznej, ale optymalne ustawienie zależy od warunków w konkretnym pokoju, a jak wiadomo, nie ma dwóch identycznych pomieszczeń i systemów. Dzięki szerokiej dyspersji hybrydowego tweetera nie ma potrzeby obsesyjnego szukania kąta skręcenia co do stopnia - "siódemki" grają równo i stabilnie również wtedy, gdy siedzimy z boku lub wędrujemy po pokoju, zajęci codziennymi obowiązkami. Podsumowując, DALI oddaje w nasze ręce kolejne kolumny, które nie są ani dziełem sztuki, ani dziwnym wynalazkiem, z którym trzeba obchodzić się jak z jajkiem, tylko sprzętem mającym sprawdzać się w realnych warunkach. Wyglądają i działają zupełnie normalnie. Mają typowe dla kolumn tego typu parametry. Na ich okleinie nie pojawią się rysy, gdy podczas wycierania kurzu użyjemy czegoś innego niż ściereczka do okularów. Nie pracują dobrze tylko wtedy, gdy wysuniemy je na środek pokoju i podłączymy do nich wzmacniacz kosztujący tyle, co nowy samochód. Jednocześnie w warstwie "technicznej" przemycono do tej konstrukcji kilka pomysłów, które mogą zaowocować brzmieniem równie uniwersalnym, ale bardziej ekscytującym niż to, co prezentowały Oberony. Najwyższa pora to sprawdzić.

Brzmienie
Pierwszy odsłuch był niczym spotkanie ze starym, dobrym znajomym. To wciąż ten sam klimat naturalnego, pełnego, lekko ocieplonego dźwięku, który kojarzymy z Oberonami czy starszymi seriami, jednak całość sprawia wrażenie bardziej uporządkowanej, dojrzalszej i lepiej zbalansowanej. Jeśli ktoś słuchał wcześniej Oberonów, może odnieść wrażenie, że Soniki zostały narysowane tą samą, ale zaostrzoną kreską. Dostajemy podobną skalę i swobodę grania, natomiast kontury są wyraźniejsze, tło czystsze, a proporcje między pasmami lepiej ułożone. Tonalnie Soniki 7 ustawiają się w dość nietypowym miejscu - z jednej strony dzięki hybrydowemu tweeterowi ich brzmienie jest delikatnie rozjaśnione, czy jak kto woli - doświetlone, z drugiej zaś w dalszym ciągu, szczególnie w zakresie średnich tonów, mamy tu wyraźny ukłon w stronę przyjaznego ciepła. Nie ma tu ani brytyjskiego przyciemnienia, ani efektownego, "imprezowego" podbicia skrajów pasma. Środek jest fundamentem, wokół którego budowana jest reszta prezentacji. Wokale są czytelne, obecne, wyraźnie osadzone w przestrzeni, ale nie nachalne. Bas schodzi nisko i ma porządną masę, lecz nie dominuje, a góra dostarcza dużo informacji i powietrza, nie atakując uszu nadmiarem ostrości. To ten typ dźwięku, przy którym po kilkunastu minutach przestajemy analizować, czy jest go za dużo, czy za mało, i po prostu zaczynamy słuchać kolejnych utworów.
TEST: Wharfedale Evo 5.2
Choć moim zdaniem to właśnie połączenie ciepła i przejrzystości definiuje brzmienie opisywanych kolumn, stanowiąc ich największy atut, nie zdziwię się tym, którzy wybiorą je ze względu na bas. Teoretycznie nie ma tu nic odkrywczego - ot, dwa spore woofery wspomagane dużym, umieszczonym z tyłu tunelem rezonansowym. Klasyka, chciałoby się rzec. Sęk w tym, że w brzmieniu "siódemek" jest coś pociągającego - coś, co wyróżnia je na tle konkurencji z tego przedziału cenowego. Nie wiem, czy konstruktorzy popracowali nad samymi wooferami, ich magnesami, cewkami i membranami, czy sekret tkwi w lepszym usztywnieniu i wytłumieniu obudów, czy może w umiejętnym strojeniu bass-refleksu. A może na ostateczny efekt składają się wszystkie te usprawnienia? Fakt jest jednak taki, że Soniki schodzą bardzo, bardzo nisko, zachowując przy tym nienaganną kontrolę. Bez problemu wypełniają pomieszczenie o powierzchni dwudziestu pięciu, trzydziestu metrów kwadratowych pełnoskalowym dźwiękiem, jednak robią to w sposób zdyscyplinowany, dbając nie tylko o "zejście" i "mięcho", ale także o timing i panowanie nad sytuacją. Jeśli ustawimy kolumny około pół metra od tylnej ściany, bas jest mocny, ale trzymany w ryzach, z wyraźnym atakiem i krótkim wybrzmieniem. Gdy stopniowo dosuwamy Soniki bliżej ściany, ilość niskich tonów rośnie, lecz charakter wciąż pozostaje przewidywalny. Zamiast rozlanej, monotonnej fali dostajemy bardziej podkreśloną podstawę, która nadal ma zarysowany kontur. Dopiero ekstremalne ustawienia - dwadzieścia centymetrów do ściany w niewielkim pokoju - potrafią doprowadzić do przesady. Przy zachowaniu zdrowego rozsądku zarówno w temacie umiejscowienia kolumn, jak i współpracującej z nimi elektroniki, "siódemki" oferują mocny, głęboki i przekonujący bas, który u większości użytkowników odsunie kwestię dokupienia subwoofera na później lub "na święty nigdy".
Średnica jest zdecydowanie najmocniejszą stroną tych kolumn i to głównie dzięki niej Soniki 7 zasługują na miano "all-roundera". Duńczycy od lat wiedzą, jak zrobić przetworniki z papieru i włókien drzewnych tak, aby wokale brzmiały naturalnie i przyjemnie. Tutaj ten charakter został dodatkowo uporządkowany przez ulepszony układ magnetyczny. W praktyce przekłada się to na środek, który z jednej strony ma wyczuwalne "papierowe" ciepło, a z drugiej pozostaje czytelny, precyzyjny i pozbawiony szorstkości. Wokale są prezentowane z odpowiednią masą i skalą, bez sztucznego pogrubiania, ale także bez wychudzania i natarczywego wysuwania ich do przodu. Instrumenty akustyczne - fortepian, gitary, instrumenty smyczkowe - korzystają z tego samego połączenia gładkości i konturu. Nie ma tu ani wrażenia studyjnej, klinicznej kontroli, ani słodkawego brzmienia rodem z konstrukcji nastawionych jedynie na "ładność". Soniki dobrze oddają różnice między nagraniami. Materiał zrealizowany jasno i ostro nie zostanie utopiony w pluszowej średnicy, ale też nie zamieni się w trudne do skonsumowania pasmo sybilantów. To typ prezentacji, który sprawia, że po kilku dniach odsłuchów zaczynamy po prostu ufać tym kolumnom, zamiast w kółko analizować, czy to one są "winne" dalekiego od ideału brzmienia naszych ulubionych płyt.
Punkt podziału między tweeterami ustalono na 14 kHz. Jeżeli macie taką możliwość, włączcie sygnały testowe i sprawdźcie, jak wysoki jest to dźwięk. Większość osób odbiera go jako nieprzyjemny pisk. Część słyszy go mało wyraźnie, a niektórzy nie rejestrują takiej częstotliwości w ogóle. Wysokie tony "siódemek" są więc w 80% dziełem miękkiej kopułki, a wstęga stawia tylko kropkę nad "i". Efektem jest góra pasma, która brzmi realistycznie, nie syczy, nie kłuje ani nie jazgocze bez wyraźnego powodu.Góra pasma będzie odkryciem dla tych, którzy wcześniej mieli do czynienia jedynie z tańszymi konstrukcjami duńskiej firmy. Dla słuchaczy znających również wyższe modele, będzie natomiast jedynie potwierdzeniem tego, że pozornie szalony pomysł połączenia dwóch tweeterów i zupełnie różnej konstrukcji w rzeczywistości ma sporo sensu. Taka mieszanka daje w praktyce nieco inne wrażenia niż klasyczne kopułki znane z Oberonów. Tutaj wysokie tony są bardziej rozciągnięte, z większą ilością powietrza i subtelnych szczegółów, ale bez charakterystycznej ostrości, która w niektórych hybrydowych konstrukcjach tej marki potrafiła się pojawiać przy niewłaściwym doborze elektroniki. Kopułka wykonuje zasadniczą część pracy, dostarczając pełny, nasycony zakres wyższej średnicy i niższej góry, natomiast wstęga doświetla same szczyty pasma, dodaje blasku i podkreśla ten zakres częstotliwości, który większość miękkich kopułek wygładza albo jest w nim po prostu nieobecna. Po raz kolejny wrócę tu do tabeli danych technicznych, a konkretnie do częstotliwości podziału. Zwykle interesuje nas granica między tweeterem a jednostkami nisko-średniotonowymi (tutaj ustalono ją na 2300 Hz, a więc dość nisko), ale w tym przypadku o wiele ciekawszy jest punkt podziału między tweeterami. Jest to 14 kHz. Jeżeli macie taką możliwość, włączcie sygnały testowe i sprawdźcie, jak wysoki jest to dźwięk. Większość osób odbiera go jako nieprzyjemny pisk. Część słyszy go mało wyraźnie, a niektórzy nie rejestrują takiej częstotliwości w ogóle. Wysokie tony "siódemek" są więc w 80% dziełem miękkiej kopułki, a wstęga stawia tylko kropkę nad "i". Efektem jest góra pasma, która brzmi realistycznie, nie syczy, nie kłuje ani nie jazgocze bez wyraźnego powodu, za to w dobrze zrealizowanych nagraniach usłyszymy masę szczegółów, w tym przekonująco odwzorowane informacje o akustyce sali.
Na tym jeszcze nie koniec. Kolejnym elementem, w którym hybrydowy tweeter pokazuje swoją przewagę nad klasycznym układem jednokopułkowym, jest budowanie sceny stereofonicznej. Soniki tworzą szeroki, stabilny obraz, w którym pierwsze skrzypce gra nie tyle rozmiar, co poczucie spójności. Głosy są lokowane dokładnie na osi między kolumnami, instrumenty mają wyraźnie zarysowane miejsca w panoramie, a całość nie rozpada się, kiedy usiądziemy trochę bardziej z boku kanapy. Głębia sceny zależy mocno od ustawienia. Przy dystansie rzędu trzydziestu, czterdziestu centymetrów od ściany tło jest lekko przybliżone, ale nadal czytelne. Wystarczy odsunąć kolumny jeszcze o kilkanaście, kilkadziesiąt centymetrów, żeby pierwsza linia wysunęła się odrobinę do przodu, a dalsze plany wciągnięte zostały głębiej za bazę głośników. Soniki nie są mistrzami "holografii za wszelką cenę", jednak w realnych warunkach domowych potrafią stworzyć scenę, która jest i szeroka, i uporządkowana, a przy tym nie wymaga idealnego trzymania symetrii co do centymetra.
Bardzo dobra, jak na tę klasę cenową i konstrukcję opartą na dwóch średniej wielkości wooferach, jest także dynamika. Soniki nie udają wielkich kolumn estradowych, ale w zwykłym salonie potrafią zagrać głośno i z rozmachem, nie tracąc kontroli ani nie zamieniając niskich tonów w jedną grubą linię. Szybkie skoki głośności, zmiany natężenia w ramach tego samego utworu, drobne akcenty perkusji czy fortepianu - wszystko to pokazywane jest płynnie i bez wysiłku. Co ważne, sprawdza się to także przy cichym graniu. Duńskie podłogówki zachowują czytelność i wciągającą mikrodynamikę również wtedy, gdy nocą ściszymy muzykę na tyle, żeby nie obudzić połowy bloku. Na koniec przydałoby się powiedzieć coś o minusach, ale szczerze mówiąc, jedyne elementy, do których mógłbym się przyczepić, wynikają po prostu z charakteru tych kolumn i zastosowanych w nich przetworników. Przykładowo, jeżeli ktoś szuka idealnej przezroczystości, może narzekać, że hybrydowy tweeter wprowadza niespójność, a to ocieplanie średnicy, to kto to, panie, widział... To jest nie po audiofilsku, niezgodnie z zasadami, nic tylko na śmietnik takie głośniki wyrzucić, a konstruktorów do więzienia wsadzić! W teorii jakiekolwiek odstępstwo od neutralności to grzech, ale w praktyce taka kombinacja sprawdza się po prostu świetnie. Z jednej strony dostajemy bowiem dźwięk zdrowy, pełny, dynamiczny i szczegółowy, a z drugiej - na tyle przyjemny i naturalny, że nie musimy robić przerw w odsłuchu, aby dać uszom odpocząć. To się nie może nie podobać.




Budowa i parametry
DALI Sonik 7 to 2,5-drożne kolumny podłogowe w obudowie wentylowanej. Pod względem technicznym są swego rodzaju destylatem tego, co duńska firma pokazała już wcześniej w swoich droższych seriach, ale przefiltrowanym przez wymogi rozsądnej ceny. Gwoździem programu są dwa 18-cm przetworniki nisko-średniotonowe i hybrydowy moduł wysokotonowy. Każdy z wooferów pracuje w swojej własnej komorze, co ma ograniczać ich wzajemne oddziaływanie i ułatwiać kontrolę nad basem. Głośniki te korzystają z membran Clarity Cone. To znany z droższych modeli DALI kompozyt papieru i włókna drzewnego, który daje charakterystyczną, nierówną fakturę i bordowe zabarwienie. Chodzi nie tylko o wygląd. Taka struktura ma zapewniać wysoki stosunek sztywności do masy i łagodne wygaszanie rezonansów. Duńczycy zwracają też uwagę na to, że mechaniczne własności membrany są dobrane tak, aby ułatwić płynne przejście między wooferem a kopułką w rejonie dwóch, trzech kiloherców. Za wysokie tony, a dokładniej za częstotliwości powyżej 2300 Hz, odpowiada hybrydowy moduł, w którym główną rolę odgrywa lekka, 29-mm kopułka tekstylna, a najwyższe częstotliwości odtwarza planarny tweeter o wymiarach 17 x 54 mm. Częstotliwość podziału między kopułką a wstęgą ustalono na 14 kHz, dzięki temu większość "ciężkiej pracy" w zakresie góry bierze na siebie kopułka, natomiast tweeter planarny doświetla sam skraj pasma.
Sercem układu napędowego wooferów jest system SMC Essential. Jak tłumaczy producent, klasyczne, żelazne nabiegunniki w tradycyjnych przetwornikach powodują powstawanie prądów wirowych, dokładając do tego histerezę i nieliniowości pola magnetycznego. SMC, czyli Soft Magnetic Compound, to materiał, który bardzo dobrze przewodzi strumień magnetyczny, za to praktycznie nie przewodzi prądu. W kolumnach z serii Sonik zastosowano hybrydowy biegun złożony z rdzenia żelaznego i otaczającego go pierścienia SMC, osadzonego w ferrytowym magnesie. Oznacza to, że w porównaniu z prostszymi układami, jakie znajdziemy w typowych budżetowych kolumnach, SMC Essential realnie redukuje zniekształcenia harmoniczne wyższego rzędu i zmiany charakterystyki w funkcji poziomu głośności. Innymi słowy, Sonik 7 powinny brzmieć równie czysto i spokojnie zarówno przy cichym, jak i przy głośnym słuchaniu, a impedancja widziana przez wzmacniacz ma być bardziej "przyjazna", co ułatwia sterowanie kolumnami nawet przez elektronikę ze średniej półki.
Obudowa Soników to klasyczny MDF o przemyślanym układzie wewnętrznych wzmocnień. DALI podkreśla, że wytłumienie zastosowano selektywnie - tylko tam, gdzie jest ono rzeczywiście potrzebne. To element szerszej filozofii niskich strat, według której kolumny mają magazynować możliwie mało energii i jak najszybciej oddawać ją do pomieszczenia. Innymi słowy, skrzynka ma nie grać swoim charakterem, ale też nie tłumić dynamiki. Port bass-refleks typu Dual Flare z profilowaniem na obu końcach został dostrojony do częstotliwości 39 Hz. Zadaniem tego elementu ma być nie tylko wsparcie najniższych częstotliwości, ale także ograniczenie szumów przepływu powietrza i minimalizacja dudnienia w pobliżu ściany. Duńczycy twierdzą, że w praktyce ten typ portu zachowuje się bardziej przewidywalnie niż proste cylindry o ostrych krawędziach, które potrafią wnieść do dźwięku charakterystyczne, nieprzyjemne odgłosy przy większych wychyleniach membran. Jeśli chodzi o dane katalogowe, Sonik 7 są opisywane jako kolumny nominalnie 6-omowe o skuteczności 88,5 dB i paśmie przenoszenia od 36 Hz do 30 kHz, ze spadkiem 3 dB. Zakres rekomendowanej mocy wzmacniacza jest bardzo szeroki. Zdaniem producenta do "siódemek" możemy startować już z 30 W, a maksymalna wartość to 180 W. To oczywiście orientacyjne liczby - nikt nie powiedział, że takie kolumny nie zagrają z lampą o mocy 18-20 W albo 200-watową końcówką mocy. W praktyce Soniki nie są kolumnami przesadnie wymagającymi. Owszem, najlepiej odwdzięczą się za solidną integrę o mocy rzędu sześćdziesięciu, osiemdziesięciu watów, ale zagrają bardzo poprawnie także z nieco słabszymi klockami.
Werdykt
Patrząc na nowe kolumny duńskiej firmy z dystansu, można powiedzieć, że to po prostu kolejne, porządne kolumny podłogowe zaprojektowane tak, aby trafić w potrzeby jak najszerszego grona klientów. Klasyczna obudowa, bordowe woofery, estetyczne okleiny, hybrydowy tweeter, dużo mądrych skrótów i rozwiązań technicznych, takich jak Clarity Cone, Dual Flare czy SMC. Jeżeli jednak obawiacie się, że to wszystko wygląda dobrze tylko w materiałach reklamowych, mam dobrą wiadomość - w prawdziwym życiu Soniki sprawdzają się jeszcze lepiej niż na zdjęciach w kipiącej od wyświechtanych sloganów broszurce. To ładne, praktyczne, przyjazne dla użytkownika zestawy głośnikowe, które nie wymagają kosmicznie drogiej elektroniki ani reorganizacji przestrzeni w pokoju odsłuchowym, a i tak są w stanie wykrzesać z siebie zdrowy, pełnopasmowy dźwięk z głębokim i kontrolowanym basem, naturalną, lekko ocieploną średnicą, czytelną, ale daleką od jazgotu górą i szeroką, oderwaną od głośników, kreśloną z rozmachem i precyzją sceną stereofoniczną.
Sonik 7 to konstrukcja, która realizuje pierwotną ideę marki - dostarczyć normalnemu melomanowi dokładnie to, czego potrzebuje, bez konieczności wchodzenia w świat hi-endowych ekstrawagancji. Nie udaje luksusowego bibelotu, nie imituje hi-endowego brzmienia w jednym aspekcie, zapominając o całej reszcie ani nie obiecuje zjawisk przeczących prawom fizyki. Zamiast tego dostajemy tu przemyślany, kompletny, uczciwy sprzęt, w którym pierwsze skrzypce gra technologia przeniesiona z wyższych serii, choć na pierwszy rzut oka prawie tego nie widać. Jeśli Oberony były "kolumnami dla Kowalskiego", to Soniki można traktować jako propozycję rozwojową - zestawy dla tego samego użytkownika, który ma taki sam gust i z grubsza takie same potrzeby, ale tym razem chce dostać więcej jakości w dobrze znanym i wyjątkowo sensownym formacie. Wisienką na torcie jest cena. Wydawałoby się, że wprowadzenie poprawek, wliczając w to tę najważniejszą, jaką jest dodanie drugiego, wstęgowego tweetera, stanie się pretekstem do podniesienia ceny przynajmniej o 20-30%. Tymczasem różnica jest symboliczna, bo Oberony 7 kosztowały 6398 zł, a za Soniki 7 zapłacimy 6598 zł. Czy warto? Odpowiedzcie sobie sami. Ja lecę zaklejać kartony, bo kolejny recenzent dobija mi się do drzwi.

Dane techniczne
Rodzaj kolumn: podłogowe, 2,5-drożne, wentylowane
Pasmo przenoszenia: 36 Hz - 30 kHz (+/- 3 dB)
Impedancja: 6 Ω
Skuteczność: 88,5 dB
Częstotliwości podziału: 2300 Hz, 14 kHz
Częstotliwość strojenia bass-refleksu: 39 Hz
Maksymalny poziom ciśnienia akustycznego: 110 dB
Rekomendowana moc wzmacniacza: 30-180 W
Zalecany dystans od tylnej ściany: 20-100 cm
Wymiary (W/S/G): 100,6/20/33 cm
Masa: 16,2 kg (sztuka)
Cena: 6598 zł (para)
Konfiguracja
Audiovector QR5, Equilibrium Nano, Unison Research Triode 25, Hegel H20, Auralic Aries G1, Auralic Vega G1, Marantz HD-DAC1, Clearaudio Concept, Cambridge Audio CP2, Cardas Clear Reflection, Tellurium Q Ultra Blue II, Albedo Geo, KBL Sound Red Corona, Enerr One 6S DCB, Enerr Tablette 6S, Enerr Transcenda Ultimate, Fidata HFU2, Melodika Purple Rain, Sennheiser HD 600, Beyerdynamic DT 990 PRO, Beyerdynamic DT 770 PRO, Meze 99 Classics, Bowers & Wilkins PX5, Pro-Ject Wallmount It 1, Custom Design RS 202, Silent Angel N8, Vicoustic VicWallpaper VMT, Vicoustic ViCloud VMT.
Równowaga tonalna![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
Dynamika![]()
Rozdzielczość![]()
Barwa dźwięku![]()
Szybkość![]()
Spójność![]()
Muzykalność![]()
Szerokość sceny stereo![]()
Głębia sceny stereo
Jakość wykonania![]()
Funkcjonalność![]()
Cena![]()
Nagroda


















Komentarze (2)